Nowa miotła. (komentarz)
Moderator: maria.j.nie
- Komentarze

- Posty: 4721
- Rejestracja: ndz 02 lip 2006, 14:34
Nowa miotła. (komentarz)
Skomentuj <A HREF="modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=532&ez=2 target=_top">ten artykuł</A> w tym wątku
-
Piotr_Juszczyk

- Posty: 684
- Rejestracja: czw 30 gru 2010, 01:07
Nowa miotła. (komentarz)
Nie mam co ukrywać ani się wstydzić. Kupiłbym i sprzedałbym jeśli cena (nie zawsze pieniądze) byłaby odpowiednia.
Niektórzy napiszą pewnie że nie sprzedaliby. Może to i prawda. Ale ile osób nie sprzedało, tylko pamiątki (czasem bezcenne) wyrzuciło na śmietnik?? Lepiej sprzedać niż żeby się walały po śmietniku lub skończyły w ogniu. Jeśli ktoś kupuje i wydaje pieniądze na coś to zazwyczaj nie po to aby to spalić ale dlatego że coś jest dla niego wartościowe. Licytacja zaś to prosta droga do ustalenia osoby która będzie cenić coś najbardziej.
Więc uważam stanowisko ebay jedynie za politycznie poprawne ale bezdennie idiotyczne.
W naszym kraju wciąż pokutuje że co człowiek znajdzie w ziemi to zamiast sprzedać musi oddać państwu - wiecie jaki jest rezultat takiej polityki? Bezcenne rzeczy kończą w tygielku albo gniją w piwnicy.
Niektórzy napiszą pewnie że nie sprzedaliby. Może to i prawda. Ale ile osób nie sprzedało, tylko pamiątki (czasem bezcenne) wyrzuciło na śmietnik?? Lepiej sprzedać niż żeby się walały po śmietniku lub skończyły w ogniu. Jeśli ktoś kupuje i wydaje pieniądze na coś to zazwyczaj nie po to aby to spalić ale dlatego że coś jest dla niego wartościowe. Licytacja zaś to prosta droga do ustalenia osoby która będzie cenić coś najbardziej.
Więc uważam stanowisko ebay jedynie za politycznie poprawne ale bezdennie idiotyczne.
W naszym kraju wciąż pokutuje że co człowiek znajdzie w ziemi to zamiast sprzedać musi oddać państwu - wiecie jaki jest rezultat takiej polityki? Bezcenne rzeczy kończą w tygielku albo gniją w piwnicy.
Nowa miotła. (komentarz)
W Krakowie przy Hali Grzegórzeckiej, odbywają się co tydzień targi staroci, około 5 lat temu widziałam wystawiony leżący pomiędzy innymi przedmiotami pasiak obozowy.
Na Allegro dosyć często można napotkać wystawioną korespondecję wysłaną z obozów koncentracyjnych czy oflagów.
Niestety, sądzę że tego typy rzeczy będą działy się co raz częściej, im więcej czasu upłynie od II wojny.
Według mnie, nie jest to moralne, lepiej jednak oddać do muzeum, ale komercja i pieniądz biorą górę nad wszystkim.
Na Allegro dosyć często można napotkać wystawioną korespondecję wysłaną z obozów koncentracyjnych czy oflagów.
Niestety, sądzę że tego typy rzeczy będą działy się co raz częściej, im więcej czasu upłynie od II wojny.
Według mnie, nie jest to moralne, lepiej jednak oddać do muzeum, ale komercja i pieniądz biorą górę nad wszystkim.
-
Gość
Nowa miotła. (komentarz)
No proszę... Tu też post poleciał nie wiedzieć czemu. Smutne ziarno prawdy na jałowy grunt rzucone?
Ad rem. W otchłani szafy w przedpokoju spoczywa jakieś dziesięć kilogramów papieru. Pamiątki. Nie moje. Nie po mojej rodzinie. Wśród nich między innymi kilkadziesiąt listów z Oświęcimia, mnóstwo zdjęć z przedwojennego Stanisławowa, metryki, świadectwa szkolne, dyplomy cechowe. Właścicielka zmarła bezpotomnie wiele lat temu. Rodzina w osobie jedynej żyjącej siostry denatki przyjechała przejąć jedynie rzeczy "wartościowe". Reszta miała iść na śmietnik. No to zabrałem bo co robić miałem? Od lat szukam kogokolwiek z bliższej czy dalszej rodziny komu mógłbym to przekazać. Bezskutecznie. Pewnie wreszcie sprzedam komuś zanim mole zjedzą.
Ad rem. W otchłani szafy w przedpokoju spoczywa jakieś dziesięć kilogramów papieru. Pamiątki. Nie moje. Nie po mojej rodzinie. Wśród nich między innymi kilkadziesiąt listów z Oświęcimia, mnóstwo zdjęć z przedwojennego Stanisławowa, metryki, świadectwa szkolne, dyplomy cechowe. Właścicielka zmarła bezpotomnie wiele lat temu. Rodzina w osobie jedynej żyjącej siostry denatki przyjechała przejąć jedynie rzeczy "wartościowe". Reszta miała iść na śmietnik. No to zabrałem bo co robić miałem? Od lat szukam kogokolwiek z bliższej czy dalszej rodziny komu mógłbym to przekazać. Bezskutecznie. Pewnie wreszcie sprzedam komuś zanim mole zjedzą.
- piotr_nojszewski

- Posty: 1687
- Rejestracja: ndz 21 kwie 2013, 01:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 3 times
- Kontakt:
Nowa miotła. (komentarz)
Troche nie rozumiem problemu.
Wyobraźmy sobie, że kilkaset tysięcy ocalonych znosi swoje pasiaki do muzeum. Czy z tego jest jakaś wartośc?
Mój dziadek umarł w obozie Mathausen a własciwie w jednym z podobozów.
Ale czy trzymałbym jego pasiak w szafie? I oglądał od święta? Wątpie. Może bym trzymał zawinięty i czekał aż mole zjedzą? Nie wiem.
Gdybym sam był w obozie pewnie bym ten pasiak spalił przy pierwszej okazji.
Nie każde wspomnienia i pamiątki człowiek chce kultywowac. Czasem chce zapomnieć i żyć. Żyć teraźniejszością i przyszłością, radością a nie smutkiem i dołowaniem.
Tak samo nie chciałbym mieszkac na ulicy Ofiar Oświęcimia a taka była kiedyś tuż obok rynku we Wrocławiu.
Jeśli ktos wszedł w posiadanie pamiątek legalnie ma prawo je sprzedaż. Z wielu powodów: sytuacji życiowej, chęci pozbycia się czegoś traumatycznego. Jego pamiatki. Jego decyzja.
Jesli to zabytek najważniejsze jest ocalenie. Więce lepiej gdy ktos sprzeda, niz odłoży na strychu czekajac na zgnicie w samotności. A to czy w prywatnych rękach czy w muzeum... to wtórne. Oczywiście muzeum dale szansę na upowszechnienie. Ale
Ale czy w muzeum mają 100 pasiaków czy 115 jaka to różnica? Wystawią jeden.
Siła pamiatek tkwi w uczuciach. Bez uczuć to artefakty i dokumenty o wartości naukowej i/bądź handlowej. I tyle.
Wyobraźmy sobie, że kilkaset tysięcy ocalonych znosi swoje pasiaki do muzeum. Czy z tego jest jakaś wartośc?
Mój dziadek umarł w obozie Mathausen a własciwie w jednym z podobozów.
Ale czy trzymałbym jego pasiak w szafie? I oglądał od święta? Wątpie. Może bym trzymał zawinięty i czekał aż mole zjedzą? Nie wiem.
Gdybym sam był w obozie pewnie bym ten pasiak spalił przy pierwszej okazji.
Nie każde wspomnienia i pamiątki człowiek chce kultywowac. Czasem chce zapomnieć i żyć. Żyć teraźniejszością i przyszłością, radością a nie smutkiem i dołowaniem.
Tak samo nie chciałbym mieszkac na ulicy Ofiar Oświęcimia a taka była kiedyś tuż obok rynku we Wrocławiu.
Jeśli ktos wszedł w posiadanie pamiątek legalnie ma prawo je sprzedaż. Z wielu powodów: sytuacji życiowej, chęci pozbycia się czegoś traumatycznego. Jego pamiatki. Jego decyzja.
Jesli to zabytek najważniejsze jest ocalenie. Więce lepiej gdy ktos sprzeda, niz odłoży na strychu czekajac na zgnicie w samotności. A to czy w prywatnych rękach czy w muzeum... to wtórne. Oczywiście muzeum dale szansę na upowszechnienie. Ale
Ale czy w muzeum mają 100 pasiaków czy 115 jaka to różnica? Wystawią jeden.
Siła pamiatek tkwi w uczuciach. Bez uczuć to artefakty i dokumenty o wartości naukowej i/bądź handlowej. I tyle.
pozdrawiam
Piotr
Piotr
Wiem tylko, ze gdy temat KLAuschwitz sie pojawi to goraco sie robi. Dziekuje autorowi za artykul. Czytam wszystkie. Moja mama przestala pisac publicznie jak kilka lat temu zaczal sie temat krzyzy w/ lub kolo KLAuschwitz. W Ameryce az wrzalo. A my mamy 4 ktorzy zmarli lub zostali zabici w KLAuschwitz. Wszyscy oni to katolicy. Nawet nie byli na spisach tego museum az moja mama I s.p. Babcia do nich napisaly I podaly zrodla informacji. Nie winie Muzeum ale zachecam innych do podania do Muzeum wszelkich (nawet najskromniejszych) informacji o czlonkach rodziny.
Pozdrawiam
Jana
Pozdrawiam
Jana
-
JerzyGrzegorz

- Posty: 96
- Rejestracja: śr 09 kwie 2008, 17:34
Nie jestem przeciwny gromadzeniu zbiorów przez osoby prywatne. Zdobycie pamiątkowych rzeczy drogą wymiany, zakupu, licytacji nie jest grzechem. Grzechem jest kraść. Bez pasjonatów i ich zbiorów, niejedno muzeum świeciłoby pustkami. Lubię oglądać program emitowany przez TVP „Było...nie minęło” Myślę, że dzięki zapaleńcom pokazywanym w tym programie, ta druga część nazwy „...nie minęło” ma sens i jest tak fascynująca. Oglądając program nie zastanawiam się jakie są dalsze koleje znalezionych rzeczy. Ważne, że są i stanowią cząstkę historii. Z chwilą ukazania się informacji o ukazaniu się na aukcji pamiątek obozowych, zadałem sobie pytanie, czy ja kupiłbym obozowy pasiak z Dachau mojej babki. Pytanie należy do łatwych – odpowiedź trudna. Nie wiem. Obawiam się, że nawet gdybym kupił, podzieli los nielicznych pamiątek po moich bliskich. Nie stanowią wartości handlowej a są jedynie dla mnie sentymentalną pamiątką po rodzicach i babkach. Z chwilą zapanowania w domu nowej miotły zostaną wyrzucone. Podobnie jak ja robiłem wcześniej z pamiątkami matki i babek.
Jak trafnie zauważyła Janat, temat Auschwitz jest trudny. Nawet historycy spierają się co do niektórych kwestii. Spory pozostawmy im. W Auschwitz była moja krewna urodzona w Warszawie. Była nauczycielką w Białej Rawskiej. Została aresztowana w 1942 roku za tajne nauczanie i wysłana do KL Auschwitz. Byłem przekonany, że tam zmarła. Napisałem do Muzeum. Po bodajże miesiącu dostałem odpowiedź . Niewiele tego było. Kwit z pralni i wzmianka, że była na liście wysyłkowej. Tyle i aż tyle. Nieco więcej dostałem z Bad Arolsen. Upewniłem się też, że przeżyła obóz.
Do skąpej wiedzy o naszych bliskich w obozach, przyczynili się Niemcy niszcząc co się dało z obozowych akt. Jest też druga strona medalu. Tym co zostało w obozie niezniszczone przez Niemców, na długie lata zaopiekowało się NKWD, wywożąc do ZSRR. Dokumenty obozów wróciły do Polski dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku. Uświadomiłem sobie ten fakt, gdy w Archiwum Państwowym w Kielcach przeglądałem dokumentację więzienia na Świętym Krzyżu. Na wstępie w uwadze było zaznaczone, że dokumentacja jest niekompletna i w tym stanie powróciła z ZSRR w 1968 roku. Przypomniałem sobie wtedy wzmiankę o powrocie dokumentacji obozowej w PKF(Polska Kronika Filmowa). Jestem także w posiadaniu odezwy jaką dostał w 1969 roku wujek mojej matki z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, z prośbą o opisanie przeżyć i wskazanie sprawców mordów w obozie Nesky (fili Gross-Rozen)w którym przebywał. Na końcu była wzmianka, że zebrana dokumentacja posłuży do ścigania zbrodniarzy wojennych. Po tylu latach!? Nie komentuję. Zwycięzcy już dawno osądzili swoich zbrodniarzy. Nam pozostaje pamięć o ofiarach. Tym, którzy piszą o „polskich obozach” uświadomienie, że nie istniały tylko obozy. Miejsc przesiąkniętych ludzką krwią na polskiej ziemi jest niezliczona ilość. Nie okalały ich druty i wieżyczki strażnicze. W jednym tylko sierpniowym dniu 1944 roku w Warszawie zginęło więcej ludności cywilnej niż na Majdanku przez cały okres jego funkcjonowania. Takich dni było kilka. Na tych co przeżyli czekały obozy.
Jerzy Wnukbauma.
Jak trafnie zauważyła Janat, temat Auschwitz jest trudny. Nawet historycy spierają się co do niektórych kwestii. Spory pozostawmy im. W Auschwitz była moja krewna urodzona w Warszawie. Była nauczycielką w Białej Rawskiej. Została aresztowana w 1942 roku za tajne nauczanie i wysłana do KL Auschwitz. Byłem przekonany, że tam zmarła. Napisałem do Muzeum. Po bodajże miesiącu dostałem odpowiedź . Niewiele tego było. Kwit z pralni i wzmianka, że była na liście wysyłkowej. Tyle i aż tyle. Nieco więcej dostałem z Bad Arolsen. Upewniłem się też, że przeżyła obóz.
Do skąpej wiedzy o naszych bliskich w obozach, przyczynili się Niemcy niszcząc co się dało z obozowych akt. Jest też druga strona medalu. Tym co zostało w obozie niezniszczone przez Niemców, na długie lata zaopiekowało się NKWD, wywożąc do ZSRR. Dokumenty obozów wróciły do Polski dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku. Uświadomiłem sobie ten fakt, gdy w Archiwum Państwowym w Kielcach przeglądałem dokumentację więzienia na Świętym Krzyżu. Na wstępie w uwadze było zaznaczone, że dokumentacja jest niekompletna i w tym stanie powróciła z ZSRR w 1968 roku. Przypomniałem sobie wtedy wzmiankę o powrocie dokumentacji obozowej w PKF(Polska Kronika Filmowa). Jestem także w posiadaniu odezwy jaką dostał w 1969 roku wujek mojej matki z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, z prośbą o opisanie przeżyć i wskazanie sprawców mordów w obozie Nesky (fili Gross-Rozen)w którym przebywał. Na końcu była wzmianka, że zebrana dokumentacja posłuży do ścigania zbrodniarzy wojennych. Po tylu latach!? Nie komentuję. Zwycięzcy już dawno osądzili swoich zbrodniarzy. Nam pozostaje pamięć o ofiarach. Tym, którzy piszą o „polskich obozach” uświadomienie, że nie istniały tylko obozy. Miejsc przesiąkniętych ludzką krwią na polskiej ziemi jest niezliczona ilość. Nie okalały ich druty i wieżyczki strażnicze. W jednym tylko sierpniowym dniu 1944 roku w Warszawie zginęło więcej ludności cywilnej niż na Majdanku przez cały okres jego funkcjonowania. Takich dni było kilka. Na tych co przeżyli czekały obozy.
Jerzy Wnukbauma.
-
Slawinski_Jerzy

- Posty: 973
- Rejestracja: śr 22 lut 2012, 22:41
- Lokalizacja: Warszawa
Nie wiem skąd to oburzenie. W latach 60 i 70 w RFN uszyła cała lawina śledztw w sprawie żyjących zbrodniarzy i polskie władze (przede wszystkim Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce) współpracowały z organami ściagania RFN w zakresie zbierania materiału dowodowego. Część śledztw zakończyła się procesami i wyrokami skazującymi. Wcześniej (w latach 50) nie było jeszcze klimatu do tego typu działań (przynajmniej nie na taką skalę). Co złego w tym, że chciano osądzić żyjących zbrodniarzy np z obozu w Gross Rosen? Lepiej pózno niż wcale.JerzyGrzegorz pisze:Na końcu była wzmianka, że zebrana dokumentacja posłuży do ścigania zbrodniarzy wojennych. Po tylu latach!? Nie komentuję. Zwycięzcy już dawno osądzili swoich zbrodniarzy.
Jurek
-
JerzyGrzegorz

- Posty: 96
- Rejestracja: śr 09 kwie 2008, 17:34
Jerzy. To nie oburzenie. To stwierdzenie faktów. Po pierwsze - przez szereg lat, GKBZH i prokuratorzy mieli związane ręce. Robili coś, z pewnością nie siedzieli z założonymi rękami. Brakowało im jednak dowodów w postaci akt i świadków. Listy ich były w Moskwie. Po drugie świadkowie szybko odchodzili. Wujek zmarł rok po wypełnieniu odezwy. Na szczęście, zbrodniarze nie śpią spokojnie. Wczoraj przeczytałem o namierzeniu i postawieniu zarzutów kolejnemu wojennemu mordercy. Ale odbiegamy od tematu. Pamiątek. Jurek