Według raportu NDAP w ubiegłym roku w archiwach państwowych najwięcej jednostek, bo blisko 350 tys. (czyli prawie 45%), udostępniono w celach genealogicznych (w rzeczywistości ta liczba była prawdopodobnie znacznie wyższa, bowiem wiele kwerend genealogicznych zaliczanych jest do kategorii badań naukowych). Stanowi to wzrost o blisko jedną czwartą w stosunku do poprzedniego roku i wzrost o ponad połowę w stosunku do roku 2006. Raport podsumowuje: „wśród genealogów przeważało zainteresowanie aktami parafii i urzędów stanu cywilnego”.
I co z tego wynika?
Jednym z głównych zadań NAC jest digitalizacja i udostępnianie on-line zasobu archiwów państwowych. Jest to również jednym z głównych celów, dla których z pewnym opóźnieniem, lecz za to suto nakarmiona środkami finansowymi, przychodzi na świat ZOSIA. W ramach wersji pilotażowej można dzięki niej zapoznać się z kilkudziesięcioma tysiącami skanów dokumentów, wśród których próżno szukać akt metrykalnych i asc...
Realizacja innego ważnego celu, jakim jest integracja zawartości dotychczasowych baz (SEZAM, IZA, ELA, PRADZIAD) (ZOSIA miała zintegrować rodzinę!), również budzi zastrzeżenia. Zresztą budowanie odrębnych baz od początku było wątpliwe, na co zwrócił uwagę również NIK, teraz trzeba ich zawartość z kolei integrować (swoista „droga do integracji przez dezintegrację”), i znowu trzeba za to zapłacić...
Co więcej, na pierwszy rzut oka system nowy, a zawartość stara, to znaczy podobna struktura, podobne pola, podobne wyszukiwanie, i taka właśnie staro-nowa ZOSIA ukazała się światu... Zwracam na to uwagę, bo według mnie dotychczasowe bazy były obciążone jeśli nie błędami w opisie (chociaż i błędy były), to swoistą strukturą, dzięki której dotarcie do poszukiwanych dokumentów często w praktyce pozostawało domeną „wtajemniczonych” – jak ktoś nie wiedział, gdzie się coś znajduje, to się i nie dowiedział!
Cóż, niektórzy mówią „nie dla psa kiełbasa”, tylko czy w całym tym zamieszaniu, które niestety przypomina mi osławiony debiut Polskiej Biblioteki Internetowej, ZOSIA, chociaż o miłej powierzchowności i z bogatego domu, znajdzie miłość przynajmniej jednego prawdziwego amatora genealogii?
Andrzej Nowik
ZOSIA szuka amatora (czyli znowu o NAC)
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
- Nowik_Andrzej

- Posty: 593
- Rejestracja: pt 22 cze 2007, 22:18
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35480
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
ZOSIA szuka amatora (czyli znowu o NAC)
http://www.genealodzy.pl/index.php?name ... highlight=
W skrócie:
jeśli ZOSIA przewiduje zawarcie informacji o bazach "obcych"
jeśli informacje te zawierać miałyby również inwentarze i inne pomoce -tzn podłączaliby to co np my zrobimy w sposób uwzględniający przede wszystkim potrzeby przeciętnego użytkownika -amatora
to byłoby to chyba coś więcej niż odgrzany kotlet
Wymagałoby to włożenia wysiłku w poznanie (doszlifowanie?:) i popularyzacje warsztatu - przez chętnych
Również wymagałoby poznania "czego przeciętny użytkownik potrzebuje" -np "jak forumowicz PTG chciałby, żeby wyglądał inwentarz aby był użyteczny i zrozumiały"
Wydaje się jednak, że napisanie inwentarzy (ze skorowidzami:) do posiadanych baz ASC/metrykaliów, niezależnie od wyników ewentualnej współpracy (tj czy będą one zamieszczone w ZOSI), byłoby wartościowe samo w sobie.
Nawet gdyby ZOSiA była za dwa lata niewiele bardziej żywa niż IZA czy ELA
Czy znajdzie miłość amatora? zobaczymy..może małżeństwo z rozsądku byłoby lepsze niż gorące uczucie? Z intercyzą:)
Pozdrawiam
W skrócie:
jeśli ZOSIA przewiduje zawarcie informacji o bazach "obcych"
jeśli informacje te zawierać miałyby również inwentarze i inne pomoce -tzn podłączaliby to co np my zrobimy w sposób uwzględniający przede wszystkim potrzeby przeciętnego użytkownika -amatora
to byłoby to chyba coś więcej niż odgrzany kotlet
Wymagałoby to włożenia wysiłku w poznanie (doszlifowanie?:) i popularyzacje warsztatu - przez chętnych
Również wymagałoby poznania "czego przeciętny użytkownik potrzebuje" -np "jak forumowicz PTG chciałby, żeby wyglądał inwentarz aby był użyteczny i zrozumiały"
Wydaje się jednak, że napisanie inwentarzy (ze skorowidzami:) do posiadanych baz ASC/metrykaliów, niezależnie od wyników ewentualnej współpracy (tj czy będą one zamieszczone w ZOSI), byłoby wartościowe samo w sobie.
Nawet gdyby ZOSiA była za dwa lata niewiele bardziej żywa niż IZA czy ELA
Czy znajdzie miłość amatora? zobaczymy..może małżeństwo z rozsądku byłoby lepsze niż gorące uczucie? Z intercyzą:)
Pozdrawiam
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
ZOSIA szuka amatora (czyli znowu o NAC)
Zainteresowanych ZOSIĄ zapraszam na forum WTG, gdzie na tem temat wypowiada się przedstawiciel jednego z archiwów, które złożyło swój akces to tego projektu.
http://www.wtg-gniazdo.org/forum/viewto ... f=2&t=1862
http://www.wtg-gniazdo.org/forum/viewto ... f=2&t=1862
Pozdrawiam
Maria Jaś
Maria Jaś
-
Jarek_Orszulak

- Posty: 49
- Rejestracja: pt 04 lip 2008, 22:47
- Lokalizacja: Kraków
No, troszkę Pan pomieszał. W 2008 r. udostępniono fizycznie w pracowniach archiwów 350 tys jednostek aktowych do celów genealogicznych. Skorzystało z tych akt ok. 7,5 tys. genealogów (27% wszystkich użytkowników wobec 37% naukowców), odwiedzając archiwa 33 tys. razy. (wobec 48 tys. odwiedzin naukowców). Cel udostępnienia jest deklarowany przez samych użytkowników.blisko 350 tys. (czyli prawie 45%), udostępniono w celach genealogicznych (w rzeczywistości ta liczba była prawdopodobnie znacznie wyższa, bowiem wiele kwerend genealogicznych zaliczanych jest do kategorii badań naukowych).
Zaś co do kwerend - czyli poszukiwań prowadzonych przez archiwa bez dawania wnioskodawcy akt do łapki! - to w 2008 r. tych genealogicznych było 22%, czyli z grubsza co piąta. Kwerend naukowych było tylko 2%, więc nawet gdyby wszystkie tak naprawdę były genealogicznymi, to i tak nie dałoby nam to liczby "znacznie wyższej". Najwięcej było w 2008 r. kwerend socjalnych (42%).
I co z tego wynika? Ano tyle, że co czwarty korzystający z archiwów własną osobą w 2008 r. to genealog i że taki statystyczny genealog przeglądał dużo dokumentacji na raz, ponadto co piąta kwerenda prowadzona przez archiwa dotyczyła genealogii.
Bo może cała ewidencja archiwów była tworzona z myślą o "wtajemniczonych" czyli historykach? Ale chyba jednak nie do końca. Sam jeden NAC niczego w ewidencjonowaniu nie zmieni, zresztą nie jestem pewien czy powinno się to zmienić - indeksy osobowe i geograficzne, informacje o zespole akt w postaci wstępu do inwentarza, co jeszcze? Użytkownik nim siądzie w pracowni, albo nim kliknie w szukajwarchiwach.pl i tak musi wpierw odrobić lekcje by wiedzieć czego szukać ... No chyba że chodzi o zbudowanie systemu, który po wpisaniu danych użytkownika i kliknięciu, w ćwierć sekundy wyświetli mu drzewko przodków z linkami do wszelkich dokumentów i fotografiiZwracam na to uwagę, bo według mnie dotychczasowe bazy były obciążone jeśli nie błędami w opisie (chociaż i błędy były), to swoistą strukturą, dzięki której dotarcie do poszukiwanych dokumentów często w praktyce pozostawało domeną „wtajemniczonych” – jak ktoś nie wiedział, gdzie się coś znajduje, to się i nie dowiedział!
- t.dzwonkowski

- Posty: 289
- Rejestracja: pt 26 paź 2007, 22:57
Żeby chociaż trochę wyjaśnić problem dostępu do akt w archiwach przytoczę pewną anegdotę. "W 2003 r. przychodzi badacz z tytułem naukowym do archiwum i prosi o udostępnienie dokumentacji technicznej kościoła, który został konsekrowany w 1394 r. i w zasadzie w niewielkim stopniu był przebudowywany przez następne stulecia. Obsługujący pracownię z miłym uśmieszkiem odpowiada, że gdyby ten budowniczy wiedział, że Pan dzisiaj po nią przyjdzie, z pewnością taką dokumentację by wytworzył, a archiwum z jeszcze większą pewnością by ją przechowało". Zapewnie ów naukowiec nie był "wtajemniczony".
Pozdrawiam
Tadeusz Dzwonkowski.
Pozdrawiam
Tadeusz Dzwonkowski.
-
Jarek_Orszulak

- Posty: 49
- Rejestracja: pt 04 lip 2008, 22:47
- Lokalizacja: Kraków
No cóż, każdemu naukowcowi może zdarzyć się głupstwo (jeden bardzo znany profesor od prawa pracy zapomniał swego czasu że nie może zwolnić pracownika na urlopie), choć zdarzają się też "naukowcy" i pracownicy ipeenu przeglądający trzy razy te same akta.
Swoją drogą archiwiści to wredniacy - sam do nich należę, tj. do wrednych archiwistów
, choć tylko z archiwum zakładowego. Co więcej trochę rozumiem tego typu złośliwości, mnie samemu zdarzyło się np. rozmawiać z panią która przyszła szukać córce (!) materiałów do magisterki ... Doświadczenie uczy że w takich wypadkach nieco złośliwe i obcesowe traktowanie bywa baaardzo wychowawcze.
Ale ja nie o tym, nie o tym. Ta anegdota Panie Tadeuszu to świetny przykład. Załóżmy że szukajwarchiwach.pl jest już kompletną bazą zasobu wszystkich polskich archiwów i innych przechowawców materiałów archiwalnych. Załóżmy że cały ten zasób jest zewidencjonowany i zindeksowany wg dotychczasowych archiwalnych zasad. Wpiszemy do wyszukiwarki rodzaj dokumentacji, słowa kluczowe, nazwę miejscowości i nawet daty skrajne. I co? I nic, zero wyników. Wyrazimy więc być może wątpliwość co do kompletności informacji w bazie, dogłębności opisu jednostek archiwalnych, staranności zindeksowania? Żadnych innych informacji żadna baza nam nie da - bo nie po to ta baza jest.
Nie dowiemy się z niej, że XIV-wieczna dokumentacja techniczna nigdy nie istniała i że szukać należy raczej dokumentacji konserwatorskiej w urzędzie ochrony zabytków ... I żadne indeksy, skany i dogłębne opisy tu nie pomogą, to coś co historycy nazywają wiedzą pozaźródłową.
pozdrawiam
Jarek Orszulak
Swoją drogą archiwiści to wredniacy - sam do nich należę, tj. do wrednych archiwistów
Ale ja nie o tym, nie o tym. Ta anegdota Panie Tadeuszu to świetny przykład. Załóżmy że szukajwarchiwach.pl jest już kompletną bazą zasobu wszystkich polskich archiwów i innych przechowawców materiałów archiwalnych. Załóżmy że cały ten zasób jest zewidencjonowany i zindeksowany wg dotychczasowych archiwalnych zasad. Wpiszemy do wyszukiwarki rodzaj dokumentacji, słowa kluczowe, nazwę miejscowości i nawet daty skrajne. I co? I nic, zero wyników. Wyrazimy więc być może wątpliwość co do kompletności informacji w bazie, dogłębności opisu jednostek archiwalnych, staranności zindeksowania? Żadnych innych informacji żadna baza nam nie da - bo nie po to ta baza jest.
Nie dowiemy się z niej, że XIV-wieczna dokumentacja techniczna nigdy nie istniała i że szukać należy raczej dokumentacji konserwatorskiej w urzędzie ochrony zabytków ... I żadne indeksy, skany i dogłębne opisy tu nie pomogą, to coś co historycy nazywają wiedzą pozaźródłową.
pozdrawiam
Jarek Orszulak