Z chłopa na pisarza
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
Z chłopa na pisarza
Witam,
W trakcie opracowywania jednej z gałęzi rodzinnych natrafiłem na dość intrygującą historię, która mocno mnie zastanowiła.
Mój przodek, Sebastian Kunka, był włościaninem ze wsi Zaskwira pod Stoczkiem Łukowskim. W około 1806 roku urodził mu się syn – Józef, pierworodny. Niestety nie posiadam aktu urodzenia. W innych aktach Sebastian zapisywany jest jako „pracowity”.
W 1832 roku Józef ożenił się z Marianną Rechniowską z d. Luty, wdową po burmistrzu Stoczka Łukowskiego. Co ciekawe, w akcie ślubu występuje już nie pod nazwiskiem Kunka, lecz jako Kunczyński. W dokumencie określony jest jako „Jaśnie Pan dozorca magazynu”.
Rok później, w 1833, w Stoczku Łukowskim urodził się jego syn Jan – późniejszy burmistrz Goszczyna i Przybyszewa. Chrzestnym Jana był sam burmistrz Stoczka, Józef Skupiewski. W tym akcie ojciec dziecka, Józef, został zapisany jako pisarz urzędu municypalnego.
W 1835 roku przyszedł na świat drugi syn – Konstanty, który w dorosłym życiu funkcjonował już jako wykształcony mieszczanin ze Stoczka. Jego ojcem chrzestnym był proboszcz stoczkowski, ks. Paweł Szepietowski.
Warto wspomnieć, że Stoczek od założenia miasta aż do początku XIX w. pozostawał w rękach biskupów poznańskich. Dopiero w 1805 roku przeszedł na własność państwa i stał się miastem rządowym. Już od XVII wieku działała tam szkoła, co zapewne miało znaczenie dla kształcenia miejscowych.
Zastanawia mnie jednak, w jaki sposób syn chłopa – włościanina z pobliskiej wsi – zdołał zdobyć wykształcenie i wejść w krąg miejskich elit, pełniąc funkcję pisarza w urzędzie. Czy mogła w tym pomóc szkoła parafialna w Stoczku? A może później miał możliwość nauki w gimnazjum albo innej szkole lub uniwersytecie, co otworzyło mu drogę do kariery urzędniczej?
Czy ktoś z Państwa spotkał się z podobnymi przypadkami awansu społecznego w I połowie XIX wieku?
Pozdrawiam,
Karol
W trakcie opracowywania jednej z gałęzi rodzinnych natrafiłem na dość intrygującą historię, która mocno mnie zastanowiła.
Mój przodek, Sebastian Kunka, był włościaninem ze wsi Zaskwira pod Stoczkiem Łukowskim. W około 1806 roku urodził mu się syn – Józef, pierworodny. Niestety nie posiadam aktu urodzenia. W innych aktach Sebastian zapisywany jest jako „pracowity”.
W 1832 roku Józef ożenił się z Marianną Rechniowską z d. Luty, wdową po burmistrzu Stoczka Łukowskiego. Co ciekawe, w akcie ślubu występuje już nie pod nazwiskiem Kunka, lecz jako Kunczyński. W dokumencie określony jest jako „Jaśnie Pan dozorca magazynu”.
Rok później, w 1833, w Stoczku Łukowskim urodził się jego syn Jan – późniejszy burmistrz Goszczyna i Przybyszewa. Chrzestnym Jana był sam burmistrz Stoczka, Józef Skupiewski. W tym akcie ojciec dziecka, Józef, został zapisany jako pisarz urzędu municypalnego.
W 1835 roku przyszedł na świat drugi syn – Konstanty, który w dorosłym życiu funkcjonował już jako wykształcony mieszczanin ze Stoczka. Jego ojcem chrzestnym był proboszcz stoczkowski, ks. Paweł Szepietowski.
Warto wspomnieć, że Stoczek od założenia miasta aż do początku XIX w. pozostawał w rękach biskupów poznańskich. Dopiero w 1805 roku przeszedł na własność państwa i stał się miastem rządowym. Już od XVII wieku działała tam szkoła, co zapewne miało znaczenie dla kształcenia miejscowych.
Zastanawia mnie jednak, w jaki sposób syn chłopa – włościanina z pobliskiej wsi – zdołał zdobyć wykształcenie i wejść w krąg miejskich elit, pełniąc funkcję pisarza w urzędzie. Czy mogła w tym pomóc szkoła parafialna w Stoczku? A może później miał możliwość nauki w gimnazjum albo innej szkole lub uniwersytecie, co otworzyło mu drogę do kariery urzędniczej?
Czy ktoś z Państwa spotkał się z podobnymi przypadkami awansu społecznego w I połowie XIX wieku?
Pozdrawiam,
Karol
Z chłopa na pisarza
Mój przodek, Sebastian Kunka, był włościaninem ze wsi Zaskwira pod Stoczkiem Łukowskim...
W moich poszukiwaniach spotykałam włościan ( XVIII, XIX w) którzy poza tym że mieli swoje gniazda na wsi, ze wsią nic wspólnego nie mieli. Mieli zakłady rzemieślnicze w mieście, nawet byli wpisani do cechów miejskich. Ich dzieci chodziły do szkół w mieście. Mam nawet takich których dzieci ukończyły zagraniczne uniwersytety.
pozdrawiam
Anka
W moich poszukiwaniach spotykałam włościan ( XVIII, XIX w) którzy poza tym że mieli swoje gniazda na wsi, ze wsią nic wspólnego nie mieli. Mieli zakłady rzemieślnicze w mieście, nawet byli wpisani do cechów miejskich. Ich dzieci chodziły do szkół w mieście. Mam nawet takich których dzieci ukończyły zagraniczne uniwersytety.
pozdrawiam
Anka
-
Rokdar

- Posty: 349
- Rejestracja: ndz 12 maja 2024, 12:55
- Podziękował: 2 times
- Otrzymał podziękowania: 2 times
Dobry wieczór!
Podczas moich badań znalazłem historię Pawła Dzierzgwy, który był zasiadał w radzie miejskiej krakowskiej (co prawda na początku XVIII wieku, ale jego pochodzenie społeczne jest ciekawe).
https://www.poczetkrakowski.pl/tomy/sho ... a-866.html
Podczas moich badań znalazłem historię Pawła Dzierzgwy, który był zasiadał w radzie miejskiej krakowskiej (co prawda na początku XVIII wieku, ale jego pochodzenie społeczne jest ciekawe).
https://www.poczetkrakowski.pl/tomy/sho ... a-866.html
Pozdrawiam
Marcin
Nazwiska: Brauer, Cywiński, Dobrzański, Öhm(e), Nadolski, Rokicki, Rzączyński, Torriani, Visconti, etc.
Poszukuję wszelkich informacji o rodzinie Fergen i o mieszczaństwu krakowskim w XVIII wieku.
Marcin
Nazwiska: Brauer, Cywiński, Dobrzański, Öhm(e), Nadolski, Rokicki, Rzączyński, Torriani, Visconti, etc.
Poszukuję wszelkich informacji o rodzinie Fergen i o mieszczaństwu krakowskim w XVIII wieku.
-
poz_marecki

- Posty: 386
- Rejestracja: śr 28 cze 2017, 11:34
Dzień dobry, też miałem przodka pisarza w Wielkopolsce.Potem był muzykiem oraz rymarzem.Tylko z tym pisarzem to trwało zaledwie parę miesięcy zanim uświadomiłem sobie że cała strona i wszystkie akty są po łacinie.Indeksujący ,dawno temu ,nie zorientował się, że zawód również był po łacinie-"piscator" czyli rybak.Fakt że trochę niewyraźnie było nabazgrolone.
Pozdrawiam
Marek
Pozdrawiam
Marek
- Tomasz_Lenczewski

- Posty: 2246
- Rejestracja: ndz 26 wrz 2010, 14:41
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
- Kontakt:
Opisałem historię chłopa z podkrakowskiej wsi Macałka, który przeniósł się do Krakowa i został cukiernikiem i pasztetnikiem. Przy każdych narodzinach dziecka uszlachetniał swoje nazwisko Macalski, Macałkiewicz, Massalski i wreszcie Massalski. Znalazł protektora w osobie biskupa krakowskiego sufragana Oleszko vel Olechowskiego, którego bratanek był żonaty zapewne ze szlachcianka Massalska. Pożyczył mu znaczną kwotę na hipotekę dzięki czemu przyjęty już do prawa miejskiego dawny Macałka założył gospodę na Kleparzu. Jego syn wykształcony ożenił się z posażną mieszczanką, której dziadek lekarz kupił majątek ziemski. Dalsi potomkowie podawali się już za książąt Massalskich. I tak trafili jako książęta nawet do naukowych publikacji dzięki fałszywym interpretacjom strony Sejm Wielki (między innymi) https://historia.dorzeczy.pl/320149/uszlachetnieni.html
- Markowski_Maciej

- Posty: 948
- Rejestracja: ndz 09 maja 2010, 22:22
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Książki Janickiego, to tylko część prawdy.
Cała masa dzieci chłopów uczyła się na UJ. Gospodarze byli znacznie bardziej bogaci niż szlachta gołota. I nic nie stało na przeszkodzie, aby dostarczając swój akt urodzenia do aktu ślubu nie dopisać literek WP czy JWP oraz ski do nazwiska.
Były wsie bogate, które było stać na utrzymanie czteroklasowej szkoły, gdy wiele miasteczek ledwo utrzymywało jedną klasę.
Świat nie jest czaro-biały, ale książki utrzymane w tym tonie dają całkiem dobre utrzymanie ich autorom.
Cała masa dzieci chłopów uczyła się na UJ. Gospodarze byli znacznie bardziej bogaci niż szlachta gołota. I nic nie stało na przeszkodzie, aby dostarczając swój akt urodzenia do aktu ślubu nie dopisać literek WP czy JWP oraz ski do nazwiska.
Były wsie bogate, które było stać na utrzymanie czteroklasowej szkoły, gdy wiele miasteczek ledwo utrzymywało jedną klasę.
Świat nie jest czaro-biały, ale książki utrzymane w tym tonie dają całkiem dobre utrzymanie ich autorom.
- Tomasz_Lenczewski

- Posty: 2246
- Rejestracja: ndz 26 wrz 2010, 14:41
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
- Kontakt:
Moim zdaniem Janicki to człowiek, który nie zadaje sobie trudu, aby cokolwiek sprawdzić i piszę w sposób pod przygotowaną tezę. Starłem się z Nim kiedy pisał o Zycie Korybut Woronieckiej, zabójczyni. Chciał ode mnie „wycyganić” jej pamiętnik. Ostrzegłem go przed korzystaniem z informacji od rzekomego bratanka Zyty, zresztą nie tylko ja, bo również autor strony Sejm Wielki. Jednak nie posłuchał i naplótł bzdur. Oczywiście nawet nie sprawdził, kiedy Zyta urodziła się poprzez choćby Genetekę czy zmarłą, co też było w internecie.
- Markowski_Maciej

- Posty: 948
- Rejestracja: ndz 09 maja 2010, 22:22
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Nie ma co się pastwić nad Janickim, bo jest cała masa jego wyznawców i zaraz się tu zlecą.
Natomiast, trzeba podkreślać, że historia (nieważne czy "tylko" rodzinna czy ta "wielka") nie jest taka prosta, jednowymiarowa jaka się wielu wydaje.
Wymaga szerokiej wiedzy, ostrożności badawczej i unikania skrótów myślowych oraz łatwych uogólnień.
Niestety w społeczeństwie, królują różne teorie spiskowe, Tajne Archiwa Watykańskie, płaskoziemcy, a niektóre wywody przodków sięgają przed czasy biblijne.
"Połowa" społeczeństwa ma przodków, którzy przepili/przegrali w karty/stracili majątek po którymś powstaniu lub ich przodek został w Polsce po odwrocie Wielkiej Armii spod Moskwy.
Na szczęście mamy to forum, na którym można znaleźć wiele dobrych praktyk, pożytecznej wiedzy oraz można się dopytać w kwestii nurtujących problemów.
Natomiast, trzeba podkreślać, że historia (nieważne czy "tylko" rodzinna czy ta "wielka") nie jest taka prosta, jednowymiarowa jaka się wielu wydaje.
Wymaga szerokiej wiedzy, ostrożności badawczej i unikania skrótów myślowych oraz łatwych uogólnień.
Niestety w społeczeństwie, królują różne teorie spiskowe, Tajne Archiwa Watykańskie, płaskoziemcy, a niektóre wywody przodków sięgają przed czasy biblijne.
"Połowa" społeczeństwa ma przodków, którzy przepili/przegrali w karty/stracili majątek po którymś powstaniu lub ich przodek został w Polsce po odwrocie Wielkiej Armii spod Moskwy.
Na szczęście mamy to forum, na którym można znaleźć wiele dobrych praktyk, pożytecznej wiedzy oraz można się dopytać w kwestii nurtujących problemów.
- Krystyna.waw

- Posty: 5530
- Rejestracja: czw 28 kwie 2016, 17:09
- Podziękował: 3 times
Nie jestem wyznawczynią, ale doceniam.
Janicki pisze w sposób lekki, przystępny i dzięki temu wiele osób przeczyta.
Owszem, data, nazwa miejscowości się nie zgadza, ale to popularyzator, a takich zbyt wielu nie ma.
Wychodzę z założenia, ze lepszy taki, niż żadny
Janicki pisze w sposób lekki, przystępny i dzięki temu wiele osób przeczyta.
Owszem, data, nazwa miejscowości się nie zgadza, ale to popularyzator, a takich zbyt wielu nie ma.
Wychodzę z założenia, ze lepszy taki, niż żadny
Krystyna
*** Szarlip, Zakępscy, Kowszewicz, Broczkowscy - tych nazwisk szukam.
*** Szarlip, Zakępscy, Kowszewicz, Broczkowscy - tych nazwisk szukam.
-
Janiszewska_Janka

- Posty: 1130
- Rejestracja: sob 28 lip 2018, 05:34
- Otrzymał podziękowania: 2 times
Mój przodek, Sebastian Kunka, był włościaninem ze wsi Zaskwira pod Stoczkiem Łukowskim. W około 1806 roku urodził mu się syn – Józef, pierworodny. Niestety nie posiadam aktu urodzenia. W innych aktach Sebastian zapisywany jest jako „pracowity”.
Niestety nie widzimy ani jednego linku lub skanu tej rodziny i pozostaje tylko rozważanie bardzo teoretyczne nad podanymi w poście pytaniu. Taki tego skutek, że z tematu zboczono na krytykę książek Janickiego, bo do tematu dorwali się teoretycy.
Teoretycznie możliwy jest taki awans społeczny, bo rodzina mogła mieć protektora w postaci biskupa, który sfinansował jego wykształcenie. Piszę to na podstawie podanych w poście danych. Ważne są tu dane na temat chrzestnych dzieci w tej rodzinie, a o nich nic nie wiemy.
Ponownie proszę wszystkich forumowiczów by podawali linki i skany posiadanych danych rodzinnych razem z pytaniem dotyczącym tej rodziny.
W mojej rodzinie Janiszewskich syn cieśli został szewcem cechowym i radnym w miasteczku, a jego pierworodny syn wykształcony został na zegarmistrza, pięknie pisał i dlatego był świadkiem niemal wszystkich aktów urodzeń w tym miasteczku. Następnie ożenił się ze zubożałą szlachcianką, której rodzina zamieszkała w Warszawie. Niestety i on i jego żona dość wcześnie zmarli, a 2 synami zajęła się ta rodzina z Warszawy i wykształciła także na zegarmistrzów i jubilerów na stałe osiadłych już w Warszawie.
Mam także przykład syna rymarza z Żychlina, który został pisarzem gminnym w łódzkim, a po latach kupił folwark pod Sochaczewem starając się o potwierdzenie szlachectwa. To dość skomplikowana sytuacja bo ten rymarz ( mój prapradziadek) Jan Galski był synem młynarzy, którzy mieszkali w dobrach biskupich pod Skierniewicami, poślubi Florentynę z Sawickich z Sochaczewa i mieli tylko dwoje dzieci: starszą córkę Florentynę, którą wydali za Józefa Lachowicza kowala pochodzącego z rodu młynarzy oraz syna Jana Galskiego, którego wykształcili na pisarza gminnego. Ożenił się z córką zarządcy majątków ziemskich i prawdopodobnie zapragnął zostać szlachcicem poszukując tych szlacheckich korzeni, bo także w Skierniewicach był pisarzem gminnym, a folwark kupił blisko Sochaczewa. Przetrwało w mojej legendzie rodzinnej coś o szlacheckim pochodzeniu, ale to tylko legendy zapewne wynikające z tych starań Jana Galskiego - pisarza, lub Jana Pawła Piotra Janiszewskiego, którego ambitny ojciec szewc wykształcił na zegarmistrza.
Pozdrawiam i życzę sukcesów w budowaniu rodzinnej historii
Janka
Niestety nie widzimy ani jednego linku lub skanu tej rodziny i pozostaje tylko rozważanie bardzo teoretyczne nad podanymi w poście pytaniu. Taki tego skutek, że z tematu zboczono na krytykę książek Janickiego, bo do tematu dorwali się teoretycy.
Teoretycznie możliwy jest taki awans społeczny, bo rodzina mogła mieć protektora w postaci biskupa, który sfinansował jego wykształcenie. Piszę to na podstawie podanych w poście danych. Ważne są tu dane na temat chrzestnych dzieci w tej rodzinie, a o nich nic nie wiemy.
Ponownie proszę wszystkich forumowiczów by podawali linki i skany posiadanych danych rodzinnych razem z pytaniem dotyczącym tej rodziny.
W mojej rodzinie Janiszewskich syn cieśli został szewcem cechowym i radnym w miasteczku, a jego pierworodny syn wykształcony został na zegarmistrza, pięknie pisał i dlatego był świadkiem niemal wszystkich aktów urodzeń w tym miasteczku. Następnie ożenił się ze zubożałą szlachcianką, której rodzina zamieszkała w Warszawie. Niestety i on i jego żona dość wcześnie zmarli, a 2 synami zajęła się ta rodzina z Warszawy i wykształciła także na zegarmistrzów i jubilerów na stałe osiadłych już w Warszawie.
Mam także przykład syna rymarza z Żychlina, który został pisarzem gminnym w łódzkim, a po latach kupił folwark pod Sochaczewem starając się o potwierdzenie szlachectwa. To dość skomplikowana sytuacja bo ten rymarz ( mój prapradziadek) Jan Galski był synem młynarzy, którzy mieszkali w dobrach biskupich pod Skierniewicami, poślubi Florentynę z Sawickich z Sochaczewa i mieli tylko dwoje dzieci: starszą córkę Florentynę, którą wydali za Józefa Lachowicza kowala pochodzącego z rodu młynarzy oraz syna Jana Galskiego, którego wykształcili na pisarza gminnego. Ożenił się z córką zarządcy majątków ziemskich i prawdopodobnie zapragnął zostać szlachcicem poszukując tych szlacheckich korzeni, bo także w Skierniewicach był pisarzem gminnym, a folwark kupił blisko Sochaczewa. Przetrwało w mojej legendzie rodzinnej coś o szlacheckim pochodzeniu, ale to tylko legendy zapewne wynikające z tych starań Jana Galskiego - pisarza, lub Jana Pawła Piotra Janiszewskiego, którego ambitny ojciec szewc wykształcił na zegarmistrza.
Pozdrawiam i życzę sukcesów w budowaniu rodzinnej historii
Janka
- piotr_nojszewski

- Posty: 1682
- Rejestracja: ndz 21 kwie 2013, 01:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 2 times
- Kontakt:
Przestrzegałbym przed utożsamianiem stanowisk w administracji w małych miejscowościach z jakimś niesamowitym wykształceniem typu wyższe w początkach XIX wieku. Na pewno przodek nie mógł być analfabetą. I zapewne był zdolny i ambitny. Ale awans z chłopa na mieszczanina był stosunkowo prosty. Zmiana nazwiska poprzez dodanie -ski była dość popularnym sposobem podniesienia statusu społecznego u kogoś kto stał się bogatszy.
Sugeruję sprawdzenie:
- wielkości gospodarstwa ojca (spisy podatkowe lub inwentarze) oraz
- historii lokalnych szkół
- notariatu
Sugeruję sprawdzenie:
- wielkości gospodarstwa ojca (spisy podatkowe lub inwentarze) oraz
- historii lokalnych szkół
- notariatu
Ostatnio zmieniony pn 25 sie 2025, 09:12 przez piotr_nojszewski, łącznie zmieniany 2 razy.
pozdrawiam
Piotr
Piotr
-
Janiszewska_Janka

- Posty: 1130
- Rejestracja: sob 28 lip 2018, 05:34
- Otrzymał podziękowania: 2 times
W 1832 roku Józef ożenił się z Marianną Rechniowską z d. Luty, wdową po burmistrzu Stoczka Łukowskiego. Co ciekawe, w akcie ślubu występuje już nie pod nazwiskiem Kunka, lecz jako Kunczyński. W dokumencie określony jest jako „Jaśnie Pan dozorca magazynu”.
Jest akt zgonu nr 58 z 1876 r tej żony Józefa czyli Marianny zd Luty i nie ma ona nazwiska Kunczyńska, a tylko Kunka. Zgon zgłosili Ludwik Drabiński i Szczepan Turowski mieszczanie Stoczka, którzy podali dane tylko jej rodziny, nie informując czy była wdową i brak danych jej dzieci. To dość dziwna sytuacja jeśli była żoną tak znanej osobistości jak pisarz urzędu municypalnego. Ponadto była matką tak wykształconych mieszczan ( jak napisano w poście) jej synów.
Warto sprawdzić akt zgonu Józefa Kunki vel Kunczyńskiego.
Pozdrawiam
Janka
Jest akt zgonu nr 58 z 1876 r tej żony Józefa czyli Marianny zd Luty i nie ma ona nazwiska Kunczyńska, a tylko Kunka. Zgon zgłosili Ludwik Drabiński i Szczepan Turowski mieszczanie Stoczka, którzy podali dane tylko jej rodziny, nie informując czy była wdową i brak danych jej dzieci. To dość dziwna sytuacja jeśli była żoną tak znanej osobistości jak pisarz urzędu municypalnego. Ponadto była matką tak wykształconych mieszczan ( jak napisano w poście) jej synów.
Warto sprawdzić akt zgonu Józefa Kunki vel Kunczyńskiego.
Pozdrawiam
Janka
Re: Z chłopa na pisarza
Nie w dokumencie, tylko (błędnie) w indeksie na Lubgensie.Karol226 pisze:W 1832 roku Józef ożenił się z Marianną Rechniowską z d. Luty, wdową po burmistrzu Stoczka Łukowskiego. Co ciekawe, w akcie ślubu występuje już nie pod nazwiskiem Kunka, lecz jako Kunczyński. W dokumencie określony jest jako „Jaśnie Pan dozorca magazynu”.
W dokumencie jest „J.P. Józef Kunczyński”, co oznacza „Jegomość Pan Józef Kunczyński”.
Pozdrawiam
Andrzej
PS. Na znak, że moje tłumaczenie zostało zaakceptowane, proszę edytować pierwszy post, dopisując w temacie – OK (dotyczy działu tłumaczeń).
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopic-t-59525.phtml
Andrzej
PS. Na znak, że moje tłumaczenie zostało zaakceptowane, proszę edytować pierwszy post, dopisując w temacie – OK (dotyczy działu tłumaczeń).
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopic-t-59525.phtml
- piotr_nojszewski

- Posty: 1682
- Rejestracja: ndz 21 kwie 2013, 01:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 2 times
- Kontakt:
Stoczek Łukowski wg SG w 1827 miał 27 dymów i 297 mieszkańców.
a gdy wydawano Słownik miał 95 dymów i 991 mieszkańców w tym 486 Żydów.
To była raczej miejsko-wiejska osada.
Zachowajmy proporcje.
Garwolin miał w 1827 152 dymy a Łuków 259. Dlatego warto to uwzględnić w analizie.
a gdy wydawano Słownik miał 95 dymów i 991 mieszkańców w tym 486 Żydów.
To była raczej miejsko-wiejska osada.
Zachowajmy proporcje.
Garwolin miał w 1827 152 dymy a Łuków 259. Dlatego warto to uwzględnić w analizie.
Ostatnio zmieniony pn 25 sie 2025, 09:12 przez piotr_nojszewski, łącznie zmieniany 1 raz.
pozdrawiam
Piotr
Piotr
Przychodzi mi tu na myśl Zołzikiewicz, bohater noweli „Szkice węglem” Sienkiewicza - niesławny pisarz gminny w Baraniej Głowie. Piastował swoje stanowisko mając ukończone tylko dwie klasy powiatowego gimnazjum i żywiąc nadzieję na zostanie rewizorem.piotr_nojszewski pisze:Przestrzegałbym przed utożsamianiem stanowisk w administracji w małych miejscowościach z jakimś niesamowitym wykształceniem typu wyższe w początkach XIX wieku. Na pewno przodek nie mógłbyć analfabetą. I zapewne był zdolny i ambitny. Ale awans z chłopa na mieszczanina był stosunkowo prosty. Zmiana nazwiska poprzez dodanie -ski była dość popularnym sposobem podniesienia statusu społecznego u kogoś kto stał sie bogatszy.
Sugeruję sprawdzenie:
- wielkości gospodarstwa ojca (spisy podatkowe lub indentarze) oraz
- historii lokalnych szkół
- notariatu
Piotr B.