Przepraszam jeśli to nie temat i miejsce na takie rozmyślania, ale jednak trochę nie daje mi to spokoju. Z genealogią ma to oczywiście jakiś związek więc to pytanie zadaję tu. Jak i z czego żył "starzec" w XIX wieku?
Pytanie zrodziło się po moich ostatnich odkryciach.
Mój pra ok. 1870 roku sprzedał majątek (cokolwiek to znaczy) na wsi i kupił dom w mieście. Był już powiedzmy w podeszłym ówcześnie wieku 60 lat. Z czego więc na stare lata żył w tym mieście bo kasy przecież na resztę życia nie starczyło, emerytury/renty nie miał, z procentów bankowych też nie...? jak go któreś dziecko przygarnęło to i dobrze, ale dzieci mogły się rozjechać po świecie.
Czy żył tak długo jak długo starczyło pieniędzy?
Inny mój pra był zarządcą i wszystko było dobrze do czasu jego pracy. Ale niestety umarł i żona zmuszona została do opuszczenia majątku. Za co ona żyła, gdzie i u kogo? Pomijam sprawę gdy rodzica przygarnęło któreś z ich dzieci.
Takie mnie też dziwne myśli naszły. Może to wpływ przesilenia wiosennego
Być może uczyli kiedyś tego w szkole, ale widocznie byłem nieuważny na tej lekcji albo byłem chory...
Proszę więc bardziej uważnych uczniów by mnie pokierowali na stronę gdzie takie informacje przeczytać zdołam.
Pozdrawiam
Mariusz
