piotr_nojszewski pisze:W Krolestwie Polskim to raczej musiala byc historia lekko kryminalna.
Dziękuję wszystkim za rady. Zebrałam nieco więcej szczegółów o chłopcu. Od razu mówię, że nie wszystko mogę podać na forum, bo potomkowie żyją i niekoniecznie sobie życzą upubliczniania sprawy. Będę zatem omawiać anonimowe case study. Chłopiec lat 3 w latach 30 ub. wieku wzięty z przytułku, bo wedle wiedzy pracowników przytułku(sióstr?) zamężna (to się potem potwierdziło i w dokumentach, i w życiu) matka umarła przy jego urodzeniu, a "innej rodziny nie było" (po wojnie się okazało, że jednak była, ale nie tam gdzie szukano itd.). Zabrało chłopca bezdzietne małżeństwo i wychowywało pod swoim nazwiskiem. W ankiecie personalnej z miejsca pracy ojciec wpisywał oba imiona chłopca, datę urodzenia i robił dopisek, że "syn adoptowany". Problemy zaczęły się po II wojnie, gdy ówże chłopiec, już jako dorosły, chciał wziąć ślub. Jakieś tam straszne zamieszanie było z jego AU. Jego AU rodzina nie posiada, a przynajmniej ja tego dokumentu nie widziałam. Nie okazano mi też AM ani AZ. Miał problem, bo chciał wziąć ślub pod nazwiskiem adopcyjnych rodziców, a nie pod prawdziwym, które ponoć widniało w odpisie AU. Nie wiem jakim cudem wziął ślub pod nazwiskiem rodziców adopcyjnych i używał tego nazwiska do końca życia.
Historia wzięta z życia, kto nie chce, to nie wierzy, wyżej zreferowałam to, co mi powiedziano i głowy za to nie dam, skanów nie pokażę, bo: 1 - odpisów AU, AM, AZ, czyli kluczowych mam, 2 - to, co mam, to mi dano pod honorowym warunkiem, że nie będę upubliczniać. Zatem nie upubliczniam, a jedynie rozważam przypadek jakiejś dziwacznej adopcji. Nadal nie wiem jak przeprowadzonej i czy na pewno porządnie od strony formalnej.