Nie zgodzę się. Ustalając przodków kierujemy się tylko i wyłącznie wiedzą. Owszem, prawnie można dziedziczyć tytuł, majątek i nazwisko. Ale nie można prawnie odziedziczyć przodków.Wniosek jest oczywisty. Genealogia to nie biologia. Ustalając fakty genealogiczne zawsze musimy brać pod uwagę istniejący w tamtym momencie stan prawny, bo to on decyduje kto formalnie jest naszym rodzicem i dziadkiem.
Co z tego że Jan prawnie adoptuje Karola. Ok, jest jego ojcem, ale to nie może wpłynąć na fakt że Jerzy ojciec Jana jest dziadkiem Karola. Jerzy nie adoptował Karola na wnuka. Idziemy w ten sposób w ślepy zaułek.
Szlachectwo idzie zgodnie z prawem wieków, ale genealogia to nie dziedzina szukania szlachectwa tylko szukania przodków.
Można nawet wskazać na słowo genealogia, ród i wiedza. Ród od rodzenia, wiedza od wiedzy faktycznej. Tego prawną definicją się nie da zmienić.
Można kogoś uszlachetnić, bo to tylko słowo, ale nie można kogoś zrodzić bez faktycznego rodzenia.
Dziś mamy o wiele bardziej złożone problemy, jak traktować w genealogii in vitro, banki spermy itd.
Jednak to są nowe problemy. I tak czy inaczej, dalej ktoś ma biologiczną matkę i ojca. Być może przyszłość to zmieni. Możliwe. Póki co interesują nas jednak bardziej dawne czasy kiedy tych problemów nie było.
Dla nas oczywiście fakt adopcji jest ważny, warty odnotowania. Ale nie powinien nam zmieniać obrazu tego co ważniejsze.
Mój dziadek był z nieprawego łoża. I co miałem stwierdzić ok, ojcem jest "nikt"?
Pomęczyłem ludzi, popytałem i doszedłem do prawdy, prawda jest. Nie zawsze możliwa do odkrycia ale jednak jest.
Większym problemem będą testy DNA...
Jak do tego podejść, to jest rzeczywisty problem wymagający zastanowienia i dyskusji. W przeważającej ilości przypadków test DNA nam powie że nie jesteśmy czyimś potomkiem, ale czyim potomkiem jesteśmy tego nam już nie powie. Co wtedy?

