Jest oczywiste, że lepiej się czyta dokumenty napisane starannie, niż nabazgrane od niechcenia - i dotyczy to nie tylko genealogii; jak już tu ktoś zauważył - dziś przodują w tym lekarze, pracuję w aptece, mam z tym problemem do czynienia codziennie....
Wojciechowicz_Krzysztof pisze:(...)
Przysłowiowe ‘recepty’ (...) Zresztą mają one krótki żywot, i w razie wątpliwości, aptekarz zawsze się rozezna czy przepisane składniki nie zagrażają zdrowiu pacjenta.
(...)
Krzysztof
Nie zawsze, przecież nie zna pacjenta ani jego stanu zdrowia, bywają małe dzieci z padaczką i zdrowi staruszkowie, nie mnie oceniać, czy kuracja jest właściwa. Pozostaje telefon do lekarza panie doktorze, co właściwie pan przepisał.. a i to nie każdy chce współpracować; nam pozostaje nauczyć się pisma pana doktora X. i tyle
(dzięki temu łatwiej mi idzie odcyfrowywanie księżych bazgrołów - kwestia wprawy i codziennego treningu
Oprócz bazgrołów źródłem niejasności bywa też zapis żeńskiej formy nazwiska jako "...ówna, ...czanka/..żanka" i "...owa czy ...czyna"
Taka na przykład "Śliżanka" mogła się nazywać Śliz, Śliż, Śłiza, Śliża albo nawet Śliga - a jak nabazgrane, to następny, robiący odpis do ślubu na przykład może taką niewyraźną Mrozównę przeczytać jako "Mrozowską" , szczególnie, gdy sama zainteresowana korzystając z okazji da upust snobizmowi na "..skość"
Mam tak w rodzinie - prapradziad jest Mróz, jego syn Mrozek, a wnuczka już Mrozowska...
A jakie cudactwa można zrobić, jak proboszcz nabazgrze niestarannie "Palczewszczanka"


