Rodzinne déjà vu – międzypokoleniowe spot

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

jamiolkowski_jerzy

Sympatyk
Adept
Posty: 3178
Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
Otrzymał podziękowania: 1 time

Rodzinne déjà vu – międzypokoleniowe spot

Post autor: jamiolkowski_jerzy »

Miałem to szczęście , że genealogia moich rodziców pod pewnym względem jest banalnie prosta. Przodkowie zarówno ojca, jak i matki wszystkimi pokoleniami trzymali się rodzinnych gniazd. Moi Jamiołkowscy od rozpoznanych dokumentami początków tj. XV wieku do początków XIX wieku siedzieli w Jamiołkach, w parafii Sokoły . Dopiero 3X pradziad Stanisław zakłócił ten trend ,opuścił rodowe gniazdo ale osiadł niedaleko, kilka kilometrów obok w sąsiedniej parafii Płonka Kościelna.
Z kolei przodkowie matki Andrukowie vel Mogilewscy (tak ich w różnych czasach pisano) od początku, w rozpoznanych dokumentach tj. od połowy XVII wieku trzymali się jednej parafii Juchnowca Kościelnego. Są co prawda pewne przesłanki, że trafili tu spod Dolistowa ale tej hipotezy nie da się potwierdzić dokumentami.
Natomiast ciekawe i zaskakujące były koleje losów przodków mojej małżonki. Budując jej wywód poznawałem szmat Polski . Spłodzona w Niemczech (ojciec na robotach, matka wywieziona po powstaniu warszawskim ). Po ojcu tylko przyszywana białostoczanka . Gwozdkowie na Podlasie trafili bowiem z Zagłębia, z Huty Bankowej, które było jednak tylko jednopokoleniowym przystankiem . Ich pierwotne rozpoznane korzenie to okolice Piotrkowa, parafia Krzemieniowice. Ale po drodze były jeszcze Radoszyce koło Końskich.
Z kolei matka żony Halina Kluczyk w legendzie rodzinnej uchodziła za odwieczna warszawiankę . Genealogiczna kwerenda obaliła tę legendę. Ojciec matki mojej żony - Tadeusza Kluczyk i owszem urodził się w Warszawie ale jego ojciec już nie. Kluczykowie wywodzą się bowiem z Podlasia. Dziadek zony Jan Kluczyk urodził się po sąsiedzku do moich Andruków, w parafii Niewodnica Kościelna .Tam żyło kilka pokoleń rozpoznanych metrykami Kluczyków ,przodków małżonki. Czy moi Andrukowie mogli się spotykać z Kluczykami? Niewykluczone zważywszy, że to tylko kilkunastokilometrowa odległość. Na sławnym , tłumnie nawiedzanym przez ludność okolicznych parafii odpuście Św. Antoniego w Niewodnicy z pewnością się mijali.
Ale ciekawsze i bliższe międzypokoleniowe związki naszych rodzin dotyczą babki mojej żony. Urodziła się w Tykocinie, tak jak i jej ojciec. Ale już jego ojciec … w parafii w Sokołach , rodowej parafii Jamiołkowskich. Tam w Kruszewie Dzieniszewscy żyli przez dwa a nawet trzy (zależnie bowiem jak liczyć) pokolenia . I nie ma wątpliwości w kościele w Sokołach musieli się mijać . O rodzinnych związkach wtedy nie mogło być mowy. Jamiołkowscy to szlachta, Dzieniszewscy włościanie. Trzeba było lat aby stanowe bariery pękły.
Ale to nie Sokoły były najstarszym, udokumentowanym gniazdem Dzieniszewskich. Poczwórny pradziad mojej małżonki Andrzej Deniszewski urodził się bowiem w 1770 roku, w Juchnowcu Kościelnym , parafii mojej matki, nieźle przeze mnie przejrzanej. We wsiach Juchnowiec i Wólka Juchnowiecka Deniszewscy (tak ich tam zapisywano, czasem pisano ich Frączukowie) pojawili się w latach 20 tych XVIII wieku. Było ich od razu kilka rodzin. Z pewnością z moimi Andruk Mogilewskimi spotykali się nie tylko w kościele. Ci z Wólki byli sąsiadami. Zbadałem czy wiązały ich rodzinne związki. I owszem, brat mojego 3X pradziada Szymona Jan pojął za żonę Franciszkę Deniszewską
W latach 20, 30 – tych XIX wieku D(zi)eniszewskich jakby wymiotło z ksiąg metrykalnych Juchnowca. To wtedy przenieśli się min. do Kruszewa ale nie tylko, bo także Waniewa i Kobylina. W rozmowie z przedstawicielką Dzieniszewskich –tych którzy kiedyś zamieszkali w okolicach Kobylina – usłyszałem, że wedle rodzinnej legendy Dzieniszewscy wywodzić się mają z Białorusi. Czy za Białoruś uznać można odległy o około 20, 30 kilometrów Juchnowiec? Jak widać w potocznym odbiorze jest to całkiem możliwe, bo Narew stanowiła wtedy nie tylko oficjalną granicę Królestwa i Cesarstwa ale wręcz granicę kulturową, inny świat.
Wiele wskazuje na to, że migracje Dzieniszewskich były związane z rodem Orsettych. Ich własnością były - z początkiem XVIII wieku Waniewo i Kowalewszczyzna, a nieco później także Juchnowiec i Wólka. Za udział w kampanii napoleońskiej Orsettowie utracili dobra juchnowieckie. Najprawdopodobniej ich poddani Dzieniszewscy przenieśli się (powrócili?) za Narew, skąd - wielce prawdopodobne – około 100 lat wcześniej zostali przez Orsettych przesiedleni do Juchnowca.
Wracając do tematu rodzinnych międzypokoleniowych związków w czasie Déjà vu to odczucie, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już kiedyś. W genealogii –jak widać - bywa to w pewnym stopniu możliwe.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”