Dziś na forum pojawił się pewien Dżentelmen z Francji promujący swoje biuro genealogiczne, zwracając się w kolejnych postach z prośbą o znalezienie konkretnych metryk z Polski. Rozpocząłem więc z nim dyskusję, aby uściślił czy
dobrze rozumiem jego ofertę, czy chodzi mu o barter czy o co innego. Niestety autor wątku już skasował naszą
wymianę zdań...i swoje posty.
A mnie przypomniała mi się taka przygoda związana ze współpracą z biurem genealogicznym.
Kilka lat temu zależało mi bardzo na odnalezieniu pewnego dokumentu z połowy XVI w. Postanowiłem więc skorzystać z usług dość znanego biura genealogicznego, które istnieje na polskim rynku od wielu lat.
Wysłałem mailem bardzo krótkie, konkretne zapytanie: czy jest szansa, aby uzyskać kopię tego konkretnego dokumentu i ile by to kosztowało.
W odpowiedzi otrzymałem informację że ów dokument nie zachował się, ale poniżej znajdę sporo informacji o rodzinie której dotyczył z zapytaniem czy chciałbym ich rozwinięcia. Nadmienię tylko, że były to głównie fragmenty wypisów z herbarzy i znanych monografii genealogicznych. Zdecydowana większość tego materiału była mi już doskonale znana.
Odpowiedziałem, że bardzo dziękuję, ale zależy mi tylko i wyłącznie na wspomnianym wyżej dokumencie z XVI w. Właściciel biura odpowiedział, że rozumie, ale za dotychczasową pracę (czytaj materiały o które nie prosiłem) muszę uiścić opłatę w wysokości 200 zł!!! Czyli idziesz do sklepu, prosisz o chleb, a dostajesz szynkę i ser (nawet gdy o to nie prosiłeś) z obowiązkiem ich zabrania i opłacenia.
Pozdrowienia,
Krzysio


