Nowosolna k/Mileszek

Pomoc w poszukiwaniu publikacji, których nie ma w Bibliotece cyfrowej w Katalogu linków w bazie Nasze książki ; rozmowy o książkach ; Biblioteczka genealoga

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Danecka

Członek Honorowy
Tytan
Posty: 748
Rejestracja: czw 19 lis 2009, 09:28

Nowosolna k/Mileszek

Post autor: Danecka »

Witam,

dla zainteresowanych osadnictwem niemieckim w Nowosolnej i okolicach Mileszek przetłumaczony fragment z książki Henryka Scholera "Neu Sultzfeld/Nowosolna":

Protokół Bernharda Zimmermanna z Sulzfelds w Kreichgau

Sporządzony w Poczdamie dnia 13tego listopada 1801r.
(w 1801 roku trwały wojny napoleońskie)

Kolonista Bernhard Zimmermann, urodzony w Sulzfeld w
Wirtemberskim (Ziemia Wirtemberska) zdeponował, co następuje
odnośnie przeprowadzania kolonizacji jako kolonista w Południowych
Prusach:
Wyjechałem z Sulzfeldu w dzień św. Jana (nieznany skrót)
z jeszcze jednym młodym mieszczaninem z Sulzfeldu, o nazwisku Daeubler
z Sulzfeldu, do Prus Południowych, aby obejrzeć to, co słyszeliśmy,
tzn., że w Prusach Południowych są poszukiwani koloniści.
Zaplanowaliśmy naszą drogę poprzez Berlin.
W Berlinie zameldowaliśmy w Południowo pruskim Departamencie
Finansowym, że przybyliśmy, aby obejrzeć ziemię, a jeżeli ona
będzie nam się podobać, przenieść się tam wraz naszymi rodzinami
i poprosiliśmy o podanie nam, czego możemy oczekiwać jako beneficjum.
Otrzymaliśmy odpowiedź, że powinniśmy zabrać się do tego tak, jak
pozostali koloniści, których spotkaliśmy, a ponieważ ja określiłem
moje potrzeby na 1000 talarów Rzeszy, zatem ja, Bernhard
Zimmermann, otrzymałem stosunkowo dobry majątek.
Przedsięwzięliśmy marszrutę przez Warszawę i uiściliśmy zwyczajną
"opłatę milową" z Sulzfeldu do Berlina. Powędrowaliśmy dalej obaj,
Daeubler i ja, z Berlina do Poznania, a stamtąd do Wisły, a dalej,
Wisłą w dół, aż w okolice Gdańska, gdzie mam mojego kuzyna,
który już przed 20tu laty ściągnął na tamte ziemie; tam pozostawiłem
Daeublera po uzgodnieniu z nim tego, że wrócę się do Sulzfeldu, aby
sprzedać moje mienie rolnicze i również namówić jego ojca,
starego Daeublera, do sprzedaży, a potem chciałem go ściągnąć
do Prus Południowych, dokąd on potem mógł do nas się wybrać
na nasze powiadomienie na piśmie o przybyciu tam. Wybrałem się
w podróż powrotną do Rzeszy i przybyłem na początku października
1800 roku z powrotem do Sulzfeldu. W mojej podróży powrotnej
spotkałem pod Anspach 4 wozy z kolonistami, wracające z powrotem.
Na moje pytanie, dlaczego wracają, odpowiedzieli, że chcieli do Prus
Południowych, ale dowiedzieli się po drodze, że ziemia w Prusach
Południowych była tak kiepska, że wracają, aby podążyć z powrotem
do swej ojczyzny w Scharzwaldzie. Opowiedziałem tym ludziom, że
ja jednak wrócę do Prus Południowych, że sam podążę do domu,
aby zaprosić moją rodzinę, że ziemia jest dobra, i że jeżeli ktoś zna się na
rolnictwie i łąkach, to powinno się na tej ziemi znaleźć swoje bogactwo.
Przekonałem w ten sposób tych ludzi moją argumentacją tak, że zawrócili
ponownie i pociągnęli do Prus Południowych.
Przybyłem, jak już powiedziałem,
na początku października 1800 roku z powrotem do Sulzfeldu i wystawiłem
na sprzedaż moje mienie: gospodarstwo, łąki, winnice, za co dostałem
2300 florenów na trzy raty.Za mój dom i ogród dostałem 1300 florenów.
Pieniądze te otrzymałem ja i moja teściowa, która też podążyła do Prus.
Po przybyciu do Sulzfeld i podczas sprzedaży mego mienia moim krewnym
i znajomym za zaliczkę, uzgodniłem, co zabrać ze sobą na wyjazd, czego
koloniści oczekują i aby to uczynić, postanowiłem, co następuje: / cdn/

i następne tłumaczenie:

1. Mój brat Philipp [Filip] Zimmermann z żoną i 3 dzieci, wziął ze sobą z Sulzfeldu 400 florenów i 2 konie i oczekiwał jeszcze po śmierci swej teściowej 3400 florenów.
2.Mój szwagier [Se] Bastian Fueller z żoną i 3 dzieci, tenże zabrał ze sobą 300 florenów, i [tenże] otrzyma po śmierci swoich rodziców także jeszcze 4500 florenów.
3.Julius [Juliusz] Frey, kawaler, człowiek który poślubi moją szwagierkę, ma do dyspozycji 800 florenów. Jego ojciec, który jest schorowany, przygotował się do działania i gdy to nastąpi, ojciec sprzeda [dobytek] i również podąży.
4.Friedrich (Fryderyk) Hausmann, chłopak stanu wolnego, jest wysyłany przez swoich rodziców, aby znaleźć dobre miejsce, a gdy on to uzyska, to wtedy jego rodzice chcą sprzedać [mienie] i podążyć w [tamto] miejsce.
5.George [Jerzy] Rucher z żoną i 4 dzieci wziął gotówką 250 florenów i ma jeszcze prawo domagać się 700 florenów.
6.Martin [Marcin] Gelbsattel z żoną i 4 dzieci zorganizował 300 florenów i jeszcze ma prawo domagać się 600 florenów.
7.Chistoph [Krzysztof] Braendle z żoną i 1 dzieckiem bez majątku.
8.Christoph [Krzysztof] Wildesee, 1 żona i 1 dziecko bez majątku.
9.Melchior Boehm, z żoną i 1 dzieckiem wziął gotówką 160 florenów i ma jeszcze prawo do domagania się 50 florenów.
10.Thomas [Tomasz] Weiler z żoną i 2 dzieci wziął ponad 3000 florenów, słownie trzy tysiące florenów gotówką.
11.Caspar [Kasper] Dietz z żoną i 2 dzieci wziął około 50 florenów.
12.Caspar [Kasper] Abb z żoną i 3 dzieci wziął około 80 florenów.
13.Fr.[-anciszek?-yderyk?] Nagel z żoną i 3 dzieci wziął gotówką 100 talarów Rzeszy.
14.Johannes [Jan] Schmidt z żoną i 7 dzieci wziął około 90 florenów.
15.Johann [ Jan] Carlfast,jeden z Zimmermannów z żoną i 2 dzieci bez majątku.
16.Johann [Jan] Holdermann z żoną i 3 dzieci wziął coś ponad 100 florenów.
Nasze 18 rodzin wyruszyło w podróż w Poniedziałek Wielkanocny z Sulzfeldu i podążyło prosto do Berlina, gdzie zameldowało się w Południowopruskim Departamencie Finansowym i dalej Zarządca Izby w Warszawie zadecyduje o tym, jaki otrzymamy cel i marszrutę.
Po 8-dniowym pobycie w Berlinie powędrowaliśmy po załatwieniu odprawy do Warszawy. Tutaj zameldowaliśmy się w Izbie i po 9-dniowym pobycie tamże zostaliśmy odprawieni.
Naszą Opłatę Milową uiściliśmy odpowiednio częściowo w Berlinie, a częściowo w Warszawie, przy czym chciałbym zauważyć, że po dotarciu na miejsce będę mógł odliczyć otrzymane pieniądze na podróż, ponieważ ja już ziemię oglądałem.
We Warszawie obiecano nam, że powinniśmy dostać to, co dostali koloniści z Groembach.
W Berlinie i Warszawie nie spotkaliśmy więcej kolonistów i całkowita ilość kolonistów, którzy
zostali wyznaczeni w Warszawie do Łasna [Łaznów?] do Intendenta Moritza, wyniosła 60 rodzin.

(tu koniec str.40 oryginału-początek strony 41 oryginału).

Przybyliśmy razem do Intendenta Moritza, gdzie przebywaliśmy dalsze 8 dni, a potem wybraliśmy się do Wienczyna (Wiączyna?), gdzie mieliśmy wyznaczoną gospodę. W tej gospodzie przebywaliśmy przez 3 tygodnie i nikt się o nas nie zatroszczył, poza tym, że nam pewnego razu nadleśniczy powiedział, że powinniśmy wybrać się do lasu i powinniśmy karczować, po upływie 3 tygodni nadleśniczy przybył i powiedział: dobrzy ludzie, idźcie do lasu
i zbudujcie sobie chaty i zacznijcie go karczować, na co mu odpowiedzieliśmy, że nie zostały dokonane jeszcze obmiary, na co on odpowiedział, czy chcielibyśmy tylko karczować, a potem to
może być zrekompensowane, my chcieliśmy tylko pracować, nie chcieliśmy, by się nazywało, że jesteśmy leniwi i nie chcemy pracować. Muszę tu powiedzieć, że ten nadleśniczy był uczciwym dzielnym człowiekiem, który miał z nami serdeczne układy, żal mu było, że jeszcze nie byliśmy zagospodarowani na gospodarstwach i to było dla nas okazanie dużego współczucia.
Na tą ostatnią i współczującą uwagę nadleśniczego wielu poszło do lasu i zbudowało chaty z chrustu, ja sobie zbudowałem z desek, do czego kupiłem 200 bali. Część [ludzi] pozostała w gospodzie. Mogłem sobie kupić drewniany dom za 18 talarów Rzeszy, jednak nie mogłem sobie pozwolić na taką inwestycję, gdy się cały czas nazywało, że przyjdzie geodeta, aby nam ziemię pomierzyć, więc darowałem sobie ten dom za 18 talarów Rzeszy, jako, że mieszkaliśmy w lesie w chatach w sposób odpowiedni urządzonych i wykończonych, długich na 65 stóp pruskich i dlatego też wynajmowałem dwom kolonistom - komornikom (mieszkającym na izbach) za 60 talarów Rzeszy. Po zbudowaniu chat niektórzy wzięli się za karczowanie, które trwało jednak tylko dwa dni .Potem nadleśniczy wysłał swego gajowego i kazał nam powiedzieć: macie się wstrzymać z karczowaniem.
Zwróciliśmy się do Intendenta w Łaśnie(Łaznów?), a tenże nam oświadczył:
nie otrzymacie żadnej dniówki ani zapłaty za karczowanie, kto miałby 250 talarów Rzeszy, to otrzyma 3 łany pola, a kto tego nie ma, to powinien [udać się] do Kalisza i otrzyma 3 morgi ziemi.
Wyjaśniliśmy mu, że żaden człowiek niczego by nie zdziałał z 3ma morgami.
Mnie, Bernhardowi Zimmermannowi i Thomasowi Weilerowi zapewniono 4 łany [ziemi].
Intendent Moritz w Łaśnie (Łaznów?) załatwił tym, co nie mieli 250 talarów Rzeszy, marszrutę do Kalisza i policzył im opłatę za podróż aż do Kalisza. Wróciliśmy teraz do naszych lasów z tą wiadomością, która wywołała wśród naszych kobiet i dzieci powszechny lament.
14 dni po Zielonych Świątkach przybyliśmy do Łaśna (Łaznów?), a 8 dni po świętym Janie otrzymaliśmy to postanowienie, a po prawie jednym miesiącu żyliśmy bez stabilizacji ani obmiaru ziemi dla nas.
Niektórzy dostali przez ten czas od Intendenta nieco pieniędzy na narzędzia do karczowania, co trzeba było mu potem zwrócić, ponieważ dostali pieniądze na podróż do Kalisza, a poza tym żeśmy nigdy jeszcze nie dostali dniówki za karczowanie.
Tak, że podczas naszego długiego pobytu najbiedniejsi z kolonistów nie mieli za co żyć, więc im dałem zaliczki, wynoszące do około 300 talarów Rzeszy. Zrobiłem to, aby ich utrzymać w należnym posłuszeństwie i aby się trzymali razem, aby nie chcieli wracać z powrotem, chciałem dostać z powrotem 150 talarów Rzeszy.
Ponieważ przybyliśmy do lasu koło Wiączyna i lament był tak powszechny, powiedział nam pewien uczciwy i dzielny człowiek, którego tu nie nazwę, bo prosił, abyśmy go nie zdradzili:
Zimmermann, on ma jeszcze pieniądze, niech on jedzie do Berlina do Króla [pruskiego] i doręczy mu memoriał, co będzie potem pomocne dla każdego, że na 3 morgach nikt nie wyżyje.
Inni współkoloniści prosili mnie, abym podjął się tej podróży i wielu się zebrało i każdy mi dał 2 talary Rzeszy zaliczki na koszty podróży.
Podjąłem podróż i przekazałem 10tego sierpnia Najjaśniejszemu Królowi w Charlottenburgu memoriał i dzień potem otrzymałem załączone postanowienie, które mnie bardzo ucieszyło.
Na moją petycję do Jego Królewskiej Wysokości zostałem wezwany przez Departament Finansowy w Berlinie i powróciłem z powrotem do Wieńczyna.
Po moim powrocie do Wiączyna zastałem tylko 11 rodzin z 60ciu, które tam były przedtem.
Z tych 11 rodzin 4 lub 5 rodzin przeniosło się do Kolonii Gruembach, 3 – do Łodcza (Łodzi?),
a 3 są jeszcze ze mną w Wiączynie. Pozostałe 49 rodzin częściowo wróciło do Rzeszy, a częściowo wywędrowało do Polski pod Zaborem Austriackim.
cdn.

Po moim powrocie do Wienczyna czekałem 3 tygodnie na odpowiedź z Berlina, o której mnie zapewniano, a ponieważ jej nie otrzymałem, pojechałem wraz z 3ma kolegami do Izby do Warszawy, gdzie otrzymaliśmy Postanowienie, że powinniśmy być przeniesieni do Łodzi. Wyjaśniliśmy, że lepsza nam ziemia tutaj, niż w Łodzi i wróciliśmy z powrotem do Wienczyna. Podczas mej wizyty także i moja żona i teściowa usłyszały,że powinniśmy udać się do Łodzi. Zaczęły na nowo rozpaczać i się skarżyć, zrobiły mi najgorsze wyrzuty, że to ja je przywiozłem na tę ziemię, że już dosyć pieniędzy straciliśmy i że w końcu niczego nie osiągnęliśmy i że jako dziady trzeba nam będzie z tej ziemi sobie pójść. Moja teściowa chciała wiedzieć, co z nią będzie i powiedziała mi, że powinienem znowu pojechać z nią do Warszawy i że jeżeli nie możemy się osiedlić we Wienczynie, to możemy wrócić do Rzeszy, ponieważ jeszcze mielibyśmy jakieś grosze i nie musielibyśmy jeszcze iść na żebry. Pojechałem następnego dnia z moją teściową do Warszawy i tam spotkałem Radcę Jego Królewskiej Mości dla uzyskania zezwolenia na pobyt we Wienczynie. Powiedziałem mu, że nie przetrzymam zimy w szałasie, że zbuduję sobie dom z izbami, a gdy teraz znowu pojadę do Łodzi, to narobię sobie kosztów, których już i tak za dużo miałem i w taki sposób pójdę o dziadowskim kiju i z torbami.
Uległ moim prośbom i powiedział mi, że powinienem pozostać i rozpocząć karczowanie, a także wznieść sobie dom i że musiałem nie zezwolić na obmiar ziemi, gdy miał miejsce i że mój dom nie stoi w linii z domami innych kolonistów, tak, że muszę go rozebrać i postawić na nowo. Zgodziłem się także i na to i podpisałem, z czego on się serdecznie ucieszył i po tylu perypetiach w końcu dostałem przyznany ładny szmat ziemi. Załączone Postanowienie mnie o tym informuje, a oczekiwane z Berlina Postanowienie otrzymałem 26tego września poprzez Intendenta Moritza. Otrzymałem teraz 4 łany ziemi i dlatego powinienem być zadowolony, bo otrzymałem jeszcze 275 talarów Rzeszy. Kredyt wynosi 1175 talarów Rzeszy wypłacanych zaliczkowo na 15 lat. Są to nowe beneficja, które są jednak zaciągnięte z zabezpieczeniem dawnych beneficjów hipoteką na gruncie. Jest to przyczyna wielkiej dezorganizacji wśród kolonistów. Wiedziałem z góry, że trzeba mieć normalne możliwości, gdy się otrzymuje duży teren, dlatego też nie powiedziałem moim sąsiadom na ziemi w Rzeszy, że najubożsi chłopi powinni otrzymać ziemię. Wyjechałem 1szego listopada z Wienczyna z powrotem do Sulzfeldu, aby pozałatwiać tam moje pozostałe powinności. Podczas mej podróży poprzez Poczdam, gdzie się w Hirschu skierowałem przed Bramą Berlińską,. powiedziała mi gospodyni z Hirschu, że kapitan von Nothardt postanowił, że gdyby koloniści przybyli, to powinna ona go powiadomić i ona wybrała się tam zaraz i ja musiałem mu zrelacjonować całe moje losy w Południowych Prusach, co uczyniłem, a on powtórzył mi, abym powiedział mu całą prawdę i niczego nie uronił, co nie było uzasadnione, przesłuchał mnie do protokołu, gdzie ja powtórzyłem moje zeznanie, które jest zgodne z prawdą.

Bernhard Zimermann



Osadnicy z Kraichgau, którzy uczestniczyli w zakładaniu osady Neu-Sulzfeld (Nowosolna):

- ze Sulzfeldu („Solnej”):
1.Behm Christian
2.Frey Johann,ojciec
3.Frey Julius
4.Hausmann Johan Balthasar (6 osób)
5.Himmel Gottlieb (Teofil)
6.Klebsattel Adam
7.Klebsattel Martin
8.Nietz Philipp (5)
9.Schlenz Konrad I
10.Schlenz Konrad II (8)
11.Sprecher Friedrich (3)
12.Sprecher Wilhelm (4)
13.Zimmermann Benhard (2)
14.Zimmermann Christian (6 osób)
15.Zimmermann Philipp
16.Wiedemann Bernhard (2)

- z Ochsenburga („Wołowa”)”
1.Heger Gottlieb (Teofil) (5)
2.Heger Jakob (5)
3.Heger Johann (9)
4.Hoeger Adam (4)
5.Kuebler Georg (Jerzy) (5)
6.Kuebler Johan Georg (5)
7.Woesner Jakob (5)

- z Leonbronnu:
Bauer Christoph (8)

- z Kuernbachu:
Walter Mathias(Maciej)

- Ze Sternfeldu:
Schack Johann (6 osób)

- z Gueglingen:
Esslinger Georg (Jerzy) (osób)
[Liczby podają ilość osób w rodzinie danego osadnika.Wynika to z poniższego zapisu]
Dla niektórych osób nie podano, czy przybyły one same, albo też ilość członków rodziny nie była znana.
Z [samego] Sulzfeldu zasiedliło nowe miejsce osiedlenia [tzn.Neu-Sulzfeld/Nowosolną] około 27miu rodzin,to znaczy około 38%!



Jestem w posiadaniu powyższej publikacji o Nowosolnej i osobom zainteresowanym przekaże szczegółowe informacje.







pozdrawiam
Danuta
Ostatnio zmieniony wt 04 lut 2014, 11:35 przez Danecka, łącznie zmieniany 5 razy.
Awatar użytkownika
MajaWojdalski

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 367
Rejestracja: śr 01 cze 2011, 05:36
Lokalizacja: USA

Nowosolna k/Mileszek

Post autor: MajaWojdalski »

Danuto,
Bardzo ciekawy tekst, z niecierpliwosia czekam na ciag dalszy. Moi przodkowie, w tym samym czasie mieszkali w sąsiednim Olechowie. Jeżeli natkniesz się na nazwiska Widner lub Sier - polecam się pamięci.
Maja
Danecka

Członek Honorowy
Tytan
Posty: 748
Rejestracja: czw 19 lis 2009, 09:28

Nowosolna k/Mileszek

Post autor: Danecka »

Maju, zajrzyj do geneteki parafia Mileszki.
Indeksowałam tą parafię i dane dot.nazwiska Widner i Sier są w genetece.

pozdrawiam
Danuta
ODPOWIEDZ

Wróć do „Książki, Biblioteki”