Mimo, że jesteśmy amatorami, to dobrze jest czasami wiedzieć, co się dzieje w tej "ciut poważniejszej" genealogii.
Właśnie dostałem od Oli krótki opis jej pobytu na Konferencji w USA.
Warto go przeczytać, bo napisany jest lekko i dowcipnie. Do tego zdjęcia pozwalają choć w części zorientować się w atmosferze tego spotkania, wyjątkowego dla Polskiego Towarzystwa Genealogicznego, bo to przecież Nasz Człowiek tam reprezentował całą Europę.
Oto tekst relacji pióra Oli Kacprzak:
2009 Polish Genealogy Conference
25th ANNIVERSARY
August 7-8, 2009
Sponsored by
Polish Genealogical Society of Connecticut and Northeast, Inc.
and
Polish and Polish American Studies
Central Connecticut State University
"Tak brzmi oficjalny tytuł całej konferencji i dokładnie tak wyglądają naklejki na materiałach konferencyjnych.
Głównym organizatorem było PGSCN z New Britain, które świętowało akurat 25-tą rocznice powstania. Rocznica znaczna i uświęcenia godna, wiec wszyscy ciężko pracowali, żeby o konferencji się mówiło i to w samych superlatywach.
Cel osiągnięto, na amerykańskich forach rzeczywiście same pozytywne opinie, więc ten ogromny wysiłek organizacyjny nie poszedł na marne. Wspomagać Stowarzyszenie można na różne sposoby, niektórzy płaca tylko składki, inni wycinają codziennie nekrologi, ktoś opiekuje się stroną internetową itp.
Najaktywniejsi członkowie spotykają się co środę, tzw. „grupa środowa” do której ja też się zaliczałam, gdy pomieszkiwałam w Stanach. Ta środowa grupa porządkuje nekrologi, indeksuje cmentarze, czasami nic nie robi tylko plotkuje i co dwa lata organizuje konferencje.

Grupa środowa przy pracy
Miejscem konferencji był Uniwersytet Stanowy w New Britain. Wspaniałe i przytulne miejsce, wszędzie wykładziny dywanowe i fotele, aż człowiekowi uczyć się znowu zachciało. Nagłośnienie niesamowite, albo ja mało technicznie zorientowana, ale głos dochodził jakby z każdego miejsca.
Tylko klimatyzacji daję minusa takiego, jak z Grudziądza do New Britain. Na dworze (albo na polu jak to w Galicji się mówi) cudne słoneczko i wspaniałe ciepełko, a w pomieszczeniach Syberia. Bez swetra nie wchodź, bo zaziębienie murowane. Żadnej kobiecie to nie odpowiada (przepytałam kilka na tę okoliczność), natomiast facetom i owszem.
Uknułam więc swoją teorię, że ta zaniżona temperatura to męska sprawka, żeby w koszuli i garniturze się nie spocić, a baby niech żakiety i swetry zimowe ubierają, bo krótkim rękawkiem i dekoltem mogą tylko pokuszenie wodzić.
Każdy z uczestników konferencji otrzymał segregator ze wspaniale opracowanymi materiałami dotyczącymi wykładowców i tematu, który prezentują. Wszystko w konferencyjnie opisanym worku. Tak mi się ten worek podoba, że aż fotkę zrobiłam:

Woreczek konferencyjny
Wykłady odbywały się jednocześnie na dwóch salach. Każdy uczestnik konferencji musiał wcześniej określić, którego wykładowcę wybiera.
Oprócz tego jeśli uczestnicy mieli jakieś konkretne pytania do wykładowców, mogli wypełnić specjalny formularz długo przed sama konferencją i potem ustalone były tzw. konsultacje. Bardzo podobał mi się ten pomysł, bo poniekąd ustrzegł wykładowców przed „za trudnymi pytaniami” (mogli się wcześniej przygotować

).
Na specjalnym stoliku wyłożone były polskie mapy, książki telefoniczne, skorowidze miejscowości, schematyzmy diecezjalne. Każdy mógł je przeglądać i cieszyły się dużym zainteresowaniem. Jonathan (szef stowarzyszenia, profesor języka polskiego), moja koleżanka Dorota, która pojechała ze mną i ja mieliśmy pełne ręce roboty z odszukiwaniem miejscowości na mapach. Ze względu na przekręcone nazwy, niektórzy latami nie mogli odnaleźć dziadkowej wioski.
Oh… ten uśmiech na ich twarzy i szczęście w oczach, gdy z naszą pomocą mogli już położyć palec na mapie w konkretnym miejscu!

Przygotowania do konferencji.
Przez te konsultacje i pomoc przy mapie nie mogłam uczestniczyć w wykładach, czego bardzo żałuję.
Udało mi się posłuchać trochę wykładu Kahlile Mehr na temat stron internetowych pomocnych w poszukiwaniach we wschodniej Europie. Wszystkie one są podane w materiałach konferencyjnych. Zeskanuję je i zamieszczę nieco później.
Kahile Mehr to bardzo dla nas ważna osobistość, gdyż jest on odpowiedzialny za kontakty Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich z Salt Lake City z Polską.
Jestem bardzo szczęśliwa, że poznałam go osobiście.

Wykład
Moja prezentacja dotyczyła pozametrykalnych źródeł genealogicznych.
Temat nigdy wcześniej nie omawiany w amerykańskich kręgach genealogicznych (a przynajmniej ja nie słyszałam, żeby był).
Większość uczestników przyszła więc do mnie, żeby posłuchać co ta Polka ma do powiedzenia. A ona miała całkiem sporo do zaprezentowania.
Przekroczyłam znacznie czas wykładu, a i tak chcieli żebym mówiła alej, nie zważając na jednoznaczne znaki organizatora.
Poopowiadałam między innymi o Status Animarum, raptularzu, sumariuszu, księgach zapowiedzi i protokołach przedślubnych, księgach szkół parafialnych i dyspensach i, wielu innych źródłach, które tak wspaniale mogą uzupełnić naszą wiedzę o przodkach, a jeśli nie ma ksiąg metrykalnych to nawet czasami mogą je zastąpić.
Jako dodatek do prezentacji powiedziałam o skarbach jakie znajdują się w muzeach regionalnych na przykładzie muzeum w Grudziądzu i Starogardzie Gdańskim.
Powiedziałam o księgach kupionych na Allegro i oddanych do Archiwum, o księgach, które znajdują się w bibliotece w Łodzi i w bibliotece cyfrowej.
Moim celem było dać trochę nadziei tym, którzy nie mogą nic zrobić, gdyż księgi metrykalne zaginęły i pokazać czego i gdzie szukać.
Zainteresowanie sali było tak ogromne, że moje potknięcia językowe zostały niezauważone.
Prezentacje przygotowałam bazując na swoich własnych znaleziskach oraz pomocy przyjaciół. Chciałabym podziękować im wszystkim.
Tak więc uściski dla Izy, Ewy, Mariusza, Tomka, Waldka, Wojtka i dwóch Zbyszków. (w porządku alfabetycznym

Wykładowcy
Od lewej, rząd drugi:
Brian Lenius, Matthew Bielawa, Stephen Danko, Jonathan Shea, Fred Hoffman,
Od lewej pierwszy rząd:
Lisa Alzo, Aleksandra Kacprzak, Kahlile Mehr."
Aleksandra Kacprzak
członek Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i Polish Genealogical Society of Connecticut and Northeast, Inc
Aneks
Na zakończenie, w formie bonusu zamieszczam zdjęcia z dalszej części pobytu w USA, bo przecież nie samą genealogią człowiek żyje i do tego w Ameryce!
Zdjęcia zrobiono w Kanionie Kolorado, Las Vegas i nad Niagarą.
Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak