Rozmowy/wywiady z członkami rodziny [jak?]

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Rozmowy/wywiady z członkami rodziny [jak?]

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Nie będzie krótko:)

Czeka mnie, w niedługim czasie pewne wyzwanie. O tym, że będzie to wyzwanie wiem z drugiej albo trzeciej ręki. Stąd wątek/post i prośba o podzielenie się doświadczeniem.

Jak się przygotować do uzyskania informacji od trudnego rozmówcy?

Do tej pory - poza jednym przypadkiem - nie miałem większych problemów z takimi spotkaniem. Jeśli - to problem wynikał z konieczności weryfikacji informacji, której należało dokonać z poczucia obowiązku czy rzetelności (pomimo świadomości, że to na 99% błędny trop)

Raz jeden zgrzeszyłem brakiem cierpliwości -zniechęcony bezskutecznym wyjaśnianiem, że nie o "majątek" mi chodzi. Linia bardzo boczna, machnąłem ręką, choć informacja była elektryzująca, wręcz sensacyjna (zaprzeczała faktowi zgonu i pochówku - odnotowanego w dokumentach, "wizji lokalnej" i świadectwach innych osób.
Tym razem nie za bardzo mogę sobie pozwolić na zamknięcie drzwi, a prawdopodobnie spotkam się z podejrzeniem jak wyżej ("żeby to jeszcze było "łowca posagów":) ale "łowca jakiś tam zapomnianych spadków..brr) i kilkoma innymi. Przynajmniej tak wróble ćwierkają.

Jak zwiększyć szansę na powodzenie?
Awatar użytkownika
Cwynar_Justyna

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 169
Rejestracja: ndz 04 lis 2012, 06:03
Lokalizacja: Chicago, IL

Rozmowy/wywiady z członkami rodziny [jak?]

Post autor: Cwynar_Justyna »

Witaj Włodzimierzu,

Mogę się z tobą podzielić doświadczeniami z "wywiadów", chodź przyznam, że nie byli to trudni rozmówcy ( w mojej opini). W pierwszym przypadku mam do czynienia z babcią od strony ojca, która nie uważa genealogi za coś ważnego. Ba, za pierwszym razem usłyszałam "a po co ci to? chyba najważniejsze jest pamietać swoich rodziców i dziadków." Odpowiedziałam, że jeżeli ważni są rodzice i dziadkowie to dla niej też oni byli ważni a to sprawia, że i dla mnie są ważni. W pierwszej rozmowie oczywiście padły słowa w stylu "ale tam majatku to juz dawno nie ma". Chyba zbiłam babcię z tropu stwierdzajac, że nie dbam o żadne majątki, a wiedza czy majatek był albo czy była to szlachta jest tylko by mi pomóc znaleść tych ludzi i więcej informacji o nich. Babcia chyba zrozumiała, że to dla mnie ważny temat, bo co rozmowa (niestety tylko mam z nia kontakt telefoniczny) to coś sobie przypomina bo myślała o tym troche. Druga babcia niestety ma juz problemy z pamiecią ale też co pytam o rodzine to słyszę "a tam był jakiś majatek ale dawno temu/ ale przepili/ ale sprzedali". Chyba wszyscy sie zgodzą, że dobrze wiedzieć o majątkach bo czasem pomaga to dotrzeć do historii rodziny i ludzi w drzewie, ale ja przyjmuje zasade, że jak ktoś wspomina o majątku to moją reakcją jest "miło wiedzieć, ale to mnie nie interesuje".

Tak więc radze zamiast robić jeden długi wywiad i niecierpliwić się i denerwować to spotkać sie (zadzwonić) kilka razy (jeżeli jest to możliwe).
Zadawaj nietypowe pytania typu:
-z kim sie babcia bawiła jak była mała (pomogło mi to ustalić, że rodzina nie mieszkała blisko babci)
-a jak jeździlście (mama, tata, babcie) na wakację to jakąś rodzinę odwiedzaliście (uzyskałam BARDZO dużo informacji poprzez to pytanie)
-jak się poznali (babcia z dziadkiem, rodzice babci, rodzice dziadka, rodzeństwo dziadków i pradziadków)

Pytaj o rzeczy przyziemne jak śluby, komunie, chrzty, imprezy rodzinne, wakacje, pracę. Ignoruj tematy o majatki, domy, pieniądze. I podchodz do tego na luzie, na zasadzie zwykłej rozmowy. Jeżeli masz możliwość przejdz przez zdjęcia rodzinne ( kto jest na zdjęciu, gdzie zrobione, przy jakiej okazji zrobione). Zachowuj sie jak członek rodziny rozmawiający o rodzinie a nie jak policjant/dziennikarz który robi przesłuchanie.

Trochę przydługo ale mam nadzieję, że coś pomogłam.

Powodzenia,
Justyna
Awatar użytkownika
OlaH

Członek Honorowy
Adept
Posty: 320
Rejestracja: sob 27 mar 2010, 04:12
Lokalizacja: North Aurora, IL, USA

Rozmowy/wywiady z członkami rodziny [jak?]

Post autor: OlaH »

Może zaprosić na takie spotkanie innego członka rodziny, który być może jest w przyjaznych relacjach z Twoim przyszłym rozmówcą?

Kilka lat temu chciałam uzyskać trochę rodzinnych historyjek od siostry mojej babci – jedynej żyjącej jeszcze z tego pokolenia. Ponieważ nie bardzo tę "ciocię-babcię" znałam, poprosiłam siostrę mojej mamy, która bywała u tamtej rodziny dość często, aby zorganizowała wizytę i pojechała ze mną. Dołączyła do nas również moja mama i jej kuzynka. Były więc cztery seniorki i ja zaopatrzona w dyktafon. Od czasu do czasu rzucałam jakieś “niewinne” pytanie, które naprowadzało rozmowę na temat mnie interesujący. Ja sobie siedziałam wygodnie w fotelu, dyktafon spokojnie pracował, leżąc na ławie (po kilku minutach wszystkie rozmówczynie przestały go zauważać), a moja mama i trzy ciocie po prostu sobie wspominały. Ja zyskałam trzy godziny takich nagranych “wspominków” z tamtej wizyty.

Powodzenia :)
Pozdrawiam,
Ola
Wiktor_Witek

Sympatyk
Posty: 475
Rejestracja: wt 23 paź 2012, 23:36
Lokalizacja: Warszawa

Rozmowy/wywiady z członkami rodziny [jak?]

Post autor: Wiktor_Witek »

Zdecydowanie popieram ostatnią opcję. Tyle, że czasem trudno jest znaleźć kogoś z rodziny kto w takim spotkaniu mógłby pomóc. Jeżeli ten człowiek, z którym ma być robiony wywiad jest przekonany o finansowym tle spotkania, to może najlepiej uzbroić się w jakieś materiały - wydrukować coś i pokazać, nawet jeżeli tego kogoś to nie będzie interesowało, żeby udowodnić, że ma się inne zamiary. Poza tym nic się nie zżymać, słuchać cierpliwie wszystkiego - przytakiwać (koniecznie), udawać głupiego i szukać sposobności na zadanie pytania.:-)

Pozdrowienia

Wiktor

PS. I dyktafon się przydaje. Sprawdzić przed rozmową czy włączony.
Pawłowski_Henryk

Sympatyk
Posty: 408
Rejestracja: śr 09 lut 2011, 17:01

Post autor: Pawłowski_Henryk »

czy ważniejsze jest ustalenie nazwisk i imion ludzi którzy odeszli czy wzmacnianie więzi często z dalszą ale żyjącą jeszcze rodziną?

Ja początkowo traktowałem poszukiwania jako rozbudowywanie drzewa ale ostatnio bardzo cenię sobie takie spotkania z ludźmi początkowo zupełnie mi obcymi- którzy należą do mojej dalszej rodziny- bo wychodzą z tego bardzo miłe spotkania.

Uzbrojony zawsze jestem w wydrukowane drzewo i proponuję dopisanie brakujących gałązek ich linii no i bardzo pomocne jest znalezienie jednak jakiegoś łącznika- który ich również zna.

Nie zapomnę takiej jednej wizyty u ludzi których pierwszy raz w życiu widziałem i po kilku godzinach pożegnanie już z buziakami i misiami- tak jak kogoś bliskiego, członka rodziny.

dla mnie coraz bardziej ten aspekt wydaje się cenny.

No i zdjęcia bardzo pomagają
anna-grażyna

Sympatyk
Posty: 657
Rejestracja: sob 25 sie 2012, 18:42

Post autor: anna-grażyna »

Tak może nie całkiem w temacie -nie mam niestety recepty na taki wywiad,tu chyba więcej powiedzą bardziej doświadczeni ale opiszę swoje doświadczenia głównie w celu "podtrzymania na duchu" pomimo trudności w prowadzeniu takich rozmów.
W moim przypadku zarówno po kądzieli jak i w tej linii po mieczu,rozmowy z odnalezionymi potomkami sprowadzają się w zasadzie do stwierdzenia: "oni żadnych majątków nie mieli".
Żeby było śmieszniej (chociaż to śmiech przez łzy) to jeden z odnalezionych potomków (bardzo daleki kuzyn mojej mamy) zadał sobie trudu,pojechał do tej wsi -przeprowadził wywiad i przysłał mnie kopię umowy notarialnej o sprzedaży domu :).
Śmieszne dlatego,że ja o tej sprzedaży wiedziałam (zachował się u nas ten akt),"przez łzy" bo całe moje przedsięwzięcie i trud jaki włożyłam w odszukanie potomka poszedł na marne ponieważ nie uzyskałam żadnej informacji genealogicznej a potomek uznawszy prawdopodobnie,że obowiązek spełnił -zamilkł (pewnie myśli,że co należało uczynił i o co jeszcze tej babie chodzi).

Część odpowiada,że to bardzo fajnie,że znalazł się ktoś kto bada przeszłość rodziny i chętnie się czegoś dowiedzą ale jeszcze nikt nie zadał sobie trudu żeby np spisać osoby lub fakty które zna - nie mówiąc już o zdobyciu jakiegoś aktu.

Sporego rozczarowania doznałam na MyHeritage.
Odkryłam w dwóch drzewach bardzo rzadkie nazwisko
a w jednym znałam już nazwisko zarządzającego stroną-pomyślałam sobie :- nareszcie dowiem się czegoś i ominę archiwa,jeżeli budują drzewo to zrozumieją dlaczego szukam i obejdzie się bez zbędnych wyjaśnień.
I tzw pudło-właściciel drzewa,na którym zależało mnie najbardziej bo miałam pewność i mniej więcej wiedziałam z jakiej jest "gałązki"-nie odpowiedział.
Lecz żeby nie było tak całkiem czarno to odpowiedziała zarządzająca drugim drzewkiem -przesympatyczna osoba,wymieniamy informacje i teraz chyba połączymy siły.

Spotkało mnie też coś tajemniczego.Mam dwie kuzynki (tak wyszło,że są starsze ode mnie o około 30 lat-czyli muszą pamiętać więcej) całe życie byłyśmy w bliskich dość serdecznych układach (my mieszkaliśmy z babcią i dziadkiem one w innym mieście i często przyjeżdżały)-dopóki nie zainteresowałam się genealogią.
Najpierw bagatelizowały próbując moje pytania obrócić w żart, zasłaniając się niepamięcią itp,potem odradzały aż przeszło to w agresję i zerwanie stosunków.Podkręciło to moją ciekawość ( tym bardziej,że nie mogę tłumaczyć ich zachowania brakiem wiedzy o istocie genealogii-jedna była pracownicą PAN-u,druga UW)-nawet był moment,że z powodu ich zachowania pomyślałam sobie :- a może ja byłam adoptowana ?- ten wariant upadł i w dokumentach i wszyscy mamy wyraźne cechy rodzinne a z kuzynkami jesteśmy podobne "jak dwie krople wody".Sprawa przedziwna tym bardziej,że moje pytania nie dotyczyły "bliskich pokoleń" a rodzeństwa babci i dziadka oraz ich potomstwa ,o których miały wiedzę ponieważ urodziły się na tyle wcześnie,że zdążyły ich poznać,więcej- wiem,że spędzały wspólnie z ich dziećmi wakacje.

W sumie tzw "obcy" pomogli mnie dużo więcej niż krewni.
Ale pomimo powyższego "brnę" dalej chociaż czasem "opadają ręce" i innym życzę podobnej cierpliwości.
Najważniejsze nie zrażać się niepowodzeniami i wciąż próbować "wyciągać" informacje w każdy możliwy sposób,który przyjdzie do głowy.

Anna Grażyna
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Dziękuję za podzielenie się doświadczeniami, pewnie warto kontynuować także w tę stronę wymianę opinii. Do tej pory nie miałem problemów (poza, jak wspomniałem, jednym wypadkiem). I jak wyżej -obawiam się, uprzedzony o trudnościach, że "zaliczę" drugi - tym razem dość ważny. Standardowe metody ponoć się nie sprawdzają.
Rozważałem "obejścia" różne np prośbę o samodzielne spisanie wspomnień, utrwalenie wiadomości osobiście lub z pomocą kogoś. Tj poszedłem tropem "w czym problem" i jeśli w zniekształceniu przekazu/obawie przed zniekształceniem- to wyeliminować przez "relacja dosłowna/nieobrabiana".
Kolejny problem (potencjalny) -skoro człowiek ma opinię "trudnego" to nie chce mówić kontrowersyjnych rzeczy o przodkach osób, które mu taką opinię wystawiają. Kłamać nie chce, zostaje milczenie. Temu nie wiem jak przeciwdziałać. Tj niechęci (zrozumiałej) do bycia postrzeganym jako ten co nie wiedział o czym milczeć:)

PS a propos dyktafon (i pokrewne) - ja ma zupełnie inne wrażenia. Nagrywanie (tj próby) zdecydowanie w moich doświadczeniach szkodziły celowi. "Do mikrofonu" albo nie było w ogóle, albo bardzo sztucznie. Lepiej (zdecydowanie) jeśli ze śladem miało być - to przygotowanie notatek (które zdarzyło mi się dostać) jako podstawy do rozmowy.
Przy czym jak wyżej - w zdecydowanej większości przypadków - problemów nie miałem, pełna otwartość:) A jak nie ma problemów to człowiek nie zastanawia się jakie mogą być:)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Awatar użytkownika
Malgosia776

Sympatyk
Posty: 36
Rejestracja: czw 07 lut 2013, 21:20

Post autor: Malgosia776 »

"W sumie tzw "obcy" pomogli mnie dużo więcej niż krewni.
Ale pomimo powyższego "brnę" dalej chociaż czasem "opadają ręce" i innym życzę podobnej cierpliwości.
Najważniejsze nie zrażać się niepowodzeniami i wciąż próbować "wyciągać" informacje w każdy możliwy sposób,który przyjdzie do głowy.
Anna Grażyna"
Pani Aniu odniose sie do pani wypowiedzi -Swieta racja!obce osoby sa znacznie bardziej pomocne w budowaniu wspolnej historii i bardziej im zalezy na faktach niz na utajnianiu czy wrecz uniemozliwainiu dojscia do prawdy..poniewaz nie maja w tym interesu...podobnie jest z moimi galeziami
-rowniez odkrylam w nich niesamowite korzenie i pochodzenie...i wielkie majatki ,jak i rowniez dziedzictwo duchowe i kulturowe...ale jest taki ktos kto notorycznie usuwa dokumenty z archiwow(wyrywa kartki)...podejrzewam kto to ale nie moge nic z tym zrobic..nie zlapalam go za reke ..ciagle celowo wprowadza mnie w blad ,wrecz kloci sie z faktami (zawartymi w dokumentach)..to wysoko postawiona osoba koscielna...w moich poszukiwaniach moge jedynie liczyc na tutejszych znajomych i specjalistach od genealogii -rodziny wole nie sluchac zmienia perfidnie fakty..a to najgorsze..chodzi mi jedynie o moj rzeczywisty rodowod -prawdziwa historie rodziny/rodzin..Zycze nam i takim osobom znajdujacym
sie w podobnym polozeniu aby po prostu prawda zawsze zwyciezala..i abysmy jej doczekali..Pozdrawiam serdecznie
Joanna_Lewicka

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 653
Rejestracja: ndz 23 wrz 2012, 07:29
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Joanna_Lewicka »

Ostatnio miałam taki dziwny przypadek: znalazłam (po nazwisku, bo rzadkie) swoją rodzinę w innym mieście. Rozmowa telefoniczna z przedstawicielkami dwóch najmłodszych pokoleń była bardzo miła, trochę uzgodniliśmy, umówiliśmy się na następne kontakty. Rodzinka obiecała zapytać o parę szczegółów swoją babcię, mieszkającą obok. I odtąd - cisza... Zastanawiam się, czy warto dalej się dobijać, czy - jak piszecie powyżej - zostałam posądzona o jakieś myśli "majątkowe".
Pozdrawiam-
Joanna
Awatar użytkownika
Malgosia776

Sympatyk
Posty: 36
Rejestracja: czw 07 lut 2013, 21:20

Post autor: Malgosia776 »

Pani Joanno.Z doswiadczenia wiem,ze bedzie trudno wydobyc istotne fakty ..
lepiej niech pani nie rezygnuje ..ale trzeba brac pod uwage,ze moga chciec zmieniac fakty podobnie jak w moim
przypadku...zatem najwazniejsze sa dokumenty..zdjecia..listy.itp..
zawsze warto sie jeszce raz przypomniec..Powodzenia i duzo wytrwalosci
Joanna_Lewicka

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 653
Rejestracja: ndz 23 wrz 2012, 07:29
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Joanna_Lewicka »

Małgosiu, dziękuję.
Trochę mnie zdeprymowało takie dziwne zachowanie, bo podczas rozmowy miałam wrażenie, że to ja mam więcej do zaoferowania -nie przedmiotów (bo zdjęcia i dokumenty spaliły się w powstaniu warsz.), ale zdobytych informacji, metryk itp. Jednak spróbuję znowu.
Pozdrawiam-
Joanna
Sawicki_Julian

Sympatyk
Posty: 3423
Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski

Post autor: Sawicki_Julian »

Witam, wszystkie porady są dobre które się przydają w praktyce, może Włodek podpowiem z moich doświadczeń w niepowodzeniach nawet z księżami i świeckimi ludźmi, to radził mi także inny ksiądz by zapominać co złe ze strony księży czy rodziny i szukać dalej. Dobrze jest też pokazać co się ma już uzbierane i opisane np. w postaci książki własnoręcznie na komputerze opisana genealogia ze zdjęciami i metrykami i innych dokumentów. Ale trzeba liczyć ze to może być pierwsza i ostatnia wizyta, następnej może nie być, trzeba jak najwięcej zadawać pytań i notować w punktach, w domu je rozwinąć ; pozdrawiam
Słomińska_Dominika

Sympatyk
Ekspert
Posty: 701
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 21:43
Lokalizacja: Pow. Grójecki

Post autor: Słomińska_Dominika »

u mnie z osobami "nie pamiętającymi" i "nie rozmownymi" pokazanie im tego co już wiem.
Pozdrawiam
Dominika

Interesuja mnie nazwiska Słomiński, Szelągowski, Maroszek, Chłopecki
Awatar użytkownika
Malgosia776

Sympatyk
Posty: 36
Rejestracja: czw 07 lut 2013, 21:20

Post autor: Malgosia776 »

"Małgosiu, dziękuję.
Trochę mnie zdeprymowało takie dziwne zachowanie, bo podczas rozmowy miałam wrażenie, że to ja mam więcej do zaoferowania -nie przedmiotów (bo zdjęcia i dokumenty spaliły się w powstaniu warsz.), ale zdobytych informacji, metryk itp. Jednak spróbuję znowu. "...wiem jak takie zachowanie boli..zdarzylo mi sie kilkukrotnie w ustaleniu rodziny mojego dziadka(ojca mamy -siostry)
..najpierw zachwyt nad tym ,ze sie odnalazlo..nawet jakies lzy...ciutek wspominek...potem cisza...przemyslenia...a potem
tajenie faktow,zdjec,dokumentow po ich stronie...znow cisza....jezeli jest dialog...to dziecinnie glupie argumenty za tym ,ze nie mam racji...:)a nie wspomne o tym,ze to osoba ,ktora ma kilka waznych b.wysokich tytulow naukowych,pisze publikacje i wypowiada sie publicznie w mediach ...i historie swoja i naszej wspolnej rodziny musi znac doskonale z przekazu...to boli...bo przeciez nie o majatek mi chodzi...choc w zasadzie powinno rowniez........
..Dominiki sposob w tym przypadku nie jest dobry(przepraszam)..ale za to juz place...za duzo faktow podalam,ktore znam
przez to kolejne papiery,dzieki ktorym mialam drzewko dokonczyc..zostalo wykradzionych.wlasnie tych...tak,ze teraz brakuje mi cennego ogniwa...tak,ze zanim cos podamy nowo poznanej rodzinie-warto sie 2azy nad tym zastanowic czy aby nie pozostawic sobie marginesu bezpieczenstwa..to sa moje doswiadczenia,ktorych oczywiscie nie zycze nikomu...to dlugie godziny,dni,m-ce,jak nie lata zmudnej okreznej pracy ...Oczywiscie pewnie w wiekszosci razy jest tak ,ze natrafimy na slad rodziny ,ktora jest ok-i wspolpracuje we wspolnym celu...ale tam gdzie sa jakies niejasnosci na tle majatkowym/spadkowym itd...to robia sie schody..nie daj ...ze jeszcze ktos pracuje w archiwach albo ma w jakis spssob do nich dostep...wszystko moze sie zdarzyc..
Zasoova

Sympatyk
Posty: 136
Rejestracja: pt 09 mar 2012, 20:38

Post autor: Zasoova »

Temat dla mnie bardzo ciekawy. Obecnie rozważam nawiązanie kontaktu z siostrą mojej nieżyjącej babci, która niestety jest od lat pokłócona z moją rodziną. Już samo odezwanie się do niej będzie złamaniem rodzinnego tabu, a co dopiero, gdy zadam jej interesujące mnie pytanie: czy wie lub domyśla się, kto był ojcem jej matki, urodzonej jako dziecko panieńskie. Od kilku miesięcy gryzę się, co z tym zrobić...

Anna
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”