Witam !
Ocenia się, że 1 września 1939 wojsko polskie zmobilizowało około 30% swojej nominalnej siły.
W kampanii wrześniowej brała udział tylko część wojska.
Bzdura ! Bzdura! Bzdura!
Niestety tak się tworzy mity.
Z wikipedii, z przypisów nr 8 i 9
8. Plan mobilizacyjny „W2” Wojska Polskiego przewidywał wystawienie docelowo 1,35 mln żołnierzy, 1 września 1939 udało się jednak osiągnąć poziom 70% mobilizacji, czyli ok. 950 tys. żołnierzy: Encyklopedia II wojny światowej, Wydawnictwo MON, Warszawa 1975, s. 668.
9. „70% planowanych sił lądowych (...) ok. 1 mln żołnierzy”: Nowa Encyklopedia Powszechna PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, tom 4, s. 244.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kampania_ ... te_note-12
Zaznaczam, że są to dane z wikipedii, więc nie są w 100% wiarygodne. A przynajmniej przypis nr 8, który opiera się na PRL-owskim wydawnictwie. Są już nowe opracowania. Nie mam jak tego sprawdzić w tej chwili, ale sądzę, że było to ok. 80%.
Po drugie, 99% jednostek przeznaczonych do mobilizacji (alarmowej i powszechnej) zostało ukompletowanych w 100%, czego nie można powiedzieć o Niemcach, którym z chwilą wybuchu wojny pozostało do mobilizacji wiele jednostek. Ponadto Polacy potrafili sformować wiele jednostek nie przewidzianych w planie mobilizacyjnym, jak np. oddziały SGO "Polesie". W ogóle temat-rzeka.
Po trzecie, wszystkie jednostki zmobilizowane brały udział w walkach z Niemcami czy Rosjanami. Były przypadki, że sformowane, ale improwizowane jednostki były rozformowane po wejściu Rosjan, ale takie przypadki można policzyć na palcach jednej ręki.
Po czwarte, oczywiście wielu żołnierzy-rezerwistów po zgłoszeniu się do koszar nie dostało się do pierwszego rzutu, ale wtedy ich ewakuowano (koleją, ale i pieszo na wschód). Zdarzało się wtedy, że dostali tam broń i walczyli. Zdarzało się również, że nie dostali i wrócili. Ale nikt takich badań chyba nie przeprowadzał, albo ja do nich nie dotarłem.
Off-topic - mój dziadek też był rezerwistą, ale czy walczył - nie wiem. Wiem tylko, że we wrześniu na chrzcie mojej Mamy go nie było. Znalazł się w październiku. Też się nie chwalił, co wtedy robił, albo Babcia wiedziała i zapomniała, jak się zacząłem tym interesować.
Przepraszam, Krysiu, że tak gwałtownie reaguję, ale od wielu lat zajmuję się kampanią wrześniową i nie mogę nie zareagować. Takie stwierdzenia należy natychmiast wypalać "gorącym żelazem", żeby nie przenosiła się zaraza dalej.
