domislaw pisze:Czy potrzebna mi wiedza, że prababcia, będąca ucieleśnieniem wszelkich cnót zdradziła pradziadka? A może jej dziecko podmienili?
Tak potrzebna jest Ci ta wiedza, bo bez niej genealogia nie ma żadnego sensu. Jeśli okaże się, że jakaś z Twoich linii genetycznych została złamana to równie dobrze mogłabyś umieścić w swoim rodowodzie wywód od Katarzyny Wielkiej - tylko jakie ma to wtedy znaczenie?
Nie bardzo rozumiem co piszesz. Nie mogę wywieść rodowodu swego od Katarzyny Wielkiej bo nie ma żadnego dokumentu, który by cos takiego potwierdzał. Nigdzie nie wspomniałam, ze tworzę jakieś fantasmagorie. Linia genetyczna czy genealogiczna? To nie to samo.
To oczywiste, że ciągłość wywodu genealogicznego nie musi iść w parze z ciągłością rodowodu biologicznego, która może zostać przerwana w dowolnym pokoleniu, ale pewności tego nie zdobędziesz nigdy. Żadne badanie genetyczne nie zagwarantuje ci ciągłości genetycznej danej linii rodzinnej od kilkuset powiedzmy lat.
A tak na poważnie to nie wierzę po prostu w to, że badanie DNA wyjaśni mi kwestię geograficzno-narodościowego pochodzenia moich przodków. Dla mnie taka wiara jest naiwnością.
Nie musisz - Twoja sprawa. Ja np. nie wierzę we wszystko co jest napisane w metrykach i słownikach etymologicznych
Oczywiście, że nie muszę i nie bardzo jest sens to komentowąć
Nie wierzysz w metryki, a wierzysz, że na podstawie badania pasm kolorystycznych tęczówki lewego oka uzyskasz informację na temat pochodzenia etniczno-geograficznego twojego praprapradziadka ze strony mamy? Ze strony taty oczko prawe. Spokojnie możesz wierzyć jak chcesz. Jest to równie prawdopodobne i równie nieudokumentowane jak szukanie w moim DNA zapisu nacji moich przodków, bo jakby było trudno załapać to tej jedynie kwestii dotyczyłą moje głębokie wątpliwości.
Ja mam wszystkie linie opracowane na podstawie pewnych dokumentów do początków XVIII
"Pewnych dokumentów" z XVIII - chyba żartujesz? Na prawdę uważasz, że każdy proboszcz (bo zakładam, że piszesz o metrykach) umieszczał tam prawdę i tylko prawdę? Ich babole (świadome - czy nie - tego nie wiem) są bardzo częste i nie rzadko wprowadzają w błąd genealogów wiodąc na manowce. Genetyka pozwala to zrewidować - pytanie tylko czy chcemy znać prawdę czy wolimy żyć w matrixsie?
Nie tylko o metryki chodzi, także o inne dokumenty. Oczywiście, że zdarzały sie błędy, nieścisłości, przejęzyczenia, ale to się weryfikuje przez analizę z innymi źródłami.
Nie bardzo też rozumiem co mi proponujesz w zamian bo chyba na fali dzikiego entuzjazmu dla badań DNA zgubiłeś wątek. Co ma badanie DNA do metryki i zawartych w niej babolach????? Jeżeli ksiądz omyłkowo wpisał w metryce Jakubiński zamiast Jakubowski to DNA mi zweryfikuje to? A jak w jednej metryce przodka jest imię ojca Jan, a wdrugiej Ildefons to mam szukać rozstrzygnięcia w DNA???
Uważasz, że mam odrzucić metryki i inne dokumenty i zbadać sobie DNA i na tym poprzestać bo tam i tylko tam znajdę historię moich rodzin od Adama i Ewy po dzień dzisiejszy? Tak bym chciała. Nie ślęczeć godzinami nad księgami, nie szukać dokumentów, nie zadawać sobie trudu weryfikacji, dać wymaz z jamy ustnej i czekać na gotowe drzewo. Koniecznie z pełnymi imionami, nazwiskami, wszystkimi datami. Jeno, że się chyba jednak tak nie da.
domisław napisał:
Rozmawiając często o badaniach genetycznych spotykam się z obawą, że wyniki pokażą np., że mój pradziadek nie jest faktycznie moim biologicznym przodkiem.[/quote]
Rozumiem, że pradziadzio żyje bo inaczej nie ma możliwości potwierdzenia czy zanegowania waszego pokrewieństwa. Trzeba porównać twoją próbkę DNA z jego próbką. Chyba, że grób zbeszcześciłeś to nie mówmy o tym bo to karalne.