Wolny czy pańszczyźniany

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

Awatar użytkownika
Dławichowski

Członek PTG
Ekspert
Posty: 1042
Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
Lokalizacja: Koszalin
Kontakt:

Wolny czy pańszczyźniany

Post autor: Dławichowski »

Dzień dobry!
Indeksuję Księgi Radzieckie i Wójtowskie miasteczka/wsi Kazimierz Biskupi za lata 1580-1670. Z wielkim zdziwieniem czytam kolejne zapisy z których wynika że:
Mieszczanin innemu mieszaninowi sprzedaje plac leżący wedle czegoś. Inny sprzedaje dom z ogrodem. Inny innemu folwark. Także sprzedają sobie rolę, stodołę, kurzyniec (kurnik) czy mielczuch (chlew). Są przypadki, że mieszczanin sprzedaje swoją majętność szlachciance. Ale i nawet często mieszczanka sprzedaje jakiemuś mieszczaninowi zagony, folwarczek. Jest jeden zapis z którego wynika, że mieszczanin sprzedaje innemu, młyn.
Wnioskuję więc, chyba słusznie, że ci sprzedający są właścicielami tego co sprzedają. Co więcej, płeć nie ma znaczenia. W tamtych czasach!
Z historii pamiętam, że chłop w tamtych czasach tak naprawdę był niewolnikiem. A tu proszę - w mieście cywilazacja na tak wysokim poziomie. Do tego są zapisy podziału spadku, darowizny, testamenty. Szlachcic kupuje łąkę od mieszczanki. ect, ect.
nie mogę tego zrozumieć! O pomoc prosi:
Krzycho z Koszalina
Ewafra

Sympatyk
Posty: 895
Rejestracja: czw 02 sie 2012, 08:45
Podziękował: 1 time

Wolny czy pańszczyźniany

Post autor: Ewafra »

Mieszczaństwo – stan społeczny składający się z obywateli miast (łac. cives), czyli osób wolnych, podlegających prawu miejskiemu, uformowany w średniowieczu.
Stan mieszczański uformował się w XIII wieku w związku z powstawaniem średniowiecznych miast rządzących się odrębnym prawem. Mieszczanie uzyskiwali od feudalnych władców prawa samorządowe i inne przywileje. Życiem społeczności miejskiej kierowały jasno określone prawa. By spełnić warunki przyjęcia do tego prawa, należało najpierw nabyć obywatelstwo miejskie pod określonymi prawem warunkami uregulowanymi w przepisach miejskich tzw. wilkierzach (kodeksach prawa miejskiego), ordynacjach Rady Miasta oraz edyktach, niekiedy bardzo surowych.
Jako warunki przyjęcia stawiano m.in. urodzenie z legalnego związku, przedstawienie władzom miejskim dwóch zamożnych miejscowych protektorów (polecających) oraz złożenie uroczystego zobowiązania do przestrzegania obowiązujących praw i dostosowania się do rozporządzeń władz miejskich.
Przepisy miejskie w zależności od tradycji nakazywały również w określonym terminie nabycie w mieście nieruchomości oraz uregulowanie stosownych opłat do kasy miejskiej. Osoba która uzyskała akceptację władz miejskich składała przysięgę i była następnie wpisana do księgi przyjęć prawa miejskiego (łac. album civile).
Uzyskanie przyjęcia do prawa miejskiego dawało wiele korzyści – umożliwiało m.in. wolne prowadzenie działalności gospodarczej, dawało czynne i bierne prawo wyborcze do władz miejskich, członkostwo w bractwach kupieckich i cechach rzemieślniczych.
Od końca XVI wieku w Polsce warunkiem uzyskania przyjęcia do prawa miejskiego było wyznawanie religii rzymskokatolickiej przez osobę starającą się o takie przyjęcie. Mieszczaństwo zajmowało pośrednie położenie między wyższym stanem - rycerstwem i niżej położonym chłopstwem.
Składało się głównie z kupców i zrzeszonych w cechach rzemieślników.W polskich miastach liczni byli mieszczanie rolnicy, posiadający własne gospodarstwa rolne. Mieszczaństwo podlegało silnej społecznej i majątkowej stratyfikacji na bogaty patrycjat i uboższe pospólstwo. Z mieszczaństwa najczęściej wyłączano rządzących się odrębnymi prawami i niepodlegających władzy rad miejskich Żydów, a także duchownych. Również nie był zaliczany do mieszczaństwa mieszkający w miastach, ale nieposiadający praw plebs. W Polsce ludność pochodzenia ruskiego mogła się starać o przyjęcie do prawa miejskiego dopiero po roku 1724.
Genealogia często skłania do poszerzania wiedzy historycznej. Szukania odpowiedzi na pytania wcześniej nie stawiane. W szkołach uczymy się historii polityczno-militarnej, a sprawy społeczne, obyczajowe, prawo cywilne, to wszystko pozostaje gdzieś tam bardzo daleko.
Mieszczaństwo, a chłopi to dwa różne stany społeczne, inne posiadające prawa i możliwości. Żaden stan społeczny nie był wewnętrznie jednolity. Chłopi też nie wszyscy niewolnikami byli. Byli i chłopi wolni. Często w tzw. królewszczyznach osiedleni.
Kobiety też nie były istotami ubezwłasnowolnionymi. Posiadały własne majątki i nawet nimi dysponowały.
Zagadnienie bardzo ciekawe. Jak rzeczywiście te kwestie wyglądały. Może wart by o tym pogadać. Ja bardzo chętnie poczytała bym na ten temat. Jeśli są tu osoby, które posiadają szerszą wiedzę w tych tematach.
jamiolkowski_jerzy

Sympatyk
Adept
Posty: 3178
Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24

Post autor: jamiolkowski_jerzy »

Nauczanie historii w epoce minionej stworzyło wiele mitów min ten o niewolnictwie chłopów czy zniewoleniu mieszczan . Takie generalizujace teorie sa nieuprawnione. Różnie z tym bywało min zaleznie od regionu. Nie mam wystarczajacych kompetencji do wypowiadania sie w imieniu całej Polski ale na Podlasiu co nieco sie znam.
W tym przypadku chodzi o okolice Białegostoku. Jestem w posiadaniu skanu ksiegi grodzkiej brańskiej z 1675 roku (NIAB w Mińsku Fond 1708_1_171 skan 148) Masiel obligatio w którym Hieronim Włoszek (właściciel sporej wsi ) zastawia za 250 złotych, na 3 lata, swoje dobra na Woli Juchnowskiej... uczciwemu Grzegorzowi Masielowi, poddanemu Kurzenieckiego z Juchnowca; chodzi o 25 zagonów we włóce Wierciołkowskiej, ale w kilku miejscach. pisze sie w dokumencie, aby dzierżawca dbał o chłopów, sądził ich i bronił oraz płacił z dóbr podatki i wyprawiał pospolite ruszenie.
To jedyny znany mi przypadek aby szlachcic zastawiał ziemię co prawda uczcicowemu w tym przypadku młynarzowi (niewykluczne, że podstawił go Kurzeniecki) niemniej w taryfach podatku pogłównego parafii juchnowieckiej, ale i innych wokół, niezaleznie od wiejskich rzemieślników występuje wielu chłopów tolników bogatych, posiadającyh nawet dwóch i wiecej parabków. Zaryzykuje tezę- bo nie liczyłem- ale może i wiecej niz u drobnej szlachty z innej parafii która znam bardzo dobrze - z Sokól). Byli chłopi wolni , osadzeni na czynszu
Zatem jesli bogaci i - w finansowym sensie- wolni byli chłopi tym bardziej dotyczyć musi to mieszczan.
Awatar użytkownika
Dławichowski

Członek PTG
Ekspert
Posty: 1042
Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
Lokalizacja: Koszalin
Kontakt:

Post autor: Dławichowski »

Może jest na ten temat jakaś literatura? Zbywnie i nabywanie dotyczy także czasu, gdy miejscowość ta była wsią gminną. Księgi wójtowskie niczym nie różnią się od radzieckich. No - nazwą oczywiście. Pyta, ogromnie zaintrygowany powyższymu faktami:
Krzycho z Koszalina
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Ano tak jest - jak się sięgnie do źródeł to bywa że mity i bzdury legną w gruzach. Dlatego dla przyszłych pokoleń:) archiwa w sieci, mnie biblioteki z opracowaniami:)
i może dlatego tak trudno archiwalia w porównaniu z książkami się przebijają, "mieszają" autorom podręczników
a podręczniki historii dla początkujących wcale teraz nie są mniej obciążone propagandą niż 30-40 lat temu. Nawet jest gorzej , bo wtedy było to walenie cepem, a teraz przesmykiwanie "jak wszyscy wiedzą etc" delikatnie, skutecznie, trudniej się bronić jak do ucha czy oka taki strumyk wpływa
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
dpawlak

Nieaktywny
Posty: 1422
Rejestracja: pn 24 sty 2011, 22:28

Post autor: dpawlak »

A kiedyż to była wsią gminną (chyba nie we wspominanych przez Ciebie latach XVI-XVII w.), bo według wiki straciła prawa miejskie dopiero w 1870. Tak się składa, że pańszczyzna była już wówczas zlikwidowana i chłopi mieli ziemie na własność. Czyżbyś z tą wsią gminną zasugerował się istnieniem urzędu wójta? To był urząd miejski, zwykle dziedziczny.
Urzędnikiem gminnym stał się dopiero w XIX wieku, zwykłe zapożyczenie nazwy, tak jak i starosta.
Cynik jest łajdakiem, który perfidnie postrzega świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki być powinien.
Białobrzeski_Marek

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 304
Rejestracja: pn 21 mar 2011, 00:46

Post autor: Białobrzeski_Marek »

Odpowiadając na prośbę dotyczącą literatury, jako genealog-staruszek-weteran mogę w takim razie polecić wszystkim zainteresowanym następujące dzieła poświęcone tej problematyce, poniższą bibliografię skonstruowałem ad hoc przed snem :) :

Stanisław Grodziski, Ludzie luźni. Studium z historii państwa i prawa polskiego, Kraków 1961.
Stanisław Śreniowski, Studia nad prawem i stosunkami agrarnymi Królestwa Polskiego 1831-1864, Warszawa 1963.
Hipolit Grynwaster, Kwestia agrarna i ruch włościan w Królestwie Polskim w pierwszej połowie XIX wieku (1807-1860), Wrocław 1951.
Krzysztof Groniowski, Realizacja reformy uwłaszczeniowej 1864 roku, Warszawa 1963.
Kazimierz Konopka, Reforma uwłaszczeniowa w Królestwie Polskim i jej wpływ na ograniczenie obrotu gruntami włościańskimi (1864-1914), Białystok 2007.
Janina Rosicka, Polskie spory o własność : narodziny nowożytnej myśli ekonomicznej na ziemiach polskich (1765-1830), Kraków 1984.
Chomać Regina, Struktura agrarna Królestwa Polskiego na przełomie XIX i XX w., Warszawa 1970.
Stasiak Arkadiusz, Miejskość i szlacheckość : kontrfaktyczna interpretacja nowożytnej historii Lublina, Lublin 2012.
Filomena Bortkiewicz, Alienacje nieruchomości w prawie wiejskim w Małopolsce XVI-XVIII w., Łódź 1970.
Adam Szelągowski, Chłopi dziedzice we wsiach na prawie polskiem do końca XIII w., Lwów 1899.
Kazimierz Kolańczyk, Studia nad reliktami wspólnej własności ziemi w najdawniejszej Polsce : rozporządzanie własnością ziemską do końca XIV w., Poznań 1950.
Folwark, wieś, latyfundium : gospodarstwo wiejskie w Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku pod red. Jadwigi Muszyńskiej, Szymona Kazuska, Jacka Pielasa, Kielce 2009.
Stanisław Russocki, Formy władania ziemią w prawie ziemskim Mazowsza : koniec XIV - połowa XVI wieku, Warszawa 1961.
Stanisła Gierszewski, Obywatele miast Polski przedrozbiorowej : studium źródłoznawcze, Warszawa 1973.

a ponadto:

Historia państwa i prawa Polski, t. I-IV, pod red J. Bardacha, Warszawa 1957-1982 - tutaj też jest sporo miejsca poświęconego stosunkom własnościowym oraz ustrojowi społecznemu, nie mówiąc już o prawie publicznymi prawie prywatnym na ziemiach Polski od średniowiecza po wiek XX :)

Pozdrawiam,

Marek
Awatar użytkownika
zmad

Sympatyk
Posty: 479
Rejestracja: pn 05 sty 2009, 02:35
Lokalizacja: Melbourne. Au

Post autor: zmad »

Musimy tez pamietac o tym, ze uczylismy sie historii w czasach sprawiedliwosci spolecznej, gdzie ten szlachcic czy posesjonat byl taki jak go poprawiona historia ukazywala a chlop przez tych" dawiantow" spolecznych lzony, bity itd. i jedynym prawem jakie posiadal bylo prawo obowiazku niewolniczej pracy i plodzenia dzieci ( a bylo ich zwykle okolo dziesiatki ) jako spadkobiercow niewolniczej pracy.

Zbyszek Maderski
Awatar użytkownika
Józef_Lis

Sympatyk
Ekspert
Posty: 54
Rejestracja: śr 31 paź 2007, 15:34

Post autor: Józef_Lis »

Aby się nie rozpisywać polecam mały artykuł w tym temacie . http://www.polityka.pl/historia/1516940 ... print=true
Józek
jart

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 1094
Rejestracja: pt 03 cze 2011, 14:45

Post autor: jart »

Czasy późniejsze, bo XIX w. - w swojej rodzinie mam przypadek że około 1810-1820 w okolicach Wyszkowa, przedstawiciel niewątpliwie chłopstwa, był na tyle zamożny by przyjąć do siebie swego starego ojca żebraka i prócz tego utrzymywać dwójkę parobków (z dalszej rodziny; wszystko udokumentowane). W tym okresie sam jest wymieniany w metrykach nie jako gospodarz, rolnik etc., ale jako "przewoźnik" (był przewoźnikiem przez rzekę Bug). Nie mam żadnych informacji by był mieszczaninem (Wyszkowskim czy innym).
pozdrawiam
Artur

Poszukuję rodzin: Jastrzębski, Olbryś, Pskiet – par. Jasienica; Sitko/Sitek lub Młynarczyk, Pych – par. Długosiodło; Łaszcz, Świercz, Szczęsny, Ciach, Kapel – par. Wyszków; te nazwiska także w par. Jelonki
Matysiak

Sympatyk
Posty: 209
Rejestracja: czw 11 kwie 2013, 14:01

Post autor: Matysiak »

Krzychu!

Jako żywo zainteresowany tym tematem potomek mieszczan wielkopolskich miast prywatnych z XVII-XVIII w. i po lekturze ksiąg miejskich wyjaśniam kilka rzeczy:
„Własność mieszczańska gruntów miejskich w miastach królewskich była zbliżona do pełnej własności. Natomiast w miastach prywatnych mieszczanie mieli jedynie własność podległą w ramach własności podzielonej. Z tego tytułu uiszczali czynsze na rzecz pana, którego zgoda była często wymagana przy alienacjach i zastawie nieruchomości. Obrabianie pańszczyzny przez mieszczan miast prywatnych było dość powszechne. Była ona nieznaczna i wynosiła przeważnie kilka (do 10) dni w roku. Mogła być zamieniana na opłatę pieniężną.” – Historia Państwa i Prawa (Bardach)
Podobieństwa i różnice między stanem chłopskim a mieszczańskim (w miastach prywatnych) w XVII w.:
1) chłop na wsi: całkowicie zależny od pana, niewola osobista, ziemia była własnością pana, rzeczy ruchome były własnością chłopa, w sprzedaży ziemi występuje jako strona pan, odrabianie pańszczyzny
2) mieszczanin w mieście prywatnym – jako obywatel miasta wolny pod względem osobistym, zależny gospodarczo od pana, ziemia własnością pana, ruchomości własnością mieszczanina, mieszczanin miał prawo sprzedać ziemię ale właściwie tylko za zgodą pana (zdarzają się niektóre alienacje dóbr bez jego zgody), w aktach sprzedaży mieszczanin występuje samodzielnie, ziemia mieszczanina była dziedziczona, są liczne testamenty mieszczan dotyczące ziemi – np. w testamentach nie występuje zgoda pana miasta, tak czy inaczej wszystko odbywało się pod czujnym okiem pana miasta, który czasem się „wtrącał” i ingerował we własność gruntów mieszczan a czasem nie
Polecam przejrzeć własnoręcznie księgi miejskie i księgi grodzkie i sprawdzić podobieństwa i różnice pomiędzy stanem chłopskim i mieszczańskim - wszystko w mig się wyjaśni.
Licznie występuje w aktach sprzedaży gruntów przez mieszczan Działoszyna taki zwrot:
„A odtąd pomienionemu kupicielowi ....... wolno będzie z tym kawałkiem placu czynić co zechce, dać, sprzedać, darować, zamienić i w jak najlepszej swój pożytek obrócić, bez najmniejszej kogokolwiek trudności, ponieważ się to stało według należytej słuszności.”
U chłopów nigdy nie byłoby możliwe, że jego pan mówi mu, że może z gruntem zrobić co zechce – sprzedać, darować itp.

Pozdrawiam

Krzychowi z Koszalina wyjaśnia:

Piotr
Awatar użytkownika
zmad

Sympatyk
Posty: 479
Rejestracja: pn 05 sty 2009, 02:35
Lokalizacja: Melbourne. Au

Post autor: zmad »

Jozku.

Zeby oceniac zamoznosc lu biede chlopa potrzebna jest znajomosc realiow w tamtych czasach.
Gospodarstwo chlopskie, to przewaznie 1 lan ziemi. Oczywiscie, w niektorych rajonach chlop mogl miec 2 a nawet 4 lany a w innych pol lana lub nawet cwierc lana.
1 lan to 17 ha! To sporo. Trzeba rowniez wiedziec, ze rodzina chlopska to przewaznie 3 pokolenia i spora ilosc mezczyzn zdolnych do pracy. Jezeli 1 czlonek rodziny odrabial panszczyzne, to reszta pracowala w gospodarstwie, a wiec ziemia nie lezala odlogiem od poniedzialku do piatku i czekala na sobote i niedziele ( powiem prawde, ze nie doszukalem sie informacji ilu czlonkow chlopskiej rodziny panszczyzne odpracowywalo ale najbardzie logiczne wydaje mi sie, ze jeden). Wnioskowac mozna, ze nie bylo az tak tragicznie.

Zbyszek Maderski
Ewafra

Sympatyk
Posty: 895
Rejestracja: czw 02 sie 2012, 08:45
Podziękował: 1 time

Post autor: Ewafra »

Właśnie tego o czym pisze Zbyszek przeważnie nam brak. Znajomości realiów, świadomości zróżnicowanej sytuacji przedstawicieli tej samej klasy społecznej, zależnej od bardzo wielu czynników. Wiele przysłania schemat. Jak chłop to niewolnik wynędzniały, zabidzony, ciemny jak tabaka w rogu. Jak szlachcic to zaraz pan w bryczce z kieszeniami złotem wypchanymi. Pasożyt jeden. :) A nie zawsze tak prosto było.
Wie ktoś ilu chłopskich synów na Uniwersytecie Krakowskim studiowało? A mieszczańskich?
ablawat1

Sympatyk
Posty: 27
Rejestracja: śr 03 lip 2013, 22:34

Post autor: ablawat1 »

O sytuacji chłopa.

Dla przykładu,
jeden z moich pra, poddany królewski, gbur z woj. pomorskiego, wg danych z 1686 roku,
posiadał 5 włók ziemi ornej + dwa grunty ogrodnicze o nieokreślonej powierzchni,
za co rocznego czynszu płacił 50 florenów (dukatów).
I jeśli przyjmiemy że 1 włóka chełmińska (łan) = 30 mórg ≈ 17,955 ha,
to okazuje się, iż mój "przodek pańszczyźniany" posiadał ponad 90ha.

Dodatkowe powinności w wymiarze rocznym:
1 tydzień z pługiem, w żniwa 1 tydzień z kosą i 1 tydzień z grabiami do folwarku i na koniec 2 kury.

Za owe 50 dukatów czynszu w tamtym czasie było można podobno kupić np. konia pociągowego.

Wymiar pańszczyzny podawany był, jak dziś powiedzielibyśmy, w roboczodniówkach na 1 osobę od gospodarstwa.

Pozdrowienia
Arnold
Matysiak

Sympatyk
Posty: 209
Rejestracja: czw 11 kwie 2013, 14:01

Post autor: Matysiak »

EWAFRA pisze:Właśnie tego o czym pisze Zbyszek przeważnie nam brak. Znajomości realiów, świadomości zróżnicowanej sytuacji przedstawicieli tej samej klasy społecznej, zależnej od bardzo wielu czynników. Wiele przysłania schemat. Jak chłop to niewolnik wynędzniały, zabidzony, ciemny jak tabaka w rogu. Jak szlachcic to zaraz pan w bryczce z kieszeniami złotem wypchanymi. Pasożyt jeden. :) A nie zawsze tak prosto było.
Wie ktoś ilu chłopskich synów na Uniwersytecie Krakowskim studiowało? A mieszczańskich?
Zgadzam się. Podobnie będą patrzeć na nas nasi potomkowie za 200-300 lat. Jeden pracuje w "nacji-korporacji" (agencja reklamowa, firma audytorska itp.) jako niewolnik (odpowiednik chłopa) dla właściciela (odpowiednik szlachcica-pana), drugi ma własną małą firemkę np. naprawę ubrań czy szczękę na bazarku z pietruszką (odpowiednik szlachty zagrodowej). Ten drugi sam sobie szefem, ten pierwszy całkowicie zależny od właściciela firmy. Pracownik nacji-korporacji np. na menedżerskim stanowisku zarabia np. 10.000 zł na rękę, jeździ na wczasy na Seszele, do Afryki, ma dobry samochód, jest bardziej wykształcony od faceta z bazarku. A ten z bazarku zarobki rzędu np. 1500 zł, stary polonez do wożenia ziemniaków, ale szczęśliwy bo niezależny od szefa-pana. Tak samo było kiedyś chłop rzemieślnik czy mieszczanin był często dużo bogatszy i bardziej wykształcony od szlachcica zagrodowego. Nawet był taki przepis w XVII w. zakazujący mieszczanom ubierania się jak szlachta - bogactwo mieszczan bardzo raziło szlachtę.

Piszę to jako potomek i chłopów i szlachty i mieszczan.

Pozdrawiam

Piotr
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”