doskonale rozumiem twój problemlubkap3 pisze:Wszystko fajnie na papierze. Idźcie do niektórych prowincjonalnych USC i załatwcie. Jak się mieszka na miejscu, to można nawet parę razy pójść i załatwić. A jak muszę pojechać 400 km, to co mam 5 razy jeździć? Wymówki często pań w USC aż podnoszą ciśnienie + przeróżne nieobecności kierowników i pracowników. Teoretycznie dokumenty powinny trafiać do archiwów, ale są czasem latami przetrzymywane w USC. Odpowiedź - np. konserwacja.
Andrzej
Tak, rozpocząłem ten wątek odnosząc się, generalnie mówiąc, do krewnych a mając na myśli potomków braci i sióstr moich rodziców jak także moich dziadków. Napisałem po 1945 roku, bo wiem że USC posiadają te dane od tego rocznika (no, na pewno od 1946).W_Marcin pisze:... jak mniemam - nie jest zstępnym osoby, której akt dotyczy ...
Na marginesie: ostatni przypadek który mi się przytrafił, kiedy bylem w Polsce, chyba w 2019 roku: brat mojego dziadka, Alojzy Ferdynand Świętochowski zmarł w 1936, bezdzietnie, na gruźlicę w Sanatorium-Rudka k/o Mińska Mazowieckiego. Jego akt zgonu jest w USC Mrozy. Urzędnik odmówił mi sfotografowania aktu mimo że upłynęło już więcej niż 80 lat. Powód? Nie będzie brał odpowiedzialności!!? Powiedział, aby poczekać aż przekażą metryki do AP.
Dodam; w jakimś wątku, tu na forum PTG, ktoś napisał że to "restrykcyjne" prawo zostało tak sformowane aby urzędy USC nie były "oblężone" przez petentów takich jak ja i nie miały za dużo roboty w "błahych" sprawach. Jeśli jest to prawdą, to rozumie czego mnie uczyli, zawczasu, w włoskim liceum: potrzebna była rewolucja Francuska aby obalić pojecie "poddanego" i zastąpić pojęciem "obywatel" ...
Pozdrawiam,
Kuba

