Żydowscy arendarze na wsi mazowieckiej.
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
Żydowscy arendarze na wsi mazowieckiej.
A konkretnie w Sumiężnym, parafia Brok. Oto w domu numer 1, należącym do wnuka założyciela wsi, tzn pierwszego osadnika, izbę w arendę na karczmę wziął Berek Szymkowicz. Chyba nawet wydzierżawił cały dom. Tam rodzi mu się w 1808 roku córka Sura z jego małżonki, Chaji ze Srulów, a potem syn Szmul, tyle że w Błędnicy w 1813 roku. I teraz zaczyna sie robic ciekawie: Berek nie zgłąsza syna do ksiąg parafialnych (USC w tym czasie) ale czeka az pięć lat, aby syna zarejestrować. Tu się urywa los Berka, ale nie wdowy po nim, Chaji. Pojawia sie znowu w Sumiężnym, tyle że w sąsiednim domu, numer 2, wraz z nowym mężem Herszkiem, gdzie rodzi im się córka Gifla w 1819, a potem druga córka, Estera w 1821. Tyle, że Gifla rodzi się w domu nr. 2, ale Estera w domu numer 1, tym samym gdzie mieszkała 3 lata wcześniej z pierwszym mężem, Berkiem. A tzw, międzyczasie - w 1819 r w domu nr.2 pojawia się kolejny arendarz z Broku, Srul Jakubowicz z żoną Ruchlą, tam rodzi im się syn Kuebel. Mamy więc arendarzy, ktorych dwóch mieszka po sąsiedzku w tym samym czasie. Dwie konkurujące ze soba karczmy sąsiadujące ze sobą w jednej, przeciez nie największej wsi w parafii? Sumiężne liczyło w 1817 roku 18 dymów i 82 dorosłych, z czego połowa kobiet. Co ciekawe, gdy Chaja ze Srulów miała pierwsze dziecko, miała 20 lat a jej mąż Berek Szymkowicz,28. Byli więc stosunkowo młodą rodziną, która w arendzie karczmy na wsi zapewne widziala źródło utrzymania, Srul Jakubowicz i jego żona jednak to już była dojrzala rodzina - on 45, ona 35 lat. Dodac do tego świadków urodzin: u Berka i Chaji - rzeźnik, kramarz a u Srula i Ruchli sami arendarze z Broku.
Czy mogło się zdarzyć, że wewnątrz żydowskiej społeczności w Broku trwala w tym czasie walka o "rynki zbytu" uslug na wyszynk trunków i z powodu tego, że Brok był za mały i zbyt mało zamożnym miasteczkiem, aby wyżywić rosnącą grupę szynkarzy, co spowodowało wyruszenie szynkarzy " w teren" w poszukiwaniu nowych rynków? No..czemu nie, co z koleji oznaczałoby czysto biznesowe podejście żydowskich przedsiębiorców do swoich współziomków, bez sentymentów i bez cienia nawet "plemiennej solidarnosci". W interesach - bez sentymentów.
Czy mogło się zdarzyć, że wewnątrz żydowskiej społeczności w Broku trwala w tym czasie walka o "rynki zbytu" uslug na wyszynk trunków i z powodu tego, że Brok był za mały i zbyt mało zamożnym miasteczkiem, aby wyżywić rosnącą grupę szynkarzy, co spowodowało wyruszenie szynkarzy " w teren" w poszukiwaniu nowych rynków? No..czemu nie, co z koleji oznaczałoby czysto biznesowe podejście żydowskich przedsiębiorców do swoich współziomków, bez sentymentów i bez cienia nawet "plemiennej solidarnosci". W interesach - bez sentymentów.
Parafia Brok. Parafia Jabłonków, Zaolzie. Bielitz dziś Bielsko Biała.
Termin: Arenda
Nie znam się, to się zapytam
A czy w przypadku okolic Broku, termin arenda zawsze wiązał się z karczmą i sprzedażą alkoholu ? I czy koncesja obejmowała łącznie trunki wysokoprocentowe i niskoprocentowe np. piwo?
Re: Żydowscy arendarze na wsi mazowieckiej.
Z tego co wiadomo skądinąd, arendarze działali na podstawie kontraktów, zazwyczaj trzyletnich lub dwuletnich. Często warunkiem była wpłata z góry dużej części (np. połowy) całej wartości czynszu. O wszystkim decydował właściciel.
Pozdrawiam
Henryk
Pozdrawiam
Henryk
-
Mazurek_Mikołaj

- Posty: 46
- Rejestracja: śr 08 sty 2025, 15:07
- Lokalizacja: warszawa
Re: Żydowscy arendarze na wsi mazowieckiej.
Witam
Znam przypadek z parafii Niwiski, gdzie dwie rodziny żydowskie zapewne prowadziły wspólnie jedną arendę lub karczmę w jednej wsi. Pewnie sami nie byliby w stanie opłacić utrzymania takiego biznesu na warunkach dziedzica czy dworu, więc weszli w jakąś współpracę. Ponadto w któryś zapisach notarialnych z Siedlec widziałem pożyczkę od jednego żyda dla dwóch innych na ustanowienie arendy z kilkuletnim terminem spłaty. De facto również wiek tych małżeństw mógł na to wskazywać. Starsze mogło wnieść wkład, a młodsze więcej pracować fizycznie. W takim przypadku kwestia bliskości adresów i zamian w aktach ma sens.
Pozdrawiam, Mikołaj
Znam przypadek z parafii Niwiski, gdzie dwie rodziny żydowskie zapewne prowadziły wspólnie jedną arendę lub karczmę w jednej wsi. Pewnie sami nie byliby w stanie opłacić utrzymania takiego biznesu na warunkach dziedzica czy dworu, więc weszli w jakąś współpracę. Ponadto w któryś zapisach notarialnych z Siedlec widziałem pożyczkę od jednego żyda dla dwóch innych na ustanowienie arendy z kilkuletnim terminem spłaty. De facto również wiek tych małżeństw mógł na to wskazywać. Starsze mogło wnieść wkład, a młodsze więcej pracować fizycznie. W takim przypadku kwestia bliskości adresów i zamian w aktach ma sens.
Pozdrawiam, Mikołaj
Re: Termin: Arenda
Karczma na wsi była takim "centrum biznesowym" wsi. To nie tylko wyszynk trunków i jadło, to także sklep, gdzie można było kupić drobiazgi potrzebne w gospodarstwie - nici, naczynia, tkaniny. Tu się też omawiało bieżące sprawy związane z gospodarką, przepisami prawa, któremu włościanie podlegali a przecież i na ploty się przychodziło:)Aga_ta pisze: ndz 04 sty 2026, 09:30 Nie znam się, to się zapytamA czy w przypadku okolic Broku, termin arenda zawsze wiązał się z karczmą i sprzedażą alkoholu ? I czy koncesja obejmowała łącznie trunki wysokoprocentowe i niskoprocentowe np. piwo?
Parafia Brok. Parafia Jabłonków, Zaolzie. Bielitz dziś Bielsko Biała.
Re: Żydowscy arendarze na wsi mazowieckiej.
Henryk22
Mazurek_Mikołaj
Wielkie dzięki za informacje. Sporo wyjaśniają w wypadku moich żydowskich arendarzy w Sumiężnym. Wygląda na to, że młode małżeństwo, prowadzące karczmę na wsi u chłopa przeliczyło się z możliwościami, a na domiar złego nastąpiły rodzinne nieszczęścia. Wzięli w arendę karczmę na wsi, wyłożyli środki na kontrakt. Mąż jednak się rozchorował albo inaczej zaniemógł, nie bardzo był w stanie prowadzić interes. Rodzina się przenosi do sąsiedniej wsi, tam się rodzi ich syn ale jednocześnie umiera jego ojciec. Pozostała wdowa ma długi, być może nie tylko u właściciela chałupy, w której miała karczmę, ale i u krewnych w Broku, którzy wyłożyli dla niej gotówkę na zapłacenie czynszu w Sumiężnym. Wtedy pojawia się drugi arendarz, stary i doświadczony karczmarz z Broku, który przychodzi wdowie z pomocą, oferuje spłatę długów i środki na opłatę dzierżawy za kontrakt na karczmę, ale stawia warunek: wdowa musi wyjść za mąż, co ma być gwarancją zwrotu pożyczki - nowy mąż z żoną będą prowadzić karczmę i część zysku oddawać inwestorowi jako spłata pożyczki. Inwestor zamieszkuje w sąsiedniej chałupie, która staje się centrum logistycznym ( magazyn, biuro ) a pierwsza chałupa służy jako miejsce świadczenia usług. To oznaczałoby, że w Sumiężnym działały nie dwie konkurujące karczmy - co było by dziwactwem ekonomicznym, ale jedna, którą prowadziła młoda karczmarka z młodym mężem, ale część zysków odprowadzali zamożnemu i doświadczonemu inwestorowi jako spłata długów i zwrot z inwestycji.
Mazurek_Mikołaj
Wielkie dzięki za informacje. Sporo wyjaśniają w wypadku moich żydowskich arendarzy w Sumiężnym. Wygląda na to, że młode małżeństwo, prowadzące karczmę na wsi u chłopa przeliczyło się z możliwościami, a na domiar złego nastąpiły rodzinne nieszczęścia. Wzięli w arendę karczmę na wsi, wyłożyli środki na kontrakt. Mąż jednak się rozchorował albo inaczej zaniemógł, nie bardzo był w stanie prowadzić interes. Rodzina się przenosi do sąsiedniej wsi, tam się rodzi ich syn ale jednocześnie umiera jego ojciec. Pozostała wdowa ma długi, być może nie tylko u właściciela chałupy, w której miała karczmę, ale i u krewnych w Broku, którzy wyłożyli dla niej gotówkę na zapłacenie czynszu w Sumiężnym. Wtedy pojawia się drugi arendarz, stary i doświadczony karczmarz z Broku, który przychodzi wdowie z pomocą, oferuje spłatę długów i środki na opłatę dzierżawy za kontrakt na karczmę, ale stawia warunek: wdowa musi wyjść za mąż, co ma być gwarancją zwrotu pożyczki - nowy mąż z żoną będą prowadzić karczmę i część zysku oddawać inwestorowi jako spłata pożyczki. Inwestor zamieszkuje w sąsiedniej chałupie, która staje się centrum logistycznym ( magazyn, biuro ) a pierwsza chałupa służy jako miejsce świadczenia usług. To oznaczałoby, że w Sumiężnym działały nie dwie konkurujące karczmy - co było by dziwactwem ekonomicznym, ale jedna, którą prowadziła młoda karczmarka z młodym mężem, ale część zysków odprowadzali zamożnemu i doświadczonemu inwestorowi jako spłata długów i zwrot z inwestycji.
Parafia Brok. Parafia Jabłonków, Zaolzie. Bielitz dziś Bielsko Biała.
Re: Termin: Arenda
Czasem to był naprawdę kompleksowy biznes. Natrafiłam na zapis z 1810 r. z mazowsza, mówiący o tym, że 'na stanie' w pewnej karczmie był grabarz.
Można podejrzewać, że trunki w tym lokalu były podłe, za to obecność grabarza wskazuje na obsługę „Full Service”.
Tyle w ramach anegdoty. A co do faktów, to nie wiem czy ów lokal funkcjonował wówczas jako karczma, czy też był chałupą do wynajęcia.
Tak czy siak - Miłego dnia!
Agata