Moje skarby rodowe
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
Moje skarby rodowe
Biżuteria rodowa jak i inne pamiątki dawnej świetności przechowywane od pokoleń i z namaszczeniem przekazywane młodszemu pokoleniu, to u nas rzadkość. Jesteśmy krajem gdzie większość tych pamiątek zniknęła w zawieruchach wojennych. Ci którzy mogli je przechować, mam na myśli ziemiaństwo i arystokrację, w czasach PRL, często musieli spożytkować je na produkty pierwszej potrzeby. Ja też jak większość z nas, nie odziedziczyłem po przodkach majątku, rodowego sygnetu czy też pięknej porcelanowej zastawy.
Musiałem więc wypełnić tę lukę i odnaleźć w jakiś sposób swoje tzw. skarby rodowe.
Dla mnie pasjonata genealogii takimi skarbami są historie rodzinne, które usilnie zbieram, zadręczając bliższą i dalszą rodzinę. Cieszy mnie każdy odkryty przodek, powinowaty, każda historia rodzinna, stare zdjęcie. Czasami udaje się znaleźć naprawdę przysłowiową perełkę. Otóż moja znajoma znalazła informację, że w I połowie XIX wieku jej przodek postrzelił na polowaniu miejscowego proboszcza. Teraz doskonale rozumie skąd u niej taka skrucha w kontaktach z osobami duchownymi.
Swą pasją staram się też zarazić innych, przekonując, że jeśli nawet ich to nie interesuje, to niech to gromadzą dla swoich dzieci i wnuków. Zadajmy sobie pytanie, Jak długo możemy opowiadać o swym dziadku lub babci? Zazwyczaj jest to kilka minut, czasem kilkanaście. Teraz zastanówmy się jak te minuty mają się do 60-80 lat życia kogoś nam bliskiego.
Poeta mówi "...śpieszmy się kochać ludzi...." my historycy, genealodzy mówmy "śpieszmy się słuchać ludzi, bo jak odejdą zginie wraz z nimi świat, którego już nie ma". Znikną też ich pragnienia, marzenia, pasje, dokonania i miłości. Śpieszmy się więc zbierać naszą "biżuterię rodową".
Musiałem więc wypełnić tę lukę i odnaleźć w jakiś sposób swoje tzw. skarby rodowe.
Dla mnie pasjonata genealogii takimi skarbami są historie rodzinne, które usilnie zbieram, zadręczając bliższą i dalszą rodzinę. Cieszy mnie każdy odkryty przodek, powinowaty, każda historia rodzinna, stare zdjęcie. Czasami udaje się znaleźć naprawdę przysłowiową perełkę. Otóż moja znajoma znalazła informację, że w I połowie XIX wieku jej przodek postrzelił na polowaniu miejscowego proboszcza. Teraz doskonale rozumie skąd u niej taka skrucha w kontaktach z osobami duchownymi.
Swą pasją staram się też zarazić innych, przekonując, że jeśli nawet ich to nie interesuje, to niech to gromadzą dla swoich dzieci i wnuków. Zadajmy sobie pytanie, Jak długo możemy opowiadać o swym dziadku lub babci? Zazwyczaj jest to kilka minut, czasem kilkanaście. Teraz zastanówmy się jak te minuty mają się do 60-80 lat życia kogoś nam bliskiego.
Poeta mówi "...śpieszmy się kochać ludzi...." my historycy, genealodzy mówmy "śpieszmy się słuchać ludzi, bo jak odejdą zginie wraz z nimi świat, którego już nie ma". Znikną też ich pragnienia, marzenia, pasje, dokonania i miłości. Śpieszmy się więc zbierać naszą "biżuterię rodową".
- Małgorzata_Kulwieć

- Posty: 1848
- Rejestracja: czw 16 lut 2012, 16:51
- Otrzymał podziękowania: 1 time
Moje skarby rodowe
Och, jak bardzo Cię rozumiem i popieram. Przecież to właśnie te wspomnienia tworzą naszą tozsamość narodową. A poza tym ileż niosą ze sobą wiedzy naszych przodkach i nawet często o nas samych. Dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni? Często odpowiedż tkwi w tradycjach danej rodziny, sięgających dawnych czasów, nawet nie zawsze uświadamianych sobie przez jej członków. Tak też było i w mojej, gdzie nad stosunkami rodzinnymi zawisł cieniem konflikt mojego 2xpra dziada z jego bratem (których imion nikt już nawet nie pamiętał) o formę zapisu nazwiska - Kulwiec czy Kulwieć? Tak się skłócili, że nawet po 100 latach dwie gałęzie rodziny nie chciały się znać, nie wiedzac juz dlaczego. Dopiero ja teraz staram się nawiązać kontakt i zakończyć spór o nic.
Małgorzata
Małgorzata
Ostatnio zmieniony pt 22 lis 2013, 13:31 przez Małgorzata_Kulwieć, łącznie zmieniany 1 raz.
Moje skarby rodowe
Piękny temat, piękne wypowiedzi.
Ja z tych, które nie <spieszyły się słuchać>.
Teraz mam sporo do odrobienia. Każde odkrycie to wielka radość.
Tylko jedno mnie smuci: naznajdowałam tak dużo i tak bardzo cennych historii. Co z tym będzie, gdy umrę? Nikt jakoś nie ma zainteresowania w tym kierunku.
Zostanie spalone?
Ja z tych, które nie <spieszyły się słuchać>.
Teraz mam sporo do odrobienia. Każde odkrycie to wielka radość.
Tylko jedno mnie smuci: naznajdowałam tak dużo i tak bardzo cennych historii. Co z tym będzie, gdy umrę? Nikt jakoś nie ma zainteresowania w tym kierunku.
Zostanie spalone?
Pozdrowienia. Jola Kozak
Szukam aktów: - zgonu Macieja Podczaskiego ok. 1782 Sandomierz, - chrztu Marianna Opacka c.Stanisława ok.1670, - chrztu Jan Pakielewicz (Panfilowicz) łódzkie ok.1817, - ślubu Podczaskiego z Hadziewiczówną ok. 1720
Szukam aktów: - zgonu Macieja Podczaskiego ok. 1782 Sandomierz, - chrztu Marianna Opacka c.Stanisława ok.1670, - chrztu Jan Pakielewicz (Panfilowicz) łódzkie ok.1817, - ślubu Podczaskiego z Hadziewiczówną ok. 1720
-
julia_jarmola

- Posty: 609
- Rejestracja: ndz 12 lut 2012, 12:47
To prawda, uczmy się słuchać ludzi..., bo każdy miesiąc w przypadku starszej osoby działa na naszą niekorzyść. Jedyna osoba, która mogła mi przekazywać rodzinne opowieści- mój stryj jeszcze w ubiegłym roku bez trudu, cierpliwie odpowiadał na niezliczone moje pytania, dziś zaczyna mieć kłopoty.
To dzięki niemu znam przebieg świąt w jego i mojego taty rodzinie (łącznie z malowniczym opisem potraw), to dzięki niemu mam sensacyjną perełkę o pojedynku dwóch braci mojej babci o dziewczynę. Uważam,że spóźniłam się z tym słuchaniem o kilka lat. Niestety nie zdążyłam zapytać o ciekawostki rodzinne dwóch krewnych, którzy byli podobno skarbnicą wiedzy o przeszłości, ale ja dowiedziałam się o tym dopiero teraz
Za późno! Korzystajmy więc z okazji, jeśli jeszcze mamy kogo zapytać...
Pozdrawiam Julia J.
To dzięki niemu znam przebieg świąt w jego i mojego taty rodzinie (łącznie z malowniczym opisem potraw), to dzięki niemu mam sensacyjną perełkę o pojedynku dwóch braci mojej babci o dziewczynę. Uważam,że spóźniłam się z tym słuchaniem o kilka lat. Niestety nie zdążyłam zapytać o ciekawostki rodzinne dwóch krewnych, którzy byli podobno skarbnicą wiedzy o przeszłości, ale ja dowiedziałam się o tym dopiero teraz
Pozdrawiam Julia J.
Ja za późno zabrałam się za poszukiwania. Już pytać nie mam kogo, kogo mogłam to już wypytałam. Mój tato(już po 80) wydał 2 książki ze wspomnieniami o swoim życiu, a teraz pisze trzecią. tak , że tu mam czarno na białym. Mam też pamiętnik dziadka - uczestnika walk pod Monte Cassino, z okresu wojny, ale spisane już po wojnie. I krótkie wspomnienia drugiego dziadka z lat okupacji. Mamy mojej już nic nie zapytam, bo od paru lat ma problemy z pamięcią, a ciocia, która była skarbnicą wiedzy o rodzinie już nie żyje. Bardzo żałuje, że nie zaczęłam wcześniej. Ale też nie wiem komu to zostawię, w mojej rodzinie nikt oprócz mnie genealogią się nie interesuje, a niektórzy to nawet podśmiewają się z mojej pasji. Wnuków jeszcze nie mam - może dopiero się urodzi jakiś pasjonat. Pozdrawiam
Iwona
Iwona
- Bartolllini

- Posty: 122
- Rejestracja: pt 08 lis 2013, 17:11
Mam taki sam problem Pani Iwono. Kumplowi radzę by zaczął tę genealogiczną przygodę póki ma się kogo pytać. U mnie dziadek, który zrobił drzewo genealogiczne (szkic) wiedziałby pewnie gdzie szukać metryk i mógłby opowiedzieć kilka historii z życia przodków ale nie ma go juz wśród nas. Zmarł jak jeszcze na serio nie myślałem o badaniach. Pewnie ucieszyłby jakby zobaczył że wnuk drąży genealogiczne tematy....jestem sam i nawet rodzice z rezerwą podchodzą do tego i nie są zadowoleni że trwonie pieniądze xD
Pzdr. B.B.
Pzdr. B.B.
Pozdrawiam, Bartłomiej Barysz (Barisch)
-
Marynicz_Marcin

- Posty: 2313
- Rejestracja: sob 20 cze 2009, 19:06
- Lokalizacja: Międzyrzecz
Z żyjącymi krewnymi mam więcej problemów niż ze zmarłymi .. Myślę, że nie tylko u mnie tak jest. Łatwiej zdobyć kontakt z osobą daleko spokrewnioną lub przypuszczalnie spokrewnioną, niż dziećmi rodzeństwa Dziadka, czy Babci. A nawet jeżeli już się uda, to kontakt jest do pewnego momentu, kiedy ma odwiedzić np. swojego dziadka (np. brata mojego Dziadka), czy rodzinne strony. Do dnia wizyty kontakt jest w miarę stabilny, a po rzekomej wizycie, nagle się urywa i odpowiedzi z reguły nie dostaję...
A co do pieniędzy, to wolę zamówić kilka odpisów, czy kopii niż wydać na papierosy
W końcu każdy ma jakiś nałóg
W moim przypadku jest to genealogia 
A co do pieniędzy, to wolę zamówić kilka odpisów, czy kopii niż wydać na papierosy
W końcu każdy ma jakiś nałóg
Pozdrawiam,
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
Marcin Marynicz
Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
- dorocik133

- Posty: 1077
- Rejestracja: śr 23 lis 2011, 18:46
- Lokalizacja: Ozorków
Ja też od niedawna odkrywam losy swojej rodziny, o której moge się dowiedzieć jedynie z dokumentów, też sporo ich zebrałam i podobnie jak Jola nie za bardzo mam komu przekazać zdobytą wiedzę, Sporo mam też pamiątek rodzinnych ale o wartości sentymentalnej, dla mnie perełeczki, ale czy ktoś to kiedyś uszanuje. Nikt z żyjącej rodziny tym się nie interesuje.
Pozdrawiam
Dorota
Pozdrawiam
Dorota
Pozdrawiam
Dorota
Dorota
u mnie jest bardzo podobnie, bardzo mało już osób żyjących pamięta zamierzchłe czasy, czy choćby jakieś legendy, tradycje ustne które pewnie w każdej rodzinie miały miejsce i są powielane z pokolenia na pokolenie.
Do dziś żyje jeszcze jeden brat mojego ojca który ma 87 lat i jest prawdziwą skarbnica informacji, choć niejednokrotnie pewnie nie mających za wiele wspólnego z prawdą, ale kto wie.
Zgadzam sie, że nieraz prościej i łatwiej uzyskać informacje od daleko spowinowaconych czy spokrewnionych osób nić o bliskiej rodziny (potomków pradziadka czy dziadka). taka juz kolej losu.
Pozdrawiam
Tomasz
Do dziś żyje jeszcze jeden brat mojego ojca który ma 87 lat i jest prawdziwą skarbnica informacji, choć niejednokrotnie pewnie nie mających za wiele wspólnego z prawdą, ale kto wie.
Zgadzam sie, że nieraz prościej i łatwiej uzyskać informacje od daleko spowinowaconych czy spokrewnionych osób nić o bliskiej rodziny (potomków pradziadka czy dziadka). taka juz kolej losu.
Pozdrawiam
Tomasz
-
Stanisław_Szwarc

- Posty: 340
- Rejestracja: ndz 12 sie 2012, 21:12
- Lokalizacja: Poznań
Dawno temu Stefan Bratkowski rozmawiając z radiosłuchaczami odpowiedział młodemu człowiekowi, który twierdził, że w jego rodzinie nie było nic ciekawego – żadnego żołnierza ani powstańca.
- Najważniejsze jest utrwalić, jakie kapelusze nosiła babcia, czy kłóciła się z dziadkiem, jak mówili do siebie w chwilach gniewu czy czułości. Młodzi miłośnicy dawnych czasów – pytajcie starych, póki żyją i dajcie im się wygadać, nie przerywajcie, bo i z rodzinnych sekretów mogą się z rozpędu wygadać, a wśród tych nieważnych szczególików można odnaleźć prawdziwe perełki.
O przodku, który wyjechał saniami w Wigilię łowić ryby na jeziorze z proboszczem i organistą i koń go przywiózł w pierwsze święto w stanie mocno wskazującym…
O dziadku, który gromił dzieciaki za zjeżdżanie na tyłkach z dachu krytego strzechą. Wtedy moja ciotka odpowiedziała: A jak była zabawa, to ty sam wyprowadziłeś poloneza na podwórze i potem zjeżdżaliście tak z dachu stodoły.
O jakimś pra pra, który mówił do córek przy wychodzeniu na mszę: Muszę wam jak krowom z obory obydwie połówki drzwi otwierać. (chyba chodziło o modne olbrzymie kapelusze – rzecz niecodzienna na wsi).
Pozdrawiam
Staszek
- Najważniejsze jest utrwalić, jakie kapelusze nosiła babcia, czy kłóciła się z dziadkiem, jak mówili do siebie w chwilach gniewu czy czułości. Młodzi miłośnicy dawnych czasów – pytajcie starych, póki żyją i dajcie im się wygadać, nie przerywajcie, bo i z rodzinnych sekretów mogą się z rozpędu wygadać, a wśród tych nieważnych szczególików można odnaleźć prawdziwe perełki.
O przodku, który wyjechał saniami w Wigilię łowić ryby na jeziorze z proboszczem i organistą i koń go przywiózł w pierwsze święto w stanie mocno wskazującym…
O dziadku, który gromił dzieciaki za zjeżdżanie na tyłkach z dachu krytego strzechą. Wtedy moja ciotka odpowiedziała: A jak była zabawa, to ty sam wyprowadziłeś poloneza na podwórze i potem zjeżdżaliście tak z dachu stodoły.
O jakimś pra pra, który mówił do córek przy wychodzeniu na mszę: Muszę wam jak krowom z obory obydwie połówki drzwi otwierać. (chyba chodziło o modne olbrzymie kapelusze – rzecz niecodzienna na wsi).
Pozdrawiam
Staszek
- Małgorzata_Kulwieć

- Posty: 1848
- Rejestracja: czw 16 lut 2012, 16:51
- Otrzymał podziękowania: 1 time
Oj! A może to chodziło o gabaryty tych córek? A nie o kapelusze?Stanisław_Szwarc pisze: O jakimś pra pra, który mówił do córek przy wychodzeniu na mszę: Muszę wam jak krowom z obory obydwie połówki drzwi otwierać. (chyba chodziło o modne olbrzymie kapelusze – rzecz niecodzienna na wsi).
Staszek
Pozdrawiam
Małgorzata
- Jan.Ejzert

- Posty: 924
- Rejestracja: pt 25 mar 2011, 17:06
- Lokalizacja: woj. łódzkie
Możliwe, że nosiły krynoliny albo inne suknie na stelażu.Małgorzata_Kulwieć pisze:Oj! A może to chodziło o gabaryty tych córek? A nie o kapelusze?Stanisław_Szwarc pisze: O jakimś pra pra, który mówił do córek przy wychodzeniu na mszę: Muszę wam jak krowom z obory obydwie połówki drzwi otwierać. (chyba chodziło o modne olbrzymie kapelusze – rzecz niecodzienna na wsi).
Staszek![]()
Pozdrawiam
Małgorzata
Pozdrawiam,
Czarek
Wesołowscy, Flatt, Zamojscy, Grochowscy, Ślascy.
Czarek
Wesołowscy, Flatt, Zamojscy, Grochowscy, Ślascy.
-
julia_jarmola

- Posty: 609
- Rejestracja: ndz 12 lut 2012, 12:47
Witam!
Marcin ma rację, więcej problemów mamy często z żyjącymi krewnymi w poszukiwaniu informacji, niż ze zmarłymi. Zapałają się do współpracy, a potem-potem kręcą, zwlekają , nie odbierają telefonów (nie chodzi o żadną schedę)
A tak w ogóle, to zastanawia mnie- pewnie nie tylko mnie- dlaczego większość ludzi reaguje na słowo genealogia wręcz HISTERYCZNIE?!
Pozdrawiam Julia.
Marcin ma rację, więcej problemów mamy często z żyjącymi krewnymi w poszukiwaniu informacji, niż ze zmarłymi. Zapałają się do współpracy, a potem-potem kręcą, zwlekają , nie odbierają telefonów (nie chodzi o żadną schedę)
A tak w ogóle, to zastanawia mnie- pewnie nie tylko mnie- dlaczego większość ludzi reaguje na słowo genealogia wręcz HISTERYCZNIE?!
Pozdrawiam Julia.
Genealogia to niestety drążenie w przeszłości. Jak ja zaczęłam interesować się genealogią to moja mama stanowczo mi zakazała, miałam dać spokój zmarłym. Potem trochę się z tym pogodziła, a potem stanowczo zażądała , żebym prastryja Andrzeja usunęła z drzewa genealogicznego bo on był złym człowiekiem. I widzę, że wiele starszych osób boi się tej genealogii, a młodzi się śmieją, a ja robię swoje. Ja chcę znaleźć i wiedzieć, a stare dokumenty to są dla mnie jak relikwie.
Iwona
Iwona
-
Sawicki_Julian

- Posty: 3423
- Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
- Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski
Witam, chyba tak jak większość z nas, za późno zacząłem się zajmować przeszłością rodziny, tam gdzie mieszkałem od dziecka przed moim urodzeniem dom się stary spalił chyba w 1946 roku i pamiątek nie ma. U dziadka ojczystego czasem bywałem z ojcem i słuchałem opowiadań. Po prawie 50 latach zainteresowałem się na dobre rodzinnymi pamiątkami, w tym zdjęciami, znalazłem też żyjącego świadka który mi opisał jak wyglądał pierścień z herbem mojego dziadka którego używał też jako pieczęć. Potem miał być przetopiony na obrączki, ale myślę ze złotnik widział jego wartość w całości większą niż jako złom złota i pewnie nie został przetopiony jak się domyślam. Widziałem niedawno na Alegro taki pierścień z herbem Nowina za tysiąc złoty ; pozdrawiam - Julian