Brak akt zgonu w parafii

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

janwer
Posty: 7
Rejestracja: pn 10 sie 2015, 18:23

Brak akt zgonu w parafii

Post autor: janwer »

Nie mogę znaleźć akt zgonu brata mojego dziadka -został zabity w 1942 r. w sąsiedniej wsi przez miejscowego. Przeszukałem wszystkie akta z tego okresu i nie ma żadnego wpisu w księgach parafialnych. Pogrzeb na pewno odbył się na cmentarzu pod parkanem według świadków. Dowiedziałem się że na Podlasiu pogrzeby osób których zgony nastąpiły z powodów samobójstwa , morderstwa i innych nagłych zgonów odbywały się bez udziału księdza. Trumny na cmentarz przenoszono przez ogrodzenia a pochówek odbywał się na końcu cmentarza pod parkanem lub innym ogrodzeniem. Po prostu osoby takie były niegodne normalnego pochówku . Mam pytanie, czy taki zwyczaj był w innych regionach Polski. Następne pytanie, czy takich pogrzebów nie wpisywano do ksiąg. A może prowadzono inną księgę .Ksiądz jako urzędnik prowadzący księgi miał chyba obowiązek spisywać wszystkie zgony.
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

raczej wątpie w przyczyny, które podajesz
nie zwyczaj, a przepisy regulowały
pochówek/pogrzeb a sporządzenie ASC to dwie różne sprawy
rozważyłbym m.in
wyznanie
czy miejsce zgonu to ten sam usc, sąsiednia wieś to może być inna parafia, nawet jeśli rz-kat
i klasyka: jest ale nie znalazłeś bo źle (np nie w tym co powinieneś) szukałeś... na to wskazywałoby to, że odwiedziłeś parafię nie usc
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
danisha

Nieaktywny
Tytan
Posty: 1136
Rejestracja: wt 01 maja 2007, 21:32

Post autor: danisha »

Piszesz, że przeszukałeś wszystkie akta z tego okresu.Czy możesz dokładnie napisać które lata?
Z własnych obserwacji mogę dodać, że różnie bywało ze zgłaszaniem zgonów w tym czasie .
Co innego, gdy ktoś umarł w szpitalu,ze starości, czy choroby w domu.Wtedy odprawiano normalny pogrzeb.
Inna sprawa, gdy ginął partyzant w czasie jakiejś potyczki z Niemcami lub w czasie starć między różnymi organizacjami partyzanckimi, albo w czasie porachunków różnych grup bandyckich, podających się za partyzantów.
Wtedy starano się ukryć ten fakt.Aby uniknąć dochodzenia przez Niemców,którzy za to mogli zastrzelić rodzinę, a nawet mieszkańców danej miejscowości.
Często ksiądz, po kryjomu, odprawił krótką uroczystość, lub i nie, a akt zgonu dużo później wpisał do księgi.Nie raz jako osobę nieznaną.
Dużo później, to mogło być nawet parę lat.
Sporo zgonów zgłaszano po wojnie.
Zdarzało się i to nie raz, że zmarłego w 1939 roku zgłoszono w 1947.
Mógł być zgłoszony w którejś z sąsiednich parafii.
Miałam taki akt, że partyzant ? lub ktoś tego rodzaju, wysiedlony z Kraju Warty, zam w parafii w woj.świętokrzyskim,zginął lub zmarł w parafii nadwiślańskiej, ale w woj.lubelskim a zgon wypisano w w parafii świętokrzyskiej ale sąsiedniej do jego miejsca zamieszkania.
Trafiłby ktoś?Mnie się udało, bo akurat wszystkie te parafie indeksowałam i znam je , bo w tej okolicy mieszkam.
Dlatego nie poddawaj się i szukaj dalej.
Dana
Jakub_Rokita

Sympatyk
Ekspert
Posty: 183
Rejestracja: wt 18 gru 2012, 16:16
Kontakt:

Post autor: Jakub_Rokita »

danisha pisze: Zdarzało się i to nie raz, że zmarłego w 1939 roku zgłoszono w 1947.
Ja spotkałem sytuacje, gdzie zgon zmarłego w 1944 roku spisano dopiero w 1956(!) roku...
Pozdrawiam - Jakub Rokita
Awatar użytkownika
wróblewskistanisław

Sympatyk
Posty: 29
Rejestracja: ndz 08 lip 2012, 15:49

Post autor: wróblewskistanisław »

Niestety, ale księża też , niekiedy, nie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Moja babcia umarła w 1957 r. i nie została wpisana w księgach parafialnych.Przeszukałem 3 parafie , i nigdzie żadnego śladu. W urzędzie gminy znaleziono akt zgonu w ciągu 5 minut.
Kiedy wróciłem do właściwej parafii, to ksiądz skierował mnie do grabarza, który wszystko miał zapisane w swoim, jak twierdzi, prywatnym notesiku. Natomiast nie ma wpisu urodzenia pradziadka, który urodził się w 1836 r. w Kwiatkowicach. Przeglądałem osobiście księgę parafialną, pytałem w A.P. w Łodzi - nigdzie nie ma śladu.Chociaż są wszystkie strony z 10 lat wstecz i do przodu.
AdamKrawczyk

Sympatyk
Posty: 109
Rejestracja: ndz 06 lut 2011, 13:21

Post autor: AdamKrawczyk »

Witam.

Ja , w tym wypadku szukałbym aktu znania dla twojego pradziadka , w tym roku i w tej parafii w której brał ślub.
Pozdrawia Adam K.
jamiolkowski_jerzy

Sympatyk
Adept
Posty: 3178
Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24

Post autor: jamiolkowski_jerzy »

Do janawer. Pytam z ciekawości Gdzie konkretnie (jaka parafia) na Podlasiu miałby być ten pogrzeb zabitego?. O ile w przypadku samobójców czy zabójców wtedy było zrozumiałe że w pochówku brakło księdza i stosowano takie restrykcyjne obyczaje to w przypadku zabitego? niby czemu?
A sprawa akt zgonów w okresie wojny i w latach po wojnie z wielu powodów bywa skomplikowana nie tylko dlatego że niejednokrotnie z uwagi na bezpieczeństwo innych osób (głównie rodziny) lepiej było takiego zgonu nie spisywać . Ale często tak bywało że miejscowość była w innej parafii a USC w innej. Na dodatek (choćby na Podlasiu) cywilne instytucje po wojnie były traktowane jako zbędne jeśli nie wrogie.
Przykład rodzinny - wiedziałem że siostra mojego dziadka zmarła tuz po wojnie. Roszki Lęśne należa do USC w Sokolach a do parafii Płonka Koscielna. Było to w początkach mojej genealogicznej praktyki. Stąd w najpierw w USC szukałem aktu jej zgonu. Długo bezskutecznie. Szczęsliwie w trakcie nabierania doświadczenia pozyskałem przyjazny stosunek proboszcza parafii w Płonce Kościelnej do mojej genealogicznej pasji. Nie zasłaniał się ustawa o ochronie danych. I tam bez trudu znalazłem akt zgonu Wiktorii. Było to 22 grudnia 1944.
Z czasem znalazłem także akt zgonu i w USC w Sokołach. Ten zgon został spisany w …1958 roku. Dopiero wtedy syn zgłosił w urzędzie ten zgon. Pewnie do tego zmusiło go zycie - widać musiał mieć do jakiejś urzędowej, może majątkowej może notarialnej sprawy ten cywilny akt zgonu . Gdyby nie to w cywilnych księgach Wiktoria byłaby wiecznie żywa.
Podpisuje się pod rada poprzedników szukać trzeba wszędzie. I do skutku
janwer
Posty: 7
Rejestracja: pn 10 sie 2015, 18:23

Post autor: janwer »

To jest Diecezja Łomżyńska, Dekanat Szczuczyn. Rzeczywiście że z spisywaniem akt to było różnie . W 1939r wujek dostał się do niewoli ciocia była w ciąży na początku 1940 r urodziło się dziecko . Ksiądz sporządza akt urodzenia i pisze że fakt narodzin zgłosił ojciec dziecka. Dziecko po pół roku zmarło ksiądz pisze że zgon zgłosił ojciec dziecka. Z niewoli szczęśliwie wrócił w 1945 r. Drugi przykład Brat mojej mamy zmarł mając 8 miesięcy ksiądz pisze w akcie zgonu że zmarł mając dwa miesiące. Pogrzeb brata dziadka odbył się na pewno na tym cmentarzu w księgach parafialnych nic nie ma, również w przyległej parafii. Żyją jeszcze niektórzy co to potwierdzają. USC korzysta z ksiąg kościelnych które musiał im oddać kościół te z lat 1935 -1945.
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

wróblewskistanisław pisze:Niestety, ale księża też , niekiedy, nie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Moja babcia umarła w 1957 r. i nie została wpisana w księgach parafialnych.Przeszukałem 3 parafie , i nigdzie żadnego śladu. W urzędzie gminy znaleziono akt zgonu w ciągu 5 minut.
Kiedy wróciłem do właściwej parafii, to ksiądz skierował mnie do grabarza, który wszystko miał zapisane w swoim, jak twierdzi, prywatnym notesiku. Natomiast nie ma wpisu urodzenia pradziadka, który urodził się w 1836 r. w Kwiatkowicach. Przeglądałem osobiście księgę parafialną, pytałem w A.P. w Łodzi - nigdzie nie ma śladu.Chociaż są wszystkie strony z 10 lat wstecz i do przodu.
może dlatego, że to urząd stanu cywilnego miał obowiązek sporządzić akt zgonu, a "parafia" aktów zgonu od 1946 roku nie wystawiała i nie wystawia do dnia dzisiejszego?
tak samo meczet, cerkiew, bożnica
halo!
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
jamiolkowski_jerzy

Sympatyk
Adept
Posty: 3178
Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24

Post autor: jamiolkowski_jerzy »

W uzupełnieniu mojego poprzedniego wpisu - akt tego zgonu powinien być wpisany w księgi parafialne. Obyczajowo kulturowe powody bym wykluczył.
Powodem jego braku mógł być zwykły bałagan, przeoczenie (być może zachowała się cmentarna księga pochówków i tam jest wpisany). Ale powód braku wpisu mógł być celowy. To był czas okupacji. Rozpoznanie samych okoliczności tego zabójstwa może być ciekawsze niż sam akt którego nie ma. Warto pytać nie tylko o sam pochówek i akt ale jak i czemu do śmierci doszło.
janwer
Posty: 7
Rejestracja: pn 10 sie 2015, 18:23

Post autor: janwer »

Fakt zabójstwa jest znany - z zemsty za nie przewiezienie przez rzekę łódką ,czegoś tam. Samo zabójstwo to pchnięcie bagnetem w plecy osoby siedzącej na oknie w czasie wiejskiej zabawy. Sprawca będąc na zewnątrz doskoczył pchnął bagnetem i uciekł , kilka tygodni później zginął z rąk niemieckich. Fakty znane ,wygląda na to ze pochówek nie udokumentowany z nie wiadomych powodów.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”