Tajemniczy prapradziadek

Wzajemna pomoc w problemach natury genealogicznej. Przed wysłaniem zapytania proszę sprawdzić podforum tematyczne : Tłumaczenia metryk: łacina, niemiecki, rosyjski, ukraiński, angielski, francuski ; także tematy : Poszukiwania lub Stronę Główną Forum

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Tajemniczy prapradziadek

Post autor: hagi26 »

Dzień dobry,

już od kilku lat zajmuję się poszukiwaniem mojego prapradziadka, o którym wciąż wiem niewiele, jednakże pojawił się jakiś przełom, a znając Państwa błyskotliwość chciałam poprosić o radę Was, bardziej doświadczonych kolegów.

Moja praprababcia Rozalia Przybyszewska ( ur. 1875 Sztok;Lubowidz - mazowieckie, zm. 1944 Chamsk, mazowieckie) urodziła siódemkę dzieci jako matka niezamężna i zmarła jako panna.

Stanisława (ur. 1896, zm. 1899, Lubowidz)
Jacek (ur. 1899 Rypin, 1919 ślub - Poniatowo)
Walenty (ur.1901, zm. 1901, Lubowidz)
Katarzyna (ur.1904 Lubowidz, zm. 1978 Sławno,Naćmierz)
Józef (ur.1908 Lubowidz, zm. ?)
Władysław (ur.?)
Bolesław (ur. 1918 Bellschwitz (obecnie Bałoszyce powiat suski), zm. 1969 Żuromin)

Moja babcia snuła różne legendy co do tego kim był ojciec jej dzieci i czy był jeden, powiedziała, że pamiętała, że Rozalia i jej mężczyzna podobno wyjeżdżali do Prus Wschodnich do pracy, ale także to, że on był bogaty. Myślałam, że był jakimś dziedzicem, ale udało dotrzeć mi się do starszego kuzyna mojej babci i o to co mi powiedział:

"Gdy miałem 6-7 lat (to był około 1936-1937 rok, Chamsk, mazowieckie - Rozalia i jej dzieci pracowały tam na dworze u dziedziców po przeprowadzce z Lubowidza) podszedł do mnie wysoki, szczupły, postawny mężczyzna w okularach, bez żadnych wąsów i brody, brunet w kapeluszu i w długim, szarym płaszczu, bardzo elegancki, wyglądał światowo, jak gdyby był z zagranicy, zwrócił uwagę wszystkich.

Podszedł do mnie i do innych bawiących się dzieci i spytał który z nich to ja (Ignacy Korzeniak, syn Katarzyny). Gdy podniosłem rękę, on wyciągnął do mnie swoją dłoń żebym ją pocałował i powiedział do mnie - przywitaj się ze swoim dziadkiem. Nie chciałem jej pocałować. Zamiast tego dał mi cukierki, pogłaskał mnie po głowie i sobie poszedł. Już nigdy go nie widziałem.

Mama (Katarzyna) opowiadała o swoim ojcu, że był samotnym żaglowcem, który z nikim się nie przyjaźnił, nikomu się nie kłaniał, ani nikt nie kłaniał się jemu, marzył wiecznie o Ameryce, o tym, jak nam tam by było lepiej, że założyłby przedsiębiorstwo rolnicze, że byliby bogaci. Gdy jeszcze matka (Rozalia) wyjeżdżała do pracy do Prus, to pracowała przy wykopkach, mogła tam zabierać swoje dzieci, kobiety dzieliły się pracą. Tata (ojciec Katarzyny) zarządzał polakami w imieniu właściciela, wyjeżdżał trochę wcześniej przed wszystkimi i czasem też wracał później, ale zawsze wracał.

Nie pracował w polu, jego stanowiska zawsze był nadzorcze albo dozorcze, do Prus wyjeżdżał oficjalnie i moim zdaniem on był Polakiem, ale nikt nie wiedział skąd on był - prawdopodobnie nie pochodził z Lubowidza, ale tam musiał mieszkać i poznać babcię (Rozalię) bo jak inaczej utrzymywałby kontakt z rodziną? Po za tym był sam i nikt mu nie pomagał, wyjeżdżał do Prus by wspomóc rodzinę finansowo, dostrzegał tam zmiany i nowoczesność, których w Polsce brakowało.

Gdy wyjechał do nich po raz ostatni, mówił, że wyjeżdża tam założyć przedsiębiorstwo, wzbogacić się nareszcie byśmy żyli godnie, wyjechał jednak i nigdy nie wrócił, nie dał znaku życia, żadnego listu. Dopiero gdy byłem w wojsku i starałem się by przydzielono mnie do jednostki lotniczej, moim przełożeni spytali mnie "Ty ukrywasz przed nami, że Twój dziadek wyjechał do Ameryki." A ja powiedziałem, że pierwsze słyszę, ale dopiero wtedy zrozumiałem, że on nie do Prus wyjechał tylko za życiem o którym tak marzył. Może chciał nam tam potem ściągnąć, ale po drodze wybuchła wojna i utknął, zmarł sam na obczyźnie? Nie mam pojęcia skąd służby bezpieczeństwa o tym wiedziały, by on przecież oficjalnie w dokumentach dzieci swoich nie widniał, oni mieli jakieś wymyślone imiona powpisywane i panieńskie nazwisko matki."

Niestety Ignacy nie pamięta ani jego imienia, ani nazwiska, wie, że było wymawiane, ale nie pamięta nawet na jaką literę, do czego mogło być podobne. Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa to dlaczego się nie pobrali i przychodzi mi na myśl - wyznanie. Może był ewangelikiem? Myślałam o tym, że mógł być Żydem, ale w moich wynikach DNA nie wyszły żadne takie koligacje. Mam bardzo dużo połączeń z Niemcami, także w stanach, jednakże bez punktu zaczepienia ciężko mi cokolwiek zrobić - większość z nich jeśli wyjechała do Stanów, to dużo wcześniej - 1880 rok, a potem całe rodziny już tam żyły.

Nie wiedząc nawet skąd pochodził, kim tak naprawdę był - obrotnym robotnikiem, który potrafił się dobrze ustawić w życiu, który po prostu miał bardzo przedsiębiorcze marzenia? - szukanie w zbiorach imigracyjnych i na pokładach statków do USA jest jak szukanie igły w stogu siania. Punktem zaczepienia jest też dla mnie Bellschwitz, tam urodził się mój pradziadek i myślę że tam właśnie mogła pracować Rozalia, więc także i on, ale dokumenty stamtąd nie pozwalają mi na tak szerokie interpretacje jak te z zaborów rosyjskich, gdzie często są podane zawody także zgłaszających dzieci.

Z tego co również rozumiem, skoro był samotnikiem i tak skupiał się na nich, to podejrzewam, że wbrew temu co myślałam, nie miał innej, "legalnej" rodziny, co tak naprawdę utrudnia tylko sprawę, bo jeśli nie wziął ani ślubu ani nie miał dzieci, pozostaje mi tylko szukać jego aktu urodzenia, dokumentów emigracyjnych albo pracowniczych itp.

Oczywiście cały czas szukam go w spisach emigracyjnych i listach pokładowych jakiegoś punktu zaczepienia, ale tak się zastanawiam, czy istnieją jakieś zbiory paszportów lub dokumentów wydawanych dla osób które emigrowały w tym okresie do Ameryki np. ze zdjęciami? Znając jego dokładny wygląd byłoby mi łatwiej odrzucać te osoby, może więc to byłby jakiś trop? Trochę brakuje mi pomysłów co tak naprawdę mogę zrobić bez imienia i nazwiska, strzelam, że skoro widziany był po raz ostatni w 1937, to prawdopodobnie właśnie po tej dacie wyjechał.

Co ciekawe, Ignacy powiedział, że on rozmawiał z domownikami na zewnątrz i nie wchodził do środka. Jestem ciekawa czy macie jakieś uwagi lub pomysły kim mógł być, skąd wynikała decyzja, by nie dawać - czy nie móc dać - swoim dzieciom swojego nazwiska. Ściskam was mocno!
Pozdrawiam, Kamila
Awatar użytkownika
Bialas_Malgorzata

Sympatyk
Adept
Posty: 1852
Rejestracja: czw 31 lip 2014, 13:18
Lokalizacja: Wrocław

Tajemniczy prapradziadek

Post autor: Bialas_Malgorzata »

1908 3 Józef Przybyszewski Władysław Rozalia Przybyszewska Lubowidz Lubowidz [Uwagi: matka niezamężna ] [Miejsce przechowywania ksiąg: Archiwum Państwowe w Warszawie Oddział w Mławie 06-500 Mława, ul. Narutowicza 3] [Indeks dodał: Krzeminski_Darek]
https://metryki.genealodzy.pl/index.php ... 234&zoom=1

jest dopisane imię ojca
Ostatnio zmieniony pn 22 sty 2024, 11:25 przez Bialas_Malgorzata, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Tajemniczy prapradziadek

Post autor: hagi26 »

Dzień dobry, znam ten akt i wpisane imię ojca Władysław zostało dodane w 1953 drogą sądową, pytanie - czy to nie jest jedno z "fałszywych imion", które mógł sobie Józef po prostu wymyślić? Katarzyna ma wpisane w akcie zgonu imię ojca: Stanisław, jednakże brak takiego dopisku w jej akcie urodzenia z 1904 roku z Lubowidza. Nie wiem jak to wyglądało w tamtych czasach, więc wolę się dopytać.

Edit: Jak rozumiem, wynikało to paragrafu 2 i dziecko samo mogło podać jakiekolwiek imię:

https://moremaiorum.pl/wpisanie-imienia-ojca-w-aktach/
Pozdrawiam, Kamila
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Tak, podana podstawa wskazuje na imię z sufitu wzięte.
Nie sądowo i ogólnie niekoniecznie "dziecko sobie wymyśliło". Uszczęśliwienie zanegowania wysiłku samotnej matki mogło być już wtedy z urzędu - wbrew opinii i chęciom zainteresowanych - bywa, że dorosłych wszystkich od dawna.
W tym wypadku może na wniosek (powinien być w zbiorowych w USC albo w APie)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Post autor: hagi26 »

Mnie dobija trochę, że każde z nich ma wpisane inne imię ojca, ale jednak z historii Ignacego wynikałoby, że to był jeden mężczyzna. I tak Katarzyna (1904) w akcie zgonu wpisane ma imię ojca: Stanisław, Józef (ur.1908) ma imię ojca: Władysław, a mój pradziadek - Bolesław, ur. 1918 miał wpisane imię ojca: Józef. No i bądź tu człowieku mądry.

Nie ufam też informacjom tutaj zawartym przez słowa Ignacego w których zaznacza, że już jego matka mówiła że w dokumentach posługuje się innym imieniem ojca niż było naprawdę. Być może jeden z nich się wyłamał np. Józef, ale nie wiem na jakiej zasadzie miałabym to stwierdzić. Czy w takim wniosku mógłby być jakiś dowód "ojcostwa" czy raczej okaże się, że wpisane został tylko na mocy ustawy, gdzie na wniosek zgłaszającego po prostu urzędnik dopisuje imię i koniec?
Pozdrawiam, Kamila
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Jeśli prawdą jest, że na podstawie art.2 , to nie ma mowy o ojcostwie.
Imię na wniosek. Niezwiązane z żadną istniejącą osobą.
Tzn owszem Józef i Bolesław pewnie nawiązują:) w końcu to początek lat 50. Władysław w 53 to prawie jak Wiesław-Władysław..nonkonformizm graniczący z "odchyleniem":)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Post autor: hagi26 »

Tak, napisane jest w dopisku obok aktu że dopisano imię "Władysław" na podstawie art. 2, stąd od razu mój dystans do tej informacji.
Pozdrawiam, Kamila
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

Dopuszczam niezgodność wniosku z dopiskiem, stad "jeśli".
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Awatar użytkownika
Bialas_Malgorzata

Sympatyk
Adept
Posty: 1852
Rejestracja: czw 31 lip 2014, 13:18
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Bialas_Malgorzata »

Jacek ur. się w Rypinie w Kujawsko-Pomorskim
Bolesław w Bałoszycach w Warmińsko-Mazurskim
reszta dzieci w Lubowidzu w Mazowieckim

niekoniecznie wskazuje to na jednego ojca
Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Post autor: hagi26 »

Myślę, że Bałoszyce to miejscowość o której wspomina Ignacy, w której Rozalia pracowała razem z tym mężczyzną, prawdopodobnie poród zaskoczył ją na robotach w Prusach i już nie wracała do Lubowidza do rozwiązania. Co do Rypina, podejrzewam, że tam również była w pracy - nie miała tam żadnej rodziny, co więc innego miałaby tam robić? Nie sądzę też, by też mężczyzna wspierał rodzinę finansowo przez tyle lat i stale ich odwiedzał gdyby nie miał pewności, że to nie jego dzieci. Rozalia nie wyszła za mąż do końca życia - myślę, że to oznaczało, że na kogoś czekała, każda inna kobieta na jej miejscu ustatkowała by się po pierwszym nieślubnym dziecku - to oczywiście moja opinia.
Pozdrawiam, Kamila
sbasiacz

Sympatyk
Mistrz
Posty: 2593
Rejestracja: śr 11 lut 2015, 16:06
Lokalizacja: Warszawa i okolice

Post autor: sbasiacz »

"Dopiero gdy byłem w wojsku i starałem się by przydzielono mnie do jednostki lotniczej, moi przełożeni spytali mnie "Ty ukrywasz przed nami, że Twój dziadek wyjechał do Ameryki."
Musiały to być lata 50 te i już Ludowe WP, może warto poszperać, gdzie Ignacy odbywał służbę wojskową?
pozdrawiam
BasiaS
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

"Nie mam pojęcia skąd służby bezpieczeństwa o tym wiedziały, by on przecież oficjalnie w dokumentach dzieci swoich nie widniał, oni mieli jakieś wymyślone imiona powpisywane i panieńskie nazwisko matki."

"wiedziały" to za dużo powiedziane
skąd? z donosów, legendę powtarzaną za fakt? rzucony w ciemno scenariusz y zbadać reakcję?
sprawdzić co wiedziały - można próbować, jakaś szansa jest
ale to, że ktoś (z GZI?) tak rzucił, to nie znaczy, ze pochwalił się wiedzą/znanymi, potwierdzonymi faktami
no i jeśli, to może ten drugi dziadek / brat dziadka etc
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Awatar użytkownika
Bea

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 1599
Rejestracja: pn 01 cze 2009, 20:03
Lokalizacja: Mazowsze Północne (Ziemia Zawkrzeńska)

Post autor: Bea »

a znane są dokładne daty urodzenia dzieci ?
żeby jakoś potwierdzić tezę, że poród odbył się gdy pra.. wyjechała za pracą (a nie, że luty - i wyjechała do rodziny - swojej lub pana X)


+ ja bym zajrzała do teczki kuzyna, nawet jeśli to tylko donos, to może i w nim będzie ziarno prawdy. Pytanie tylko, czy wojsko nie zniszczyło tak starych teczek.
Beata

mapki parafii warszawskich w latach 1826-1939: link
Awatar użytkownika
hagi26

Sympatyk
Posty: 381
Rejestracja: czw 11 sie 2016, 08:37

Post autor: hagi26 »

Stanisława - 14.04.96 - Lubowidz
Jacek - styczeń 1899 - Rypin
Walenty - 14.02.1901 - Lubowidz
Katarzyna - 07.06.1904 - Lubowidz
Józef - 20.12.1907 - Lubowidz
Bolesław - 23.12.1918 - Bellshwitz

Akurat jej gałąź sprawdziłam dokładnie, na pewno nie miała rodziny ani w Rypinie, ani w Bellshwitz, więc jeśli nie była tam za pracą, (albo nie był to efekt tego, że chciała tam przeczekać poród) to nie wiem po co. Ciężko mi sobie wyobrazić, by jego rodzina przyjęła ją z otwartymi ramionami, skoro za pewno on przez nią zostawał kawalerem, a ona przez niego starą panną - z tego co zrozumiałam, Ignacy sugerował, że nie miał drugiej, oficjalnej rodziny (żona + dzieci) tylko że był właśnie tzw. "samotnym statkiem".

edit: nie mam pojęcia gdzie miałabym nawet takich donosów szukać, musiałabym spytać do jakiej jednostki próbował się dostać.
Pozdrawiam, Kamila
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

niekoniecznie
nie wiem jak to i kiedy wyglądało, kto prowadził, czy inicjowane od razy przy "chęci", czy na żądanie docelowej
pewnie do odszukania
jak nie - to może zapytanie do WBH o pomoc?

Istotne dla poszukiwań może być czy do "jednostki lotniczej" czy do szkoły (ale nie sądzę, by to było w tym wypadku do ustalenia przed badaniem)

I na jakim etapie ta chęć.

To nie tak, że "tony dokumentów, wiedza 100% rzetelna i wszystko wiedzieli". Specjalistą nie jestem, ale - z opracowań - to od zebrania materiałów do opracowania daleka droga. Nie każdy "negatywny wywiad środowiskowy" od razu skutkował zakazami etc
No i często (jak mi się zdaje) podany "powód" nie był prawdziwy. Co innego mogło zdecydować, a co innego było podaną oficjalną przyczyną.
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
ODPOWIEDZ

Wróć do „Potrzebuję pomocy”