Piszę książkę.
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
-
Kamil_Kowalski
- Posty: 2
- Rejestracja: ndz 04 sty 2015, 16:46
- Kontakt:
- Lukasz_Fajfrowski

- Posty: 39
- Rejestracja: czw 27 lut 2014, 22:32
Piotrze, znakomity pomysł. Najśmieszniejsze jest to, że sam kilka tygodni temu wpadłem na podobny pomysł. Oczywiście nie mówię o książce, ale raczej o takim mieszanym zestawieniu "przodkowo - potomkowym". Teoretycznie można w ten sposób wypisać wszystkich swoich krewniaków. Teoretycznie, ponieważ w pewnym momencie ciężko o materiały.
Na razie pracowicie zbieram dane do tego przedsięwzięcia.
Na jednym drzewku nie bardzo da się to zrobić, dlatego planuję podejście dwuetapowe:
1. zrobić wywód przodków. Następnie podlinkować każdego przedstawiciela.
2. po kliknięciu w link pojawi się lista lub drzewo wszystkich jego potomków. Tzn. tych których znam.
Kupa roboty, zapewne na lata. Ale może być ciekawie.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
Łukasz
Na razie pracowicie zbieram dane do tego przedsięwzięcia.
Na jednym drzewku nie bardzo da się to zrobić, dlatego planuję podejście dwuetapowe:
1. zrobić wywód przodków. Następnie podlinkować każdego przedstawiciela.
2. po kliknięciu w link pojawi się lista lub drzewo wszystkich jego potomków. Tzn. tych których znam.
Kupa roboty, zapewne na lata. Ale może być ciekawie.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
Łukasz
W USA jest kilkanascie milionow ludzi polskiego pochodzenia ktorzy nie znaja j. polskiego. Pewna ilosc napewno chetnie by poczytala o swoich przodkach lub okolicach w ktorych oni mieszkali. Coraz wiecej jest dumnych z polskiego pochodzenia. Czesto pozbyli sie manipulacji historii polskiej robionej od wiekow przez Rosjan, Niemcow, Austriakow oraz, niestety, kontynuowanych przez Winstona Churchilla i innych 'niby' prawdomownych historykow. Na przyklad, ze Polacy nie umia sie rzadzic. Klamstwo. Zimny dreszcz mnie bierze gdy to czytam w polskich podrecznikach szkolnych. Lub na polskich forach. Bo to jest proste klamstwo!
Tak i zaborcy i hitlerowcy i sowieci usprawiedliwiali 'logike' ich zajecia polskiego terytorium. Najwiecej mnie boli gdy to widze pomiedzy Polakami czy Churchillu w jego historii. Nigdy nie zapominam, ze Winston Churchill napisal ze historia bedzie przychylna dla niego bo on sam ja napisze. Zrobil to. Napisal ze Polacy nie umia sie rzadzic: chcial ocalic swoj honor przenoszac wine na Polakow. Manipulowal, klamal - okazal sie byc osoba bez honoru (tak samo jak W. Brytania i Francja obydwa panstwa byly perfidne co do podjetych ukladow z Polska). Inni podjeli to od niego. A dlaczego Polacy? Mimo duzo polskich wad, to jednak sasiedzi Polski sa winni morderstw i zaglady w Polsce. Wedlug mnie, wielkim bledem jest powiedzenie ze Druga Wojna skonczyla sie w Polsce w 1945 roku. Skonczyla sie gdy rosyjskie armie nie mogly bezkarnie wstapic do Polski. To rok 1989.
Pozdtawiam, Jana
Tak i zaborcy i hitlerowcy i sowieci usprawiedliwiali 'logike' ich zajecia polskiego terytorium. Najwiecej mnie boli gdy to widze pomiedzy Polakami czy Churchillu w jego historii. Nigdy nie zapominam, ze Winston Churchill napisal ze historia bedzie przychylna dla niego bo on sam ja napisze. Zrobil to. Napisal ze Polacy nie umia sie rzadzic: chcial ocalic swoj honor przenoszac wine na Polakow. Manipulowal, klamal - okazal sie byc osoba bez honoru (tak samo jak W. Brytania i Francja obydwa panstwa byly perfidne co do podjetych ukladow z Polska). Inni podjeli to od niego. A dlaczego Polacy? Mimo duzo polskich wad, to jednak sasiedzi Polski sa winni morderstw i zaglady w Polsce. Wedlug mnie, wielkim bledem jest powiedzenie ze Druga Wojna skonczyla sie w Polsce w 1945 roku. Skonczyla sie gdy rosyjskie armie nie mogly bezkarnie wstapic do Polski. To rok 1989.
Pozdtawiam, Jana
Ostatnio zmieniony śr 07 sty 2015, 05:41 przez janat, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Piotr_Juszczyk

- Posty: 684
- Rejestracja: czw 30 gru 2010, 01:07
-
Sawicki_Julian

- Posty: 3423
- Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
- Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski
Witam koleżanki i koledzy piszący już książki, wielu z Was ma rację, fałszywa prawda o historii jest tak głęboko zakorzeniona w nas Polakach ta od Lenina, potem od Stalina i jego współtowarzyszy w podziale przedwojennej Polski. Ale myślę że tylko jeden procent Polaków wie ze to my Polacy tak po I wojnie, bo zahamowanie Bolszewików, co zahamowało upadek np. Niemiec pod okupacja Rosji.
I tak samo Rosja w II wojnie, nasz opór przed Hitlerem, choć słaby i ich wojna z Finlandią, dał Rosji widok także słabości i po tym był czas
uzupełnienie wojsk i ciężkiego sprzętu, plus wyszkolenie nowej kadry.
A nam Rosja zawdzięcza te dwa lata opóźnienia ataku Hitlera na Rosję i są być może tym sposobem nadal na mapie świata.
Niestety brak Józefa Piłsudskiego i jego twardej ręki w międzywojniu doprowadziły mimo milionowej armii do klęski w 39 roku.
Po wojnie podwójny rząd i podział Polaków na swój z białą wroną na czapce i wróg ten prawdziwy żołnierz i ochotnik z przeszłością od niewoli na Syberii, przez Irak, Afrykę do Anglii. Niestety podział nadal istnieje wśród Polaków, teraz na partie i ten kto ma media i uznanie w kościele, ten ma władzę.
A o pisaniu książki, kilka już napisałem po swojemu na komputerze i rozdałem w rodzinie, w każdej podałem maila i telefon, jak dotąd nikt się nie odezwał, co o tym myśleć, za dużo prawdziwej historii z genealogią do strawienia i nie wierzą, czy jest jakiś inny powód np. z tego zupy nie ugotuje ; pozdrawiam - Julian
I tak samo Rosja w II wojnie, nasz opór przed Hitlerem, choć słaby i ich wojna z Finlandią, dał Rosji widok także słabości i po tym był czas
uzupełnienie wojsk i ciężkiego sprzętu, plus wyszkolenie nowej kadry.
A nam Rosja zawdzięcza te dwa lata opóźnienia ataku Hitlera na Rosję i są być może tym sposobem nadal na mapie świata.
Niestety brak Józefa Piłsudskiego i jego twardej ręki w międzywojniu doprowadziły mimo milionowej armii do klęski w 39 roku.
Po wojnie podwójny rząd i podział Polaków na swój z białą wroną na czapce i wróg ten prawdziwy żołnierz i ochotnik z przeszłością od niewoli na Syberii, przez Irak, Afrykę do Anglii. Niestety podział nadal istnieje wśród Polaków, teraz na partie i ten kto ma media i uznanie w kościele, ten ma władzę.
A o pisaniu książki, kilka już napisałem po swojemu na komputerze i rozdałem w rodzinie, w każdej podałem maila i telefon, jak dotąd nikt się nie odezwał, co o tym myśleć, za dużo prawdziwej historii z genealogią do strawienia i nie wierzą, czy jest jakiś inny powód np. z tego zupy nie ugotuje ; pozdrawiam - Julian
- Michał_Zieliński

- Posty: 1139
- Rejestracja: wt 22 lut 2011, 13:00
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 14 times
Też planuję i na pewno wydam kiedyś książkę (książki) genealogiczną dotyczącą poszczególnych rodów, z których pochodzą moi przodkowie (zaczynając od Zielińskich h. Jelita). Moja główna motywacja jest jednak trochę inna: obok chęci podzielenia się zebranymi informacjami z rodziną, jest nią przede wszystkim chęć zachowania w jak najtrwalszej formie efektów moich poszukiwań i odkryć.
Czasem (głównie przy lekturze innych opracowań genealogicznych, na czele np. ze wzorcową książką "Wiadomość historyczna o rodzie Świnków oraz rodowód pochodzącej od nich rodziny Zielińskich herbu Świnka", ale także bardziej współczesnymi jak choćby doskonała "Genealogia rodu Borowych z ziemi ciechanowskiej" Adama Pszczółkowskiego) myślę jakie by było szczęście, gdyby któryś z moich przodków pochodzących ze szlachty z Podlasia albo z województwa sandomierskiego wydał taką publikację przed II wojną światową, kiedy były dostępne księgi grodzkie zambrowskie, łomżyńskie, opoczyńskie, radomskie i inne... Te źródła przepadły bezpowrotnie i zamiast wywodów do XV wieku, a nawet dalszych, muszę się zadowolić w większości przypadków drugą połową XVIII wieku.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przy dzisiejszym stanie rozwoju cywilizacji i techniki (wszechobecna digitalizacja) podobna utrata źródeł nam nie grozi i to co jest teraz mi dostępne, będzie tak samo (a nawet dużo bardziej) dostępne moim wnukom i 10xprawnukom, ale... po pierwsze wypadki się zdarzają i teraz (vide pożar archiwum w Kamieńcu Podolskim niespełna 12 lat temu, w którym spłonęło wiele cennych zespołów dotyczących szlachty z Podola), po drugie tkwimy w poczuciu, że osiągnięty stan dobrobytu, pokoju i zasobów materialnych, a także zaawansowania technologicznego może się tylko polepszać, a nie dopuszczamy nawet cienia myśli o głębokiej zapaści - która może to pochłonąć to co teraz mamy (oby jej nie było, ale historia powinna uczyć pokory), po trzecie skoro już zgromadziłem ten materiał, który może nie interesować mojej najbliższej rodziny, dzieci, wnuków, to szkoda żeby 5x prawnuk zaczynał od początku.
Mając powyższe założenie zawsze z tyłu głowy, poniżej kilka moich przemyśleń w związku z pojawiającymi się w tym wątku zagadnieniami:
1. Papier czy internet?
Mówiąc przewrotnie: papier dla potomnych internet dla współczesnych. Oczywiście doceniając zalety publikacji internetowej, nie mam gwarancji, że to co w nim umieszczę przetrwa 100 lat. Mogę natomiast z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że jak wydam pozycję ksiązkową i darmowe egzemplarze roześlę do kilku/kilkunastu bibliotek w Polsce, to nawet w przypadku ziszczenia się jakichś katastroficznych wizji, przynajmniej część z nich uchowa się. (tak na marginesie z tego samego powodu uważam, że dobrze by było aby skarb geneteki - indeksy metryk, a przynajmniej niekótre z nich, były kiedyś wydane w formie papierowej, ale to temat na inną dyskusję).
Dlatego też jak najbardziej należy opublikować genealogię w formie książkowej, co nie stoi na przeszkodzie jednoczesnej publikacji tekstu w internecie - tekst w internecie można na bieżąco aktualizować, a co z dezaktualizacją książki? Zob. pkt. 2
2. Jaki stan badań uznać za odpowiedni na publikację?
Jak każdy z nas wie - badania genealogiczne nie kończą się nigdy. Dlatego też nie możemy czekać z publikacją na ich ukończenie. Wiadomo, że są pewne ślepe zaułki z których nie ma wyjścia - to może być dobry moment aby skupić się na opracowaniu tego co zgromadziliśmy. Innym momentem może być dojście do punktu, z którego nie możemy się ruszyć i nic nie zapowiada, że w najbliższym czasie się ruszymy.
Bo tak na koniec dnia: któż z nas nie chciałby znaleźć się w sytuacji, że nasza dotychczasowa wiedza o danym rodzie mocno się dezaktualizuje wskutek nowych wielkich odkryć?? Ja bym bardzo chciał. Gdyby nastąpiło to po wydaniu książki to przygotowałbym drugie wydanie.
3. Publikacja rodu czy rodowodu czy wywodu przodków
Zdecydowanie rodu (potomkowie jednego przodka o tym samym nazwisku), niż rodowodu (wszyscy potomkowie jednego przodka) lub wywodu przodków (przodkowie jednej osoby). Pisałem jaki jest mój główny cel publikacji, ale chciałbym także aby oprócz składowiska wiedzy dla potomnych miała wartość merytoryczną dla kogoś innego niż ja, moje rodzeństwo i moi potomkowie. Bo tylko te osoby będą zainteresowane wszystkimi moimi przodkami. A opracowanie rodu będzie interesujące dla każdego, kto ma przodka pochodzącego z tego rodu. Nie mówiąc o tym, że dla opracowaniu rodu łatwiej nadać jakieś ramy (rys historyczny regionu z którego pochodzą, stosunków społecznych w ramach stanu z którego się wywodzą, opis protoplastów, a potem poszczególnych linii). Dla wywodu przodków jest to praktycznie niemożliwe (no chyba że prawie wszyscy pochodzą z jednego stanu i z jednego miejsca, co raczej się nie zdarza).
4. Jak pisać?
Nie ma co wyważać otwartych drzwi. Polecam na początek przeczytać kilka opracowań genealogii rodów. W ten sposób można poznać co nam się podoba, a co nie i w naszym opracowaniu wzorować się na schematach, na których oparte były pozycje, które nam się podobały. Oczywiście takie schematy można poddać modyfikacjom, ale pozwalają na stworzenie szkicu pracy, co bardzo ułatwia start.
5. Jak wydać?
Tego nie wiem bo to jeszcze przede mną. Ale na pewno nie zakładam, że cena ma mi zwrócić wydatki na druk. Moje ksiązki pewnie byłyby bezpłatne: część dla rodziny, część dla bibliotek.
Wszystkich, którzy myślą o napisaniu takich książek gorąco tego zachęcam i życzę powodzenia!
Michał
Czasem (głównie przy lekturze innych opracowań genealogicznych, na czele np. ze wzorcową książką "Wiadomość historyczna o rodzie Świnków oraz rodowód pochodzącej od nich rodziny Zielińskich herbu Świnka", ale także bardziej współczesnymi jak choćby doskonała "Genealogia rodu Borowych z ziemi ciechanowskiej" Adama Pszczółkowskiego) myślę jakie by było szczęście, gdyby któryś z moich przodków pochodzących ze szlachty z Podlasia albo z województwa sandomierskiego wydał taką publikację przed II wojną światową, kiedy były dostępne księgi grodzkie zambrowskie, łomżyńskie, opoczyńskie, radomskie i inne... Te źródła przepadły bezpowrotnie i zamiast wywodów do XV wieku, a nawet dalszych, muszę się zadowolić w większości przypadków drugą połową XVIII wieku.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przy dzisiejszym stanie rozwoju cywilizacji i techniki (wszechobecna digitalizacja) podobna utrata źródeł nam nie grozi i to co jest teraz mi dostępne, będzie tak samo (a nawet dużo bardziej) dostępne moim wnukom i 10xprawnukom, ale... po pierwsze wypadki się zdarzają i teraz (vide pożar archiwum w Kamieńcu Podolskim niespełna 12 lat temu, w którym spłonęło wiele cennych zespołów dotyczących szlachty z Podola), po drugie tkwimy w poczuciu, że osiągnięty stan dobrobytu, pokoju i zasobów materialnych, a także zaawansowania technologicznego może się tylko polepszać, a nie dopuszczamy nawet cienia myśli o głębokiej zapaści - która może to pochłonąć to co teraz mamy (oby jej nie było, ale historia powinna uczyć pokory), po trzecie skoro już zgromadziłem ten materiał, który może nie interesować mojej najbliższej rodziny, dzieci, wnuków, to szkoda żeby 5x prawnuk zaczynał od początku.
Mając powyższe założenie zawsze z tyłu głowy, poniżej kilka moich przemyśleń w związku z pojawiającymi się w tym wątku zagadnieniami:
1. Papier czy internet?
Mówiąc przewrotnie: papier dla potomnych internet dla współczesnych. Oczywiście doceniając zalety publikacji internetowej, nie mam gwarancji, że to co w nim umieszczę przetrwa 100 lat. Mogę natomiast z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że jak wydam pozycję ksiązkową i darmowe egzemplarze roześlę do kilku/kilkunastu bibliotek w Polsce, to nawet w przypadku ziszczenia się jakichś katastroficznych wizji, przynajmniej część z nich uchowa się. (tak na marginesie z tego samego powodu uważam, że dobrze by było aby skarb geneteki - indeksy metryk, a przynajmniej niekótre z nich, były kiedyś wydane w formie papierowej, ale to temat na inną dyskusję).
Dlatego też jak najbardziej należy opublikować genealogię w formie książkowej, co nie stoi na przeszkodzie jednoczesnej publikacji tekstu w internecie - tekst w internecie można na bieżąco aktualizować, a co z dezaktualizacją książki? Zob. pkt. 2
2. Jaki stan badań uznać za odpowiedni na publikację?
Jak każdy z nas wie - badania genealogiczne nie kończą się nigdy. Dlatego też nie możemy czekać z publikacją na ich ukończenie. Wiadomo, że są pewne ślepe zaułki z których nie ma wyjścia - to może być dobry moment aby skupić się na opracowaniu tego co zgromadziliśmy. Innym momentem może być dojście do punktu, z którego nie możemy się ruszyć i nic nie zapowiada, że w najbliższym czasie się ruszymy.
Bo tak na koniec dnia: któż z nas nie chciałby znaleźć się w sytuacji, że nasza dotychczasowa wiedza o danym rodzie mocno się dezaktualizuje wskutek nowych wielkich odkryć?? Ja bym bardzo chciał. Gdyby nastąpiło to po wydaniu książki to przygotowałbym drugie wydanie.
3. Publikacja rodu czy rodowodu czy wywodu przodków
Zdecydowanie rodu (potomkowie jednego przodka o tym samym nazwisku), niż rodowodu (wszyscy potomkowie jednego przodka) lub wywodu przodków (przodkowie jednej osoby). Pisałem jaki jest mój główny cel publikacji, ale chciałbym także aby oprócz składowiska wiedzy dla potomnych miała wartość merytoryczną dla kogoś innego niż ja, moje rodzeństwo i moi potomkowie. Bo tylko te osoby będą zainteresowane wszystkimi moimi przodkami. A opracowanie rodu będzie interesujące dla każdego, kto ma przodka pochodzącego z tego rodu. Nie mówiąc o tym, że dla opracowaniu rodu łatwiej nadać jakieś ramy (rys historyczny regionu z którego pochodzą, stosunków społecznych w ramach stanu z którego się wywodzą, opis protoplastów, a potem poszczególnych linii). Dla wywodu przodków jest to praktycznie niemożliwe (no chyba że prawie wszyscy pochodzą z jednego stanu i z jednego miejsca, co raczej się nie zdarza).
4. Jak pisać?
Nie ma co wyważać otwartych drzwi. Polecam na początek przeczytać kilka opracowań genealogii rodów. W ten sposób można poznać co nam się podoba, a co nie i w naszym opracowaniu wzorować się na schematach, na których oparte były pozycje, które nam się podobały. Oczywiście takie schematy można poddać modyfikacjom, ale pozwalają na stworzenie szkicu pracy, co bardzo ułatwia start.
5. Jak wydać?
Tego nie wiem bo to jeszcze przede mną. Ale na pewno nie zakładam, że cena ma mi zwrócić wydatki na druk. Moje ksiązki pewnie byłyby bezpłatne: część dla rodziny, część dla bibliotek.
Wszystkich, którzy myślą o napisaniu takich książek gorąco tego zachęcam i życzę powodzenia!
Michał
Pozdrawiam,
Michał
Michał
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35480
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
tiaa..prosta metoda..jak zajmą ktos dziś np Kielce, to się wyłączy z terytorium za 10 lat i za 20 poda, że "od 10 lat żaden obcy żołnierz nie okupuje terenu Polski i bezkarnie nie może wejść..."
"oczywista oczywistość", że bezkarność opiera się na wbiciu (sobie?) we łby takiego właśnie mechanizmu i przede wszystkim z tego wypływa.
"oczywista oczywistość", że bezkarność opiera się na wbiciu (sobie?) we łby takiego właśnie mechanizmu i przede wszystkim z tego wypływa.
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Kierując się dokładnie tymi motywami wydałem historię rodu.( Nakład 200 egz. 270 stron, solidna oprawa). Od początku zdawałem sobie sprawę, że jest to wydanie deficytowe i koszty nie zwrócą się mimo że część egzemplarzy przeznaczyłem na sprzedaż. Mam też pełną świadomość, że dla większości rodziny książka będzie ciekawostką, którą można się będzie pochwalić na spotkaniach towarzyskich lub stanie się ozdobą w regale. I zapewne nie będzie przeczytana od deski do deski. Ale dzięki zgromadzeniu kompletu dostępnych materiałów z danej dziedziny, uczciwemu i solidnemu ich opracowaniu, książka przestaje pełnić rolę albumu rodzinnego. Staje się monografią. A z monografii korzystają wprawdzie bardzo nieliczni ale już głęboko zainteresowani. Jest jeszcze jeden aspekt - chyba najważniejszy. Gromadzenie i publikowanie materiałów źródłowych jest szansą na ich uratowanie. W swej pracy korzystałem z opracowań przedwojennych z materiałów AGAD które spłonęły w powstaniu. Gdyby ktoś tych materiałów nie opracował, zniknęły by bezpowrotnie. Korzystam również z materiałów, które w wyniku zawirowań dziejowych znajdują się obecnie na wschodzie. Czy z materiałów tych będą mogły jeszcze korzystać kolejne pokolenia?Moja główna motywacja jest jednak trochę inna: obok chęci podzielenia się zebranymi informacjami z rodziną, jest nią przede wszystkim chęć zachowania w jak najtrwalszej formie efektów moich poszukiwań i odkryć.
Lech
Najwiecej mnie zalezy zeby materialy genealogiczne, ktore ja uwazam zarazem tez za historyczne, byly zebrane w w jednym miejscu. A nie w setkach placowek po calej Posce czy poza jej dzisiejszymi granicami. Tak jest z moja rodzina. Pracuje nad tym
Wlodzimierzu, ja dosc czesto Ciebie nie rozumiem. Moj pra pra pradziad mawial "najpierw posluszenstwo pozniej nabozenstwo." Ktos by mogl to sprostowac jako ze pra...dziad nie wierzyl w Boga. On byl gleboko religijny, lecz uwazal ze, o ile, nie bedzie najpierw walczyl to nie bedzie tez katolicyzmu, bo Rosja wprowadzi w Polskim terytorium swoje wschodnie zachcianki.
Pozostaje przy moim zdaniu.
Z powazaniem,
Jana
Wlodzimierzu, ja dosc czesto Ciebie nie rozumiem. Moj pra pra pradziad mawial "najpierw posluszenstwo pozniej nabozenstwo." Ktos by mogl to sprostowac jako ze pra...dziad nie wierzyl w Boga. On byl gleboko religijny, lecz uwazal ze, o ile, nie bedzie najpierw walczyl to nie bedzie tez katolicyzmu, bo Rosja wprowadzi w Polskim terytorium swoje wschodnie zachcianki.
Pozostaje przy moim zdaniu.
Z powazaniem,
Jana
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35480
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
"Skonczyla sie gdy rosyjskie armie nie mogly bezkarnie wstapic do Polski. To rok 1989. "
"BTW. Miałeś zapewne na myśli rok 1993."
"Co do daty, to dam sie przekonac. Napisalam 1989 dlatego ze, o ile dobrze pamietam, tak pisze Norman Davies. "
nie wiem jak prościej napisać, że
armia rosyjska do dziś stoi bezkarnie tam gdzie weszła (nie całym obszarze, ale jednak) niz tym przykładem z Kielcami i pozbyciem się zajętych Kilec , aby móc sięchwalić "ze na terytorium (obecnym, po wyłączeniu Kielc) nie stoi żadna armia bezkarnie"
zaakceptować, że stoi - oki
ale być przenoanym i przekonywanym przez historyka, że nie stoi, ba! przez "historyka spolszczonego"...brr to więcej niż jeden krok w kierunku bezkarności
armia rosyjska nigdy nie opuściła zajętych terytoriów (nawet połowy) zajętych - do dziś. Dywagować i interpetować można czy jest na to podstawa prawna, kto zdecydował i czy miał prawo, czy traktat, umowa ma znaczenie etc można ale negować fakt?
Nawiązując nid do współczesności - rozumiecie poczucie osierocenia, zdradzenia Polaków "na Wschód od linii Curzona czy póxniej nma wschód od traktatu ryskiego? A rozumiecie wściekłość gdy słyszeli "Polska cała niepodłegła"?
zmiana
Może inaczej: dopóki armia coś zajęła to odwracalne, jak wewnetrzni i urzednicy przejmowali administrację - to zmiany trwalsze (jak widac także w świadomości;)
"BTW. Miałeś zapewne na myśli rok 1993."
"Co do daty, to dam sie przekonac. Napisalam 1989 dlatego ze, o ile dobrze pamietam, tak pisze Norman Davies. "
nie wiem jak prościej napisać, że
armia rosyjska do dziś stoi bezkarnie tam gdzie weszła (nie całym obszarze, ale jednak) niz tym przykładem z Kielcami i pozbyciem się zajętych Kilec , aby móc sięchwalić "ze na terytorium (obecnym, po wyłączeniu Kielc) nie stoi żadna armia bezkarnie"
zaakceptować, że stoi - oki
ale być przenoanym i przekonywanym przez historyka, że nie stoi, ba! przez "historyka spolszczonego"...brr to więcej niż jeden krok w kierunku bezkarności
armia rosyjska nigdy nie opuściła zajętych terytoriów (nawet połowy) zajętych - do dziś. Dywagować i interpetować można czy jest na to podstawa prawna, kto zdecydował i czy miał prawo, czy traktat, umowa ma znaczenie etc można ale negować fakt?
Nawiązując nid do współczesności - rozumiecie poczucie osierocenia, zdradzenia Polaków "na Wschód od linii Curzona czy póxniej nma wschód od traktatu ryskiego? A rozumiecie wściekłość gdy słyszeli "Polska cała niepodłegła"?
zmiana
Może inaczej: dopóki armia coś zajęła to odwracalne, jak wewnetrzni i urzednicy przejmowali administrację - to zmiany trwalsze (jak widac także w świadomości;)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
- Mirek.Kozak

- Posty: 632
- Rejestracja: ndz 10 maja 2009, 16:44
- Lokalizacja: Debrecen
nie wierzyl w boga czy byl gleboko religijny?janat pisze:Wlodzimierzu, ja dosc czesto Ciebie nie rozumiem. Moj pra pra pradziad mawial "najpierw posluszenstwo pozniej nabozenstwo." Ktos by mogl to sprostowac jako ze pra...dziad nie wierzyl w Boga. On byl gleboko religijny
Pozdrawiam: MireQ
Parafie: Chodel, Karczmiska, Końskowola, Kazimierz Dolny, Opole Lubelskie, Wąwolnica, Wilków
Parafie: Chodel, Karczmiska, Końskowola, Kazimierz Dolny, Opole Lubelskie, Wąwolnica, Wilków
Witam.
Ja też jestem zwolenniczką wydania papierowego. Lubię sięgnąć po książkę na półkę.
W ubiegłym roku angażowałam się w różne projekty grantowe. W ten sposób udało mi się opublikować swoje teksty. Nie są to typowo genealogiczne tematy, ale dotykające historii regionu, w którym mieszkam.
Wydałam książkę, dotyczącą Powstania Styczniowego. I tak. Początkowo przygotowałam publikację, obejmującą 100 stron. Po dogadaniu się z drukarnią, objętość zmniejszyła się do 60 stron (zmniejszyliśmy zdjęcia, tekstu nie zmniejszałam). W ten sposób za tę samą cenę nie wydałam 170 egzemplarzy, o jakich była początkowo mowa, a równe 500. Koszt jednego egzemplarza nie zbliżył się do 10 zł. Książka formatu A5 wydana jest na papierze kredowym, kolorowe ilustracje, okładka miękka, foliowana; grzbiet klejony. A, jeszcze jedno - książka posiada numer ISBN, podatek Vat wynosi 5%.
Jestem bardzo zadowolona, bo nic za książkę nia zapłaciłam (sfinansowane z dotacji). Połowa nakładu już się rozeszła
. Najwięcej przekazałam do szkół, bibliotek i organizacji działających w mojej okolicy.
Może spróbuj pozyskać jakieś środki w konkursach grantowych. Możesz zgłosić się do stowarzyszeń lub organizacji w Twoim mieście. My składaliśmy wnioski jako grupa nieformalna (3 osoby) przy wsparciu biblioteki, stowarzyszenia.
Pozdrawiam
Ja też jestem zwolenniczką wydania papierowego. Lubię sięgnąć po książkę na półkę.
W ubiegłym roku angażowałam się w różne projekty grantowe. W ten sposób udało mi się opublikować swoje teksty. Nie są to typowo genealogiczne tematy, ale dotykające historii regionu, w którym mieszkam.
Wydałam książkę, dotyczącą Powstania Styczniowego. I tak. Początkowo przygotowałam publikację, obejmującą 100 stron. Po dogadaniu się z drukarnią, objętość zmniejszyła się do 60 stron (zmniejszyliśmy zdjęcia, tekstu nie zmniejszałam). W ten sposób za tę samą cenę nie wydałam 170 egzemplarzy, o jakich była początkowo mowa, a równe 500. Koszt jednego egzemplarza nie zbliżył się do 10 zł. Książka formatu A5 wydana jest na papierze kredowym, kolorowe ilustracje, okładka miękka, foliowana; grzbiet klejony. A, jeszcze jedno - książka posiada numer ISBN, podatek Vat wynosi 5%.
Jestem bardzo zadowolona, bo nic za książkę nia zapłaciłam (sfinansowane z dotacji). Połowa nakładu już się rozeszła
Może spróbuj pozyskać jakieś środki w konkursach grantowych. Możesz zgłosić się do stowarzyszeń lub organizacji w Twoim mieście. My składaliśmy wnioski jako grupa nieformalna (3 osoby) przy wsparciu biblioteki, stowarzyszenia.
Pozdrawiam
Basia
Szukam: Konstancja Klimaszewska ur. ok. 1836 w Łasku ?
Szukam: Konstancja Klimaszewska ur. ok. 1836 w Łasku ?
-
slawek_krakow

- Posty: 657
- Rejestracja: sob 19 lis 2011, 13:45
- Lokalizacja: Kraków
Oooo matko.... Od 20 lat pracuje w branży poligraficznej, a przez większość tego czasu słyszałem zewsząd, że Kraków drogi pod tym względem, ale to co jak widzę z was zdzierają to się w głowie nie mieści. Książka w A5 na zwykłym papierze 80/90 gram, w miękkiej oprawie z lakierem bądź folią, 100 stron, nie powinna kosztować więcej jak 5-6 złotych. Jak ktoś ma farmazon posiadać twardą oprawę i jeszcze z wytłaczanymi złotymi literami, to nie robi się tego w drukarniach cyfrowych gdzie zdzierają jak za woły, a i tak partaczą, tylko szuka się starego dziadka introligatora (tak, tak, są jeszcze na tym świecie rzemieślnicy) co cały rok nie ma co robić i zakład otwarty ma tylko z przyzwyczajenia i miłości do fachu, a on to robi pięć razy taniej i dziesięć razy lepiej.
Co do szukania sponsorów. W tym kraju wydaje się publicznie sakramenckie pieniądze nie wiadomo na co. Jeśli publikacja ma dotyczyć jakiejś rodziny, to mniemam, że ta rodzina zawieszona jest w jakiś okolicznościach i miejscu. Co szkodzi podejść do lokalnych włodarzy i powiedzieć, że się kawał miejscowej historii chce opisać i czy nie mogli by w zamian za małe logo gdzieś na okładce parę stów rzucić? Mało, niektóre gminy są w ramach sponsoringu obsługiwane przez lokalne drukarnie, no to co za problem popytać?
Z innych możliwości znam przykład masarza, lokalnego biznesmena, który parę stów rzucił tylko za to, że jego nazwisko się trzy razy w publikacji pojawiło. Co zresztą żadnym nadużyciem nie było bo rodzina zacna i od wieku z miejscowością związana. No bo co to dla gościa co ma hacjendę 1000 metrów kwadratowych tych kilka stówek rzucić? Wbrew pozorom ludzie nadal chętnie dają tylko muszą wiedzieć na co*
* dają też chętnie nie wiadomo na co, o czym w najbliższą niedzielę będziemy się mieli okazję przekonać, ale to tak OT.
Co do szukania sponsorów. W tym kraju wydaje się publicznie sakramenckie pieniądze nie wiadomo na co. Jeśli publikacja ma dotyczyć jakiejś rodziny, to mniemam, że ta rodzina zawieszona jest w jakiś okolicznościach i miejscu. Co szkodzi podejść do lokalnych włodarzy i powiedzieć, że się kawał miejscowej historii chce opisać i czy nie mogli by w zamian za małe logo gdzieś na okładce parę stów rzucić? Mało, niektóre gminy są w ramach sponsoringu obsługiwane przez lokalne drukarnie, no to co za problem popytać?
Z innych możliwości znam przykład masarza, lokalnego biznesmena, który parę stów rzucił tylko za to, że jego nazwisko się trzy razy w publikacji pojawiło. Co zresztą żadnym nadużyciem nie było bo rodzina zacna i od wieku z miejscowością związana. No bo co to dla gościa co ma hacjendę 1000 metrów kwadratowych tych kilka stówek rzucić? Wbrew pozorom ludzie nadal chętnie dają tylko muszą wiedzieć na co*
* dają też chętnie nie wiadomo na co, o czym w najbliższą niedzielę będziemy się mieli okazję przekonać, ale to tak OT.
-
MariaRągowska

- Posty: 35
- Rejestracja: wt 15 kwie 2008, 11:04