z
https://genealodzy.pl/forum-genealogicz ... 2663.phtml
chyba słuszna uwaga Waldemara Stankiewicza
O tym co, oprócz gołych danych, wynosimy z naszych kwerend - na forum bywało (choć też warto odświeżyć).
ale..co pakujemy do, z czym wchodzimy i jaki ma to wpływ na sposób szukania, efektywność, skuteczność
"nastawienie" pomaga? prowadzi na manowce?
Naleciałości na pewno bywają powodem (nie tylko pretekstem) ograniczeń, przed którymi stajemy - o uprzedzeniach, związanych z badaniem losów osób i rodzin, "decydentów" mogących ułatwić albo utrudnić dostęp możemy poczytać. Rzadko dzielimy się przypadkami, gdy doświadczenia, poglądy "decydenta" sprzyjały dotarciu do informacji.
Ale ja chciałem zagadnąć o to, co w nas "badaczach" sprzyja kierunkom, podejściu do kwerend. Co poza techniką, warsztatem ma wpływ , co pomagało, a co przeszkadzało w docieraniu, analizie ,wyciąganiu wniosków, syntezach. Czego warto się pozbyć, a co warto rozwijać by łatwiej i skuteczniej docierać i opracowywać materiał?
'Genealogia w czystej postaci to abstrakcja.' ?
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35480
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
'Genealogia w czystej postaci to abstrakcja.' ?
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
-
jamiolkowski_jerzy

- Posty: 3178
- Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24
- Otrzymał podziękowania: 1 time
Genealogia bawię się ponad 20 lat. Główny motyw to chęć poznania „tamtych czasów” ich zrozumienia. Bez tego - na obecnym etapie mojej praktyki - nie wyobrażam sobie ograniczenia się tylko do czystej genealogii (co to jest?) w domyśle kolekcjonowania metryk (choć na początku głównie o to mi chodziło). Taka moja ogólnopoznawcza postawa pewnie wynikała stąd ze rozpoczynałem kiedy nie było łatwości w dotarciu do samych metryk, ich poszukiwanie wymagało swoistej detektywistyki, podróżowania po parafiach , rozmów z ludźmi, najczęściej starymi mieszkańcami (nie tylko na genealogiczne tematy) . To uczyło innego „tamtejszego, swojskiego” rozumienia wielu spraw. W powiązaniu z lekturami opracowań historyków (najczęściej regionalistów) otwierało to coraz to nowe poznawcze wyzwania a rodzinny wywód stawał się sprawą drugorzędną. Obecnie czysta genealogia interesuje mnie coraz mniej, bardziej okoliczności towarzyszące. Ale dla każdego coś innego może być ważne.
- Markowski_Maciej

- Posty: 948
- Rejestracja: ndz 09 maja 2010, 22:22
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Genealogia w "czystej postaci" to nauka pomocnicza historii, a te mają według historyków zajmować się badaniem tylko i wyłącznie przydatnością źródeł i ich jakością. Więc według historyków genealogia to nawet nie "kolekcjonowanie metryk", a coś znacznie mniej.
Dawno temu usłyszałem zdanie Waldka Frączaka, że on jest historykiem rodzin. Wtedy tego nie rozumiałem, ale obecnie jestem za tym, aby siebie też tak określać. Staram się całkowicie uciekać od terminu genealogia.
Blog mój sie nazywa Kim Oni byli. Według mnie jest to właśnie to, czym się zajmuję, odkrywaniem Kim byli moi przodkowie.
I też czasami mi trudno określić czy zajmuję się regionalistyką (często z nimi współpracuję), historią militarną (dwu przodków to oficerowie Wojska Xsięstwa Warszawskiego) itd.
Historyk rodziny to chyba najlepsze określenie, a badanie jakości źródeł, to bardzo ważna rzecz, ale tylko podstawa, fundament na bazie którego budujemy historię. Bo jak się gdzieś pomylimy, to wywód przodków zrobimy komuś innemu.
A co najbardziej pomaga? Znajomość historii. I to nie na elementarnym poziomie, ale rzeczywiste wgryzienie się w badaną epokę. Wtedy można też zacząć zauważać jakie bzdury wypisują "zawodowi", "akademiccy" historycy, lecący na ilość publikacji, a nie na jakość. Szczególnie sprzyja temu, że my patrzymy "w poprzek", a oni "rokami". Często też widać gołym okiem, że wielu z nich nie zna dobrze naszego aparatu badawczego.
Dawno temu usłyszałem zdanie Waldka Frączaka, że on jest historykiem rodzin. Wtedy tego nie rozumiałem, ale obecnie jestem za tym, aby siebie też tak określać. Staram się całkowicie uciekać od terminu genealogia.
Blog mój sie nazywa Kim Oni byli. Według mnie jest to właśnie to, czym się zajmuję, odkrywaniem Kim byli moi przodkowie.
I też czasami mi trudno określić czy zajmuję się regionalistyką (często z nimi współpracuję), historią militarną (dwu przodków to oficerowie Wojska Xsięstwa Warszawskiego) itd.
Historyk rodziny to chyba najlepsze określenie, a badanie jakości źródeł, to bardzo ważna rzecz, ale tylko podstawa, fundament na bazie którego budujemy historię. Bo jak się gdzieś pomylimy, to wywód przodków zrobimy komuś innemu.
A co najbardziej pomaga? Znajomość historii. I to nie na elementarnym poziomie, ale rzeczywiste wgryzienie się w badaną epokę. Wtedy można też zacząć zauważać jakie bzdury wypisują "zawodowi", "akademiccy" historycy, lecący na ilość publikacji, a nie na jakość. Szczególnie sprzyja temu, że my patrzymy "w poprzek", a oni "rokami". Często też widać gołym okiem, że wielu z nich nie zna dobrze naszego aparatu badawczego.