W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku umiera dziewięćdziesięcioletnia staruszka Katarzyna. Z aktu zgonu dowiadujemy się o czasie i miejscu jej narodzin: rok 1873, jedna z podpiotrkowskich parafii. Staruszka przez całe swoje życie była Katarzyną - potwierdzają to wszystkie zachowane dokumenty. Przeglądamy akty urodzeń jej dzieci - Katarzyna. Przeglądamy jej akt ślubu - Katarzyna. Przeglądamy jej akt urodzenia - Otylia.
Wiejska parafia, w której przyszła na świat, jest niewielka. Przez kilkadziesiąt lat rodzą się tam same Antki, Franki i Józki płci obojga. Żadnych ekscesów w tej kwestii. Aż nagle wykwita ta Otylia. Porównanie danych zawartych w akcie ślubu i akcie urodzenia nie pozostawia watpliwości, że trafiliśmy na właściwą rodzinę. Badamy więc jej historię.
Rozpaczliwie przeciętna, pouwłaszczeniowa rodzina z terenów Królestwa Polskiego. Dzieci rodzą się z godną podziwu regularnością co dwa lata. Wszystkie noszą zwykłe, jak na owe czasy, imiona. Katarzyny, która powinna być - nie ma. Ale jest Otylia...
Katarzyna ślub brała w Piotrkowie. Sięgamy więc do allegatów. A tu kolejna niespodzianka.
Mimo, że oboje małżonkowie byli spoza parafii, nie ma metryki żadnego z nich. A wszystkie inne zachowały się w idealnym stanie - zszyte i oprawne w grubą księgę.
Czy jest możliwe, aby pod koniec wieku XIX udało się komuś niepostrzeżenie zmienić imię? Smaczku dodaje fakt, że cała moja dotychczasowa wiedza jest oparta na analizie duplikatów z AP. Czy możliwa jest sytuacja, w której w duplikacie i unikacie jest wpisane przy jednej osobie tak różne imię? Komu do łba strzeliło nazwać dziecko Otylią, skoro przez całe późniejsze życie było Katarzyną?
Ale to nie koniec ciekawostek.
Mężem Katarzyny był Antoni. Z aktu ślubu wynika, że był wędrownym handlarzem. Pod dokumentem widnieje nawet jego zamaszysty podpis. Równy, prosty, elegancki - żadne tam bazgroły. Dwa lata później rodzi się młodej parze pierwszy dzieciak. Antoni, ojciec malucha, w akcie jego urodzenia figuruje jako szewc. Być może porzucił dotychczasowe źródło utrzymania, wstąpił do terminu i został czeladnikiem szewskim. Jestem to w stanie zrozumieć. Ale czemu akt urodzenia jego syna kończy się klasyczną formułką o ojcu i świadkach nie umiejących pisać, którym treść powyższego została odczytana i podpisana tylko przez urzędnika? Ta sama sytuacja jest przy kolejnych narodzinach. Z piśmiennego handlarza Antoni stał się nagle szewcem - analfabetą. Może to przez lenistwo prowadzącego księgi? Ależ skąd! Inni podpisywali się aż furczało. I choć wielu z nich bazgrało jak Dyndalski w "Zemście", to pewnie puchli z dumy mogąc złożyć swoja parafkę w urzędowej księdze. A Antoni, z jakichś nieznanych powodów, konsekwentnie rżnął głupa.
Z kolei przy czwartym dziecku osłupienie sięga zenitu. Antoni nie jest już szewcem, ale pracownikiem ówczesnego... urzędu podatkowego. Tak, tak, słusznie się domyślacie - wróciła mu umiejętność pisania.
Wyniki poszukiwań w księgach ludności, aktach cechowych, wojskowych i wszelkiego rodzaju innych dokumentach administracyjnych niczego nie wyjaśniły.
Może wy mnie oświecicie, moi drodzy?
Historia o zmianie imienia i analfabetyzmie
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
-
Krystyna_Urbanowicz

- Posty: 46
- Rejestracja: ndz 01 lut 2009, 17:52
Rzeczywiscie to jest interesująca zagadka.
Dobrze,że to trafiło na Pana jest więc nadzieja ,że Pan rozwikła zagadkę.
Może Ci rodzice chcieli córkę nazwać Katarzyna ,a ksiądz wpisał Otylię.
Fakt ,że ojciec podpisał dokument nie oznacza ,że znał język rosyjski.
To tylko takie moje domysły
Pozdrawiam Krystyna
Dobrze,że to trafiło na Pana jest więc nadzieja ,że Pan rozwikła zagadkę.
Może Ci rodzice chcieli córkę nazwać Katarzyna ,a ksiądz wpisał Otylię.
Fakt ,że ojciec podpisał dokument nie oznacza ,że znał język rosyjski.
To tylko takie moje domysły
Pozdrawiam Krystyna
- annastregiel

- Posty: 260
- Rejestracja: ndz 15 kwie 2007, 15:07
- Lokalizacja: Łódź
-
AlicjaSurmacka

- Posty: 1034
- Rejestracja: czw 12 lip 2007, 21:42
- Lokalizacja: Radomsko
Ciekawa historia.
W mojej rodzinie zdarzyło się, że na chrzcie dziecko otrzymało 3 imiona a gdy dwa lata później zmarło było odnotowane tylko to trzecie imię. Albo urodziła sie dziewczynka, której dano na imię Pertonela, Zofia ale imię pierwsze nigdy i nigdzie już się nie pojawiło i w każdym akcie była tylko Zofią.
Temat analfabetyzmu i późniejszego podpisywania aktów już był poruszany na Genpolu. Najprawdopodobniej akty były spisywane z niewielkim opóźnieniem, kiedy młodych już nie było i stąd wzmianka o ich nieumiejętności podpisania się. Akt taki mógł wpisać np. organista. Innym razem akt sporządzał ksiądz i podpisy już były. Sprawdź charakter pisma i czy przypadkiem nie było zmiany księdza w okresie w którym
rodziły się kolejne dzieci.
Alicja
W mojej rodzinie zdarzyło się, że na chrzcie dziecko otrzymało 3 imiona a gdy dwa lata później zmarło było odnotowane tylko to trzecie imię. Albo urodziła sie dziewczynka, której dano na imię Pertonela, Zofia ale imię pierwsze nigdy i nigdzie już się nie pojawiło i w każdym akcie była tylko Zofią.
Temat analfabetyzmu i późniejszego podpisywania aktów już był poruszany na Genpolu. Najprawdopodobniej akty były spisywane z niewielkim opóźnieniem, kiedy młodych już nie było i stąd wzmianka o ich nieumiejętności podpisania się. Akt taki mógł wpisać np. organista. Innym razem akt sporządzał ksiądz i podpisy już były. Sprawdź charakter pisma i czy przypadkiem nie było zmiany księdza w okresie w którym
rodziły się kolejne dzieci.
Alicja
-
Pawel_Jurewicz

- Posty: 415
- Rejestracja: czw 01 lis 2007, 10:39
W rodzinie mojego tescia nikt nie nazywa się jak ma wpisane w dowodzie osobistym, Na teścia wołają Wiesław, ( d.o. Tadeusz), na teściową Emilia ( d.o. Katarzyna), jej siostrę Alusia ( d.o. Alicja), urodzeni w zamojskiem, rodzice byli piśmienni, itd. Obecnie wszyscy wiedza kto jest kto , ale moze za lat 100 moi prarawnukowie będą łamac sobie głowy. Jak zrozumiałem z opowiadań rodzinnych , takie " przekręcanie" imion było dość powszechne w okolicy. Rodzina tłumaczy to długą drogą z domu do koscioła , gdy szczęśliwy tata dotarł do proboszcza, po podzieleniu się nowiną ze wszystkimi sąsiadami po drodze, był juz w stanie " wskazujacym" i takie detale jak przykazanie matki co do imienia nie miały znaczenia
. Sprawa wychodziła na jaw dopiero przy wyciąganiu metryki, dopiero po paru latach, ale tak pozostało, w domu wołano po staremu.
Paweł Jurewicz
Paweł Jurewicz
Dziękuję za zainteresowanie tematem 
O ile sprawę analfabetyzmu Antoniego uznaję za wyjaśnioną, ciągle nurtuje mnie pytanie: który ksiądz wziął w łapę w kwestii zmiany imienia? Ten, który robił odpis metryki na potrzeby ślubu? Czy ten, który ślubu udzielał i metrykę z imieniem Otolii zawieruszył?
Tak, tak - nie Otylia, tylko Otolia.
Otolia urodziła się 4 IV, ale nie wiem według jakiego kalendarza - juliańskiego czy gregoriańskiego.
A jeśli chodzi o imiona...
Moja babcia miała mieć na imię Regina. Wyposażeni w taką wytyczną od matki dziecka, ruszyli przyszli rodzice chrzestni wraz z ojcem noworodka do kościoła. Nie dowiem się nigdy, czy już z domu wyszli nieco brzdęknięci czy zaprawili się w jakimś przybytku po drodze. Teoretycznie między domem a kościołem żadnej karczmy nie było, ale takie niedogodności nie stanowiły nigdy specjalnej przeszkody dla naszych rodaków.
- Reginka, malutka kochana Reginka - powtarzali zapewne kum, kuma i tatuś, z rozczuleniem patrząc maluszka.
Kiedy jednak stanęli przed marsowym obliczem proboszcza, gwałtownie stracili rezon. Imię dziecka pochłonęły wysokoprocentowe opary niepamięci, a w głowie ojca kołatały się zaledwie szczątki dyrektywy, jaką otrzymał od leżącej w połogu żony.
Kiedy więc przyszło odpowiedzieć jakie imię ma nosić dziecko, jego tatuś wydukał bezradnie:
- Ginka...?
Proboszcz się skrzywił:
- Znaczy się: Genka czyli Genowefa?
- Ano...
I tak hartowała się stal, drodzy państwo.
pozdrawiam - tomek
O ile sprawę analfabetyzmu Antoniego uznaję za wyjaśnioną, ciągle nurtuje mnie pytanie: który ksiądz wziął w łapę w kwestii zmiany imienia? Ten, który robił odpis metryki na potrzeby ślubu? Czy ten, który ślubu udzielał i metrykę z imieniem Otolii zawieruszył?
Tak, tak - nie Otylia, tylko Otolia.
Otolia urodziła się 4 IV, ale nie wiem według jakiego kalendarza - juliańskiego czy gregoriańskiego.
A jeśli chodzi o imiona...
Moja babcia miała mieć na imię Regina. Wyposażeni w taką wytyczną od matki dziecka, ruszyli przyszli rodzice chrzestni wraz z ojcem noworodka do kościoła. Nie dowiem się nigdy, czy już z domu wyszli nieco brzdęknięci czy zaprawili się w jakimś przybytku po drodze. Teoretycznie między domem a kościołem żadnej karczmy nie było, ale takie niedogodności nie stanowiły nigdy specjalnej przeszkody dla naszych rodaków.
- Reginka, malutka kochana Reginka - powtarzali zapewne kum, kuma i tatuś, z rozczuleniem patrząc maluszka.
Kiedy jednak stanęli przed marsowym obliczem proboszcza, gwałtownie stracili rezon. Imię dziecka pochłonęły wysokoprocentowe opary niepamięci, a w głowie ojca kołatały się zaledwie szczątki dyrektywy, jaką otrzymał od leżącej w połogu żony.
Kiedy więc przyszło odpowiedzieć jakie imię ma nosić dziecko, jego tatuś wydukał bezradnie:
- Ginka...?
Proboszcz się skrzywił:
- Znaczy się: Genka czyli Genowefa?
- Ano...
I tak hartowała się stal, drodzy państwo.
pozdrawiam - tomek