Witam
Okazało się, że w moim wywodzie przodków po mieczu, 4xpradziadkowie ze strony dziadka i 4x pradziadkowie ze strony babci to te same osoby. Wielkie zaskoczenie!!! A wszystko w Zerzniu.
Czy spotkaliście się z takim przypadkiem?
Pozdrawiam
Jola
Ciekawy przypadek
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
-
Marynicz_Marcin

- Posty: 2313
- Rejestracja: sob 20 cze 2009, 19:06
- Lokalizacja: Międzyrzecz
Ciekawy przypadek
Jest to tzw. ubytek przodków.
Z jednej strony radość, a z drugiej smutek.
Radość, bo jest to pewnego rodzaju ułatwienie - drzewo powiększa się podwójnie wraz z każdym znalezionym przodkiem.
Smutek, bo mniej szukania (dla innych może być to radość, ale to raczej dla tych, którzy genealogię uważają za epizod w swoim życie, a nie wieczne poszukiwnie).
Z jednej strony radość, a z drugiej smutek.
Radość, bo jest to pewnego rodzaju ułatwienie - drzewo powiększa się podwójnie wraz z każdym znalezionym przodkiem.
Smutek, bo mniej szukania (dla innych może być to radość, ale to raczej dla tych, którzy genealogię uważają za epizod w swoim życie, a nie wieczne poszukiwnie).
Pozdrawiam,
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
Ciekawy przypadek
Również od lat badam skomplikowany splot pokrewieństwa i powinowactwa moich przodków.
W wywodzie przodków mojego macierzystego dziadka oraz wywodzie przodków mojej macierzystej babci (oboje urodzeni w 1876 roku) naliczyłam 10. (słownie: dziesięcioro) przodków wspólnych.
Mój prapradziadek Marcin (dziadek mojego w/w dziadka) ożenił się z córką mojego prapradziadka (Tomasza) a syn prapradziadka Marcina, ojciec mojego w/w dziadka, ożenił się z córką mojego prapradziadka (Jana), który był młodszym bratem tego pierwszego prapradziadka (Tomasza)
. Dla mojej prababci, matki mojego w/w dziadka, jej krewna (córka brata jej ojca), po ślubie z moim pradziadkiem, została jej teściową. Młodszy brat tej teściowej (Szymon) został ojcem chrzestnym mojego w/w dziadka a z czasem i jego teściem.
I tak sobie czasem myślę, że te sploty pokrewieństwa i powinowactwa, wśród moich kmiecych przodków, przypominają niemal historie rodów królewskich
.
Pozdrawiam serdecznie –
Lidia
W wywodzie przodków mojego macierzystego dziadka oraz wywodzie przodków mojej macierzystej babci (oboje urodzeni w 1876 roku) naliczyłam 10. (słownie: dziesięcioro) przodków wspólnych.
Mój prapradziadek Marcin (dziadek mojego w/w dziadka) ożenił się z córką mojego prapradziadka (Tomasza) a syn prapradziadka Marcina, ojciec mojego w/w dziadka, ożenił się z córką mojego prapradziadka (Jana), który był młodszym bratem tego pierwszego prapradziadka (Tomasza)
I tak sobie czasem myślę, że te sploty pokrewieństwa i powinowactwa, wśród moich kmiecych przodków, przypominają niemal historie rodów królewskich
Pozdrawiam serdecznie –
Lidia
- Wlodzimierz_Macewicz

- Posty: 360
- Rejestracja: śr 11 kwie 2007, 22:04
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Ciekawy przypadek
to często spotykane wśród stałej ludności danego miasteczka. Młodzi poznawali się z okazji uroczystości rodzinnych (śluby, chrzciny, stypy) ew niedzielne msze, więc nic dziwnego że cała wieś to jedna rodzina.
pozdr WM
pozdr WM
- Aftanas_Jerzy

- Posty: 3287
- Rejestracja: śr 15 kwie 2009, 15:52
Witam!
Opisane przykłady to efekt kojarzenie małżeństw w pokrewieństwie (inbreeding). Zjawqisko występowało instytucjonalnie w Starożytnym Egipcie w rodach faraonów, w niektórych rodach królewskich (Żydzi, Inkowie), ze względu na przekonanie o boskim pochodzeniu, a wśród warstw uprzywilejowanych dla celów zachowania i powiększania stanu posiadania. Od średniowiecza instytucje państwowe i kościoły wydatnie ograniczyły zjawisko kojarzenia krewniaczego, głównie w wyniku obserwowania negatywnych przejawów obniżenia "wigoru" wśród potomstwa (tzw. depresja inbredowa), to jest:
obniżenie płodności i plenności,
trudności zapłodnienia i skłonności do poronień,
wysoka śmiertelność noworodków,
ujawnienie się dziedzicznych wad i defektów natury genetycznej,
zmniejszona odporność na choroby,
osłabienie odporności nerwowej (leki, nadpobudliwość, agresja),
zmniejszenie rozmiarów i wagi ciała,
wolniejsze tempo wzrostu.
Zwierzęta od wieków instynktownie nie dopuszczały do inbredowania, nie mając żadnej wiedzy na temat genów – coś musi być w tej „mądrości natury” . Wyjątkowo obserwuje się u ginących gatunków kojarzenia krewniacze gdy na danym obszarze występują w nielicznych populacjach (instynkt zachowania gatunku).
W praktyce hodowlanej stosuje sie inbreding, dajacy nieraz pozytywne efekty, ale często bardzo negatywnymi skutkami. Jako przykład może posłużyć genetyczna choćby choroba Wilsona (u terrierów choruje co czwarty szczeniak); u ludzi 1 przypadek na 40 000.
Temat w literaturze pięknej doczekał sie wielu pozycji wybitnych, poczynając od starożytności. Przed dwoma laty zamieściłem na naszym forum post na temat dzieła noblisty Gabriel Garcia Marquez'a "Sto lat samotności" . Jest to historia siedmiu pokoleń rodu Buemiów, rodziny prześladowanej fatum kazirodztwa
http://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopic-t-11106.phtml
Jest tam odsyłacz do drzewa genealigicznego rodu, autorstwa Franka Ballesterosa http://en.wikipedia.org/wiki/File:Buendia.gif
Opisane przykłady to efekt kojarzenie małżeństw w pokrewieństwie (inbreeding). Zjawqisko występowało instytucjonalnie w Starożytnym Egipcie w rodach faraonów, w niektórych rodach królewskich (Żydzi, Inkowie), ze względu na przekonanie o boskim pochodzeniu, a wśród warstw uprzywilejowanych dla celów zachowania i powiększania stanu posiadania. Od średniowiecza instytucje państwowe i kościoły wydatnie ograniczyły zjawisko kojarzenia krewniaczego, głównie w wyniku obserwowania negatywnych przejawów obniżenia "wigoru" wśród potomstwa (tzw. depresja inbredowa), to jest:
obniżenie płodności i plenności,
trudności zapłodnienia i skłonności do poronień,
wysoka śmiertelność noworodków,
ujawnienie się dziedzicznych wad i defektów natury genetycznej,
zmniejszona odporność na choroby,
osłabienie odporności nerwowej (leki, nadpobudliwość, agresja),
zmniejszenie rozmiarów i wagi ciała,
wolniejsze tempo wzrostu.
Zwierzęta od wieków instynktownie nie dopuszczały do inbredowania, nie mając żadnej wiedzy na temat genów – coś musi być w tej „mądrości natury” . Wyjątkowo obserwuje się u ginących gatunków kojarzenia krewniacze gdy na danym obszarze występują w nielicznych populacjach (instynkt zachowania gatunku).
W praktyce hodowlanej stosuje sie inbreding, dajacy nieraz pozytywne efekty, ale często bardzo negatywnymi skutkami. Jako przykład może posłużyć genetyczna choćby choroba Wilsona (u terrierów choruje co czwarty szczeniak); u ludzi 1 przypadek na 40 000.
Temat w literaturze pięknej doczekał sie wielu pozycji wybitnych, poczynając od starożytności. Przed dwoma laty zamieściłem na naszym forum post na temat dzieła noblisty Gabriel Garcia Marquez'a "Sto lat samotności" . Jest to historia siedmiu pokoleń rodu Buemiów, rodziny prześladowanej fatum kazirodztwa
http://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopic-t-11106.phtml
Jest tam odsyłacz do drzewa genealigicznego rodu, autorstwa Franka Ballesterosa http://en.wikipedia.org/wiki/File:Buendia.gif
Ostatnio zmieniony wt 13 lis 2012, 14:44 przez Aftanas_Jerzy, łącznie zmieniany 1 raz.
Serdeczne pozdrowienia
Jerzy Aftanas
Jerzy Aftanas
-
Marynicz_Marcin

- Posty: 2313
- Rejestracja: sob 20 cze 2009, 19:06
- Lokalizacja: Międzyrzecz
Moje nazwisko jest bardzo rzadko spotykane, więc mogę stwierdzić, że wszyscy o tym nazwisku to moja rodzina.
Jakiś czas temu wśród moich przodków znalazła się Wiktoria Marynicz (prababcia mojej prababci) wyszła za Jana Gmiterka, który został moim 4xpradziadkiem. Jakiś czas później (ok. 100 lat) związek małżeński zawierają Franciszek Marynicz i Rozalia Gmiterek !
Na razie nie znam stopnia pokrewieństwa jednych i drugich Maryniczów, ale na razie nie dotknął mnie ubytek przodków, chociaż wiem, że jest on bardzo blisko..
Jakiś czas temu wśród moich przodków znalazła się Wiktoria Marynicz (prababcia mojej prababci) wyszła za Jana Gmiterka, który został moim 4xpradziadkiem. Jakiś czas później (ok. 100 lat) związek małżeński zawierają Franciszek Marynicz i Rozalia Gmiterek !
Na razie nie znam stopnia pokrewieństwa jednych i drugich Maryniczów, ale na razie nie dotknął mnie ubytek przodków, chociaż wiem, że jest on bardzo blisko..
Pozdrawiam,
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/