Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

General discussion about genealogy (po angielsku); Diskussion über Genealogie (po niemiecku);
Parlons généalogie (po francusku); Дискуссии о генеалогии (po rosyjsku)

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Kukawka_stanisław

Sympatyk
Posty: 50
Rejestracja: śr 09 lut 2011, 13:17

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Kukawka_stanisław »

Łukaszu
Etniczność, jakkolwiek rozumiana, nie ma nic wspólnego z biologią i genetyką!!!
Stachu
Kukawka_stanisław

Sympatyk
Posty: 50
Rejestracja: śr 09 lut 2011, 13:17

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Kukawka_stanisław »

P.s.
To niebezpieczna ścieżka. W historii XX wieku już to przerabialiśmy. Niestety z tragicznymi skutkami.
Stachu
Lakiluk

Sympatyk
Posty: 1208
Rejestracja: ndz 11 lip 2021, 21:31
Podziękował: 1 time
Otrzymał podziękowania: 3 times

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Lakiluk »

Virg@ pisze: wt 03 mar 2026, 18:20
Lakiluk pisze: wt 03 mar 2026, 14:46Bajki z mchu i paproci. O czym ty piszesz? Tożsamość Galicjanina?
Tożsamość Galicjanina to złożone pojęcie historyczno-kulturowe, wyrosłe na gruncie Królestwa Galicji i Lodomerii (1772–1918). Nie jest to jednolita kategoria etniczna, lecz raczej wielowarstwowa identyfikacja regionalna.
Czyli jest to przeintelektualizowane bajdurzenie.

Królestwo Galicji i Lodomerii jak ty to podkreślasz było fasadą mającą legitymizować władzę Austrii na zrabowanych ziemiach polskich, a budowanie na tym jakiejś "tożsamości galicyjskiej" powiela ten sam pozorny charakter, tworząc iluzję wspólnej identyfikacji, która w rzeczywistości nigdy nie istniała.


Virg@ pisze: wt 03 mar 2026, 18:20Po 1867 roku Galicja zyskała szeroką autonomię, stając się "azylem polskości". Polacy mieli wpływ na administrację i edukację, co budowało poczucie wyższości kulturowej nad innymi zaborami. Uniwersytety w Krakowie i Lwowie (Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Jana Kazimierza) stały się centrami polskiej nauki, przyciągającymi Polaków z pozostałych zaborów.
Lwów przed rozbiorami był jednym z ważniejszych ośrodków polskiej nauki, kultury i życia intelektualnego – taką rolę miały też Kraków i Warszawa.

Pod butem austriackim Polacy byli dyskryminowani.
https://journals.ur.edu.pl/galisim/article/view/9809


Gdy polska magnateria zaproponowała Chartę Leopoldina, to Komisja Nadworna wyraziła się wprost:

Najważniejszym zadaniem dla państwa jest powolne przekształcenie Galicjan w Niemców, gdyż dopóki zachowują swój narodowy charakter, posiadanie tego kraju będzie zawsze niepewne. Z tego powodu wydalenie niemieckich urzędników byłoby szkodliwe, jeśli nastąpiłoby przed czasem, w którym narodowcy, dzięki szkolnictwu, zostaną zjednani z niemieckim sposobem myślenia i obyczajami. Niedawny moment, w którym w wyniku obcych insynuacji rozbudzone zostały nadzieje na powrót do Polski i powołano w kraju różne komitety, stałby się znacznie groźniejszy, gdyby wówczas Polacy dzierżyli wszystkie urzędy.

Uzyskanie Autonomii po 1867 r. było skutkiem kryzysu geopolitycznego Austrii, a nie wspaniałomyślnością zaborcy, ale co ja będę ci pisać...

Równie dobrze Rosjanie mogliby pisać propagandowo analogicznie o Kongresówce.
Łukasz
Jozwiak_Bartlomiej

Sympatyk
Posty: 16
Rejestracja: pn 16 gru 2024, 00:45
Otrzymał podziękowania: 4 times

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Jozwiak_Bartlomiej »

Lakiluk pisze: wt 03 mar 2026, 17:31
piotr_nojszewski pisze: wt 03 mar 2026, 16:41 Nie było w Galicji żadnego prawa małżeńskiego z 1836 roku. Chyba że jakieś tajne.
Było Prawo z 1836 w Królestwie Polskim i jeśli ktoś tak je odczytał to chyba trochę nie do końca doczytał. Bo jest w tym trochę prawdy.
Mówienie o narodowości w początkach XIX wieku jest anachronizmem.
Ludzie zwykli wtedy nie milie takiej identyfikacji. Natomiast bardziej identyfikowali się z religią i mową.
Narodowość to definicyjnie w zasadzie świadomy wybór chociaż tzw narodowcy zwykle tak nie uważali. Nie wiem jak dziś.
Karta Polaka to pewne ułatwienie dla ludzi. Tak jak wiele osób z Ameryki Południowej chce uzyskać obywatelstwo polskie.
Co do Łemków to sprawa też opiera się na wyborze to jak dyskusja o Kaszubach lub Ślązakach.
Krystynie chodziło zapewne o ustawę z 1868 r.

Jak najbardziej możemy mówić o tożsamości narodowej już w XIX w. Co innego za czasów Kopernika, który nie był ani Polakiem, ani Niemcem - za swoją ojczyznę uważał Prusy Królewskie i Książęce, acz był związany z Polską.

Ślązacy i Kaszubi są z zasady Polakami, natomiast nie każdy ich potomek mógł się uważać za Polaka, gdyż część z nich ulegała germanizacji.
A może chodzi o konkordat z 1863 roku.
Więcej szczegółów na ten temat w ciekawym artykule https://kuriergalicyjski.com/malzenstwa ... w-galicji/
Bartlomiej
Awatar użytkownika
piotr_nojszewski

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 1690
Rejestracja: ndz 21 kwie 2013, 01:17
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 4 times
Otrzymał podziękowania: 1 time
Kontakt:

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: piotr_nojszewski »

Lakiluk pisze: wt 03 mar 2026, 17:31 Jak najbardziej możemy mówić o tożsamości narodowej już w XIX w. Co innego za czasów Kopernika, który nie był ani Polakiem, ani Niemcem - za swoją ojczyznę uważał Prusy Królewskie i Książęce, acz był związany z Polską.

Ślązacy i Kaszubi są z zasady Polakami, natomiast nie każdy ich potomek mógł się uważać za Polaka, gdyż część z nich ulegała germanizacji.
Możemy mówić o tożsamości polskiej pewnej grupy z mieszkańców ale zdecydowanej mniejszości. Umówmy się, że tożsamość ponadlokalna to zjawisko raczej z końca XIX wieku. Ważniejsza była inna identyfikacja religia, język, pozycja społeczna.
Ślązacy i Kaszubi ? Na jakiej podstawie tak uważasz? Śląsk nie był częścią Polski przez większość swojego istnienia. Mieszkańcy w pewnym etapie dziejów byli Słowianami a znalezienie "Polaków" na Dolnym Śląsku w początku XX wieku było możliwe, ale na pewno nie było zbyt łatwe. A już po 1945 realni nikt tam nie został bo praktycznie wszyscy wyjechali. Czemu?
Nawet historia powstań śląskich przedstawiana w naszych szkołach to raczej budowanie polskiej tożsamości niż realna historia. Mieszkający tam ludzie mieli do wyboru dwie duże grupy kulturowe Polską i Niemiecką. A, że faktycznie język polski był bliższy ich mowie i katolicyzm był ich religią to było pewne ciążenie do kultury polskiej.
Kaszubi mają swój język i nie jest mi znana, żadna zasada z której wynika, że Kaszubi mają być Polakami a powiedzmy Łemkowie Ukraińcami czy Białorusini Rosjanami. To jest proces historyczny, w którym większe grupy poprzez przewagę kulturowa albo militarną wypierają świadomość lokalną na niższy poziom. Bardzo pouczająca jest tu mało znana w Polsce historia Francji, gdzie żadnych Francuzów nie było a języków było całkiem sporo.
Takim samym pouczającym przypadkiem są też relacje polsko-litewskie u nas interpretowane radykalnie odwrotnie niż na Litwie. Jak pewien Litwin powiedział: gdyby nie rozbiory Litwinów w sensie narodowym i kulturowym by nie było. Zdarzyłoby się to samo co na Dolnym Śląsku.

Poczytaj sobie o problemach wkraczających Legionów, o problemach z poborem w 1920 i dezercjach. Nie należy mylić historii patriotycznej z historią. Dlaczego ochotnicy to była głównie młodzież z miast?

To co piszesz o Galicji jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Całkowicie. Ty sobie tak to wyobrażasz bo zwyczajnie chyba nie akceptujesz tego, że typowy człowiek chce żyć w spokoju. I dla mieszkańców Galicji przynależność do państwa Habsburgów nie byłą jakimś problemem. To państwo szanowało ich kulturę i dawało udział w rządzeniu. Nawet w wojsku komenda była dwujęzyczna zwykle i było wielu polskich oficerów (inaczej niż w Prusach). Zupełnie inna sytuacja panowała na terenach węgierskich, gdzie realizowano politykę madziaryzacji i w efekcie skończyło się traktatem w Trianon.
Poszukaj sobie skanu banknotu austriackiego - może to ci coś uświadomi.

PS W ramach obalania mitów w II połowie XIX wieku (po likwidacji armii KP) ok 20 procent korpusu oficerskiego Armii Rosyjskiej stanowili Polacy. Katolicy (czyli głównie Polacy) stanowili około 10 procent mieszkańców Cesarstwa Rosyjskiego. Nadreprezentacja dwukrotna. Może to ci coś uświadomi. Nie, nie była to "armia Walenrodów".
Ostatnio zmieniony śr 04 mar 2026, 06:58 przez piotr_nojszewski, łącznie zmieniany 2 razy.
pozdrawiam
Piotr
Awatar użytkownika
piotr_nojszewski

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 1690
Rejestracja: ndz 21 kwie 2013, 01:17
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 4 times
Otrzymał podziękowania: 1 time
Kontakt:

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: piotr_nojszewski »

Jozwiak_Bartlomiej pisze: wt 03 mar 2026, 22:58
A może chodzi o konkordat z 1863 roku.
Więcej szczegółów na ten temat w ciekawym artykule https://kuriergalicyjski.com/malzenstwa ... w-galicji/
Bartlomiej
Ciekawy artykuł. Chętnie bym zobaczył źródła tych statystyk, może da się odszukać.
Tylko wg mnie to nie był "konkordat" to błąd tłumaczenia. To było porozumienie miedzy dwoma kościołami katolickimi. A formalnie nawet Dekret Kongregacji Propagandy Wiary Ad graves et diuturnas.
Można tego poszukać pod hasłem Concordia 1863
Tu jest tekst
https://pl.wikisource.org/wiki/Dekret_K ... Concordia)
pozdrawiam
Piotr
bezkropki

Sympatyk
Posty: 162
Rejestracja: czw 11 gru 2014, 19:46

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: bezkropki »

Lakiluk pisze: wt 03 mar 2026, 14:46
Virg@ pisze: wt 03 mar 2026, 12:04Czynnikiem wiążącym (spoiwem) w Galicji był mit Najjaśniejszego Pana, Franciszka Józefa I.
Wszyscy – Polacy, Ukraińcy i Żydzi – byli poddanymi jednego monarchy. To tworzyło specyficzną tożsamość „Galicjanina”, która nakładała się na identyfikację etniczną. Żydzi galicyjscy często czuli się jednocześnie wiernymi poddanymi cesarza, ludźmi kultury niemieckiej, a lokalnie – sąsiadami Polaków.

W Galicji proces ten został przerwany przez:
- wzrost nacjonalizmów pod koniec XIX wieku (wymuszanie wyboru: „Jesteś Polakiem czy Ukraińcem?”),
- tragedię wojen światowych, które mechanicznie (i brutalnie) - oddzieliły od siebie składniki tego stopu.
Bajki z mchu i paproci. O czym ty piszesz? Tożsamość Galicjanina? Jeszcze popisz coś o tożsamości moskalskiej czy prusackiej wśród Polaków w innych częściach zaborów...

Polski piękny nacjonalizm z rodził się z obrony wspólnych wartości jak j.polski, religia katolicka, tradycja historyczna, suwerenność polityczna.
Istotnie.
Czytałam wiele książek nt. Galicji. Jedni idealizują, (Ba! u jednego Austriaka znalazłam zachwyt, że to była taka proto-Unia Europejska - Najjaśniejszy Pan pod swym światłym berłem w zgodzie zjednoczył tyle narodów i języków itd). Inni tak sobie rozstrząsają, próbują robić jakieś analizy, ale nie chodzi o badania literatury przedmiotu. W naszej dyskusji słowem-kluczem jest "mit". Przecież cała ta "cudowna" Austrya się rozpadła jak domek z kart i nIe pomogły żadne mity o Najjaśniejszym Panu.
Powtórzę, co na tym formum padało wielokrotnie: nie można przykładać dzisiejszych definicji, pojęć, do dawniejszych czasów. Owszem, badając dzieje przodków musimy pochłaniać dzieła naukowe o historii naszego regionu, bo tam możemy znaleźć przybliżoną odpowiedź na nasze pytania.
Anna
szukam: Owczarski, Wesołowski, Zaparucha, Bzdyl, Muzyczuk, Jasiecka/Jasicka, Panfil - Rzeszowszczyzna, Kujawy, Roztocze, Małopolska
Robert_Kostecki

Sympatyk
Posty: 1986
Rejestracja: pn 14 wrz 2015, 18:33
Podziękował: 1 time
Otrzymał podziękowania: 5 times

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Robert_Kostecki »

Taki przykład wielowątkowy "O narodowości na styku trzech wyznań-wiar" (cz. 1):

Mateusz Znaczko-Jaworski (Матвій Карпович Значко-Яворський) urodził się około 1716 r. w kozackiej rodzinie wywodzącej się ze szlacheckiego rodu Kościesza-Jaworskich.[1] Jaworscy h. Kościesza pisali się ze wsi Jaworze [Górne], miejscowości położonej w powiecie pilzneńskim dawnego województwa sandomierskiego. Przedstawiciele tej rodziny od XVI do XVIII wieku przenikali do województwa ruskiego.[2] Oto jak o sobie pisał Mateusz Znaczko-Jaworski: „Urodziłem się, niepozorny, w Małorusi, w pułku łubnieńskim, w pułkowym mieście Łubnia, z jaśnie oświeconych rodziców, wywodzących się ze starożytnej linii Kościeszów-Jaworskich, a mianowicie ze wspomnianego pułku esauła Karpa Iljicza, zwanego Znaczko”. Rodzina Karpa Iljicza liczyła czterech synów: najstarszego Matfeja, (zakonne imię Мелхиседек); Trofima; Maksyma; oraz Arkadego. Najmłodszy syn Karpa Iljicza, Arkadiusz, również wybrał drogę duchową i później został opatem klasztoru bogusławskiego. Matfiej Znaczko-Jaworski odebrał wstępne wykształcenie w domu rodziców, a następnie wstąpił do Kijowskiej Akademii Duchownej, gdzie ukończył większość kursów, łącznie z filozofią. Opanował kilka języków obcych: łacinę, grekę, niemiecki i hebrajski. Interesował się również medycyną. W 1738 r., nie ukończywszy całego programu akademickiego, postanowił wstąpić do zakonu, wybierając na miejsce ascezy klasztor motroniński, ukryty w wiekowych lasach w głębi guberni kijowskiej. Śluby zakonne złożył w 1745 roku. W 1753 roku, po śmierci dotychczasowego ihumena, mnisi jednogłośnie wybrali Melchizedeka na nowego ihumena. Podobno bardzo starannie ukrywał swoje prawdziwe pochodzenie i to, że jego przodkowie byli wiary katolickiej. O działalności Melchizedeka w latach 1753–1761 nic nie wiadomo. W XVIII wieku sytuacja prawosławia na prawobrzeżnej Ukrainie, należącej do Polski, stała się bardzo trudna. Kościół unicki doszczętnie zniszczył prawosławne diecezje łucką, lwowską i inne. Ekspansja unicka najmniejszy sukces odniosła w regionie Dniepru. Tam prawosławia bronili prawobrzeżni Kozacy, aż do ich całkowitej eksterminacji po rozejmie andruszowskim w 1667 r. Po jego zawarciu prawosławiu zagwarantowano wolność, która pozostała jedynie na papierze. Najbardziej otwarte prześladowania rozpoczęły się około 1740 roku. Na rzecz Unii siłowo przejmowano cerkwie. Takie konfiskaty były przez współczesnych nazywane „galtami”. Melchizedek będąc do 1768 r. opatem monasteru motronińskiego, jednocześnie (od 1761 r.) pełnił obowiązki administratora wspólnot prawosławnych Kijowszczyzny, broniąc interesów Cerkwi prawosławnej na prawobrzeżnej Ukrainie. Opatowi motronińskiemu powierzono opiekę nad wszystkimi cerkwiami i parochiami w rejonach kijowskim i czerkaskim, a także części żytomierskiego i winnickiego. Objął też opieką unitów powracających do prawosławia. Utrzymanie „wszystkich i wszystkiego w porządku” stało się głównym celem opata motronińskiego. Co więcej, obowiązki ojca Melchizedeka zostały maksymalnie rozszerzone, zbliżając się do obowiązków władyki.
Duchowieństwo unickie rozpoczęło prześladowanie tych, którzy odeszli od Kościoła katolickiego. a Znaczko-Jaworskiego uważało za inicjatora apostazji. W 1764 r. doszło do wydarzenia, które postawiło Cerkiew prawosławną w tragicznej sytuacji. Uchwałą Sejmu polskiego zniesiono wolność wyznania dla prawosławnych. Melchizedek postanowił szukać sprawiedliwości dla wiary prawosławnej u monarchów Rosji i Polski. Dodatkowo do podjęcia tej misji zmusiły go okoliczności zaistniałe po wydaniu w dniu 17 marca 1765 roku dekretu przez władze unickie, według którego monastyr motroniński miał być przekazany na klasztor katolicki. Świadomy rozwiązłości i samowolnego sprawowania rządów przez lokalne władze, w czerwcu 1765 r. przybył do Piotrogrodu i dostał się na audiencję do carycy Katarzyny, od której otrzymał reskrypt skierowany do rosyjskiego ambasadora w Polsce. Katarzyna nakazywała ambasadorowi, żeby u dworu polskiego doprowadził, aby lokalni urzędnicy powstrzymali się od samowoli, a cerkwie prawosławne były całkowicie chronione i bronione przed uciskiem. W drodze powrotnej, po przekroczeniu Dniepru, doznał wiele upokorzeń. Na początku października 1765 r., Melchizedek powrócił do klasztoru, a następnie wyjechał do Warszawy, gdzie przybył w dniu 6 stycznia 1766 roku. Po wysłuchaniu ihumena, król wydał dekrety zapewniające przestrzeganie wszystkich praw i wolności dla wyznania prawosławnego i przekazał je Melchizedekowi. Jednak przedstawiciele lokalnych władz zlekceważyli królewskie dekrety. Doszło do dalszych represji wobec kleru prawosławnego. Ihumenowi grożono, nawet utratą życia. W końcu został wtrącony do więzienia. Bracia Melchizedeka – Trofim, Maksym oraz Arkady, wszelkimi sposobami starali się uwolnić ihumena. W końcu udało mu się uciec do Perejasławia. Tymczasem w Warszawie dowiedziano się o machinacjach władz na Ukrainie. Sejm na nadzwyczajnym posiedzeniu, rozpoczął rozpatrywanie skarg wniesionych przez pokrzywdzonych. Przedstawiciel Cerkwi prawosławnej wyjednał potwierdzenie praw nadanych wcześniej przez króla. Odzyskawszy siły, Melchizedek pospieszył ponownie do Warszawy, ale nie zdołał dokonać wiele nowego. Widząc rażące naruszanie prawa przez miejscowych urzędników i ich bezkarność, ludność rusińska zaczęła się buntować. Z Zaporoża zaczęły przybywać oddziały kozackie, tworząc przygotowania do powstania. Ruch ten wkrótce znalazł przywódcę w osobie Maksyma Żeleźniaka, nowicjusza w klasztorze motronińskim. Usłyszawszy jego wezwanie, rzesze ludzi zaczęły zbierać się w Chłodnym Jarze w pobliżu monasteru motronińskiego. W połowie maja 1768 roku na obszarze od Białej Cerkwi do Czehrynia rozgorzało powstanie ludowe, znane jako „ koliszczyzna” lub „hajdamaczyzna”. Dumki głosiły, iż Melchizedek sfałszował „Złotą Hramotę”, rzekomo wysłaną przez carycę Katarzynę II podżegającą lud rusiński do buntu oraz poświęcił noże hajdamaków, czym pobłogosławił zamiar eksterminacji wszystkich Polaków i Żydów.[3] Melchizedek znajdował się wówczas po drugiej stronie Dniepru, więc trudno określić skalę jego osobistego zaangażowania w przygotowaniu i organizacji powstania. Niewątpliwie swoją działalnością przyczynił się do rozwoju ruchu hajdamackiego, gdyż utrzymywał kontakt z Żeleźniakiem. Po stłumieniu koliszczyzny, Melchizedek został usunięty przez rząd carski z zarządzania sprawami kościelnymi na prawobrzeżnej Ukrainie i przeniesiony najpierw jako ihumen do klasztoru Michała Archanioła w Perejasławiu, a następnie do kijowskiego klasztoru wydubickiego. Później awansował na archimandrytę. Melchizedek spędził ostatnie piętnaście lat swojego życia jako ihumen monasteru p.w. św. Piotra i Pawła w Głuchowie. Boleśnie doświadczył likwidacji Ukrainy Kozackiej, a przed śmiercią zniszczył rękopisy swoich dzieł. Zmarł 15 czerwca 1809 roku i został pochowany w pobliżu południowego wejścia do katedry klasztornej Świętych Piotra i Pawła.[4] Miał być zawziętym wrogiem bazylianina O. Herakliusza Kosteckiego, służebnika kościoła unickiego.[5]

[1] В. Лукомский, В. Модзалевский, Малороссийский гербовник, Санкт-Петербург, 1914, s. 61.
[2] K. Niesiecki, Herbarz Polski, wyd. J. N. Bobrowicza, t. IV, Lipsk 1839, s. 473; A. Boniecki, Herbarz polski, t. VIII, Warszawa 1905, s. 349.
[3] A. Michalski, Ku pamięci i przestrodze. Relacja naocznego świadka księdza trynitarza Brusiłowskiego z wydarzeń na Ukrainie w roku 1768, Scripta Historica, nr 21, rok 2015, s. 60.
[4] О. А. Білоусько, Мельхиседек (Значко-Яворський Матвій Карпович; бл. (1716-14.06.1809) - релігійний і політичний діяч, [w:] Полтавська Енциклопедія, Т. 12: Релігія і церква, Полтава 2009, С. 387-388; М. Малик, Значко-Яворський Матвій Карпович (Мельхиседек) священник : [народ. у травні 1716 (1720?) р. в сім'ї лубенського полкового осавула], Край, 2014, № 122, С. 20-21; В. Матях, Мельхиседек Значко-Яворський : [архимандрит, уродженець м. Лубни], [w:] Історія України в особах: Козаччина, Київ 2000, С. 243-250; Мельхиседек Значко Яворський : [архімандрит, православний церковний діяч, уродженець м. Лубни], [w:] І. В. Козюра, В. М. Козюра, Історичні силуети : нариси, Полтава 2010, С. 24-27; О. В. Ясь, Значко-Яворський Мельхиседек (бл. 1716, за ін. даними, 1720-14.06.1809) – церковний діяч, архімандрит. Нар в м. Лубни, [w:] Енциклопедія історії України: в 5 т., Київ 2005, Т. 3, С. 370-371.
[5] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. VI, Warszawa 1885, s. 749.
Robert_Kostecki

Sympatyk
Posty: 1986
Rejestracja: pn 14 wrz 2015, 18:33
Podziękował: 1 time
Otrzymał podziękowania: 5 times

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Robert_Kostecki »

"O narodowości na styku trzech wyznań-wiar" (cz. 2):

Eliasz Kostecki, urodził się około 1724 r. w ziemi przemyskiej. Był synem Teodora i Anastazji. Ukończył Seminarium (Kolegium) Papieskie w Wilnie. W dniu 13.11.1748 r. wstąpił do klasztoru bazylianów w Poczajowie, zaś profesję złożył w dniu 13.11.1749 r. Po wyświęceniu przyjął imię Herakliusz. Po 1755 r. był prefektem szkoły i profesorem retoryki i poetyki w kolegium bazyliańskim w Hoszczy.[1] W latach 1758-1762 był przełożonym monasteru w Zamościu. W tym okresie był postacią wybijającą się na tle i tak aktywnych wówczas w Rzeczypospolitej bazylianów. Jego to inicjatywie należy przypisać stworzenie realnych podstaw materialnych funkcjonowania klasztoru w Zamościu. On też wzmógł prace duszpasterskie wśród okolicznej ludności, nie tylko unickiej, prowadząc wśród niej 22 misje.[2] Ojciec Herakliusz Kostecki opuścił Zamość i został superiorem w Trembowli. Następnie udał się do Humania, gdzie został przeorem tamtejszego klasztoru i jednocześnie rektorem szkoły przyklasztornej. W 1767 r. nieustraszony O. Kostecki, w towarzystwie misjonarzy Leona Zasławskiego i Epifaniusza Lachockiego, dwukrotnie odprawił misję w Sokołówce, a potem w tymże roku był na misji w Łysiance. Misje te trwały po kilka tygodni, miały charakter uroczysty i odbywały się w obecności parochów miejscowych. W czasie ich trwania po kilka tysięcy ludności przystępowało do komunii świętej. Ludność uwielbiała Kosteckiego. Jednak opinia ta jest sprzeczna ze stwierdzeniem, że rektor klasztoru Herakliusz Kostecki propagował wiarę greckokatolicką, często stosując metody niechrześcijańskie i brał udział w prześladowaniach duchownych prawosławnych.[3] O. Herakliusz dokonał tego, że w krótkim czasie województwa bracławskie i kijowskie stały się unickimi.[4] W maju 1768 r. O. Herakliusz Kostecki rozpoczął misję w Bukach nad Tykiczem, ale wzburzenie miejscowej ludności przerwało ją. Kolejna jego misja w Mańkówce spotkała się już z jawnym oporem.[5] W dniu 9 czerwca 1768 roku przybył z Buków do Humania. Zastał w mieście oraz na przedmieściach ogromne tabory przybyłej szlachty i Żydów. O. Kostecki widząc tak wielką trwogę zwołał wszystkich zakonników i zwolnił ich z posłuszeństwa, pozwalając aby każdy ratując życie opuścić mógł klasztor. Sam postanowił pozostać dla posługi będących w niebezpieczeństwie, ofiarowując się na śmierć. O. Kostecki przez wszystkie dni na rynku spowiadał, udzielał sakramentów, na śmierć przygotowywał, dodawał odwagi i zapewniał, że sam będzie torował drogę do godnego poniesienia strasznej śmierci. Ostatniego dnia z klasztoru przeszedł do kościoła farnego. Kiedy Rafał Despot-Mładanowicz h. Przyjaciel odm., komendant Humania, człowiek małej wiary, słabo znający się na kwestiach wojskowych, kazał otworzyć bramę, hajdamacy wdarli się do Humania i rozpoczęła się okrutna rzeź, w której straciło życie do 20 tysięcy osób. W czasie rzezi humańskiej w dniu 24 czerwca 1768 roku O. Herakliusz Kostecki poniósł męczeńską śmierć. W trakcie odprawiania nabożeństwa został z chóru postrzelony z rusznicy, a następnie ściągnięty z ambony. Po wyprowadzeniu z kaplicy, mimo, iż trzymał w ręce monstrancję, kilkunastu hajdamaków wzięło go na spisy i podniosło w górę, aż wyzionął ducha. Jego ciała wrzuconego do rynsztoka, nigdy nie odnaleziono.[6] Przed Powstaniem Listopadowym, na początku południowego skrzydła szkoły przyklasztornej znajdowało się mieszkanie rektora o trzech pokojach, skąd roztaczał się piękny widok na Humań. Na przeciwko tego mieszkania, na korytarzu wisiał portret O. Kosteckiego w tej postawie, w jakiej dokonał swego męczeńskiego żywota.[7] Obraz O. Herakliusza Kosteckiego, zamordowanego w 1768 roku przez hajdamaków, musiał silne sprawiać na młodzieży szkolnej wrażenie, skoro Jan Krechowiecki, w pół wieku przeszło po latach szkolnych, zachował go bardzo żywo w pamięci. O. Herakliusz przedstawiony był, jako stojący na dwu skrwawionych włóczniach, z dwiema ranami w piersi; w lewej ręce krucyfiks, w prawej Przenajświętszy Sakrament. Scena odbywała się poza obrębem klasztoru. Hajdamacy mordują klęczących zakonników i studentów, ciała ich wrzucają do znajdującej się obok studni. Postawa męczennika wzniosła, szlachetna, oblicze wypogodzone, piękne, ślady umartwionego życia noszące. U spodu znajdował się napis: "Crudeliter occisus" (pol. okrutnie zabity), który później w czasach prześladowania Unitów kazano wyciąć.[8]
Ze względu na karierę duchowną oraz poważanie, jakim się cieszył wśród magnatów, m.in. wojewody kijowskiego Franciszka Salezego Potockiego, a zwłaszcza jego żony Anny, można przypuszczać, że Eliasz Kostecki był pochodzenia szlacheckiego. Heraldyka i genealogia, będące naukami pomocniczymi historii, znają kilka rodzin szlacheckich obrządku greckiego i rzymskiego o nazwisku Kostecki związanych w województwem ruskim.
Z męczeńską śmiercią O. Herakliusza Kosteckiego wiąże się powszechnie nieznana historia, którą przekazał mi Leon Kostecki h. Rogala, syn Leona Stefana i Marii z Dobrowolskich. Leon Kostecki urodził się 07.04.1916 r. w Olszance w powiecie olgopolskim na Podolu. Po II WŚ zamieszkał w Paryżu. Wstąpił do Zakonu Kawalerów Maltańskich. 19.12.1969 r. został mianowany Kawalerem Łaski i Dewocji, a w październiku 1990 r. Kawalerem Wielkiego Krzyża Honoru i Dewocji. Przez dwa lata piastował godność kanclerza w zarządzie Zakonu. Umarł 03.12.1993 r. w Paryżu. W latach 70.80. XX wieku Leon Kostecki poczynił oficjalne kroki, żeby O. Herakliusza uznać za męczennika błogosławionego. Podobno miał temu przeciwstawić się kler Kościoła grekokatolickiego działający przy Watykanie.
I tak, poprawność polityczna pozwala kościołowi prawosławnemu na wschodniej Ukrainie stawiać pomniki Goncie i Żeleźniakowi, których hajdamaci w okrutny sposób wymordowali do 200 000 Żydów, Polaków i unitów (grekokatolików), a kler grekokatolicki świętuje urodziny Bandery, za którego ideologią w zachodniej części Ukrainy w podobny sposób jak dwieście lat wcześniej wymordowano ponad 100 000 Polaków i ponad 400 000 Żydów. A jak się okazuje, koloryt narodowościowy na Kresach nie był taki jednoznaczny.

[1] Lwowska Narodowa Naukowa Biblioteka im. W. Stefanyka we Lwowie, fond 3, sp. 435, k. 36v; Алфавітний покажчик ченців Чину Святого Василія Великого (ЧСВВ) Поліської провінції (1764 Р. укладення), t. II, s. 435, 436, 614.
[2] A. Gil, Opis unickiej cerkwi p.w. św. Mikołaja w Zamościu z 1828 r. na tle dziejów tamtejszych bazylianów, Zamojsko-Wołyńskie Zeszyty Muzealne”, t. 1, Zamość 2003.
[3] І. І. Кривошея, Місто Умань у власності графів Потоцьких (друга чверть ХVІІІ – перша третина ХІХ ст.): територія конфлікту, компромісу чи взаємодії?, [w:] Проблеми історії України ХІХ – початку ХХ ст., 2009, 16. С. 174.
[4] P. F. Krypiakiewicz, Unia święta. W 300. letnią rocznicę Unii Brzeskiej, Lwów 1897.
[5] F. Rawita-Gawroński, Historia ruchów hajdamackich, t. II, Brody 1913.
[6] E. Iwanowski, Wspomnienia narodowe, Paryż 1861, s. 201-209; A. Kossowski, Klasztor Bazylianów w Zamościu i jego kronika, [w:] Roczniki Humanistyczne TN KUL, 1953, t. IV, z. 4; Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (SGKP), t. VI, s. 749.
[7] B. Zaleski, Do upadku Powstania Listopadowego 1802—1831. Życie i Poezya. Karta z dziejów romantyzmu polskiego z 6-ciu rycinami, Kraków 1911, s. 35.
[8] Bazylianie na Podolu, Wołyniu i Ukrainie przez Jana Krechowieckiego, "Przegląd Lwowski", T. II, 1872, str. 151.
Lakiluk

Sympatyk
Posty: 1208
Rejestracja: ndz 11 lip 2021, 21:31
Podziękował: 1 time
Otrzymał podziękowania: 3 times

Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie

Post autor: Lakiluk »

piotr_nojszewski pisze: śr 04 mar 2026, 06:26 Ślązacy i Kaszubi ? Na jakiej podstawie tak uważasz?
Abstrahując już od oczywistej podstawy (bo to ignorujesz), to na podstawie chociażby tego, że przez setki lat sami Niemcy ich nazywali Polakami a ich mowę polskim językiem, nawet mowę Kaszubów nadłebskich/nadbałtyckich, których sztucznie niemiecki językoznawca przezwał Słowińcami, była nazywana j.polskim w odmianie tutejszej.

Sami książęta pomorscy byli de facto Polakami w znaczeniu [podkreślam, żebyś mi nie pisał o wyuczonym słowie anachronizm] politycznym, kulturowym, językowym, o czym można przeczytać w zeznaniach kasztelana Piotra z Radzimia, syna matki z Pomorza a wnuka wojewody pomorskiego Święcy, że książę Mściwoj językiem, obyczajami i prawami uważał się za Polaka.

Zarówno śląski, jak i kaszubski są dialektami języka polskiego. Kaszubski uzyskał jednak status języka regionalnego, który ma charakter administracyjno-prawny i wynika z decyzji politycznych. W związku z tym ślązakowcy (nie mylić ze Ślązakami) postulują nadanie podobnego statusu gwarom śląskim.

Chętnie bym zobaczył jak ty na niemieckim forum (tak jak gorliwie na polskim forum) negujesz niemieckość Saksończyków i mieszkańców Pomorza (w tym Zachodniego), niegdyś mówiących dolno-saksońskim, który jest odrębnym językiem od niemieckiego.

Też chętnie bym zobaczył jak Ukraińcom tłumaczysz, że rosyjskie zabory to ich nowy "dom", gdzie ich rosyjska kultura, język rosyjski będzie szanowany w przeciwieństwie do państwa ukraińskiego.
Łukasz
ODPOWIEDZ

Wróć do „General Discussion ( English, German, French, Russian .. inne )”