Mam ten akt urodzenia, od Myheritage już odeszłam i teraz wszystko sobie wyszukuję, więc te różne imiona i nazwiska oraz info o stanie szlacheckim wszystko pochodzi ze sprawdzonych metryk.Rebell_Cieniewska_Grażyna pisze:Nataszo, na akty dokumentujące zmiany imion / nazwisk z tamtego okresu ne masz co liczyć chocby dlatego, ze nie istnieje. Tylko przedstawiciele najwyższych klas przywiązywali wagę do nazwiska. herbu, koligacji rodzinnych. Drobna szlachta, czasem biedniejsza niż bogaty młynarz czy chłop tym się nie przejmowała, przynajmniej nie tak jakby nam się mogło zdawać.
Poza tym trzeba pamiętać, że zupełnie inaczej wyglądały sprawy obrządków kościelnych spisywania aktów i tak dalej. Zapisywano w raptularzu - brudnopisie, później przepisywał ksiądz albo organista do właściwej księgi, często nie zapisywano imion rodziców, bo ksiądz wiedział, czasem źle odpowiedział zgłaszający na pytanie o matkę podał nazwisko swojej albo babki dziecka zamiast matki. O wyborze imienia też często decydował zapisujący według kalendarza imion świętych przypadających na dzień narodzin. Dzieciom nieślubnym nadawano dziwne imiona mogła być więc Olimpia ale też Kunegunda, czasem z dwóch imion na chrzcie potem przez całe życie używano tego drugiego itp itd. Mozna by tak pisać i pisac.
Przed uwzględnianiem danych z my hermitge przestrzegam jeśli nie masz metryki nie przyjmuj na wiarę tego co tam znajdziesz - z mojego drzewa spisano część danych dopasowując do potrzeb przepisującego, moje próby sprostowania błędów zostały zignorowane i poszły w świat bzdury.
Powodzenia Grażyna
Akt z powyższego postu mam na zdjęciu, mogę wrzucić, bo niestety dzisiaj coś nie mogę się zalogować do genbazy gdzie są dostępne skany z Malic Kościelnych i nie mogę wkleić linka. Dlatego przepisałam treść aktu.
Tak myślałam, że pewnie nie dojdę do kwestii zmiany tego nazwiska/imienia.
Ale może chociaż ktoś doradzi czy zwykle dziecię okazywał księdzu domniemany ojciec w przypadku nieślubnych dzieci?
Bo zastanawiam się po prostu czy ten Łukasz Lasociński był jej ojcem - bo to by się zgadzało, że przejęła potem jego nazwisko. Może zaraz po chrzcie córki ożenił się z jej matką Genowefą?
A może ojcem był ktoś inny a ogrodnik Lasociński tylko przyniósł dziecko do kościoła?
Ale wtedy nie skleja mi się to z kolei z tym stanem szlacheckim z późniejszych aktów - bo skoro ojciec był ogrodnikiem, to raczej szlachcicem nie był.
I tutaj mam największy klops i brakuje mi wiedzy o obyczajowości XIX-wiecznej
w kwestii nieślubnych dzieci i takich zapisów niewiadomo skąd, że ktoś był stanu szlacheckiego. Bo domyślam się, że Proboszcz nie wpisywał sobie takich informacji dla kaprysu albo bez potwierdzenia.
Pozdrawiam, Natasza

