Dampc_Kasia pisze:
cześć...
parafia, w której urodziła się ciocia jest duża, była już od 1920r. w granicach Polski, 1) więc nie było obaw co do zabrania dziecka...
10 lutego w obecności gen Józefa Hallera i innych osobistości doszło do symbolicznych zaślubin Polski z Morzem Bałtyckim. Do Luzina Wojsko Polskie wkroczyło 9 lutego 1920 roku.
zresztą, nie sprawdzałam akt USC, ale tam raczej jest dobrze wpisane, bo poprzez całą II wojnę światową ciocia nie miała problemów z dokumentami 2)... jako tereny po-pruskie tutaj akta były prowadzone raczej rzetelnie, pomijając zdarzające się błędy w nazwiskach czy imionach...
Witamwitam,
zrozumiałam wypowiedzi przedmówców tak, jak zrozumiałam - prawidlowo, sądząc po ich ostatnich wypowiedziach.
Do wypowiedzi Pana Longina odniosę się tylko w jeden sposób - ja rozumiem Pana przeżycia wojenne, chociaż urodziłam się ponad 30 lat po wojnie. Moja babcia i dziadek wystarczająco mi opowiadali.
Nie zmienia to jednak faktu, że te przeżycia nie są tematem tego wątku i nie powinny być poruszane. 3) Tu mówimy o obiektywnych faktach dot. szukania przodków, a nie o tym, czego nasze narody doświadczyły.Do dzisiaj pamiętam, jak moja babcia wyzwała w latach 80-tych niemieckiego kierowcę, który po niemiecku zapytał ją o drogę do jakiejś firmy. Wiem, że po wielu latach takie zadry tkwią w ludziach. Ale proszę nie wykorzystywać wypowiedzi innych do swoich celów i ich nie przeinaczać.
Ja apeluję tylko o to, żeby nie uogólniać. Tak jak po stronie niemieckiej było wiele przewinień, tak i po polskiej one się zdarzały. Starajmy się podejść do tego obiektywnie i odpowiednio do danego tematu. I nie komentować złośliwie pewnych wypowiedzi, bo to niczemu nie służy.
I tak gwoli ostatecznego wyjaśnienia - nie obruszyłam się o swoje pruskie poczucie przynależności narodowej, bo jestem 100% Polką z udokumentowanymi przodkami od 200 lat zarówno po mieczu jak i po kądzieli. Nigdy nie czułam się Niemką, Prusaczką czy innej narodowości.
Obruszyłam się o to, że ktoś próbuje w nawiązaniu do mojej wypowiedzi budować niezdrowe emocje wywołane tak naprawdę filmem, który przypomniał pewne kwestie i to w sposób, który nie jest adekwatny do większości historii być może.
Nawiązując do mojego pradziadka:
Pradziadek w latach 1914-1918 służył w armii pruskiej jako poddany cesarza pruskiego, bo Polski wtedy nie było na mapie, czy to się komuś podoba historycznie czy nie. Taki miał obowiązek mimo tego, że czuł się Polakiem.
W latach międzywojennych aktywnie działał w związku polskim i kółku rolniczym na ziemiach, które zostały przywrócone Polsce po 123 latach zaborów.
W czasie II wojny światowej był szykanowany za odmowę podpisania Volkslisty.
W 1943 r. roku jego sąsiad, Polak, zadenuncjował Gestapo, że pomaga Polakom i nie popiera władzy niemieckiej. Za co został osadzony w Sttuthof i zamordowany po przebywaniu tam w strasznych warunkach.
I dlatego uważam, że nikt nie ma prawa oceniać tego, jacy byli Prusacy uogólniając, iż oni zburzyli Warszawę. Proszę nie uogólniać, bo szarga Pan takich ludzi, jak mój pradziadek - a on zasługuje na ogromny szacunek i pamięć. Ludzi, którym historia dała żyć na terenach pod zaborem pruskim. Nie nasza to wina, że Polacy w tamtych czasach żyli bez państwa polskiego.
Proszę o ścisłe trzymanie się tematu, a nie...
serdecznie pozdrawiam
Kasia
Trzymając się ściśle tematu pozwoliłem sobie zacytować Pani wypowiedzi, i nie po to aby jątrzyć ale po to aby zrozumieć.
Pierwsze sformułowanie odczuwam jako "wycieczkę" do poruszonej kwestii zabierania dzieci tak przez Niemców jak i przez Rosjan i wiąże się to ściśle z sytuacją patową w poszukiwaniach genealogicznych.
Drugie sformułowanie odczuwam ja, i myślę że większość Polaków doświadczonych przez Prusaków i ich spadkobierców - Naród Niemiecki jako podkreślanie i przypomnienie właśnie tej wyższości rasy niemieckiej, tak to zabrzmiało. I nie znaczy to że takie były Pani intencje, a już absolutnie nie wspomniałem słowem o Pani przodkach.
To Pani w swoich odpowiedziach, tak przynajmniej zrozumiałem, zareagowała agresywnie i tak jakby w imieniu innego narodu, trzecie sformułowanie można zrozumieć jako że przynależymy do różnych narodów, a w czwartym przytoczonym sformułowaniu mówi Pani i słusznie o przywróconych Polsce ziemiach, a jak to się ma do określenia przez Panią użytego, "tereny po pruskie". I na końcu mówi Pani "nie nasza wina że Polacy...", to jak to rozumieć My to kto a Polacy to kto?
Reakcja na takie słowne niuanse pewnie jest różna w różnych regionach Polski i trzeba brać na to poprawkę cokolwiek się publicznie nie powie. A agresja (w tym przypadku słowna) rodzi agresję i niezrozumienie. W pewnym wątku na tym forum dotyczącym obozu w Sztutthoffie, użyto sformułowania "podczas ewakuacji obozu", proszę wybaczyć my w innych regionach Polski znamy tylko "Marsz Śmierci", a ja znam ten marsz śmierci z relacji mojego Stryja który ten marsz śmierci przeżył. I prawdą jest że w wielu przypadkach miejscowa ludność pomagała tym więżniom, ale i prawdą jest że nadzorcami w obozie i podczas tego "marszu śmierci"byli najczęściej mieszkańcy tego regionu, a jak się zachowywali w stosunku do tych nieszczęśników to znamy z relacji tych co przeżyli i dobrze i niestety częściej żle, bo nie nazwano by tej "ewakuacji" Marszem Śmierci. I co z tego to nie wolno o tym mówić. Podstawą pojednania i nie wszczynania właśnie niepotrzebnych waśni jest "spowiedź szczera" Złe nie przemyślane wypowiedzi rodzą jeszcze gorsze i możemy się tak spierać do "końca świata i jeden dzień dłużej". Oczywiście to się zmieni, następne pokolenia podejdą do tych spraw z dystansem, ale ja i mnie podobni żyjemy tu i teraz i wiele jeszcze zna te wydarzenia z własnego doświadczenia.
Pozdrawiam Longin.

