A niekoniecznieherka pisze:Co do podawania błędnie długości życia to dziwi mnie tylko, że księża, którzy mieli przecież wgląd do akt, nie sprawdzali tego. Zgłaszający jak ktoś wspomniał najczęściej nie przywiązywali do tego wagi lub nie potrafili liczyć (bo pisać to z pewnością nie umieli). Trochę to utrudnia poszukiwania. U mnie mój przodek podając w akcie zgonu wiek swojej matki pomylił się o 13lat. Mocno mi tym utrudnił znalezienie jej aktu urodzin.
Wprawdzie pisałam wyżej, że ludzie dawniej często całe życie spedzili w jednej parafii, ale nie wszyscy.
Moi przodkowie rodzili się, brali śluby i umierali w różnych parafiach. Skąd ksiądz we wsi w obecnym lubelskim (gdzie przodkowie jakiś czas mieszkali) miał mieć dostęp do metryk z Warszawy,gdzie się rodzili?
Pisać, a podejrzewam, że z racji zawodu i liczyć, prapra... dziadek potrafił. Jego żona również. Nawet, nie chwaląc się, bardzo ładnie
Podobnie nazwisko rodowe tejże prapra... babki. Raz Kruszewska, raz Kraszewska, zależy jak się księdzu "kółeczko" zamknęło. Przyjęłam jednak "Kruszewska" - bo tak mam zapisany najstarszy dokument z tym nazwiskiem. Ale i Kraszewskich skrupulatnie sprawdzam, bo kto wie ...?

