Witam
Naprawdę mocno się dziwię, gdy czytam baśnie o przegranym w karty całym majątku. Prawdopodobnie osoby które w to wierzą nigdy nie miały do czynienia z dawnymi graczami w karty. Nie grało się w pokera w tzw. towarzystwie, ale w brydża, preferansa lub wista
https://pl.wikipedia.org/wiki/Preferans
Znam te sytuacje z doświadczenia rodzinnego ponieważ mój Tata uwielbiał gry w karty i polowania, a w karty grywał z aptekarzem, młynarzem i księdzem. Jako dziecko czasem mu towarzyszyłam, bo matka chciała by wracał wcześniej do domu, a nie np. po 3 dniach.
Zapewniam, że ksiądz nie przegrał plebanii, a raczej ją wybudował, młynarza i aptekarza jako prywatne inicjatywy wykończyły władze PRL przejmując ich majątek jako państwowy, a nie gry w karty.
Zaznaczę jeszcze jedną bardzo zasadniczą różnicę między dawnym mężczyzną, a współczesnym. Dawniej pan domu to była osoba odpowiedzialna za jego dobro, utrzymująca całą rodzinę ( kobiety z "towarzystwa" nigdy nie pracowały), był mężczyzną honorowym i raczej strzelił by sobie w łeb niż naraził wszystkich na biedę i poniewierkę.
Naprawdę zaszły kolosalne zmiany obyczajowe od XIX wieku i nie przykładajmy współczesnej miary do dawnych lat.
Oczywiście byli zawsze ludzie obarczeni wszelkimi nałogami, ale to były nieliczne wyjątki i z całą pewnością nie na taką skalę jak obecnie.
Niepowodzenia w interesach, rolnictwie i innych zawodach były zawsze i są współcześnie i to jest główna przyczyna zubożenia, a ta nieszczęsna gra w karty to zwykle tylko legenda rodzinna.
Dodam jako ciekawostkę, że jako 10 letnia dziewczynka nauczyłam się grać w preferansa, bo Tata grał ze mną i Mamą gdy już nie mógł wybierać się na karty towarzysko. Brydża także mnie nauczył i choć lubiłam grać w karty od dziecka, to majątku także nie przegrałam, a wykończyły mnie finansowo kredyty na mieszkanie i choroby.
Radzę zatem byście mocno weryfikowali takie legendy rodzinne.
Pozdrawiam