Widzę, że projekt koleżanki Aldony, faktycznie przedstawiony dość niejasno, nie wzbudził tu entuzjazmu.
I to z powodów takich, z jakich szewcy starej daty łapali się za głowę widząc produkowane maszynowo buty.
A przecież baza typu geneteka, w której jest ogromna ilość danych rozmaitej jakości to wymarzony materiał do ćwiczenia modeli odszukiwania wzorców, w tym wypadku efektem byłoby zapewne to, czego się obawiamy: że taki model pokazałby nam ileś możliwych pasujących hipotetycznych wywodów przodków dla danego probanta, z możliwością oceny prawdopodobieństwa "pasowania" takich a nie innych par przodków wg określonych kryteriów, czyli w ciągu milisekund wykonałoby pracę, której poświęcamy setki godzin naszego grzebania w bazach i aktach. Użytkownikowi pozostałoby wybrać, które linie mu pasują wg jego z kolei subiektywnych kryteriów. No i sprawdzić dokumenty co bardziej niepewnych połączeń, bo te, które model by mu wypluł z wartością >99% nie byłyby już po prostu ciekawe.
Jest to wszystko teoretycznie i technologicznie możliwe i raczej za wielka jest pokusa, żeby ktoś czujący genealogię kiedyś się za to nie zabrał. Może gdybym był młodszy, to byłbym to ja
Minakowski zresztą szedł podobnym szlakiem, ale z uwagi na fiksacji na elitach, zwłaszcza szlachcie, nigdy nie zajął się takim Wielkim Drzewem Wszystkich Polaków, które straszy nas gdzieś na końcu tego tunelu.
Łukasz