Rzecz dzieje się na początku XIX w. Na pograniczu Mazowsza i Podlasia żeni się młody człowiek, ze środowiska tzw. drobnej szlachty. Ślub odbywa się w 1816 r. w parafii panny młodej. W allegatach odnalazłem odpisy ich aktów urodzenia. Moim zdaniem nie budzą one żadnych wątpliwości. Po ślubie mieszkali w parafii pana młodego. Po dwóch miesiącach mężczyzna umiera. Zachował się akt zgonu. Wszystkie dane w tym akcie zgadzają się z aktem małżeństwa i odpisem aktu urodzenia. I to mógłby już być koniec tej historii, gdyby nie zupełnie nowe okoliczności, które odkryłem niedawno przeglądając księgę małżeństw jednego z cyrkułów warszawskich. Przyznam, że zmroziło mnie i włosy stanęły mi na głowie. Po kilku latach od wcześniej wspomnianego zgonu (w 1823 r.), człowiek o tych samych danych osobowych zjawia się w Warszawie. Ma wtedy rzekomo 36 lat, a więc tyle ile powinien mieć zmarły (ur. 1787 według załączonego odpisu aktu urodzenia). Wszystko się zgadza- wiek, imiona rodziców, nazwisko ojca, nazwisko panieńskie matki, miejsce urodzenia. Trzeba tu od razu wykluczyć możliwość urodzin dwóch osób z identycznym imieniem, nazwiskiem, danymi rodziców. Po pierwsze- zbyt mała miejscowość, po drugie- sprawdziłem dokładnie rejestr chrztów tej parafii z lat 80-tych XVIII w. Urodziła się tylko jedna osoba o tym imieniu i nazwisku. Co ciekawe, pan młody, który brał ślub w Warszawie, był 19 lat starszy od panny młodej, podawał się za ogrodnika, przedstawił akt akt chrztu, wyciągnięty w 1821 r., a więc 2 lata przed owym ślubem. Nie udało mi się, niestety prześledzić dalszych losów tego warszawskiego małżeństwa.
Cała historia jest bardzo zagadkowa i, o zgrozo, ma pełne potwierdzenie w postaci dokumentów.
Pozdrawiam
Złotko
