rzemich pisze:Ja prośbę o odnalezienie metryczki prababci wysłałem we wrześniu 2019. Chciałem w ten sposób poznać imiona prapradziadków. W lutym dostałem odpowiedź, że muszę złożyć wniosek zawierający m. in. imiona rodziców osoby objętej kwerendą. Odpuściłem.
Nie trzeba było odpuszczać! Kiedy pierwszy raz dostałam odpowiedź, że pismo musi być własnoręcznie podpisane, że trzeba podać dane rodziców, określić pokrewieństwo z poszukiwanym, że w przypadku zmarłych trzeba podać datę śmierci, a od żyjących mieć zgodę, napisałam maila z kilkoma pytaniami. Chodziło mi o to, że znałam wielu kuzynów mojego dziadka, ale że pradziadek był jednym z dziesięciu braci, nie w przypadku każdego byłam pewna, który był czyim synem, ale miałam daty urodzenia, dane żon, miejsce urodzenia i zamieszkania. W końcu równie dobrze mogłam skopiować wniosek dziewięć razy i do każdego z poszukiwanych kuzynów dodać dane każdego z braci pradziadka wraz z żoną, w końcu w któregoś bym trafiła, ale po co mieliby osiem razy szukać nieistniejącej osoby, żeby za dziewiątym znaleźć taką, gdzie rodzice się zgadzają? Odpowiedzieli, że po prostu dane rodziców są potrzebne do dokładnej identyfikacji osoby i że może się zdarzyć, że bez nich odnalezienie metryczki będzie niemożliwe, ale nie było nic, że bez tego mi nie rozpatrzą wniosku, jeśli pozostałe informacje wystarczą, żeby potwierdzić o jaką osobę chodzi. A dodam, że u mnie to była kwestia bardzo popularnego nazwiska - Wojciechowski. I jak wnioskuję o Jana Wojciechowskiego, to mogą mieć mnóstwo takich metryczek, ale jak będzie się zgadzała żona, data i miejsce urodzenia oraz zamieszkania, to raczej będą mogli uznać, że to "ten". Jak nazwisko mniej pospolite, to może nawet bez dokładnej daty urodzenia a np. po roku urodzenia znajdą, w przypadku kobiet jest jeszcze nazwisko panieńskie pozwalające zweryfikować czy to ta, czy nie ta
