Trybunal Koronny w Lublinie
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech, adamgen
Trybunal Koronny w Lublinie
Moi przodkowie stracił tytuł "szlachetnemu" między 1633 i 1670 w miesce Piaski, lubelskie. Gdzie w ksiegi Trybunal Koronny Lublin moge znalesc informacji o ten sposob?
Zenek
Zenek
-
jeronimo_77

- Posty: 98
- Rejestracja: pn 14 gru 2009, 08:54
Trybunal Koronny w Lublinie
Mam dokument z 1633 szlachetnemu Marcin Podsedkowski kupowal czesc folwarku w Piaski. 1670 byl malzenstwa z Stephan Podsedkowski, bez tytul szlachcic, w Krasnystaw. Moje teoria jest ze miedzy 1633 i 1670 oni stracil tytul szlachta.
Zenek
Zenek
-
jamiolkowski_jerzy

- Posty: 3178
- Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
Jedyna metoda aby zweryfikować te informacje to przegladac ksiegi, o ile sie zachowały.
Akurat szczątek Trybnału Lubelskiego ocalał,i nawet jest w sieci. Ponad 50 tys skanów jest na szukaj w archiwach
http://www.szukajwarchiwach.pl/35/str/2 ... _order#tab
Zasoby pod numerem 16 . Zatem pomodlic sie o szczęście i do przegladania.
Ale ja osobiscie gdybym musiał szukac najpierw przejrzał bym ksiegi grodzkie. Zanim cos trafiło do Trybunału to najpierw sądzono się w podstawowych sądach . Z listy w linku widac że tych sądow było sporo. Co , jakie zasoby, z jakich lat? niestety nie wiadomo. Nie mam zielonego pojęcia o ksiegach lubelskich (nie miałem musu ich kwerendowania stąd nie znamich terytorialnej struktury , tym bardziej samych zasobów) znam sie jedynie trochę na Podlasiu, a przez to mam jakąs tam wiedze o ówczesnym sądownictwie.
Aby nie szukać bez sensu,( trwać to może miesiace i lata) radziłbym skontaktować sie z Archiwum w Lublinie, celem stworzenia sensownego planu.
Przestrzegam - kwerenda ksiag sądowych (lacina!) to wyższa szkoła genealoigicznej jazdy. Żmudna i czasochłonna.
Życze powodzenia
Akurat szczątek Trybnału Lubelskiego ocalał,i nawet jest w sieci. Ponad 50 tys skanów jest na szukaj w archiwach
http://www.szukajwarchiwach.pl/35/str/2 ... _order#tab
Zasoby pod numerem 16 . Zatem pomodlic sie o szczęście i do przegladania.
Ale ja osobiscie gdybym musiał szukac najpierw przejrzał bym ksiegi grodzkie. Zanim cos trafiło do Trybunału to najpierw sądzono się w podstawowych sądach . Z listy w linku widac że tych sądow było sporo. Co , jakie zasoby, z jakich lat? niestety nie wiadomo. Nie mam zielonego pojęcia o ksiegach lubelskich (nie miałem musu ich kwerendowania stąd nie znamich terytorialnej struktury , tym bardziej samych zasobów) znam sie jedynie trochę na Podlasiu, a przez to mam jakąs tam wiedze o ówczesnym sądownictwie.
Aby nie szukać bez sensu,( trwać to może miesiace i lata) radziłbym skontaktować sie z Archiwum w Lublinie, celem stworzenia sensownego planu.
Przestrzegam - kwerenda ksiag sądowych (lacina!) to wyższa szkoła genealoigicznej jazdy. Żmudna i czasochłonna.
Życze powodzenia
-
jamiolkowski_jerzy

- Posty: 3178
- Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
Jerzy,.
Znalazlem moje nazwisko, Podsedkowski, w ten strona:http://www.szukajwarchiwach.pl/35/16/0/ ... NqQlYqjaFQ, na dole, ale rozumiem nic.
Czy mozesz pomoc mi?
Zenek
Znalazlem moje nazwisko, Podsedkowski, w ten strona:http://www.szukajwarchiwach.pl/35/16/0/ ... NqQlYqjaFQ, na dole, ale rozumiem nic.
Czy mozesz pomoc mi?
Zenek
-
jamiolkowski_jerzy

- Posty: 3178
- Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
Przecież ten tekst jest w jezyku polskim !. Tam nie ma żadnego Podsędkowskiego ale wspomniany jest Imć Pan Podsędek (to funkcja sądową).
Z góry przepraszam ale nie będe tłumaczył jakiegokolwiek tekstu. Wynika to z mojej zasady że genealogia to zabawa dla samotnych . Poważnie uprawiac ja można tylko samodzielnie. Jesli Pan chce wkroczyć na b. głęboka wodę czyli kwerende ksiag sądowych, musi Pan sam nauczyc się pływać.
Jak juz pisałem radziłbym zacząc od ksiag grodzkich . Tam w tytule dokumentu zwykle pisano nazwisko lub nazwę miejscowosci (co znakomicie ułatwia szukanie) oraz rodzaj sprawy. Jeśli Pańscy Podsędkowscy naprawdę byli szlachtą to znajdzie Pan prawdopodobnie sporo rodzinnych dokumentów .
Oczywiście może Pan przeklikać ten Trybunał w szukaj w archiwach, tak dla orientacji, ale musi Pan miec świadomość ,że jest to tylko szczatek z utraconego o wiele wiekszego zasobu.
No i musi Pan wiedzieć że do krolewskiego trybunału w Lublinie trafiały sprawy połowy Korony (drugi Trybunał był w Piotrkowie) Do sądów ziemskich i grodzkich natomiast z konkretnego, stosunkowo małego terenu. Logika wskazuje że leiej szukać tam gdzie prawdopodobieństwo trafienia jest większe.
Pozdrawiam
Z góry przepraszam ale nie będe tłumaczył jakiegokolwiek tekstu. Wynika to z mojej zasady że genealogia to zabawa dla samotnych . Poważnie uprawiac ja można tylko samodzielnie. Jesli Pan chce wkroczyć na b. głęboka wodę czyli kwerende ksiag sądowych, musi Pan sam nauczyc się pływać.
Jak juz pisałem radziłbym zacząc od ksiag grodzkich . Tam w tytule dokumentu zwykle pisano nazwisko lub nazwę miejscowosci (co znakomicie ułatwia szukanie) oraz rodzaj sprawy. Jeśli Pańscy Podsędkowscy naprawdę byli szlachtą to znajdzie Pan prawdopodobnie sporo rodzinnych dokumentów .
Oczywiście może Pan przeklikać ten Trybunał w szukaj w archiwach, tak dla orientacji, ale musi Pan miec świadomość ,że jest to tylko szczatek z utraconego o wiele wiekszego zasobu.
No i musi Pan wiedzieć że do krolewskiego trybunału w Lublinie trafiały sprawy połowy Korony (drugi Trybunał był w Piotrkowie) Do sądów ziemskich i grodzkich natomiast z konkretnego, stosunkowo małego terenu. Logika wskazuje że leiej szukać tam gdzie prawdopodobieństwo trafienia jest większe.
Pozdrawiam
Nie zauważyłeś Jurku, że Zenek ma problemy również z językiem Polskim? Przecież to widać z treści jego postów, nie wiem jaki język jest dla niego natywnym. To, że nie rozróżnia stanowiska Podsędka od nazwiska Podsędkowski to tylko wierzchołek góry lodowej.
Na jakiej podstawie twierdzi, że utracili szlachectwo? Znalazł dwie metryki i nawet nie wiadomo kim był Stefan dla Marcina, może to w ogóle krewni nie byli, a on już teorie buduje. Pyta i póki mu się odpowiada pytał będzie.
Na jakiej podstawie twierdzi, że utracili szlachectwo? Znalazł dwie metryki i nawet nie wiadomo kim był Stefan dla Marcina, może to w ogóle krewni nie byli, a on już teorie buduje. Pyta i póki mu się odpowiada pytał będzie.
Cynik jest łajdakiem, który perfidnie postrzega świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki być powinien.
-
Sawicki_Julian

- Posty: 3423
- Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
- Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski
Witam Zenek, ponieważ ten temat wraca i pytasz o to samo ; czy stracili szlachectwo, bo może nie było im nic pisane przed nazwiskiem w metrykach.
Moja teoria jest taka na podstawie metryk ; jak na tacę dał szlachcic talara w złocie, w metrykach ma pisane - szlachetnie urodzony, za srebrną monetę miał pisane szlachetny, za 2 grosze na tacę i tak co niedziela ma pisane Honestus, czyli uczciwie daje, jak nic nie dał kilka razy to i go nie znali i nic przed nazwiskiem nie pisali. Z kolei jeśli na tace nie dawał, ale kosił łąkę u księdza za Bóg zapłać, to miał pisane po naszemu ; pracowity.
Wtedy to ksiądz był pierwszy po Bogu i pisał metryki używane jako dowód tożsamości, nikt tego nie podpisywał i tak było przez wieki, aż przybył na koniu Napoleon Wielki i z niewoli rzymskiej nas wyzwolił. Teraz nikt nie ma tytułów szlacheckich jak widać, bo inaczej Zenek w Szwecji zwracali by się do Ciebie ; Waszmość Panie Podsędkowski. To tak teoretycznie o braku zapisu o szlachectwie w metrykach, ale coś w tym prawdy może być ; Julian
Moja teoria jest taka na podstawie metryk ; jak na tacę dał szlachcic talara w złocie, w metrykach ma pisane - szlachetnie urodzony, za srebrną monetę miał pisane szlachetny, za 2 grosze na tacę i tak co niedziela ma pisane Honestus, czyli uczciwie daje, jak nic nie dał kilka razy to i go nie znali i nic przed nazwiskiem nie pisali. Z kolei jeśli na tace nie dawał, ale kosił łąkę u księdza za Bóg zapłać, to miał pisane po naszemu ; pracowity.
Wtedy to ksiądz był pierwszy po Bogu i pisał metryki używane jako dowód tożsamości, nikt tego nie podpisywał i tak było przez wieki, aż przybył na koniu Napoleon Wielki i z niewoli rzymskiej nas wyzwolił. Teraz nikt nie ma tytułów szlacheckich jak widać, bo inaczej Zenek w Szwecji zwracali by się do Ciebie ; Waszmość Panie Podsędkowski. To tak teoretycznie o braku zapisu o szlachectwie w metrykach, ale coś w tym prawdy może być ; Julian
Ostatnio zmieniony śr 29 sty 2014, 16:12 przez Sawicki_Julian, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój pra(...)dziad to musiał chyba szczerym złotem sypnąć na tacę, jakiś bogacz straszny chyba, bo ma w metrykach w 1835 roku napisane Urodzony (jak szlachcic) choć chłopem był w 100%.Sawicki_Julian pisze:Witam Zenek, ponieważ ten temat wraca i pytasz o to samo ; czy stracili szlachectwo, bo może nie było im nic pisane przed nazwiskiem w metrykach.
Moja teoria jest taka na podstawie metryk ; jak na tacę dał szlachcic talara w złocie, w metrykach ma pisane - szlachetnie urodzony, za srebrną monetę miał pisane szlachetny, za 2 grosze na tacę i tak co niedziela ma pisane Honestus, czyli uczciwie daje, jak nic nie dał kilka razy to i go nie znali i nic przed nazwiskiem nie pisali. Z kolei jeśli na tace nie dawał, ale kosił łąkę u księdza za Bug zapłać, to miał pisane po naszemu ; pracowity.
Wtedy to ksiądz był pierwszy po Bogu i pisał metryki używane jako dowód tożsamości, nikt tego nie podpisywał i tak było przez wieki, aż przybył na koniu Napoleon Wielki i z niewoli Rzymskiej nas wyzwolił. Teraz nikt nie ma tytułów szlacheckich jak widać, bo inaczej Zenek w Szwecji zwracali by się do Ciebie ; Waszmość Panie Podsędkowski. To tak teoretycznie o braku zapisu o szlachectwie w metrykach, ale coś w tym prawdy może być ; Julian
Pozdrawiam
Piotr
-
jamiolkowski_jerzy

- Posty: 3178
- Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
Wracając do tematu zauważyłem, że zbyt pesymistycznie przedstawiłem sens przegladania ksiąg sądowych przez nie znających łaciny. Oczywiście jest to możliwe i skuteczne.
Sam jestem tego dowodem , kompletnie nie znam laciny. Ale dla potrzeb samej genealogii wystarczy znać pewne standardy, czyli umieć wyłowić osoby występujące w dokumencie (tu bardziej potrzebne jest bystre oko niźli wiedza) umieć je zidentyfikować wiedząc co np. znaczy olim (niegdy) , rozróżniac filium od filam (inaczej nie wiadomo czy bazgroły w dokumencie to choćby Franciszek czy Franciszka) , rozróżniać de od in przed nazwą miejscowości (pierwszy zwykle oznacza że jest rodem z tej miejscowosci , drugi że tylko tu mieszka (pewnie sie wżenił albo w drodze zalupu) i kilka podobnych schematów.
Do tego trzeba widzieć co stoi w tytule. Na praktykę najczęsciej będzie obligatio (zastaw) albo vulnera (najogólniej jakaś bójka) . Po pewnej praktyce wiadomo kto komu zastawił ( przy jeszcze wiekszej praktyce da się zorientowac ile zagonów i gdzie) albo kto kogo pobił.
I podobnie " kto komu" da się ustalić: w przypadku innych spraw, np. sprzedaz i za ile.
Jesli sprawy sie toczą miesiacami i latami (trzy razy strona mogła praktycznie bezkarnie nie stawiac sie do sądu) będzie się jedynie zmieniał tylko tytuł. I wreszcie trzeba wiedzieć kto jest powodem a kto pozwanym. I tej wiedzy wystarczy aby wyszukać setiki ściśle rodzinnych zdarzeń z udziałem własnych przodków.
Jest tylko jedna wada - bez znajomości łaciny nie wiemy o co tak naprawdę szło (np o co poszła bójka i nie poznamy przepysznych niekiedy opisów obdukcji . Bez znajomości łaciny na pewno nie da sie zrozumieć rózego rodzaku relacji, wyroków itp skomplikowanych spraw.
Fakt że Zenek nie zna polskiego lub zna go słabo -jesli idzie o przegladania dokumentów łacińskich -w niczym nie stawia go w gorszej pozycji od Polaka .Szanse ma dokładnie takie same
Pozdrawiam i zachęcam do przegladania ksiag sądowych
Sam jestem tego dowodem , kompletnie nie znam laciny. Ale dla potrzeb samej genealogii wystarczy znać pewne standardy, czyli umieć wyłowić osoby występujące w dokumencie (tu bardziej potrzebne jest bystre oko niźli wiedza) umieć je zidentyfikować wiedząc co np. znaczy olim (niegdy) , rozróżniac filium od filam (inaczej nie wiadomo czy bazgroły w dokumencie to choćby Franciszek czy Franciszka) , rozróżniać de od in przed nazwą miejscowości (pierwszy zwykle oznacza że jest rodem z tej miejscowosci , drugi że tylko tu mieszka (pewnie sie wżenił albo w drodze zalupu) i kilka podobnych schematów.
Do tego trzeba widzieć co stoi w tytule. Na praktykę najczęsciej będzie obligatio (zastaw) albo vulnera (najogólniej jakaś bójka) . Po pewnej praktyce wiadomo kto komu zastawił ( przy jeszcze wiekszej praktyce da się zorientowac ile zagonów i gdzie) albo kto kogo pobił.
I podobnie " kto komu" da się ustalić: w przypadku innych spraw, np. sprzedaz i za ile.
Jesli sprawy sie toczą miesiacami i latami (trzy razy strona mogła praktycznie bezkarnie nie stawiac sie do sądu) będzie się jedynie zmieniał tylko tytuł. I wreszcie trzeba wiedzieć kto jest powodem a kto pozwanym. I tej wiedzy wystarczy aby wyszukać setiki ściśle rodzinnych zdarzeń z udziałem własnych przodków.
Jest tylko jedna wada - bez znajomości łaciny nie wiemy o co tak naprawdę szło (np o co poszła bójka i nie poznamy przepysznych niekiedy opisów obdukcji . Bez znajomości łaciny na pewno nie da sie zrozumieć rózego rodzaku relacji, wyroków itp skomplikowanych spraw.
Fakt że Zenek nie zna polskiego lub zna go słabo -jesli idzie o przegladania dokumentów łacińskich -w niczym nie stawia go w gorszej pozycji od Polaka .Szanse ma dokładnie takie same
Pozdrawiam i zachęcam do przegladania ksiag sądowych
