Sochers pisze:Dziękuję Janino, trafiłem na ten link, ale chciałem wstępnie zawęzić obszar poszukiwań.
Szkoły średniej żadnej nie skończył, wojna zastała go na 6 klasach podstawówki (to dość często powtarzał) i robotach przymusowych w Polsce u volksdeutscha rumuńskiego pochodzenia, i po wojnie odbył trzyletnią służbę zasadniczą. I tutaj konkretniejsze informacje się kończą. RACZEJ była to szkoła podoficerska, a na pewno wojsko, więc przynajmniej milicja odpada.
Zacznę od maila do AW w Toruniu, może coś wróci. Tym bardziej, że jako posiadacz wujka we Francji mógł być w obszarze zainteresowań aparatu władzy, więc może gdzieś teczka się ostała.
Ta trzyletnia służba wojskowa zawęża Ci obszar poszukiwań do kilku rodzajów wojsk. Wiem tylko z całą pewnością, że taka służba wojskowa była w marynarce wojennej i tzw. czerwonych beretach. Większość wojsk miała 2 letnią służbę zasadniczą.
Ps. Sam fakt posiadania wujka za zachodnią granicą raczej nie był powodem represji ze strony władz PRL i nie należy z tym przesadzać, ani przykładać nadmiernej wagi. Znałam bardzo wiele osób mających rodziny poza granicami Polski i nic nadzwyczajnego z tego nie wynikało. Bratowa mego męża miała ojca w RAF, który pozostał w Londynie i przysyłał paczki i nikt nikogo za to nie prześladował. W 1955 roku mój tata po operacji został ulokowany w szpitalu przeciwgruźliczym na rekonwalescencję i tam złapał gruźlicę. Przez kilka lat rodzice kupowali leki z paczek jakie ludzie otrzymywali z USA i nikomu to w karierze nie przeszkadzało. Tylko działalność polityczna była powodem represji, a nie fakt iż ktoś z rodziny pozostał za granicą po wojnie.