Kto ma księdza w rodzie...
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
-
Stanisław_Szwarc

- Posty: 340
- Rejestracja: ndz 12 sie 2012, 21:12
- Lokalizacja: Poznań
Kto ma księdza w rodzie...
Będę wdzięczny za pomoc w znalezieniu odpowiedzi na następujące pytanie.
Czy w poł. XIXw. w parafii Lubotyń, w zaborze rosyjskim proboszcz mógł dać swojej krewnej w wianie ziemię? Gdzie szukać ewentualnych dokumentów takiej darowizny?
Według rodzinnego przekazu jeden z przodków ożenił się z krewną proboszcza, został jego rządcą, a proboszcz dal krewniaczce spore gospodarstwo (i pół jeziora). Gospodarstwo jest do dziś w rękach rodziny, niemałe mimo co najmniej jednokrotnego podziału.
Z metryk wynika, że ślub miał miejsce w 1852, 19-letnia panna młoda była bratanicą proboszcza, zamieszkałą na probostwie (czemu nie u rodziców???), umowy przedślubnej nie było. Pierwsze dzieci urodziły się w Brdowie, rodzinnej miejscowości pana młodego (określanego jako młynarz), ale metryka trzeciego (1859) pochodzi już z Lubotynia, proboszcz był ojcem chrzestnym, a ojciec dziecka nazwany jest „gospodarz folwarku proboskiego”. W metrykach późniejszych (do 1867) jest „gospodarz z folwarku probostwa”, jeszcze później już tylko „gospodarz”.
Czy w poł. XIXw. w parafii Lubotyń, w zaborze rosyjskim proboszcz mógł dać swojej krewnej w wianie ziemię? Gdzie szukać ewentualnych dokumentów takiej darowizny?
Według rodzinnego przekazu jeden z przodków ożenił się z krewną proboszcza, został jego rządcą, a proboszcz dal krewniaczce spore gospodarstwo (i pół jeziora). Gospodarstwo jest do dziś w rękach rodziny, niemałe mimo co najmniej jednokrotnego podziału.
Z metryk wynika, że ślub miał miejsce w 1852, 19-letnia panna młoda była bratanicą proboszcza, zamieszkałą na probostwie (czemu nie u rodziców???), umowy przedślubnej nie było. Pierwsze dzieci urodziły się w Brdowie, rodzinnej miejscowości pana młodego (określanego jako młynarz), ale metryka trzeciego (1859) pochodzi już z Lubotynia, proboszcz był ojcem chrzestnym, a ojciec dziecka nazwany jest „gospodarz folwarku proboskiego”. W metrykach późniejszych (do 1867) jest „gospodarz z folwarku probostwa”, jeszcze później już tylko „gospodarz”.
Kto ma księdza w rodzie...
Całkiem możliwe. Tylko skąd sam ksiądz miałby ten majątek?
U mnie brat księdza przemiejscawiał się razem z nim przy każdej zmianie probostwa. Czyli być może chodziło także o pracę, choć dokumentów dotyczących zapisania czegokowiek nie znalazłem.
K.
U mnie brat księdza przemiejscawiał się razem z nim przy każdej zmianie probostwa. Czyli być może chodziło także o pracę, choć dokumentów dotyczących zapisania czegokowiek nie znalazłem.
K.
- Pieniążek_Stanisław

- Posty: 923
- Rejestracja: pt 14 lip 2006, 15:34
- Lokalizacja: Gdynia
-
Sawicki_Julian

- Posty: 3423
- Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
- Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski
Witam, taką postawę księdza tu okazuje się jako dobrej duszy w rodzie, dalej znamy wszyscy to przysłowie, tylko trzeba chwalić, dodam że dawniej np. biskupi mieli na własność całe wsie, nie tylko skrawek ziemi koło kościoła. Praca była tyko u pracodawcy bogatego, teraz mają im za złe ze byli panowie i poddani, czy się coś zmieniło na lepsze oprócz nazw, na gorsze to widzę, prezes teraz pracodawcą, za 30 lat nie będzie emerytur, bo z czego, bardzo mało kto będzie miał wypracowane lata, ale to inny temat biedy naszej ; pozdrawiam - Julian
Miałam w rodzinie podobną sytuację, tylko 30 lat później i chodziło o siostrzenicę proboszcza. W moim przypadku sprawa była o tyle jasna, że to gospodarstwo w posagu wuj jej po prostu kupił, kiedy wychodziła za mąż.
Natomiast jeśli idzie o pytanie, dlaczego nie mieszkała z rodzicami, to zauważyłam, że w mojej rodzinie, jeszcze właściwie do połowy XX wieku, praktykowane było wysyłanie dziecka do krewnych, którym się lepiej powodziło i którzy w danym momencie mogli mu zapewnić lepsze warunki, np. dostęp do edukacji. Siostrzenica księdza była półsierotą, więc prawdopodobnie opieka nad nią była formą pomocy ze strony brata dla owdowiałej siostry. Co ciekawe, ona sama "zrewanżowała" się później w podobny sposób - wychowywała, oprócz własnych dzieci, dziecko swojej kuzynki. Mam w rodzinie co najmniej kilka takich przypadków.
Pozdrawiam,
Eleonora
Natomiast jeśli idzie o pytanie, dlaczego nie mieszkała z rodzicami, to zauważyłam, że w mojej rodzinie, jeszcze właściwie do połowy XX wieku, praktykowane było wysyłanie dziecka do krewnych, którym się lepiej powodziło i którzy w danym momencie mogli mu zapewnić lepsze warunki, np. dostęp do edukacji. Siostrzenica księdza była półsierotą, więc prawdopodobnie opieka nad nią była formą pomocy ze strony brata dla owdowiałej siostry. Co ciekawe, ona sama "zrewanżowała" się później w podobny sposób - wychowywała, oprócz własnych dzieci, dziecko swojej kuzynki. Mam w rodzinie co najmniej kilka takich przypadków.
Pozdrawiam,
Eleonora
-
Stanisław_Szwarc

- Posty: 340
- Rejestracja: ndz 12 sie 2012, 21:12
- Lokalizacja: Poznań
Wszystkim dziękuję.
Wydaje się, że ewentualny dokument powinien być w aktach jakiegoś notariusza - pewnie w Kole. A może w archiwum diecezjalnym. Rodzinny przekaz mówi o wydzieleniu ziemi z majątku kościelnego - musiała być na to zgoda biskupa, chyba że jak w przypadku ruchomości rozgraniczano, co kościelne, a co prywatne i proboszcz dał ze swojego prywatnego majątku. W 1852 byl tam proboszczem od 16 lat, mógł sie dorobić.
Pozdrawiam
Staszek
Wydaje się, że ewentualny dokument powinien być w aktach jakiegoś notariusza - pewnie w Kole. A może w archiwum diecezjalnym. Rodzinny przekaz mówi o wydzieleniu ziemi z majątku kościelnego - musiała być na to zgoda biskupa, chyba że jak w przypadku ruchomości rozgraniczano, co kościelne, a co prywatne i proboszcz dał ze swojego prywatnego majątku. W 1852 byl tam proboszczem od 16 lat, mógł sie dorobić.
Pozdrawiam
Staszek