Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Tomek1973

Sympatyk
Posty: 1847
Rejestracja: pt 16 sty 2009, 22:37

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Tomek1973 »

Mam do was nietypowe pytanie:
czy zetknęliście się w swoich poszukiwaniach z przypadkiem bigamii popełnionej przez osobę wyjeżdżającą za ocean?
Doznałem dziś wstrząsu, kiedy okazało się, że pomiędzy narodzinami dwojga dzieci mojego kuzyna, z których jedno urodziło się w kraju, a drugie za oceanem [oczywiście z dwóch różnych kobiet], minęło raptem 5 miesięcy. Co więcej - dziecko na emigracji urodziło mu się szybciej. Oznacza to, że był już w drugim związku, kiedy wrócił na jakiś czas do Polski by ratować pierwsze małżeństwo.
Oboje dzieci nosiły jego nazwisko i raczej nic nie wskazuje, że uzyskał rozwód z pierwszą żoną bądź też stwierdzenie o nieważności małżeństwa.
W tym, że była to bigamia utwierdza mnie fakt, iż do śmierci nie przyznał się w swoich listach przysyłanych do kraju, że ma nową rodzinę. A kontaktu z pierwszą żoną nie utrzymywał.
Ktoś zna może podobne historie?

pozdrawiam - tomek
bielecki

Sympatyk
Posty: 613
Rejestracja: czw 18 paź 2007, 13:35

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: bielecki »

Znam kilka podobnych przypadków z mojej kariery poszukiwacza, wszystkie wiążą się z emigracją. Albo do USA - w latach 1880, albo do Australii po II WŚ (tu chodzi o żołnierza z armii Andersa). W najciekawszym znanym mi przypadku młoda mężatka spod Konina zabrana na roboty do bauera w latach 1940-tych poznała tam Belga - i po "wyzwoleniu" z nim udała się do Belgii, mieli ślub (nie wiem, czy kościelny, ale cywilny na pewno), dzieci - nie puściła farby przez 60 lat aż wreszcie się wydało, gdy dzieci zapragnęły odwiedzić strony rodzinne matki - w rodzinnej wiosce zdążyły jeszcze poznać owego pierwszego męża, staruszka po dziewięćdziesiątce, który zresztą też po wojnie ułożył sobie życie (podobno o losach żony nic nie wiedział - sądził że zaginęła w Niemczech).

Łukasz
dede43

Sympatyk
Posty: 410
Rejestracja: śr 05 maja 2010, 08:27
Lokalizacja: Wrocław

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: dede43 »

Ja tez znam bigamistę i to wcale nie za oceanem, a w naszej stolicy. Małżeństwo pobrało się w 1936 r wg obrządku rzym-kat., w czasie wojny znikli sobie z oczu. Dzieci nie mieli. Mąż poślubił w 1942 r nową żonę wg obrządku polsko-kat., żona w 1944 r. poślubiła nowego męża , choć nie wiem wg jakiego obrządku. Z każdego nowego małżeństwa narodziły się dzieci. Rozwiedli się cywilnie w sądzie formalnie w 1947 r. Czy nowe żony zostały ponownie poślubione tego niestety już nie wiem.
Pozdrowienia
Danuta
Pilnie poszukuję aktu ślubu Józefa Kwiatkowskiego (1829/32-1884)z Anielą Wrońską(1823-1905) oraz ich aktów urodzenia.
Awatar użytkownika
Bozenna

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 2479
Rejestracja: pn 07 sie 2006, 16:03
Lokalizacja: Francja
Otrzymał podziękowania: 1 time

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Bozenna »

Tomku,
Ale to nie musiala byc bigamia. Twoj Kuzyn prowadzil podwojne zycie. Jak marynarz, mial kobiete w kazdym "porcie" i mial tez dzieci, ktore rozpoznawal oficjalnie po ich urodzeniu. Dzieci nosily jego nazwisko, ale...czy znalazles akt slubu z ta kobieta na emigracji ? Jesli nie, to od tego trzeba zaczac.
Potencjalny kandydat na nowy zwiazek malzenski, bez rozwiazania poprzedniego, mogl tez zmienic chwilowo wiare i dostac rozwod, na przyklad w kosciele ewangelickim reformowanym, a nastepnie wejsc w zwiazek malzenski za oceanem.
Takie przypadki znam. To tez rodzaj bigamii, szczegolnie, jesli po rozwodzie i po drugim slubie, wraca sie do wiary rzymsko-katolickiej.
Z usmiechem :lol:
Bozenna
Tomek1973

Sympatyk
Posty: 1847
Rejestracja: pt 16 sty 2009, 22:37

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Tomek1973 »

Tomku,
Ale to nie musiala byc bigamia. Twoj Kuzyn prowadzil podwojne zycie. Jak marynarz, mial kobiete w kazdym "porcie" i mial tez dzieci, ktore rozpoznawal oficjalnie po ich urodzeniu. Dzieci nosily jego nazwisko, ale...czy znalazles akt slubu z ta kobieta na emigracji ? Jesli nie, to od tego trzeba zaczac.
Masz oczywiście rację. Biorę poprawkę na tzw. konkubinat. Nie mogę jednak zrozumieć, czemu nie "pochwalił się" potomstwem i nową rodziną krewnym w ojczyźnie? Jego córka z "polskiego" małżeństwa zmarła po kilku miesiącach, a on nigdy nie napisał, że ma syna z drugiego związku.
Jego druga partnerka pochodziła gdzieś z Kresów [tak sugeruje nazwisko], ale potomkowie są wyznania rzymsko-katolickiego. Nie wiem czy w grę mogła wchodzić zmiana wyznania lub wspólne życie w tzw. "niesakramentalnym związku".
Sprawa jest o tyle delikatna, że dokumentów za oceanem będzie szukała tamtejsza rodzina. Nie mam zamiaru niszczyć im obrazu pradziadka i wspominać coś o pierwszej żonie zwłaszcza gdyby okazało się, że był bigamistą. Tym bardziej, że sprawa jest dość świeża, bo raptem sprzed 80 lat.
Nie mam do tej sprawy jakiegoś szczególnego stosunku emocjonalnego, bowiem nasz wspólny przodek urodził się 240 lat temu, ale bigamista w rodzinie, to jednak jakaś atrakcja :mrgreen:

pozdrawiam - tomek
harnas

Sympatyk
Posty: 220
Rejestracja: sob 24 maja 2008, 22:06

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: harnas »

Bardzo ciekawy artykuł związany z tematem.
http://wiadomosci.onet.pl/1612900,1292,1,kioskart.html
Pozdrawiam Alicja
mika_tomasz

Sympatyk
Posty: 84
Rejestracja: pn 24 gru 2007, 16:23

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: mika_tomasz »

To o czym pisze Tomek to "normalna" sprawa. Pochodzę z terenów w Małopolsce gdzie w każdej wiosce takich przypadków jest kilka. Dopiero w latach 90-tych XX w. podpisano umowę między Polską a USA o wymianie tego typu informacji. Do tego czasu małżonkowie wyjeżdżający do USA "za chlebem" mogli bez przeszkód zawierać drugi ślub za oceanem mając żonę/męża i dzieci w Polsce. Nikt jednak nie uregulował zaszłości i do dzisiaj są podwójne małżeństwa. O problemach własności czy spadkowych szkoda nawet pisać.
Bochnia-Urbański, Tyll, Skowronek
Wietrzychowice-Mika, Tabor, Sarna, Krzciuk, Burzawa

Historia Wietrzychowic
https://sites.google.com/site/cmeto2009
Awatar użytkownika
Tadeusz_Wysocki

Członek PTG
Posty: 1058
Rejestracja: pt 23 lut 2007, 10:23
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Tadeusz_Wysocki »

Witaj drogi Tomaszu,

I znowu zaczynasz bardzo ciekawy wątek. Potwierdzam, potwierdzam, z moich już 10-letnich pomocy na forach amerykańskich zagubionym Amerykanom, Australijczykom, Argentyńczykom, itd. błąkającym się po świecie z prośbami o odczytanie ich prawidłowego nazwiska, czy gniazda rodzinnego w dawnej Polsce - tak, emigracja czasami bywała ucieczką przez życiem w rodzinnym kraju. W ciągu tych lat przesyłano mi wiele starych listów napisanych po polsku do pomocy w zrozumieniu historii rodzinnych imigrantów. Ja oczywiście nie podam ani nazwiska, ani miejsca, ale pamietam np taką historię rodzinną:
Bardzo serdeczna Amerykanka pisze mi mniej wiecej tak:
"Tadeusz, ja nie mam się do nikogo zwrócić, ale pomóż mi z zrozumieniu historii dziadka, którą Ci szczerze opowiem, bo to jest historia jego życia: On sto lat temu w Polsce (zabór ....) siedział w kryminale, kradł po prostu, i miał żonę i dzieci, i ten przystojny młody człowiek (ma fotografie) przyjechał do Ameryki pod innym nazwiskiem jako kawaler (skąd miał paszport na inne nazwisko???) i tu zakochałą się w nim moja babcia i i wzięli ślub. Mieli w Ameryce kilkoro dzieci, a po kilkunastu latach zaczęły być kłopoty, bo dziadek zaczął otrzymywać dziwne listy z Polski i wybuchła bomba rodzinna - i dalej już szkoda opowiadać.
Tak więc Tadeusz - opowiedziałam Ci szczerze jak na spowiedzi moją historię rodzinną. Tadeusz, dlaczego on tak zrobił?!"
=
No i co ja mogłem jej odpowiedzieć? Napisałem, że z naszych genealogicznych badań często widać, że sto i więcej lat temu życie było tak samo skomplikowane jakim potrafi być i dziś. Teraz też ludzie bardzo się kochają, a czasami potem jeszcze bardziej nienawidzą, że są rozwody, choć nie muszą być tragiczne. I teraz ludzie czasami też szukają ucieczki przed rzeczywistością w innym kraju. Naszym zadaniem jest zrozumieć innego człowieka, który szukał ucieczki za każdą cenę, może i oszukiwał, ale może i był człowiekiem dobrego serca. Życie jest łamigłówką największą i czasami zmusza do przedziwnych postępowań. Kto bada jak najgłębiej historię swoich rodzin - wie jak one mogą być piękne, ale i tragiczne - i to pokornie uczy zrozumienia też teraźniejszości.
=

Kończę, bo zanudzę, mam nadzieję, że te kilka zdań pomogą w zrozumieniu takich historii rodzinnych.
Pa pa
Tadeusz Wysocki
PolTG23
+
http://www.narodowa.pl/recepcja.htm
motto:
"Zbierać przemijające okruchy przeszłości, bo z nich teraźniejszość, przyszłość i wytłumaczenie wszystkiego" (tw)
Awatar użytkownika
Virg@

Sympatyk
Posty: 800
Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29
Otrzymał podziękowania: 3 times

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Virg@ »

W obcym kraju, trudno znieść samotność. Często nasi przodkowie, zmuszeni do emigracji „za chlebem” mieli poczucie zagubienia i wyobcowania w nowym kraju, w tym ze względu na kompletny brak znajomości języka.

Nie wszyscy też, przynajmniej na początku, myśleli o tym, że już do kraju, jak i pozostawionej tam rodziny, nie powrócą. Na obczyźnie łatwiej było też zdecydować się na tak zwane podwójne życie. Nowi ludzie, których spotykali, nic o nich nie wiedzieli, ani też nie mieli jak zweryfikować tego co im przekazywano.

Swoje nowe związki, prawdopodobnie, trzymali w sekrecie przed pozostawionymi w kraju bliskimi również i z powodów finansowych. Gdyby się rozstali z żoną, to na pewno straciłby dom w kraju, dotychczasowy dorobek życia i nie niemieliby do czego wracać. A powodzenie ludzkie – jak głosi mądrość ludowa – podobnie jak łajno na kole: raz jest na górze, drugi raz na dole.

Trudno nie zgodzić się z Tadeuszem, że sytuacje życiowe wywierają ogromny, jeśli nie decydujący, wpływ na nasze postępowanie. Natomiast prawo do oceny innych mielibyśmy tylko wtedy, gdybyśmy sami znaleźli się w podobnej jak oni sytuacji.

Łączę pozdrowienia –
Lidia

........................
Edit

Przy okazji poruszonego przez Tomasza problemu.
Anna Nowakowska-Wierzchoś (historyczka, doktorantka, starsza archiwistka Oddziału Opracowania Zasobu Archiwum Akt Nowych, w którym zajmuje się spuściznami emigracyjnych działaczy politycznych), w blogu HerstoriA, powołując się na francuskiego badacza społeczeństwa i migracji, Georges’a Mauco, informuje:
"[…] to polscy emigranci-górnicy nauczyli Francuzów hodować w przydomowych ogródkach świnie, kury i indyki. Francuscy górnicy nie mieli w zwyczaju sadzić w ogródkach warzyw. To Polacy pokazali im te możliwość, i jak donosi prasa francuska, wprowadzili do miejscowego menu, nieznaną wcześniej czerwoną kapustę. Według socjologów również rozwój konkubinatu zawdzięczamy polskim emigrantom we Francji".
Lidia
Tomek1973

Sympatyk
Posty: 1847
Rejestracja: pt 16 sty 2009, 22:37

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Tomek1973 »

Lidio, Tadeuszu,
macie po stkoroć rację.
Najciekawsze w genealogii nie jest misterne układanie metrykalnych puzzli. Najbardziej jest interesujące wejście w skórę naszych przodków. Nawet najpełniejsze drzewo genealogiczne bez kontekstu kulturowego, społecznego, historycznego, etnograficznego czy antropologicznego, jest tylko smutnym wykresem. Urodzenia, śluby i zgony, to tylko misterna osnowa na której się tka historię rodziny i poniekąd buduje własną tożsamość.
Z jednej strony trzeba podchodzić do odkrywanych prawd o własnej rodzinie z dużym sercem, a z drugiej strony trzeba być beznamiętnym tropicielem przygotowanym na wszelkie "dobrodziejstwo genealogicznego inwentarza". Dlatego też daleki jestem od jakiegoś mściwego triumfalizmu i ogłaszaniu wszem i wobec, że mój kuzyn był "be". Jeżeli nie umiemy się zmierzyć z dziadkiem w Wermachcie, stryjkiem w CZeKa czy rozwiązłą prababcią, to lepiej się za genealogię nie brać.
Kończę, bo zanudzę
Wcale pan nie nudzi, panie Tadeuszu. Brakuje mi bardzo takich okołogenalogicznych rozmyślań na tym forum. Ograniczanie się do wymiany sterylnych informacji i komunikatów jest dla mnie wręcz przygnębiające.

pozdrawiam - tomek
Awatar użytkownika
Tadeusz_Wysocki

Członek PTG
Posty: 1058
Rejestracja: pt 23 lut 2007, 10:23
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Bigamia - natknął się na nią ktoś?

Post autor: Tadeusz_Wysocki »

No to jedziemy z tematem "Niezwykłe momenty rodzinne z dawnych wieków" spotykane przez nas w starych dokumentach genealogicznych, cokolwiek mówiacych o dawnym życiu (a więc i o nas samych). To będzie opowieść zapewne o miłości w wieku 77 lat z Pińczowa wiek XIX. Otóż ostatnio badałem historię rodziny słynnego geografa, kartografa, odkrywcy i obywatela Argentyny Jordana Wysockiego z XIX w., próbując dojść ew. koligacji rodzinnych - niestety, ta gałąź odjechała dalego na zachód od mojego Kunowa w Świętokrzyskim, aż do Leszna w Wielkim Księstwie Poznańskim - i tu się ślad urywa, bo rekordy Leszna z XVII w. są tylko w AA Poznań, a tam żądają jak dla mnie za dużych pieniędzy za kwerendę. Ale popatrzcie na ten wpis ślubu z Pińczowa jego ojca Augusta Piotra Wysockiego na dole tej strony: http://www.narodowa.pl/jordanwysocki.htm - oto 77-letniemu emerytowanemu panu profesorowi geografii i arytmetyki znanej szkoły w Pińczowie (oddział Akademii Krakowskiej) zmarła żona (22.06.1862), i pan profesor bierze następny ślub w tymże Pińczowie z 28-letnią Henryką córką rzeżbiarza (28.10.1862). Po co ja to opowiadam? Ponieważ ja się zachwyciłem tym niezwykłym starszym panem z XIX wieku, który mając 77 lat postanawia przedłużyć swój ród o dalsze potomki (choć mogą być i inne niezwykłe przyczyny). I niech ta mała historia będzie wielkim optymizmem dla tych co już po 70-ce - życie jest tak bogate, może być tak szczęsne, byle nie rezygnować z planów, nie odpuszczać, iść dalej w swoich poszukiwaniach przeszłości i przyszłości. Wszyscy młodzi niech zapamiętają - i oni będą mieli kiedyś 70 lat (daj Boże), i można iść o wiele dalej. To taki mały kawałek optymizmu w naszym czasami depresyjnym życiu - i przecież nie namawiam do bigamii, czy do ponownego ślubu, swoje jest najlepsze! :)

Czekamy na inne ciekawe rodzinne historie i "momenty".

I błagam - ja nie chcę być PANEM Tadeuszem. Precz z "panami" na tym niezwykle przyjacielskim forum!! (bo nawet przemiła Maria używa do Ciebie drogi Tomaszu w innym wątku PANIE Tomku). Ja jestem Tadeusz, i już! :)
Tadeusz Wysocki
PolTG23
+
http://www.narodowa.pl/recepcja.htm
motto:
"Zbierać przemijające okruchy przeszłości, bo z nich teraźniejszość, przyszłość i wytłumaczenie wszystkiego" (tw)
Awatar użytkownika
Łopiński_Jacek

Sympatyk
Ekspert
Posty: 204
Rejestracja: wt 21 lis 2006, 00:48
Lokalizacja: Szczecinek; Łódź
Podziękował: 1 time
Kontakt:

Post autor: Łopiński_Jacek »

Witam :)

Brat mojego dziadka wyemigrował w 1913 roku do USA.
Tam ożenił się i miał dzieci. Jeszcze nie dotarłem do szczegółów, ale wiem, że on sam, jak i jego córka bywała później w Polsce.
Co ciekawe emigrując pozostawił tutaj syna oraz żonę z drugim dzieckiem w ciąży.
W oryginalnym dokumencie z Ellis Island napisane jest, że emigrował jako kawaler.

Pozdrawiam serdecznie :)
Jacek Łopiński, Szczecinek
Moja genealogia
www.jaceklopinski.pl
Zapraszam również na Forum Genealogiczne Łopińskich
www.lopinscy.pun.pl
Awatar użytkownika
Dławichowski

Członek PTG
Ekspert
Posty: 1042
Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
Lokalizacja: Koszalin
Kontakt:

Post autor: Dławichowski »

Dzień dobry!
Ja nie muszę się uciekać do tak dalekiej przeszłości. Jeden z "moich", przed 1939 rokiem ożenił się w w parafii panny mlodej i doczekał się córki. Wojna ich rozdzieliła. Około 5 lat po 1945 wziął cywilny ślub i też miał córę. Ponieważ odległość była nieduża, chyba się z "pierwszą" spotkał i podejrzewam, że wiedziała o drugiej. Z rozmowy wynikło, że dbał o obie rodziny. Panie spotkały się na Jego pogrzebie. "Druga" była w szoku. Córki nie utrzymują ze sobą kontaktów, choć interesują się swoim losem.
Los takie figle też potrafi uczynić nawet wspołczesnym. ale jak to się stało, że urzędnicy do tego nie doszli? Peseli wszak nie było.
Gawędzi:
Krzycho z Koszalina
Awatar użytkownika
Bozenna

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 2479
Rejestracja: pn 07 sie 2006, 16:03
Lokalizacja: Francja
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Bozenna »

Krzysiu,
Sluby religijne, sprzed 1945 roku, byly niewazne po wojnie. Aby byly honorowane, trzeba bylo je potwierdzic.
Jednym slowem: ktos kto mial slub religijny sprzed 1945 roku, mogl spokojnie wziac drugi slub (cywilny) po 1945 roku w USC wedlug artykuly prawnego nr.... (nie pamietam), ale mam taki slub z takim wpisem.
A rozwodu ?.... nie bylo !
Z usmiechem
Bozenna
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Bożenno!
Gdybyś mogła znaleźć ten przepis czy ten dokument...
chyba, że inaczej rozumiemy "honorowane"

moim zdaniem wszystkie prawa i obowiązki małżonków, którzy zawarli małżeństwo przed 1945 i go nie "potwierdzili" (tzn?) były i są honorowane (do prawa wspólnego rozliczania PIT-u za 2009 włącznie:))))
stąd poniższa prośba:

Bardzo proszę o pomoc w wyjaśnieniu (Ciebie i innych czytających i zainteresowanych)
"trzeba było potwierdzić"
i ew. co oznacza (jakie skutki miałoby rodzić) "niepotwierdzenie"

Pozdrawiam
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”