Po polsku to "nieśmiertelnik" po niemiecku Erkennungsmarke.
To co piszesz jest nierealne. Na polu bitwy, na ziemi niczyjej zabici i ranni zostają i często i zwyczajnie ... gniją. Po nawale altyleryjskiej z ludzi potrafi nic nie zostać. Nic. Pomijam marynarzy i lotników. W Armii AW około 30 tysiecy ludzi zginęło w samych lawinach ! Sorry taka prawda, poczytaj wspomnienia.
Czerwony Krzyż? Skad taki pomysł? jak? Kim? Do Czerwonego Krzyża / Półksiężyca pisano gdy ktoś był zaginiony albo w niewoli.
Verlustlisten przygotowała administracja wojskowa na podstawie meldunków z jednostek.
W Austrii wydawało je k. u. k. Kriegsministerium a w przypadku Niemiec drukowano je w gazecie urzędowej Armee-Verordnungsblatt. To jest na pierwszej stronie każdej listy.
https://de.wikipedia.org/wiki/Deutsche_ ... eltkrieges
Na listach są zabici, ranni i zaginieni ale na austriackich faktycznie Vermisst jest niewiele. Ci ostatni czasem pojawiali się potem jako jeńcy po wymianie informacji. I tylko tu działał Czerwony Krzyż. Byc moze faktycznie austriacka polityka wojenna ich pomijała.
PS
Wg danych jakie widziałem do końca wojny np Niemcy mieli conajmniej 100 000 vermissed.
Tak już na koniec istniały też niemieckie Ilustrierte Verlustlisten. Ale nie polecam oglądania.