Nie jest to rozwód, jest to rozstanie, podmieniasz kategorie.
Rozumiem, że każde rozstanie jest dla ciebie (potocznie) rozwodem.
Wedle tego zerwanie zaręczyn też jest (potocznie) rozwodem - tak rozumiem twoją linię rozumowania.
Genealog myśli pojęciami koicja, filiacja, pokrewieństwo, powinowactwo, to jeśli chodzi o klasyczną genealogię.Genealog myśleć powinien przede wszystkim kategoriami prostymi: mąż, żona, rodzice, dzieci, brat, siostra.
Dodatkowo może być jeszcze adopcja i przysposobienie w przypadku mniej klastycznym. Jak widzisz małżeństwo nie jest wymagane.
Tu masz definicję koicji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Koicja
Całe drzewko składa się z informacji, o których wiem, a nie z wszystkich faktów które zaistniały, wiec nie rozumiem zarzutu o poufność danych. Bogiem nie jestem, jeśli wiem, że małżeństwo zostało unieważnione, to to zapisuję, znam datę, to zapisuję datę. Jak wiem, że urodziło się dziecko, to zapisuję to dziecko, jak nie wiem, to przecież go sobie nie wymyślam a ono się przecież urodziło.
Domena historyka - przecież genealogia, to nauka pomocnicza historii, więc również domena genealoga.
Co do technikaliów, ja do rysowania drzewek stosuję program, który rysuje wyłącznie linie ciągłe, nie ma jak wpisać zakończenia związku jedynie jako uwagę ogólną do danej osoby i jakoś mi to nie przeszkadza. W innym programie wpisuję rozwody cywilne po prostu, dzięki czemu linia jest przerywana.
Gdybym tego programu używał było by tak jak mówisz, ale on mi nie pasuje bo brzydko rysuje drzewa.
To, że na rysunku nie da się wyświetlić uwag, nie oznacza, że nie da się ich zapisać w programie jako osobne zdarzenie lub jako uwagi do innego zdarzenia. Fakt będą widoczne jeśli publikacja będzie szersza niż tylko rysunek drzewka.
Co mnie obchodzi co uważa Bóg, skoro jego myśli nie sposób poznać? Po to genealodzy wymyślili koicję, żeby móc takie dylematy omijać.W innym wypadku musiałbym wogóle ich oddzielić od siebie bo przecież nigdy mężem i żoną nie byli - ale to według Boga.
Ludzie nie wiedzą wszystkiego i nigdy wiedzieć nie będą, sąd też nie wie wszystkiego, należy zlikwidować system prawny według Ciebie?Co to wogóle za instytucja gdzie nawet mąż i żona nie wiedzą tak naprawdę czy ich małżeństwo jest ważne czy nie?
Nasze drzewo z definicji jest hipotetyczne. Podpieramy się aktami prawnymi, zdjęciami itp. by je jakoś udokumentować ale nigdy do końca nie wiemy, czy dokumenty nie okażą się błędne lub wręcz sfałszowane. Ile znasz przypadków gdzie w księdze stoi chrzest pod jakimś imieniem, a później się okazuje, że ta osoba nigdy nie używała tego imienia w swoim życiu. To jak w końcu się nazywała?
Nie twierdziłeś, że rozwód cywilny i unieważnienie to jest to samo?
Wiesz co znaczy termin tożsame?W tym sensie oba terminy po przeniesieniu na grunt potoczny stają się tożsame.
Nie są tożsame, należą do jakiejś wspólnej kategorii nazwij ją sobie 'rozpad związku', czy 'rozstanie' ale nie mieszaj ze ściśle zdefiniowanymi terminami mającymi określony sens w systemie prawnym.


