Dzieje rodu Borowych z ziemi ciechanowskiej

Szlachectwo, heraldyka

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie, adamgen

Awatar użytkownika
Fronczak_Waldemar

Członek PTG
Posty: 676
Rejestracja: śr 28 cze 2006, 23:44
Lokalizacja: Łódź

Dzieje rodu Borowych z ziemi ciechanowskiej

Post autor: Fronczak_Waldemar »

Właśnie się ukazała nowa książka Adama A. Pszczółkowskiego, którą zapowiadałem na forach genealogicznych kilka tygodni temu.
Książka stanowi przykład bardzo dobrego opracowania rodziny i może być wzorem także dla genealogów amatorów. Ze swojej strony polecam tą publikację gorąco, bo warto ją mieć nie tylko w swojej bibliotece, ale także pod ręką.
Szczególnie polecam tę pracę wszystkim, którzy odrzucając metody badawcze i kwerendy starają się opatentować cudowne wehikuły czasu i przy pomocy etymologii nazw osobowych, legend rodzinnych, o których weryfikacji ani myślą, hipotez opartych na chciejstwie a nie przesłankach naukowych starają się przenieść w odległe czasy i zbudować historię własnej rodziny okraszoną niejednokrotnie przypasowanym herbem.
Ta praca pokazuje własciwą drogę, którą należy odbyć gdy chcemy dotrzeć do korzeni własnej rodziny, tak jak poprzednia książka pokazywała, jak ważną rolę spełniają dodatkowe źródła pozametrykalne, rodzinne tradycje i przekazy, ale tylko w połączeniu z solidnie wykonaną kwerendą archiwalną, która stanowi szkielet całej historii.
I o ile można sobie wyobrazić historię rodziny opartą na samej genealogii, samych dokumentach - choć będzie ona wówczas uboga, pozbawiona fabuły i kolorytu - o tyle opieranie jej na samych przekazach rodzinnych, domniemaniach, etymologii i spekulacjach myślowych da nam produkt przystający bardziej szarlatanom, a nie genealogom.
Dlatego zachęcam do lektury tej książki, która nie tylko opisuje dzieje jednej rodziny, ale ukazuje warsztat badawczy, jakiego jestem gorącym zwolennikiem i jaki miałem okazję praktykować niejednokrotnie razem z autorem we wspólnie prowadzonych badaniach dotyczących innych rodzin.

Oddaję głos samemu autorowi, który w taki sposób prezentuje swoją pracę:
"10 pazdziernika 2009 r. wyszla moja nowa ksiazka:

"Dzieje rodu Borowych z ziemi ciechanowskiej"

wydana sumptem rodziny Borowych.

W mojej własnej ocenie jest to najlepsza praca jaka kiedykolwiek napisalem.
416 stron, liczne ilustracje, tabelki, mapki, drzewa genealogiczne oraz plytka DVD gratis.
Na pewno zaciekawi badaczy i milośnikow historii, genealogii i heraldyki drobnej szlachty mazowieckiej.


W sprawie zakupu książki należy się skontaktować:
Anna Buczyńska Borowy
e-mail: anna.buczynska@averionintl.com
Tel kom: +48 608049933
Tel stac: +48 22 59 444 70

Koszt 85 PLN + przesyłka pocztowa 13 PLN.
Możliwość odbioru osobistego na terenie Warszawy.


Fragment wstępu:

Być może ktoś, komu się zdarzy sięgnąć po niniejszą książkę, widział wcześniej, ba przeglądał, a może nawet i czytał fragmenty mojej poprzedniej pracy „Gniazdo i krze. Rodowody Chodkowskich”. Tamta praca oparta była nie tylko na szczegółowej kwerendzie archiwalnej, ale również wymagała ode mnie przebieżenia długiego dystansu od komina do komina na obszarze kilku północnomazowieckich powiatów, czyli do wysłuchania relacji żyjących współcześnie Chodkowskich. Dzięki temu praca tamta nabrała nie tylko kolorytu, ale i dość dokładnie ukazała współczesne pokolenia Chodkowskich.
Mając takie doświadczenie zdałem sobie sprawę, że podróże kształcą, wiele wnoszą, ale są niestety przy tym czasochłonne i na wątrobę szkodliwe (co jest oczywiste dla każdego, kto zna gościnność drobnej szlachty północnego Mazowsza).
Praca poświęcona Borowym wolna była od takowej peregrynacji. Bieżących informacji udzieliło mi kilkanaście osób – członków tegoż rodu, w oparciu o posiadaną wiedzę (tradycję) oraz garść dokumentów, które były niezwykle pomocne w toku dalszej kwerendy – ściśle archiwalnej. Siłą więc rzeczy w pracy tej brak informacji o szeregu współczesnych Borowych, których przodkowie wywodzą swe korzenie ze wsi Borowe-Chrzczanowo. Z mojego punktu widzenia nie stanowi to większego problemu, gdyż moje zainteresowanie badawcze skupiało się głównie na odpowiedzeniu sobie na pytanie, czy jest możliwe, aby wszyscy drobnoszlacheccy Borowi pochodzili od jednego wspólnego przodka (co zupełnie nie miało miejsca w przypadku Chodkowskich).
Na tak zadane pytanie, informacje o współczesnych nic by nie wniosły. Tym bardziej, że przejrzałem metryki dotyczące parafii zamieszkałych przez Borowych najczęściej aż po 1905 rok. Co więcej, metryki te posiadają cenne dopiski na marginesach o dalszych losach chrzczonych osób – o ich ślubach i zgonach. Aczkolwiek słyszę uszami mej wyobraźni ten lament, jaki powstanie za lat sto czy dwieście, dlaczego mój przodek nie skontaktował się z Pszczółkowskim, gdy ten skrobał swe dzieło o Borowych? Przecież dokumenty wytworzone w urzędach w XX wieku zostały spisane na kwaśnym papierze, który uległ samodegradacji po kilkudziesięciu latach! Jak my to teraz wszystko powiążemy? To już jednak nie mój problem.
Owa garstka Borowych, która udzieliła mi informacji, wywodziła się z dwóch różnych regionów Polski – północnego Mazowsza i ziemi łęczyckiej. Analiza archiwalnych dokumentów potwierdziła, że owszem w tych oto regionach istniały i istnieją, w chwili gdy piszę te słowa, rodziny szlacheckie o nazwisku Borowy. Ci z północnego Mazowsza byli ubogą szlachtą, zaliczaną do kategorii „dziedziców części”, zaś ci z łęczyckiej ziemi – nieco zamożniejsi, choć nieposesjonaci, zajmowali się zarządzaniem folwarków oraz leśnictwem.
Zazwyczaj wspólnym mianownikiem w tradycjach poszczególnych rodzin noszących to samo nazwisko są wybitni ludzie w rodzie – tzw. słupy milowe. Często rozstrzygnięcie faktu pokrewieństwa lub jego braku pomiędzy konkretnymi osobami a takim to oto słupem milowym, przynosi odpowiedź na ile dana tradycja opiera się na rzetelnym przekazie, a na ile jest bzdurą li tylko z palca wyssaną. W przypadku Borowych takimi słupami milowymi są pułkownik Konstanty Borowy, major Ryszard Borowy „Żelazny” i profesor Wacław Borowy. Aczkolwiek najważniejsze znaczenie odegrał, co może i dziwne, nie ten co walczył szablą i wiódł skromny żywot na emigracji, nie ten co walczył z karabinem i był katowany w ubeckim więzieniu, lecz ten co szermował piórem – rachityczny profesor od literatury. Funkcjonował on bowiem w świadomości jakiegoś-tam pokrewieństwa tak u części Borowych północnomazowieckich, jak i u wszystkich Borowych łęczyckich.
Wnikliwa lektura zachowanej w Bibliotece Narodowej spuścizny po profesorze Borowym, potwierdziła jego kontakty rodzinne tak z krewnymi p. Jacka Borowego (poprzez księdza Henryka Borowego), jak i z krewnymi p. Krystyny z Borowych Szynkier (poprzez dr Jankiewicza).
Dzięki paru dokumentom, a zwłaszcza kopii listu z 1851 roku przekazanego przez p. Krystynę, nie tylko zostały potwierdzone kontakty i pokrewieństwo między Borowymi północnomazowieckimi i łęczyckimi (co dowiodły potem i metrykalia), ale również znajdowała się tam cenna wskazówka dotycząca kujawskich Borowych (w post scriptum!), o dalszych losach których dowiedzieliśmy się z materiałów zebranych przez p. Dorotę z Borowych Zalewską.
Było rzeczą raczej jasną i oczywistą, że herbem owych Borowych jest Zaremba - co tak naprawdę wiemy dziś tylko i wyłącznie dzięki mozolnej pracy zespołu kierowanego przez sędziego Adama Bonieckiego, a wykonanej na przełomie XIX i XX wieku (dokument źródłowy z którego sporządzono wypis spłonął w 1944 roku). I zapewne dlatego większość współczesnych Borowych o rodowodzie szlacheckim ma dziś świadomość herbu Zaremba. A źródłem tej świadomości jest właśnie herbarz Bonieckiego. Choć czasem sami Borowi nie mają świadomości, jakie jest faktyczne źródło tejże ich dzisiejszej heraldycznej świadomości.
Zgoła inna tradycja heraldyczna pojawiła się tylko w przekazach p. Jacka Borowego, właściwie reprezentowanego przez swą żonę - p. Irenę Kotowicz-Borowy. Ona to bowiem promowała herb Abdank, który jest ewidentnym produktem czasów masowych legitymacji w Heroldii Królestwa Polskiego. Tym bardziej zresztą przekonuje o tym wspomniany wyżej list z 1851 r., gdy nie było jeszcze pracy Bonieckiego, a pierwsza próba legitymacji została odrzucona przez Heroldię. Wówczas to zarówno Borowi północnomazowieccy jak i łęczyccy swego herbu byli kompletnie nieświadomi (przez zapomnienie) i nerwowo poszukiwali go w „Herbowni”, a tam znaleźć nie potrafili.
I niech nie będzie w tej dyskusji argumentem, że koncepcja herbu Abdank została niegdyś poparta przez pracowników naukowych Seminarium Duchownego w Płocku, co jest wspomniane w dołączonym do ksiązki filmie na płycie CD. Trzeba to bowiem uznać za drobny błąd, w żaden sposób niczyjego autorytetu nie naruszający. Zresztą tylko sam papież jest nieomylny, i to w kwestiach jedynie teologicznych i moralnych. Cóż przy tym błaha przyziemna kwestia drobnoszlacheckiej – mętnej i pogmatwanej – heraldyki.
Trzeba jeszcze na koniec wiedzieć, że w trakcie pisania tej pracy zdarzało mi się natrafiać na rozmaite przeszkody w dotarciu do pewnych dokumentów. Należało zatem szukać dróg okrężnych. Dzięki uprzejmości szeregu życzliwych i uczynnych osób, na które zawsze przy pisaniu tej pracy liczyć mogłem i które mam we wdzięcznej pamięci, zdobyłem informacje, jakie się znajdowały w tychże dokumentach. I dzięki nim byłem w stanie szczęśliwie dokończyć tą pracę. Bo szczęściem moim okazał się fakt, że zachowało się tyle dokumentów, dotyczących rodu Borowych z ostatnich 600 lat, że bez uciekania się do ustnych tradycji czy jakichkolwiek hipotez nader chwiejnych i wątpliwych, a w oparciu o rzetelne akta, mogłem historię tego rodu odtworzyć początków XV wieku i pokazać pełny ciąg dwudziestu kilku pokoleń. W pełni udokumentowany, a w sumie dotyczący ubogiego rodu drobnej szlachty, o którym pewnie mało kto słyszał. A którego wielowiekowa historia dotąd funkcjonowała w postaci kilku linijek u Bonieckiego i Uruskiego...
To com napisał, znajduje swe źródło w faktach i moim sumieniu. Do nikogo urazy nie chowam. Więc niechże i nikt za to co tu wyżej zostało napisane urazy do mnie nie trzyma. To rzekłszy, do lektury zachęcam."
Życzę pożytecznej lektury
Waldemar Fronczak
Awatar użytkownika
Fronczak_Waldemar

Członek PTG
Posty: 676
Rejestracja: śr 28 cze 2006, 23:44
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Fronczak_Waldemar »

Ponieważ informacja o tej cennej pozycji spadła szybko w czeluście forum, a książka jest naprawdę godna najwyższej rekomendacji, przeto pozwalam sobie, podnieść temat w górę, licząc, ze łatwiej będzie zainteresowanym badaczom z Mazowsza do niej dotrzeć.

Z całym przekonaniem twierdzę, że pozycja ta wyznacza nowe standardy w monograficznych opracowaniach rodzin. Powinna być pomocna dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad tym, jak zaprezentować wyniki swoich badań, jakie informacje podać i w jakiej formie, aby były czytelne, przejrzyste, a jednocześnie odpowiadały kanonom naukowym.

To książka zarówno dla wymagających historyków-genealogów, jak i amatorów o nieco większych ambicjach. Skorzystać z niej może także początkujący poszukiwacz, bowiem w sposób jasny przedstawia w jaki sposób gromadzić dane, jak je prezentować i opisywać.
Tym zaś, którzy nie są zainteresowani jej treścią, polecam zapoznanie się chociaż ze wstępem, pióra autora, który zamieściłem powyżej.
Już lektura samego wprowadzenia daje sporo cennych wskazówek dotyczących metodyki pracy z materiałem genealogicznym.

Chciałbym też rozwiać wszelkie wątpliwości, że moja rekomendacja nie wynika z faktu zażyłości z autorem i wspólnych prac badawczych, a z obiektywnej oceny książki, którą to uważam za najlepszą w dorobku Adama.

Już na zakończenie najświeższa informacja: pierwszy nakład uległ już wyczerpaniu i w tej chwili trwa dodruk, więc chętni muszą uzbroić się w cierpliwość.

Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak
Awatar użytkownika
Kornelia_Major

Członek PTG
Mistrz
Posty: 474
Rejestracja: wt 10 kwie 2007, 22:17
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Kornelia_Major »

Podbijam temat,bo książkę wraz z płytą już mam.

Potwierdzam to co wyżej Waldek napisał, a dodam jeszcze ,że format i druk sprawia,że czyta się bardzo dobrze.

zacytuję co autor napisał kończąc wstęp :

"To com napisał , znajduje swe żródło w faktach i moim sumieniu .
Do nikogo urazy nie chowam . Więc niechże i nikt za to co tu wyżej zostało napisane urazy do mnie nie trzyma. To rzekłszy , do lektury zachęcam "

pozdrawiam ,Kornelia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Szlachta, herbarze”