do tego tematu
W kwestii Ksiąg Sądowych Ziemskich i Grodzkich przechowywanych w CDIAK w Kijowie
znalazłem takie info:
Zapomniane pomniki cywilizacji europejskiej. Zespoły ksiąg sądowych "szlacheckich" z czasów I Rzeczypospolitej (XVI-XVIII w.) w Centralnym Państwowym Archiwum Historycznym w Kijowie Dr Mariusz Machynia zakończony
NR UMO-244/B/H03/2009/37 255 000,00 zł
http://pau.krakow.pl/index.php/pl/dzial ... f1hahuFMNE
Ciekawe ze materiał krąży w nieoficjalnym obiegu a nie ma go i nie ma żadnego zainteresowania (nacisku) by go upublicznić.
To zdaje się z m.in. z moich pieniędzy te środki na badania były.
Kwestia podobna do digitalizacji F966 w CDIAK.
Czy musi się znaleźć kolejny szaleniec i też zdigitalizować i upublicznić te materiały ?
Jest to do zrobienia tylko po co wyważać otwarte drzwi ?
Dokąd zmierzasz Polska nauko ?
odpowiedzi do problemu:
Brozek_Oskar pisze:Trzeba sprawdzić, kto jest dysponentem tych materiałów. Poprosić wtedy takiego dysponenta (np. UJ) o upublicznienie. Może dana instytucja się na to zgodzi, chociaż to wątpliwe, bo stwierdzą, że efekt prac jest w jakimś opracowaniu książkowym (co zapewne z 10% wszystkich danych zawiera).
Tak... wiem, że to chore, bo skoro Państwo to finansuje, to powinno być dla wszystkich w powszechnym dostępie.
Sam prowadzę badania na Uniwersytecie i niestety do swoich wyników tak naprawdę nie mam żadnych praw (oczywiście poza prawem autorskich w publikacjach), skoro były finansowane z z instytucji publicznych. Bardzo upraszczając reprezentuję Uniwersytet i działam w jego imieniu w swoich badaniach.
Jestem wielkim zwolennikiem uwolnienia nauki, ale to by trzeba było zmienić system u podstaw. Dawać wolną rękę naukowcom, finansować pomysły z jakiejś wolnej puli, odpowiednio wynagradzać za samą pracę i za efekty - jako takie premie. Dodatkowo wszystkie instytucje naukowe połączyć w jeden twór i dawać odpowiednie narzędzia naukowcom, w wolnym i powszechnym dostępie. Zezwolić na powszechną współpracę. Niestety jest to utopijne myślenie.
Sam bym połowę źródeł do tych zakończonych projektów chciał przejrzeć, np. "Akta grodzkie i ziemskie z terenu dawnych województw krakowskiego i sandomierskiego. Edycja krytyczna ksiąg sądowych z XIV-XV wieku".
Pozdrawiam serdecznie,
Oskar Brożek
Czy jednym z zadań PTG nie powinna być walka o udostępnienie takich źródeł ?Robert_Kostecki pisze:https://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopi ... iego.phtml
Marcinie, jeszcze raz chwała Ci. Super robotę robisz za zrzutkowe pieniądze i deklarujesz po zakończeniu prac udostępnienie całości wszystkim zainteresowanym. Teraz wystarczy, żeby ktoś, kto wcześniej chronił jak niepodległości swojego warsztatu pracy, wrzucił X złotych na zrzutkę i posiada dostęp do Twojej "krwawicy". Mało z tego, będzie z tego czerpał dalsze korzyści. To nie jest sprawa uwolnienia nauki, tylko elementarnego poczucia przyzwoitości i życzliwości wobec innych. Pomijam tu czasochłonne, rzetelne kwerendy, ale często udostępnienie/zdradzenie samej informacji o czymś tam. Tym bardziej, że tego rodzaju przedsięwzięcia naukowe są realizowane za publiczne pieniądze. Obecnie doszło już do tego, że jakiś szef lub rada naukowa daje zakaz upubliczniania zebranych materiałów i szlaban, tak jakby tego rodzaju dane nosiły klauzulę tajne przez poufne. Dobre chociaż to, że takie dane krążą w drugim obiegu, tylko dla znajomków, bo bywało tak, że po śmierci decydenta-dysponenta, zgromadzone materiały szły na śmietnik. Takiego rodzaju zachowania nazywam atawistycznymi. Kilkanaście tysięcy lat temu, kiedy raz na ileś tam lat spotykały się dwie grupy plemienne, to zamiast przywitać się i ugościć, to waliły się maczugami i porywały kobity. Teraz włączyły się w to i kobiety, ponieważ jest równouprawnienie. Jedna instytucja patrzy krzywo na drugą. Ba, nawet w ramach tej samej instytucji, często nie ma życzliwej współpracy pomiędzy działami, a nawet pokojami. I raczej nie ma na tego rodzaju zachowanie, jakiejś ustawy nakazująco-zabraniającej. A co dopiero mówić o odpowiednim podejściu do obywatela-klienta-petenta-zainteresowanego-potrzebującego pomocy.
W wątku o Archiwum Kaczanowskiego, pod wpływem chwili zadeklarowałem się że zrobie to i upublicznie. Bez wsparcia zrzutkowego tez bym to zrobił, trwało by dłużej ale zrobiłbym to. I byłbym jednym z "wtajemniczonych".
A zasób jest taki, że nawet dziś można na podstawie Kaczanowskiego łatwo, szybko i przyjemnie wykonywac kwerendy klientom !!!!
I to kwerendy które w normalnym poszukiwaniu trwałyby lata i kosztowały dziesiątki tysięcy złotych.
Czy to jest właśnie problem ? Czy to jest powód że materiały z CDIAK mimo że za państwowe (MOJE) pieniadze zostaly ocyfrowane są nadal dostępne tylko dla wybranych ?
PTG jako ogólnopolskie stowarzyszenie, zgodnie ze swoim statutem powinien zająć sie tematem - naciskiem na upublicznianie efektów badań !

