"Generalnie zaborcy uzależnili uznanie szlachectwa rodziny od wniesienia dość wysokiej opłaty. I nie zawsze polską zubożałą szlachtę było na to stać. Istniała i inna przyczyna wiele polskich rodzin szlacheckich nie chciało z pobudek patriotycznych wnosić takich opłat dla zaborcy. Woleli być nie szlachtą."
__________________________________________________________________________________________
Panie Janie,
rozumiem, że to wtrącenie, to tak na marginesie tematu o Zamoyskich vel Zamojskich. Przede wszystkim ocena ówczesnych postaw ludzkich (bez rzetelnych badań), poprzez pryzmat obecnej świadomości, może doprowadzić do nadinterpretacji! Ile było w tym snobizmu, ile patriotyzmu, ile nie patriotyzmu, a ile pragmatyzmu, to na razie dywagacje. Lepiej było być patriotą przy zachowaniu przywilejów stanu, niż patriotą zdeklasowanym. Skala możliwości. Chociażby sprawa stosowania kar cielesnych wobec szlachty a nie szlachty, czy różnice w odbywaniu służby wojskowej. Słynna jest anegdota jak to przed II WŚ jeden z przywódców państwa "lustrował" bodajże podlaskie wioski i trafił na zaścianek szlachecki. Dziadzio, głowa rodziny, zaczął pokazywać mu stare dokumenty, co ów dygnitarz skomentował - A, na co dziadku pokazujecie nam te papsierki. A, na to, że nas dzięki temu za cara w dupa nie mogli bić - oświadczył starzec.

Mój 3xpradziad - Antoni Napoleon Kostecki starał się udowodnić dawne szlachectwo, jednak nie sprostał ostrym wymogom formalnym narzuconym ukazem carskim. Jego dwaj przyrodni bracia, wysocy urzędnicy w Królestwie Polskim, zdając sobie sprawę z beznadziejności takiego postępowania - wystąpili o nadanie szlachectwa tzw. "nowego". Kolejni z braci Kosteckich walczyli w powstaniu listopadowym, przy czym jeden otrzymał złoty krzyż VM, a drugi "wyszedł z wojskiem rewolucyjnem za granicę i nie skorzystał z amnestyi" za co skonfiskowano mu majątek pozostawiony po ojcu. Tak też było.
Pozdrawiam
Robert Kostecki