Rozmawiać ze starszyzną

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Stanisław_Szwarc

Sympatyk
Posty: 340
Rejestracja: ndz 12 sie 2012, 21:12
Lokalizacja: Poznań

Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: Stanisław_Szwarc »

Nie wiem, czy ten wątek był już poruszany. Myślę jednak, że warto podzielić się swoimi doświadczeniami z zasięgania informacji u rodzinnej starszyzny. Może posłuży ku nauce – i przestrodze też.
Zadaj pytanie – dość ogólnikowe – i nie przerywaj. Być może nie dowiesz się tego, co byś chciał (dopytasz przy innej okazji), ale za to usłyszysz masę anegdot, które ubarwią postacie przodków, wyczujesz, gdzie są drażliwe tematy, których lepiej będzie unikać (albo drążyć w archiwach lub u innych informatorów), z napomknięć dowiesz się więcej, niż ta osoba powiedziałaby, gdyby zapytać ją wprost. 90-letnia staruszka opowiadając o stryju, który wyemigrował przed I WŚ do USA, chwali jego hojność dla rodziny w Polsce i niespodzianie dodaje – jego tam bardzo poważali na Brooklynie, miał 40 chrześniaków – samych chłopców. Co Wam to przypomina?
Nie nagrywaj bez zgody rozmówcy. Jak się zorientuje – masz przechlapane. Najlepiej notować – jawnie, ale dyskretnie. Świadomość nagrywania usztywnia.
Nie naciskaj na uzyskanie konkretnej odpowiedzi – możesz wzbudzić nieufność – „A po co ci to”. Zwłaszcza gdy chodzi o sprawy majątkowe – spadki, spłaty spadkobierców. Zwłaszcza jeśli były na tym tle jakieś zadrażnienia.
Dziel się nowymi informacjami o dziejach rodziny – Twój informator mógł to wiedzieć, ale nic nie mówił, bo dla niego było to oczywiste. Nowa informacja może otworzyć „klapki” w jego pamięci. Najstarsza kuzynka sporo mi opowiadała o dziadkach, których ja nie zdążyłem poznać. O ich rodzeństwie nie wiedziałem nic, a i kuzynka mówiła niewiele. Gdy z metryk dowiedziałem się o istnieniu siostry dziadka i powiedziałem jej o tym, odpowiedziała – „Ja ją dobrze znałam”. I potoczyła się opowieść o rozrzutnej (a może pechowej) siostrze, która jeszcze umierając przepraszała dziadka, że musiał spłacać jej długi.
Nie ujawniaj źródeł informacji, poza archiwalnymi. Niech Twój rozmówca czuje się monopolistą. Jeśli powołasz się na – powiedzmy – Wojtka, możesz usłyszeć – „To idź do niego, jak tak dobrze wie”. A jeśli jeszcze Wojtek powiedział coś, co stara ciotka wolałaby ukryć – to awantura gotowa.
Nie lekceważ legend. Często kryją ziarenko prawdy. „A jakiś prapra… to przywiózł sobie żonę z wojny. Wołali na nią seniorita” Metryki potwierdziły. W czasie napoleońskiej zawieruchy przodkowie przybyli jako osadnicy z pogranicza niemiecko-holenderskiego. Blisko Niderlandów, gdzie długi czas siedzieli Hiszpanie. A seniorita? Dziwnym trafem wielu współcześnie żyjących członków rodziny spokrewnionych tylko przez ową senioritę jest do siebie bardzo podobnych i ma oryginalną urodę południowców.
Uszanuj rodzinne tabu, ale staraj się dociec prawdy. W końcu po wielu latach nasi potomkowie też będą pytać, ale nie będzie miał kto im odpowiedzieć. Tu trzeba mieć przebiegłość lisa i kojarzyć jak Sherlock Holmes. Uwaga – wrażliwość starszego pokolenia jest inna niż nasza. Na przykład dziś niezamężna kobieta z dzieckiem nie budzi takich emocji jak 150 lat temu, zwłaszcza jeśli tym dzieckiem jest babka naszego informatora.
Wiedzieliśmy, że przodek zginął tragicznie, i że o tym się nie mówi. Jego wnuczka (90 lat) mówi tylko, że jak jej mama miała 6 lat, to została sierotą. Naciskana o szczegóły (BŁĄD), zamyka się, dąsa i obraża. Korzystając z jej informacji (6 lat po urodzeniu najmłodszej córki) szukamy aktu zgonu. Nie ma. Za to znajdujemy akt zgonu jego żony 17 lat po domniemanej dacie śmierci męża. Daleki kuzyn wspomina, że gdy był dzieckiem, to z rozmów starszyzny doleciało go tylko – „oni się pozabijali”. Po kilku miesiącach wracamy do starej ciotki. Mimochodem wtrącamy, że mamy akt zgonu żony zabitego. Podajemy datę. Ciotka niechętnie przyznaje – „no tak, bo tylko tatuś mojej mamy zginął”. Ciągniemy temat delikatnie – „Ciociu, to jak oni żyli bez ojca?”. Okazuje się, że 6-latka niewiele zapamiętała (guzik prawda). „Tatusia przynieśli do domu, ale starsi nie pozwolili mi podejść, potem siostry zabrały mnie i pojechałyśmy daleko, daleko.” Wiemy doskonale, że te siostry miały 19 i 17 lat, wiemy też, że poszły na służbę do niezbyt odległego majątku, a potem przez całe życie wszystkie trzy trzymały się razem. Gdzie w takim razie była matka? Ale o tym sza! Inna stara ciotka mimochodem wspomina, że jej teściowa (tamta 6-latka) prosiła, by pierworodnemu synowi dała – Andrzej – „bo to był mój ukochany brat, który bardzo mi pomagał.” No pewnie. Andrzej miał wtedy 22 lata, dobrą pracę, wkrótce się ożenił. Kto, jak nie on. Z inną starą ciotką – też wnuczką zabitego jedziemy na cmentarz. Pokazuje miejsce, gdzie był grób (już go nie ma) babci, a także miejsce, gdzie stały czworaki, w których pod opieką jednego z synów mieszkała i zmarła. A więc odnalazła się, mimo że najwyraźniej opuściła swoje dzieci. SUKCES. Niestety drobny. Jakiś czas potem rozmawiamy z przedstawicielką trochę młodszego pokolenia. Rozmowa dość emocjonalna. Na argument – „taki sam nasz przodek, jak i tych co wiedzą”, odpowiada – „To jak, chcecie wiedzieć?” Kierowani delikatnością wycofujemy się. BŁĄD. Jak by to z siebie wyrzuciła, pewnie poszlibyśmy potem na piwo i po sprawie. Póki co, rozwiązanie zagadki jest w zawieszeniu. Jedno jest pewne. Jedynym archiwalnym źródłem informacji mogą być akta policyjne lub sądowe. Znamy rok i w przybliżeniu miejsce.
Pozdrawiam wszystkich szperaczy po rodzinnej przeszłości
Staszek
Awatar użytkownika
Kaczmarek_Aneta

Sympatyk
Legenda
Posty: 6307
Rejestracja: pt 09 lut 2007, 13:00
Lokalizacja: Warszawa/Piaseczno
Podziękował: 1 time
Otrzymał podziękowania: 7 times

Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: Kaczmarek_Aneta »

Bardzo ciekawa opowieść i dobre wskazówki!

Dodałabym jeszcze, by w miarę możliwości starać się o kopie/fotokopie/skany zachowanych fotografii i dokumentów.
Wraz ze śmiercią starszych krewnych, szczególnie z dalszej rodziny - los tych bezcennych pamiątek może być różny.

Pozdrawiam
Aneta
Janina_Tomczyk

Nieaktywny
Posty: 1259
Rejestracja: pn 10 gru 2012, 17:28

Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: Janina_Tomczyk »

Także uważam, że to bardzo dobre wskazówki i miałam podobne przeżycia w dochodzeniu prawdy o moim dziadku. Moja mama oraz jej rodzeństwo okrywali wielką tajemnicą losy ich ojca twierdząc, że zginął bez śladu w zawierusze II WŚ. Zawsze mnie to nurtowało gdyż nikt go nie szukał, a brata mojej mamy - kapitana WP, który zaginął w walkach 1939 roku szukano przez Czerwony Krzyż przez wiele, wiele lat. Pod koniec ubiegłego roku dowiedziałam się od kuzynki, że nasz dziadek urodził się w Słupcy i jest podobno pochowany w Gorzowie Wielkopolskim a moi dziadkowie byli rozwiedzeni z winy dziadka. Intensywnie szukałam aktu małżeństwa dziadków i znalazłam a na nim adnotacje o latach i miejscach ich zgonu jako MAŁŻONKÓW ! Nigdy nie mieli rozwodu i tym bardzo zaskoczyłam moje starsze kuzynostwo! Odnalazłam także akt urodzenia dziadka z tą samą adnotacją o śmierci w 1953 roku w okolicach Gorzowa Wielkopolskiego. Niewątpliwie moi dziadkowie pozostawali w separacji i podobno dziadek miał dzieci z inną kobietą więc czeka mnie dalsze dochodzenie, ale chcę tu potwierdzić wielką wagę "wałkowania" członków naszej rodziny i wyciąganie choćby błahych i niedokładnych wskazówek naprowadzających na właściwy trop.
Potwierdzam także sugestie Anety, gdyż posiadam wiele starych fotografii nieznanych mi osób a zapewne bliskich dla moich przodków.

Pozdrawiam serdecznie
Janina
Ash

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 60
Rejestracja: czw 26 sty 2012, 20:40

Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: Ash »

Trudno się nie zgodzić - starsi ludzie są czasami, a raczej przeważnie prawdziwą skarbnicą wiedzy. W zeszłym tygodniu kuzynka mojego dziadka przy rozmowie na całkiem inny temat, opowiedziała co nieco o moich przodkach - prapradziadek miał zginąć podczas I WŚ w wieku 20 paru lat, zostawiając żonę z trójką dzieci. Z kolei jego żona zmarła mając 33 lub 36 lat i w młodym wieku osierociła moją prababcię i jej rodzeństwo. I tym o to sposobem mam kilka nowych tropów i punktów zaczepienia.
Pozdrawiam Dagmara

Nazwiska: Romik, Kierczak, Tomala, Stańczak, Nikiel (Małopolska i Śląsk)
Awatar użytkownika
magda_lena

Sympatyk
Legenda
Posty: 758
Rejestracja: sob 05 sty 2013, 22:29

Re: Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: magda_lena »

Stanisław_Szwarc pisze:Nie wiem, czy ten wątek był już poruszany. Myślę jednak, że warto podzielić się swoimi doświadczeniami z zasięgania informacji u rodzinnej starszyzny. Może posłuży ku nauce – i przestrodze też.

Staszek
Temat świetny. I opowieść też.

Ja pochodzę z dziwnej, jak na standardy tego forum, rodziny. Nikt NIC nie opowiadał. Nie wiem, dlaczego. Tzn. niby wiem. Ze strony Mamy - dziadek nic nie pamietał, bo rodzice zmarli, kiedy był małym dzieckiem i dziadek twierdził, że nie wie (?) . Babcia coś mowiła, kiedy pytałam, jako dziecko, ale koryguję to teraz (z metrykami) i to byly bzdury ( nie wiem, wymylsone? na potrzeby wnuczki? niepamięć w wieku lat 50-kilku? ) ze strony Taty - no cóż, faktycznie, dziadek zginął młodo w czasie wojny, osierocając zonę i 6 dzieci (żadne już nie zyje) wszystkie wspomnienia mojego Ojce były powojenne. Z rodziną tą nie mam żadnego kontaktu, zresztą, nie są wiele starsi ode mnie, ci którzy jeszcze są ...
Syarszyzny już nie ma. Nie ma kogo pytać :( To co wiem, to właściwie tylko z metryk, ktore znalazłam.

Ale ... ku prezstrodze ..
Jeżeli temat, nawt luźno i obocznie, jest powiązany ze sprawami majatkowymi, to lepiej go nie poruszać, albo wykazać się duuuużą delikatnością.
Ostatnio mnie to spotkało, niestety. Wcale nie chciałam rozmawiać o pieniadzach, i wcale nie z osobą 'wiekową", rzekłabym nawet, ze calkiem mlodą i zywotną. No coż, temat "zahaczał" ... w przekonaniuu rozmówcy, nie moim ... Szybko go zmieniłam (tzn.temat, nie rozmówcę) . :|
Dodam, że osoba nawet nie spokreniona, tylko 'wzeniona" w rodzinę ... Obrazek

Przepraszam za literówki, ale mam mocno uszkodzoną prawą rękę i nie trafiam w klawisze.
Pozdrawiam, Magdalena
Stanisław_Szwarc

Sympatyk
Posty: 340
Rejestracja: ndz 12 sie 2012, 21:12
Lokalizacja: Poznań

Re: Rozmawiać ze starszyzną

Post autor: Stanisław_Szwarc »

Święte słowa, Aneto.
Po przedwczesnej śmierci kuzynki urwał się kontakt z jej mężem i synem, a to oni właśnie 25 lat temu likwidowali mieszkanie, w którym po prostu MUSIAŁY być pamiątki po moim dziadku. Teraz aż się boję nawiązać kontakt, bo mogę usłyszeć - wywaliłem te stare szpargały. Chyba jednak się przemogę.
Dzięki wszystkim za odzew
Staszek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”