Bozenna pisze:Jeśli Twoja mama urodziła się w domu, a nie w szpitalu, co w 1946 roku było bardzo możliwe, to dziadek zadeklarował taką matkę jaką chciał. Mógł zadeklarować macochę jako matkę.
Skąd wiesz, że był poprzedni akt urodzenia, który został zastąpiony nowym?
Pozdrawiam,
Bożenna
Bozenna pisze:Jeśli Twoja mama urodziła się w domu, a nie w szpitalu, co w 1946 roku było bardzo możliwe, to dziadek zadeklarował taką matkę jaką chciał. Mógł zadeklarować macochę jako matkę.
Skąd wiesz, że był poprzedni akt urodzenia, który został zastąpiony nowym?
Pozdrawiam,
Bożenna
Renatadd pisze:Dzien dobry. Mam trudna sprawe do rozwiazania. Moja mama urodzila sie w 1946 roku z romansu dziadka z kolezanka z pracy ktora byla Niemka. Wyjechala z Polski zostawiajac dziecko. Akt urodzenia mojej mamy zostal zmieniony i jako rodzice wpisani sa jej ojciec i macocha. Mama jest juz wiekowa ale chce poznac prawde. Tylko gdzie tej prawdy szukac i jak? Bardzo prosze o jakies podpowiedzi. Pozdrawiam
Dopiero raczkuję na forum, ale łatwiej jest pomagać w poszukiwaniach jeżeli napisze Pani chociaż minimum informacji. Miejscowość urodzenia mamy. Dane Dziadka i Babci (macochy mamy). Gdzie pracowała Dziadek? Rozumiem, że podawanie danych obcym ludziom powoduje mieszane uczucia, ale tu trzeba troszkę zaufania, ponieważ są tu magicy/eksperci i pomogą. Oczywiście jeżeli będę umiała również pomogę. Wiem, że nie w każdym USC są chętni do pomocy. Brat Babci urodził się w domu, nie ma aktu jego urodzenia i zgonu (żył 11 miesięcy) jest tylko informacja w księgach parafialnych, a urodził się 1937 w małej wsi. Może poszukać w parafii gdzie mama się urodziła?
Absolutnie nie można podawać nieswoich danych.
Ani mieszane ani wstrząśnięte
Jednoznaczne z niczym niewymieszane- nie.
O sobie - tak.
O żyjącej matce, szczególnie w drażliwych, wręcz wrażliwych - nie.
to nie jest chętni niechętni "do pomocy" w USC
Obywatel szuka informacji o sobie. Pomocą może być wyjaśnienie możliwości , reszt to zadania ustawowe USC- po prostu praca.
A pomoc - wątki z opisem jak sa na forum,
Tworzenie nowych i generyczne zmaist kontynuowania istniejących kończą się
powyżej
mieszane ej
Renatadd pisze:Dzien dobry. Mam trudna sprawe do rozwiazania. Moja mama urodzila sie w 1946 roku z romansu dziadka z kolezanka z pracy ktora byla Niemka. Wyjechala z Polski zostawiajac dziecko. Akt urodzenia mojej mamy zostal zmieniony i jako rodzice wpisani sa jej ojciec i macocha. Mama jest juz wiekowa ale chce poznac prawde. Tylko gdzie tej prawdy szukac i jak? Bardzo prosze o jakies podpowiedzi. Pozdrawiam
Jeżeli znasz USC w którym sporządzony jest akt urodzenia. To w archiwum USC powinny być dokumenty źródłowe na podstawie, których ten akt sporządzono.
Sroczyński_Włodzimierz pisze:Absolutnie nie można podawać nieswoich danych.
Ani mieszane ani wstrząśnięte
Jednoznaczne z niczym niewymieszane- nie.
O sobie - tak.
O żyjącej matce, szczególnie w drażliwych, wręcz wrażliwych - nie.
to nie jest chętni niechętni "do pomocy" w USC
Obywatel szuka informacji o sobie. Pomocą może być wyjaśnienie możliwości , reszt to zadania ustawowe USC- po prostu praca.
A pomoc - wątki z opisem jak sa na forum,
Tworzenie nowych i generyczne zmaist kontynuowania istniejących kończą się
powyżej
mieszane ej
Ok, jasne - dane osób żyjących - nie, ale wiele (żeby nie powiedzieć większość) osób podaje dane osób z rodziny, tych nieżyjących.
Ja rozumiałem sugestię tak - podaj dane dziadka i macochy, przy założeniu, że nie żyją, bo gdyby żyli to by można było (prawdopodobnie) się spytać.
No nie. Regulamin nawet Ci swojego własnego adresu e-maila nie pozwala.
Nie ma "każdy robi jak uważa"
podanie danych osoby żyjącej be zjej zgody, namawianie do tego jest grubo poza linią można/nie można
tak, jedynie to umożliwia indywidualną pomoc
ale nie od tego serwis PTG jest by omawiać nieznane matki osób żyjących (być może matki żyjące)
hipotetyczne scenariusz - proszę bardzo
procedury - owszem ( i są)
ale nie tak na grubo
krok dalej chyba tylko dane zgwałconych w 44 i 45 i dzieci z tego urodzonych
tak- te dzieci też mają prawo
ale nie w ten sposób
Sroczyński_Włodzimierz pisze:Absolutnie nie można podawać nieswoich danych.
Ani mieszane ani wstrząśnięte
Jednoznaczne z niczym niewymieszane- nie.
O sobie - tak.
O żyjącej matce, szczególnie w drażliwych, wręcz wrażliwych - nie.
to nie jest chętni niechętni "do pomocy" w USC
Obywatel szuka informacji o sobie. Pomocą może być wyjaśnienie możliwości , reszt to zadania ustawowe USC- po prostu praca.
A pomoc - wątki z opisem jak sa na forum,
Tworzenie nowych i generyczne zmaist kontynuowania istniejących kończą się
powyżej
mieszane ej
Ok, jasne - dane osób żyjących - nie, ale wiele (żeby nie powiedzieć większość) osób podaje dane osób z rodziny, tych nieżyjących.
Ja rozumiałem sugestię tak - podaj dane dziadka i macochy, przy założeniu, że nie żyją, bo gdyby żyli to by można było (prawdopodobnie) się spytać.
Ale oczywiście każdy robi jak uważa.
Pozdrawiam
Paweł
Tak dokładnie o to mi chodziło, może nie sprecyzowałam. Trudno komuś pomóc mając dane w mieście x pracował "ktoś" miał żonę "y". Owszem wysłanie do usc jest dobrym tropem jednak z własnego doświadczenia wiem, że nie wszyscy są chętni do pomocy jeżeli chodzi o "szukanie danych". Podając miejscowość też byłoby łatwiej.
Jak wyżej
to nie jest pomoc ze strony USC i nie jakieś tam szukanie danych
a informacja udzielona o "swoich" (tj tego kto kieruje zapytanie) ASC-kach,
o swoich (zadającego pytanie) rodzicach
o procedurach, które były zastosowane wobec pytającego
to nie pomoc, to zadanie ustawowe USC
również w sądzie to nie kwestia "zlituję się i jak tak ładnie prosi to dam dostęp"
to prawo (przynajmniej teoretycznie)
i jest to (jak) opisane na forum na tym poziomie na jakim może być , gdy nie poruszamy danych osobowych/wrażliwych
o kwestiach prawnych (matka odsunięta? to się nazywa porwanie) ..wolałbym nie
o kwestiach historycznych ("Niemka(?) w tę i z powrotem podróżująca w 46?47?) skąd pomysł , ze ot tak w 1946 "podawało się" co się chciało jeśli chodzi o matkę (o ojca - owszem pewna dowolność była) chyab faktycznie jeszcze nie było
ale i tak łatwiej kontynuować istniejące watki o przysposobieniu, tużpowojennych procedurach, przesiedleniach etc
a bywa, że wnuki chcą, a dzieci nie chcą wiedzieć
albo jedno dziecko chce, a drugie nie chce wiedzieć (jeszcze gorzej wtedy)
i inne takie skrosowane (wnuczę może by chciało, ale zostało tak przez rodzica nastawione, ze to wręcz wstyd i "nie chce choć chce") itd itp
sama procedura - jest opisana, są informacje, linki do aktów prawnych
więkxzość pytań (także tych niepostawionych, ale kóre powinny być postawione) na poziomie procedur, na poziomie "jak" "co można" - ma odpowiedzi
i ma częściowo wyjaśnione "kto jednak nie może, czego nie może i jak długo nie może"
Mama urodziła się w powojennym Wrocławiu. Kilka tysięcy Niemców jeszcze zostało. Dziadek ze swoją zona byli przesiedleniami ze wschodu. Pracował we wrocławskiej fabryce mydła Pollena i tam nawiązał romans. Wszyscy z rodziny którzy znali sprawę już nie żyją ,mama posiada bardzo szczątkowe informacje bo w rodzinie był to temat tabu ze zrozumiałych przyczyn…
No właśnie niekoniecznie "ze zrozumiałych przyczyn". To jest pogląd, ogląd nie jakieś obiektywne prawdy
A jeśli mamy rozumieć (w rozumieniu podzielać pogląd, że nie należy wnikać:) - to Twojej mamy chęci ( a nawet więcej niż chęci - przekonanie, że warto) jest decydujące. Nie Twoje słowa, że warto (a nawet nie słowa , ze Mam uważa, że warto)
Tak to działa, a nie inaczej.
My możemy (co na forum zrobiliśmy niejednokrotnie) o tym "jak można" . ale nie zadziałamy.
Natomiast jeśli Mama, albo Ty - po rozwikłaniu, nawet bez nazwisk (choć dobrze byłoby z datami i miejscami) zdecydujesz podzielić się wiedzą jak to na Dzikim Zachodzie było w 1946 - ja bardzo chętnie poczytam.
Na dziś - z takim "dobrowolnych relacji": każdy miesiąc ma znaczenie . Wrocław bym w miarę (w porównaniu) cywilizowany w 1946. Możliwe ale nie banalne podanie nieprawdziwych danych - nie ma szans by ktoś nie doniósł.
Kobieta w ciąży/ matka zdecydowanie większy wpływ.
Bez formalności dużo rzeczy się odbywało, ale nie sądzę by -ot tak- fałszywe zgłoszenie porodu dało radę. Porodu, nie urodzenia:) "ot tak" nie, ale czymś wsparte - jasne, to możliwe.
Jeśli masz kopie AU z 1946 , jeśli nikt nic nie znajdzie ...to jeszcze chrzest zostaje..może tu ktoś bardziej parę puścił.
Niby to (1946) czas jeszcze w miarę otwartej zielonej granicy, ale raczej dla alija nie ot tak mieszkańców Wrocławia.
Tak, parę tysięcy Niemców zostało, ale ...
...i tu wkraczamy w te niezadane pytania (dokładne daty urodzenia, dokładna data przyjazdu do Wrocławia "ze wschodu"..to nie były takir zupełne początki powojennego go okresu ta migracja
i te pytania (a także dużo mocniejsze i głębsze) to raczej kwestie pozaforumowa.
Nawet rozwijanie czysto hipotetycznych scenariuszy to (tu fakt - "każdy może zdecydować), moim zdaniem, tylko na życzenie (szczególnie jeśli z sugestią że tu mogło tak być, nie "znam przypadek, że...).
a badanie DNA..nie musi wiele dać, a i jest ryzyko, że da więcej niż by się chciało.
Ja bym się na pewno zdecydował - jeśli mama ma rodzeństwo i oni też by materiał dali. Po anonimizacji próbek i fire-wallu oczywiście.
To może walczyli o jedynego możliwego potomka. Niekoniecznie w jakikolwiek biologiczny sposób powiązanego z nimi. A by po dziecko ktoś nie przyszedł (niekoniecznie mityczna matkaNiemka kursująca bezproblemu przez zieloną) to wywieźli. Nie wszyscy mieli tyle odwagi i determinajcji
Jedziemy z hipotezami i scenariuszami możlwiymi i spotykanymi?
Może lepiej tak na początek pobożemu
papiery USC PUR i wszystko co opisane nie palcem po wodzie "jak mogło być , bo bywało różnie"