Witam,
Trzeba zaakceptować ,że w pierwszym momencie (czasem i w drugim

) ludzie traktują nas jak kosmitów. W mojej rodzinie czas mieli aby się do mnie przyzwyczaić ,ponieważ -jak to określił mój dziadek mówiąc do mojej mamy ..."urodziłaś nam dziwne dziecko, zamiast biegać z dzieciakami -siedzi na strychu i szuka staroci, ogląda zdjęcia i ciągle chce słuchać starych historii"...
Okazało się ,że mam wielkiego pomocnika w mojej babci ,która zbierała wszystkie stare zdjęcia po rodzinie oznajmiając ..."najlepiej jak to będzie u Moniki"... ; przecierała mi szlaki do sceptycznych abym mogła z nimi porozmawiać.
Każda taka rozmowa zaczynała się :
- a po co ci to?
-po co ruszać nieboszczyków.
Tłumaczyłam grzecznie ,iż badam historię rodziny i chcę ocalić od zapomnienia ludzi i ich losy. Nie zawsze było łatwo ,ale w większości przypadków rozmówcy się otwierali(szczególnie jak się utwierdzili w przekonaniu ,że nie chodzi mi o spadki). Nie zawsze podoba się to co odnajdę ;nie jest łatwo obalać legendy.
Nigdy nikogo nie namawiam ; opowiadając o genealogii widzę jak ludzie sami łapią "bakcyla" albo patrzą na mnie z politowaniem (lekarz kazał się uśmiechać).
Uważam tak jak Łucja -nie każdy interesuje się historią ,większość żyje z dnia na dzień lub woli patrzeć w przyszłość.
Nie oburzać się ,nie dziwić ale zrozumieć.
Gdy jednak ktoś się zainteresuje ;ostrzegam- nie każdy ma korzenie szlacheckie ,jeśli szukasz tylko herbów to możesz przeżyć rozczarowanie . Trzeba się liczyć z odnalezieniem nieślubnych dzieci, bigamii, czasem przestępcy, czy jesteś na to gotów(gotowa). Najpiękniejsze w genealogii jest odkrywanie ,że każdy z nas jest kolorową mozaiką przodków różnego stanu, pochodzenia i religii.
Bardzo pomagają ciekawostki np. z ksiąg wójtowskich : o tym jak pra...babka w XVII w. stanęła przed sądem bo "przeczesała" siekierką starozakonnego z prawej strony

itp.
pozdrawiam monika