Krzyśku a co jeśli danego aktu nie ma w danym USC ? wtedy platnosć z góry i tak zwrócona zostać musi, nie trzeba przypadkiem składać jakiegoś podania o zwrot wpłaconej kwoty? - ale to i tak na karbie urzędnika który rozpatruje sprawę. To dobry pomysł chyba tak będę robiła

.
Chcę podzielić się ciągiem dalszym powyższej historii bo pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło.
Pani w USC okazała się bardzo pomocna i nie marudziła jakoś szczególnie - ba zaproponowała że przeszuka księgi zgonów od 1950 do 1965 w poszukiwaniu mojej osoby - odroczyła tylko termin wykonania o tydzień z powodu pilnych obowiązków co wcale mi nie przeszkadzało.
W chwili natchnienia, tuż po rozmowie z kierowniczką tegoż USC, tknęło mnie i wsiadłam w samochód i wybrałam się w "podróż" (trochę ponad 100km) do rzeczonego Glinojecka na cmentarz z nadzieją że być może coś znajdę.Przyznam, że miałam spore wątpliwości gdyż nazwisko Łukasiewicz nie pojawia się w księgach które są dostępne w genbazie.
Na miejscu stanowiłam atrakcję

-" obca przyjechała, łazi po cmentarzu i zdjęcia robi", co bardziej odważni odezwali się do mnie z zapytaniem czy poszukuję grobów rodziny. Wszyscy, z którymi rozmawiałam byli bardzo życzliwi i pomocni, kojarzyli nazwisko podpowiadali gdzie szukać grobu, albo z kim rozmawiać co mógłby więcej coś wiedzieć.
Dzięki nim znalazłam! Grób jest i kwiaty na nim były więc ktoś pamiętał, przychodził, dbał. Odczytałam datę zgonu z nagrobka i pobiegłam do USC aby przemiła Pani nie musiała szperać w wielu księgach niepotrzebnie - a i na akcie zgonu byłoby napisane np że pozostawił po sobie owdowiałą żonę Kazimierę - co dla mnie na tamtą chwilę byłoby potwierdzeniem niejakim, że to mój Feliks. Niestety okazało się w że USC nie posiada ksiąg z tego roku a i większe USC w Ciechanowie nie ma potrzebnego mi roku w księgach odnawialnych (czy jakoś tak), nadzieja pozostaje w ks Proboszczu u którego zostawiłam swoje dane oraz dane osoby której poszukuję - niezbyt chętnie ale przyjął moje "zgłoszenie" - pozostaje mi czekać i przypominać się co jakiś czas.
Wróciłam na grób, zakupiłam kwiaty a w kieszeni miałam na szybko nabazgraną kartkę z prośbą o kontakt kogokolwiek kto coś wiedziałby o Feliksie leżącym w tym grobie. Przy grobie spotkałam dwie osoby- młodą i starszą już wiekiem - pielęgnowały go i szykowały na 1 listopada. Chwila rozmowy sprawiła, że pojawiła się ciut większa pewność iż ten Feliks leżący w grobie to mój Feliks którego szukam. Z tą młodszą dziewczyną wymieniłyśmy się numerami telefonów i dziś rano przekazała mi informację, że to musi być mój Feliks gdyż jej tato potwierdził i pamięta bardzo dobrze żonę mojego Feliksa, ciut mniej samego Feliksa gdyż zmarł już bardzo dawno temu, wymienił nawet wszystkie imiona rodziny która wyjechały z Glinojecka - gałęzi Łukasiewiczów do których ja przynależę.
W ten to oto sposób odnalazłam rodzinę
