W bazie Mormonów, na familysearch.org istnieje na przykład coś tak wspaniałego jak:
Księgi metrykalne, 1589-1828 Kościół rzymsko-katolicki. Parafja Św. Jana katedra, Lublin (Lublin)
Oczywiście jest tu pewien błąd w tytule, zapewne są to księgi częściowo Parafii Św. Michała (zlikwidowanej) potem przejęte przez katedrę, ale nieważne.
Po kliknięciu na tę pozycję w polu Notes znajduje się informacja: "Mikrofilm zrobiony z rękopisów w Archiwum Państwowym, Lublin."
Według bazy danych PRADZIAD najstarsze księgi w zbiorach Archiwum Państwowego z tej parafii pochodzą z roku 1810 (nr zespołu w Lublinie 1859/0). W bazie PRADZIAD ani w papierowych kartotekach w Lublinie nie znalazłem starszych metryk z tej parafii (jakieśtam stare dokumenty własne parafii są, ale metryk nie widzę).
Z tego co się domyślam ta zacna Biblioteka znajdująca się w USA wypożyczyła te księgi za komuny z Archiwum Państwowego celem sfilmowania, a Archiwum Państwowe twierdzi, że ich nie ma lub się do nich nie przyznaje. Więc co się właściwie stało?
Z tego co zauważyłem dotyczy to wielu parafii na lubelszczyźnie i ksiąg starszych niż 1810-1820. U Mormonów są, w Archiwum Państwowym nie ma.
Jeśli te księgi leżą gdzieś głęboko w archiwach kościelnych i nie należą do Archiwum Państwowego, a tylko Archiwum Państwowe pośredniczyło w ich wypożyczeniu do Stanów, to dlaczego nie dodali ich do własnych zasobów? Przecież to wiele cenniejsze zasoby niż śmiecowe dokumenty wspołczesne ściągane z firm jakąś smieszną ustawą po zaledwie x latach.
Z góry dziękuję za wyjaśnienie tej szokującej dla początkującego genealoga kwestii

