Jak powstawały metryki?

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Arkadiusz_16

Sympatyk
Posty: 173
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 12:45

Jak powstawały metryki?

Post autor: Arkadiusz_16 »

Witam,
chciałbym zapytać jak kiedyś powstawały metryki? Zauważyłem, że ciało przeważnie przynosili mężczyźni. Czy najpierw był pogrzeb a później ksiądz zapraszał żałobników do kancelarii i spisywał akt?
Czy wiek w metrykach był jakoś sprawdzany, czy co powiedzieli to zostało zapisane?
Mam metrykę chrztu i metrykę zgonu prapradziadka. W metryce zgonu nie zgadza się imię matki prapradziadka, ale przynieśli go sąsiedzi - nawet nie rodzina. Czy mogli po prostu nie pamiętać jak miała na imię jego matka? Czy przy zgonie ksiądz sprawdzał metrykę chrztu? Choć w tym przypadku było to raczej niemożliwe, bo to inna parafia.
W którym roku wprowadzono dowody osobiste?
przemko20161

Sympatyk
Posty: 650
Rejestracja: wt 21 lip 2015, 17:55

Jak powstawały metryki?

Post autor: przemko20161 »

Witaj
Metryki były sporządzane już w średniowieczu ale były to metryki osób zamożnych lub rodziny królewskiej i szlacheckiej z wyższego stanu
Natomiast metryki dla chłopstwaa wprowadzome były w wieku XVI
A o jakich latach mówisz i jakie wyznanie

Przemek
Arkadiusz_16

Sympatyk
Posty: 173
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 12:45

Jak powstawały metryki?

Post autor: Arkadiusz_16 »

Lata 1800-1900, kościół rzymsko-katolicki
Arkadiusz Przybylski
Sofeicz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 369
Rejestracja: śr 18 sty 2012, 13:59

Jak powstawały metryki?

Post autor: Sofeicz »

Arkadiuszu - weź poprawkę na realia ówczesnej, niepiśmiennej wsi.
Polecam ci "Pamiętniki włościanina" Jana Słomki, nieocenione źródło wiedzy o ówczesnej wsi.
Tak pisze.
"Niejeden znany był więcej pod swojem przezwiskiem, niż pod nazwiskiem, albo nawet tylko pod przezwiskiem. Na przykład Łuczaka nazywali powszechnie tylko Pończochą, Wójcikowskiego Drabem, Mortkę Karolikiem i t. d. i oni sami podawali przezwiska zamiast nazwisk przy spisywaniu aktów urzędowych i w innych okolicznościach. Niektórzy nie znali nawet swoich właściwych nazwisk i naturalnie o przezwiska nigdy się nie obrażali."
Całość
http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka.html

TS
Arkadiusz_16

Sympatyk
Posty: 173
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 12:45

Jak powstawały metryki?

Post autor: Arkadiusz_16 »

A czy wiadomo jak to wyglądało technicznie w tych latach? Metryki sporządzano przed, czy po nabożeństwie? Czy na pogrzeb trzeba się było "umówić", czy po prostu szli na wieczorną lub poranną mszę z ciałem i prosili księdza, by pochował?
Arkadiusz Przybylski
Awatar użytkownika
Krzysztof_Wasyluk

Sympatyk
Posty: 766
Rejestracja: śr 02 kwie 2008, 22:51

Jak powstawały metryki?

Post autor: Krzysztof_Wasyluk »

Widziełeś gdzieś, żeby ktoś z ciałem paradował?

Krzysztof
Krzysztof Wasyluk
Awatar użytkownika
Virg@

Sympatyk
Posty: 800
Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29
Otrzymał podziękowania: 3 times

Jak powstawały metryki?

Post autor: Virg@ »

Arkadiusz napisał / pisze: W którym roku wprowadzono dowody osobiste?
Arkadiuszu,

dokumenty potwierdzające tożsamość pojawiły się w powszechnym użyciu dopiero na początku XX wieku.
Zobacz artykuł: Anna Baczyńska – Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych,
Historia dowodu osobistego w Polsce
- opisujący jak przeobrażał się ten dokument. Opis poparty jest wieloma ilustracjami.
Znajdziesz tam nawet przykład dowodu tożsamości konia wydany 31 października 1941 roku – a właściwie klaczy Bajka urodzonej w 1932 roku!

Łączę pozdrowienia –
Lidia
szycwieslaw

Sympatyk
Posty: 48
Rejestracja: śr 12 maja 2010, 20:19

Post autor: szycwieslaw »

Były też i w wieku XIX, poniżej przykład:

http://www.jezuicka13.pl/obywatelu-dokumenty-prosze-1/

Pozdrawiam,
Wiesław
Sofeicz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 369
Rejestracja: śr 18 sty 2012, 13:59

Re: Jak powstawały metryki?

Post autor: Sofeicz »

Krzysztof_Wasyluk pisze:Widziełeś gdzieś, żeby ktoś z ciałem paradował?

Krzysztof
To jeszcze raz ze Słomki
Umierali bez trwogi i z nadzwyczajnym spokojem. Gospodarz na przykład, gdy się czuł bliski śmierci, wołał żonę, dzieci, sługi, krewnych i sąsiadów, powiadał, że wnet umrze, żegnał się z nimi, przepraszał, jeżeli co komu zawinił, i prosił sąsiadów i kumów, żeby żonie pomogli wywieźć go na cmentarz. Słowem, wybierał się na tamten świat z takim spokojem, jakby niedługo z tej drogi miał powrócić. Dziś wielu z większym żalem i trwogą wyjeżdżą do Ameryki lub Prus.
Toteż mówił mi raz, zmarły przedwcześnie, a bardzo zdolny i ceniony lekarz śp. Orzechowski, że skon u włościan przedstawia widok bardzo pouczający i utwierdza go w przekonaniu, że inteligencja, niosąca na wieś oświatę, sama od włościan wiele się może nauczyć mądrości życiowej.
Gdy spostrzegli, że chory jest konający, przynosili snop prostej słomy, rozścielali w izbie pod środkowym belkiem i składali na niej chorego. Na słomie było tylko prześcieradło czyli lniana lub konopna płachta, poduszki zaś i wszystko, coby było z piór, było usunięte, żeby chory miał lekkie skonanie, bo na pierzu, według ówczesnego mniemania, mógłby mieć ciężkie.
Ubiór zmarłych był, podobnie jak za życia, cały najczęściej z domowego, konopnego płótna, a składał się z koszuli, gaci, czyli spodni i czapki. Trumnę zbijali z desek sosnowych, które nieraz gospodarz przez długie lata przechowywał, a szczególniej, gdy deski były smolne, to już je na trumnę chowali, bo mówili, że takie w ziemi prędko nie spróchnieją. — Trumna była prosta, biała, czasem malowana sadzami, —na każdej trumnie naznaczony krzyż.
Ciało złożone w trumnie stało do trzeciego dnia w izbie, sieni lub drewutni. Jeżeli umarł bogatszy gospodarz lub gospodyni, to ciało trzymane było w izbie, a najęty dziad siedział przy zmarłym przez dzień i noc, świecąc lampkę lub świece. Z domu wynosili się zwyczajnie wszyscy domownicy do sąsiadów i tam pozostawali aż do dnia pogrzebu.
***
Na pogrzeb spraszały dzieci lub sługi albo sam gospodarz względnie gospodyni po całej wsi dom w dom, a nawet i z sąsiednich wsi krewnych, kumów i znajomych. Dzieci i wogóle młodsi, prosząc na pogrzeb, chwytali nisko za nogi, — kogoby zaś pominięto, to był tem obrażony i rzadko się wydarzyło, żeby na pogrzeb przyszedł.
Wyprowadzenie zwłok odbywało się zaraz z rana. Każdego, kto przyszedł, częstowali kieliszkiem wódki i mało kto wypicia odmówił, a kto lubił wódkę, to wypił więcej. Przed wyruszeniem pogrzebu jeden z gospodarzy, mający lepszy dar mowy, wypowiadał w krótkich i gorliwych słowach tak zwaną egzortę, która słuchaczów wzruszała zwyczajnie do głośnego płaczu. Po pokropieniu trumny wodą święconą ruszał orszak żałobny do kościoła parajialnego, a po odprawieniu zamówionej ceremonji, jak mszy świętej, szedł stamtąd na cmentarz, na miejsce wiecznego spoczynku. Trumnę wieźli na wozie w gnojnicach czyli »leterkach«, w zimie zaś na saniach.
Po pogrzebie najbliższy krewny zmarłego zatrzymywał się gdzieś na drodze i spraszał wszystkich uczestników do domu lub do karczmy na poczęsne, na tak zwaną konselację. Trwała ona czasem do wieczora i wiele na nią wydawali, zwłaszcza u mieszczan, — było tam wiele płaczu, żalu, niemało perswazji i pocieszania, n. p. pozostałej wdowy lub wdowca, a że wódka każdą uroczystość musiała zbrukać, więc i na tej żałobie nieraz dobrze sobie podpili i nawet pobili się.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”