Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Dzień dobry wszystkim!
Piszę do Państwa jako studentka, ale przede wszystkim jako osoba zafascynowana tym, co kryje się „pomiędzy” datami w naszych drzewach genealogicznych. Przygotowuję pracę magisterską, w której zajmuję się tematem odczarowywania rodzinnych mitów i odkrywania historii, które przez lata pozostawały w cieniu.
Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc w rozeznaniu tego tematu. Jak wiemy, poszukiwania to nie tylko radosne odkrycia, ale często także konfrontacja z faktami, o których w domu z różnych powodów się milczało. Interesuje mnie właśnie ten moment, w którym dokumenty rzucają nowe, czasem trudne światło na losy naszych przodków, pozwalając nam poznać ich prawdziwe życie.
Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź w komentarzu, jeśli w trakcie swoich badań:
1. Trafiliście na informacje, które całkowicie zaprzeczyły rodzinnej legendzie (np. „mieliśmy być szlachtą, a okazało się inaczej”).
2. Odkryliście historie trudne lub przemilczane (np. nieślubne dzieci, tajemnicze zniknięcia, konflikty, trudne wybory przodków).
3. Udało Wam się przywrócić pamięć o kobietach, których losy zostały wcześniej całkowicie zapomniane.
Nie szukam tylko suchych faktów. Chciałabym zorientować się, jak Państwo czuli się w momencie takiego odkrycia? Czy była to ulga, szok, a może poczucie, że w końcu jakaś historia odzyskała należne jej miejsce?
Jeśli zechcą Państwo podzielić się krótkim zarysem swojej historii będzie to dla mnie bezcenna pomoc przy planowaniu badań. Chcę sprawdzić, jak wiele takich „trudnych perełek” udaje się nam, uratować od zapomnienia.
* Moderacja - Zgodnie z Regulaminem Rozdział II, pkt 4, lit. b i c i przyjętym zwyczajem prosimy podpisywać posty przynajmniej imieniem. Jeżeli każdorazowe podpisywanie postów jest kłopotliwe, wtedy można ustawić automatyczny podpis w swoim Profilu
Pozdrawiam, Marek
Moderator
Piszę do Państwa jako studentka, ale przede wszystkim jako osoba zafascynowana tym, co kryje się „pomiędzy” datami w naszych drzewach genealogicznych. Przygotowuję pracę magisterską, w której zajmuję się tematem odczarowywania rodzinnych mitów i odkrywania historii, które przez lata pozostawały w cieniu.
Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc w rozeznaniu tego tematu. Jak wiemy, poszukiwania to nie tylko radosne odkrycia, ale często także konfrontacja z faktami, o których w domu z różnych powodów się milczało. Interesuje mnie właśnie ten moment, w którym dokumenty rzucają nowe, czasem trudne światło na losy naszych przodków, pozwalając nam poznać ich prawdziwe życie.
Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź w komentarzu, jeśli w trakcie swoich badań:
1. Trafiliście na informacje, które całkowicie zaprzeczyły rodzinnej legendzie (np. „mieliśmy być szlachtą, a okazało się inaczej”).
2. Odkryliście historie trudne lub przemilczane (np. nieślubne dzieci, tajemnicze zniknięcia, konflikty, trudne wybory przodków).
3. Udało Wam się przywrócić pamięć o kobietach, których losy zostały wcześniej całkowicie zapomniane.
Nie szukam tylko suchych faktów. Chciałabym zorientować się, jak Państwo czuli się w momencie takiego odkrycia? Czy była to ulga, szok, a może poczucie, że w końcu jakaś historia odzyskała należne jej miejsce?
Jeśli zechcą Państwo podzielić się krótkim zarysem swojej historii będzie to dla mnie bezcenna pomoc przy planowaniu badań. Chcę sprawdzić, jak wiele takich „trudnych perełek” udaje się nam, uratować od zapomnienia.
* Moderacja - Zgodnie z Regulaminem Rozdział II, pkt 4, lit. b i c i przyjętym zwyczajem prosimy podpisywać posty przynajmniej imieniem. Jeżeli każdorazowe podpisywanie postów jest kłopotliwe, wtedy można ustawić automatyczny podpis w swoim Profilu
Pozdrawiam, Marek
Moderator
- Virg@

- Posty: 841
- Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29
- Podziękował: 17 times
- Otrzymał podziękowania: 25 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Wnuk moich 4xpradziadków Józefa Nawrockieg (ok. 1738-1793) i Anny z domu Jarek (ok.1752-1821) z Odrzykonia, syn Szymona (1791-1850), Wawrzyniec (2-gi) *27.07.1821 ożenił się z Marianną (Marią) Szafran, córką Józefa Szafrana z Odrzykonia i Anny z domu Szarek z Bratkówki. […]
Teść Wawrzyńca, Józef Szafran (ok. 1783-1846) pochodził z bogatej kmiecej rodziny. Według Franciszka Kozioł-Sulimowskiego (prof. Franciszek Kozioł-Sulimowski był praprawnukiem po kądzieli Józefa Szafrana), wnikliwego szperacza po metrykach, Józef Szafran trzymał do chrztu Gustawa Ehrenberga, autora „Gdy naród do boju”, jak wieść gminna niosła, nieślubnego syna wielkiego księcia Konstantego, czy też samego cara Aleksandra I. Jego matka „dla ulgi w niesławie przyjechała rodzić właśnie do parafii odrzykońskiej, a drugim rodzicem chrzestnym został ktoś z tutejszego dworu”.
O ile rzeczywiście takie niecodzienne wydarzenie miało miejsce, to zapewne działo się to w 1818 r., gdyż Gustaw Ehrenberg urodził się dnia 14 lutego tegoż roku.
Jego imieniem nazwana została w 2003 r. jedna z odrzykońskich ulic.
Za tym, że faktycznie jego ojcem chrzestnym był Józef Szafran, przemawiać mogłoby to, iż należał on do grona najbogatszych odrzykońskich kmieci, a ponadto pełniąc funkcję wójta Odrzykonia, byłby właściwą osobą do tej roli (źródło: Blicharczyk Stanisław, Gmina Odrzykoń i jej wójtowie w dobie rozbiorów (1772 - 1918). Odrzykoński Słownik Biograficzny. Z dziejów samorządu wiejskiego Odrzykonia: wójtowie, przewodniczący GRN i sołtysi wsi, gminy, gromady i sołectwa Odrzykoń, Zeszyty Odrzykońskie, nr 25, Odrzykoń 2017, s. 31).
W zachowanych Liber Natorum ‘księgi urodzonych’ dla wsi Odrzykoń oraz wyodrębnionych terytorialnie części wsi: Zawodzie (przysiółek wsi) i Podzamcze seu Leszczyny | Leszczyny seu Podzamcze (jak zamiennie opisywano te księgi) - moje poszukiwania zapisu o narodzinach Gustawa Ehrenberga, niestety, nie przyniosły odpowiedzi.
Szukałam też pomocy na Forum “Genealodzy.pl” i rozpoczęłam dyskusję na temat: Gdzie faktycznie urodził się poeta?
„I jak ten głupiec u mądrości wrót stoję – i tyle wiem, com wiedział wprzód.”
(Johann Wolfgang von Goethe, „Faust”)
Łączę serdeczne pozdrowienia oraz Tobie (anonimowa studentko), życzę więcej szczęścia oraz powodzenia z tą pracą magisterską oraz podzielenia się, z nami na Forum, przynajmniej wnioskami z niej płynącymi
–
Lidia
Teść Wawrzyńca, Józef Szafran (ok. 1783-1846) pochodził z bogatej kmiecej rodziny. Według Franciszka Kozioł-Sulimowskiego (prof. Franciszek Kozioł-Sulimowski był praprawnukiem po kądzieli Józefa Szafrana), wnikliwego szperacza po metrykach, Józef Szafran trzymał do chrztu Gustawa Ehrenberga, autora „Gdy naród do boju”, jak wieść gminna niosła, nieślubnego syna wielkiego księcia Konstantego, czy też samego cara Aleksandra I. Jego matka „dla ulgi w niesławie przyjechała rodzić właśnie do parafii odrzykońskiej, a drugim rodzicem chrzestnym został ktoś z tutejszego dworu”.
O ile rzeczywiście takie niecodzienne wydarzenie miało miejsce, to zapewne działo się to w 1818 r., gdyż Gustaw Ehrenberg urodził się dnia 14 lutego tegoż roku.
Jego imieniem nazwana została w 2003 r. jedna z odrzykońskich ulic.
Za tym, że faktycznie jego ojcem chrzestnym był Józef Szafran, przemawiać mogłoby to, iż należał on do grona najbogatszych odrzykońskich kmieci, a ponadto pełniąc funkcję wójta Odrzykonia, byłby właściwą osobą do tej roli (źródło: Blicharczyk Stanisław, Gmina Odrzykoń i jej wójtowie w dobie rozbiorów (1772 - 1918). Odrzykoński Słownik Biograficzny. Z dziejów samorządu wiejskiego Odrzykonia: wójtowie, przewodniczący GRN i sołtysi wsi, gminy, gromady i sołectwa Odrzykoń, Zeszyty Odrzykońskie, nr 25, Odrzykoń 2017, s. 31).
W zachowanych Liber Natorum ‘księgi urodzonych’ dla wsi Odrzykoń oraz wyodrębnionych terytorialnie części wsi: Zawodzie (przysiółek wsi) i Podzamcze seu Leszczyny | Leszczyny seu Podzamcze (jak zamiennie opisywano te księgi) - moje poszukiwania zapisu o narodzinach Gustawa Ehrenberga, niestety, nie przyniosły odpowiedzi.
Szukałam też pomocy na Forum “Genealodzy.pl” i rozpoczęłam dyskusję na temat: Gdzie faktycznie urodził się poeta?
„I jak ten głupiec u mądrości wrót stoję – i tyle wiem, com wiedział wprzód.”
(Johann Wolfgang von Goethe, „Faust”)
Łączę serdeczne pozdrowienia oraz Tobie (anonimowa studentko), życzę więcej szczęścia oraz powodzenia z tą pracą magisterską oraz podzielenia się, z nami na Forum, przynajmniej wnioskami z niej płynącymi
Lidia
-
bielecki

- Posty: 660
- Rejestracja: czw 18 paź 2007, 13:35
- Podziękował: 7 times
- Otrzymał podziękowania: 20 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Ale tylko o kobietach? Mężczyznom bowiem też się to przytrafiało, wyjeżdżali w świat, na wojny, albo dokonywali wyborów, które ściągały na nich infamię w rodzinie - i pamięć o nich ginęła.nmaslarz pisze: śr 18 mar 2026, 10:42 3. Udało Wam się przywrócić pamięć o kobietach, których losy zostały wcześniej całkowicie zapomniane.
Jeśli chodzi o kobiety, to odkryłem nieznaną rodzinie siostrę mojego pradziadka. Wyszła za mąż w niedalekiej wsi i niestety zmarła przy narodzinach perwszego dziecka, które też nie pożyło potem długo. Nie pozostawiła zatem potomków, mąż ożenił się ponownie, widać to pokolenie nie widziało już później powodów, by wspominać o niej swoim dzieciom i tak - domyślam się, że bez niczyjej złej intencji - pamięć o niej przepadła, aż faktycznie znalazłem ją w Genetece, czy PomGenBazie, nie pamiętam już teraz.
Pozdrawiam,
Łukasz
Łukasz Bielecki
-
niki.ix

- Posty: 338
- Rejestracja: sob 02 lis 2024, 21:25
- Podziękował: 3 times
- Otrzymał podziękowania: 3 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
W swoich poszukiwaniach, w jednej z rodzin natrafiłam na ciekawą historię. Salomea Katarzyna Sieprawska urodziła się w 1815 r w Rzeplinie, parafia Minoga. Była córką karbowego Tomasza Sieprawskiego i Małgorzaty Krzynowskiej. W 1835 r Katarzyna (imienia Salomea nie używa) wychodzi za mąż za stróża wsi Kacpra Solarza. Krótko po ślubie mąż Katarzyny "zaginął". W 1838 r Katarzyna rodzi córkę Kordulę. W akcie urodzenia napisano: o mężu Katarzyny od 2 lat nic nie wiadomo. W 1844 r Katarzyna jako kobieta samotna rodzi córkę Teklę. Obie córki mają nazwisko panieńskie matki. Katarzyna wychowuje córki sama, może z pomocą rodziny. Można się domyślać jak może być w tamtych czasach traktowana samotna matka 2 dzieci których ojciec jest nieznany. W 1854 r umiera Marianna Solarz córka Kacpra i Katarzyny Sieprawskiej. Katarzyna z Kacprem nigdy nie mieli córki Marianny. Jako Marianna Solarz został pochowany mąż Katarzyny Kacper Solarz. Kacper był też ojcem córek Katarzyny - Korduli i Tekli. W aktach urodzin wnuków Katarzyny córki Katarzyny są już z domu Solarz nie Sieprawskie. Katarzyna umiera w 1863 r. Zostaje pochowana jako Katarzyna Solarz żona Kacpra Solarza żołnierza.
Może będziesz mogła wykorzystać historię Katarzyny.
pozdrawiam
Anka
Może będziesz mogła wykorzystać historię Katarzyny.
pozdrawiam
Anka
- jan2024

- Posty: 728
- Rejestracja: czw 16 sty 2025, 23:28
- Podziękował: 15 times
- Otrzymał podziękowania: 58 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
A ja i opowiem ad punkt 1 tylko.
Legenda rodzinna mówiła, że był wielkim panem który miał karetę z zaprzężoną w 4 pary koni
................ I tu jak poszperałem to istotnie jeździł bardzo ciężką karetą to i koni było wiele.
Okazało się, że przed 1 rozbiorem polski biskup krakowski swoje dobra około ok.143 wsie przepisał na klasztor w Staniątkach.
A mój przodek Jan Maziarski był zarządcą majątku klasztoru. i Po prostu woził pieniądze= dochody do Krakowa.
Jeszcze to były monety zatem faktycznie było wiele koni przy jego karecie czy jak zarządzał majątkiem był biedny?
Na pewno Biskup krakowski opłacał sługę należycie. Dodajmy przodek wynajmował i obstawę.
To oczywiście moje domniemanie i skojarzenie faktów zarządzanie majątkiem Klasztoru, jego wielki majątek pokrywający się z kiedyś majątkiem Biskupów Krakowski
Był chyba uczciwy bo zarządzał dobrami klasztoru przez wiele lat nawet jak Kraków został wcielony do zaboru.
Zatem chyba i biskupi krakowscy byli zadowoleni z prowadzenia rachunków
Zatem rodzinne legendy maja czasami ziarno prawdy.
Legenda rodzinna mówiła, że był wielkim panem który miał karetę z zaprzężoną w 4 pary koni
................ I tu jak poszperałem to istotnie jeździł bardzo ciężką karetą to i koni było wiele.
Okazało się, że przed 1 rozbiorem polski biskup krakowski swoje dobra około ok.143 wsie przepisał na klasztor w Staniątkach.
A mój przodek Jan Maziarski był zarządcą majątku klasztoru. i Po prostu woził pieniądze= dochody do Krakowa.
Jeszcze to były monety zatem faktycznie było wiele koni przy jego karecie czy jak zarządzał majątkiem był biedny?
Na pewno Biskup krakowski opłacał sługę należycie. Dodajmy przodek wynajmował i obstawę.
To oczywiście moje domniemanie i skojarzenie faktów zarządzanie majątkiem Klasztoru, jego wielki majątek pokrywający się z kiedyś majątkiem Biskupów Krakowski
Był chyba uczciwy bo zarządzał dobrami klasztoru przez wiele lat nawet jak Kraków został wcielony do zaboru.
Zatem chyba i biskupi krakowscy byli zadowoleni z prowadzenia rachunków
Zatem rodzinne legendy maja czasami ziarno prawdy.
......................
Pozdrawiam.
Jan, יאן, יונש, Ян, Hans, Johann.John
Pozdrawiam.
Jan, יאן, יונש, Ян, Hans, Johann.John
-
mbeelas

- Posty: 380
- Rejestracja: ndz 31 lip 2022, 03:57
- Podziękował: 10 times
- Otrzymał podziękowania: 4 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
1 - Taknmaslarz pisze: śr 18 mar 2026, 10:42 Dzień dobry wszystkim!
Piszę do Państwa jako studentka, ale przede wszystkim jako osoba zafascynowana tym, co kryje się „pomiędzy” datami w naszych drzewach genealogicznych. Przygotowuję pracę magisterską, w której zajmuję się tematem odczarowywania rodzinnych mitów i odkrywania historii, które przez lata pozostawały w cieniu.
Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc w rozeznaniu tego tematu. Jak wiemy, poszukiwania to nie tylko radosne odkrycia, ale często także konfrontacja z faktami, o których w domu z różnych powodów się milczało. Interesuje mnie właśnie ten moment, w którym dokumenty rzucają nowe, czasem trudne światło na losy naszych przodków, pozwalając nam poznać ich prawdziwe życie.
Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź w komentarzu, jeśli w trakcie swoich badań:
1. Trafiliście na informacje, które całkowicie zaprzeczyły rodzinnej legendzie (np. „mieliśmy być szlachtą, a okazało się inaczej”).
2. Odkryliście historie trudne lub przemilczane (np. nieślubne dzieci, tajemnicze zniknięcia, konflikty, trudne wybory przodków).
3. Udało Wam się przywrócić pamięć o kobietach, których losy zostały wcześniej całkowicie zapomniane.
Nie szukam tylko suchych faktów. Chciałabym zorientować się, jak Państwo czuli się w momencie takiego odkrycia? Czy była to ulga, szok, a może poczucie, że w końcu jakaś historia odzyskała należne jej miejsce?
Jeśli zechcą Państwo podzielić się krótkim zarysem swojej historii będzie to dla mnie bezcenna pomoc przy planowaniu badań. Chcę sprawdzić, jak wiele takich „trudnych perełek” udaje się nam, uratować od zapomnienia.
* Moderacja - Zgodnie z Regulaminem Rozdział II, pkt 4, lit. b i c i przyjętym zwyczajem prosimy podpisywać posty przynajmniej imieniem. Jeżeli każdorazowe podpisywanie postów jest kłopotliwe, wtedy można ustawić automatyczny podpis w swoim Profilu
Pozdrawiam, Marek
Moderator
2 - Tak
3 - Nie/Tak
Marcin
- k_skrzyp

- Posty: 200
- Rejestracja: czw 14 lut 2013, 17:20
- Podziękował: 3 times
- Otrzymał podziękowania: 9 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
1. Krewny miał być kryminalistą, dłuugo odsiadującym coś w więzieniu, a okazał się ...funkcjonariuszem służby więziennej. Widać więc jak chętnie umysły dryfują na sensację. Tej legendy nie przekreślam jednak zupełnie: W końcu mógł np. wejść w świat podopiecznych na tyle, że w końcu znalazł się też po drugiej stronie krat - może nie odkryłem jeszcze całej historiinmaslarz pisze: śr 18 mar 2026, 10:42 1. Trafiliście na informacje, które całkowicie zaprzeczyły rodzinnej legendzie (np. „mieliśmy być szlachtą, a okazało się inaczej”).
2. Odkryliście historie trudne lub przemilczane (np. nieślubne dzieci, tajemnicze zniknięcia, konflikty, trudne wybory przodków).
3. Udało Wam się przywrócić pamięć o kobietach, których losy zostały wcześniej całkowicie zapomniane.
2. Przez krótki czas myślałem, że wchodzę w wyjątkowo trudne bagno. Wielopunktową listę nieznanych i drastycznych rodzinnych brudów dostarczył mi raz przez tel. jednym tchem nowopoznany potomek spowinowaconej rodziny (ja wywodzę się od teściów, on od ich wspoltesciow, a kontrowersje na styku 2 rodzin sięgać miały obu wojen). Rozmowa trochę mną wstrząsnęła i w jakimś podnioslym poczuciu odpowiedzialności nie karmilem od razu rodziny tymi rewelacjami, świadomy że mniej krytycznym osobom te historie z pewnością zostałyby w pamięci na pierwszym planie. Przez kilka dni starannie badałem nowopoznane wątki. Nie zgadzają się jednak daty, groby, dokumenty ani tło regionalnej historii, nawet zdjęcia sugerują sympatię tam, gdzie wg świeżego donosu powinna być przepaść. Uznałem wiec, ze sporą ulgą, że to fabuła bez cech dokumentu, a producentem i głównym sponsorem był zapewne klasyczny konflikt teściowa vs synowa, chyba znacznie bardziej błahy, finansowy, którego owocom przez stulecie każdy akt proliferacji dodawał brukowych smaczków.
3. Interesujący przypadek zatartej pamięci o 1 pokoleniu: Para pradziadków probanta zmarła w b. młodym wieku, zaś rodzice tej konkretnej jego prababki dożyli ~90 lat. Zachowal się grób tylko tych drugich, których probant, zamiast za dziadków swej babci, uważał za jej rodziców, i jako takich przedstawiał zstępnym (nie sięgał po metryki, polegał na rodzinnej pamięci; ps. międzypokoleniowe różnice wieku były za małe na redflag z tytułu biologii gatunku).
Tak oto długie życie okazało się kluczowym atutem w wyścigu o pamięc potomnych: pozwoliło nie tylko przykryć przedwczesną śmierć mlodszej pary, ale zupełnie skraść jej miejsce/tożsamość. - Taka karmiczna nagroda za wychowanie osieroconych wnuków.
Ps. Że niektórzy ankietowani mają fun z samego pisania, nie usprawiedliwia skąpienia im należnych za ich wkład cukierków.
Rozważ proszę podzielenie się relacją z badań, szczególnie jeśli dostrzeżesz jakiś wyraźny a zaskakujący trend.
Kamil
- Łucja

- Posty: 1884
- Rejestracja: sob 05 maja 2007, 21:06
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 2 times
- Otrzymał podziękowania: 5 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Cała nasza pasja to mnóstwo takich historii. Z jednej strony trzeba unikać nieładnego "plotkowania" o przodkach i wyciągania brudów różnych, a z drugiej strony jednak warto jak najwięcej dowiedzieć się o ich życiu. Trudne zadanie genealoga (podobnie regionalisty), żeby to jakoś wypośrodkować.
1. Im bliższy krewny tym łatwiej o takie poza metrykalne informacje. Np. wydaje się, że udało mi się zrozumieć dziadków, a zwłaszcza ich zamiłowanie do trunków. Wiem, że to powszechna przypadłość w społeczeństwie, ale mimo wszystko, jednak rozgryzłam. Jeden dziadek miał bardzo "złą prasę", zmarł bardzo młodo, nikt o nim dobrze nie mówił w rodzinie. Ja pierwsza zaczęłam mówić o nim "dobrze", odkryłam historię żołnierza, którym został w nastoletnim wieku i brał udział w I wojnie światowej, wojnie polsko-ukraińskiej i wojnie polsko-bolszewickiej. Aktywny udział. Dotarłam bez wielkiego trudu do faktów jak "zachęcano" żołnierzy do waleczności i jaka była atmosfera w jego jednostce. A po wojnie dziadek dostał pracę w monopolu spirytusowym, nieśmieszne.
Trochę inna historia z drugim dziadkiem, który żył dłużej i akurat miał "dobrą prasę" w rodzinie, ale II wojna doświadczyła go okrutnie, nie podniósł się już potem, chociaż żył jeszcze kilkanaście lat po wojnie (ale to już nie ten sam człowiek, jak mówiono). Nie walczył na wojnie, tylko pracował u Niemców. Dość pechowo jego teść kupił ziemię w miejscu bardzo "strategicznym", mapy wojskowe Miega jeszcze w XVIII w. opisywały to miejsce jako bardzo ważną "wąską ciaśninę" pomiędzy lasem, a rzeką. Dziadek wżenił się w to miejsce i postawił tam własnymi rękami (był cieślą) dom, założył rodzinę, urodziły się dzieci. I wybuchła wojna. Miał wybór, albo przesiedlić się za rzekę, jego dom zostałby wówczas najpewniej zburzony, albo zostać i pracować dla Niemców (założyli tam ogromny kompleks produkcyjny). Tylko część mieszkańców wsi wybrała tę drugą opcję, w tym dziadek. Cała wojna toczyła się w jego domu, dosłownie, miało to bardzo duży wpływ np. na dzieci, no i oczywiście na dziadka, a może i na kolejne pokolenia. Dopiero niedawno ukazała się książka o tym "zakładzie produkcyjnym", nie byłam w stanie jej przeczytać i nie przeczytałam (mam zamiar). Zaczęłam rozumieć, że coś się wydarzyło dopiero kiedy poznałam rodzinę brata dziadka (który wraz z rodzinę wojnę spędził w wiosce w lesie), inni ludzie (spokój, radość, uśmiech). A tutaj wojenna trauma, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli.
2. Sprawy "stanowe", zwłaszcza te z tematyką szlachecką się łączące są w ogóle bardzo ciekawe. Oj wiele legend udało się tutaj obalić, chociaż szlachtą akurat byli. Olbrzymie majątki w średniowieczu jeszcze owszem i były, ale to tereny do dzisiaj marginalne, podmokłe, zalewowe, bagna, itd. Przodkowie wybitnie w takie celowali (a ja takie tereny bardzo lubię, kiedyś turystycznie, a od wielu już lat w pracy, wyceniam takie marginalne nieruchomości, jakoś trafiają do mnie takie przypadki, a ja je chętnie podejmuję, w tym na moich dawnych włościach!). Śmieszne jest to, że niektórzy potomkowie snują legendy o olbrzymich bogactwach, rodzina księcia, itd.
Łucja
1. Im bliższy krewny tym łatwiej o takie poza metrykalne informacje. Np. wydaje się, że udało mi się zrozumieć dziadków, a zwłaszcza ich zamiłowanie do trunków. Wiem, że to powszechna przypadłość w społeczeństwie, ale mimo wszystko, jednak rozgryzłam. Jeden dziadek miał bardzo "złą prasę", zmarł bardzo młodo, nikt o nim dobrze nie mówił w rodzinie. Ja pierwsza zaczęłam mówić o nim "dobrze", odkryłam historię żołnierza, którym został w nastoletnim wieku i brał udział w I wojnie światowej, wojnie polsko-ukraińskiej i wojnie polsko-bolszewickiej. Aktywny udział. Dotarłam bez wielkiego trudu do faktów jak "zachęcano" żołnierzy do waleczności i jaka była atmosfera w jego jednostce. A po wojnie dziadek dostał pracę w monopolu spirytusowym, nieśmieszne.
Trochę inna historia z drugim dziadkiem, który żył dłużej i akurat miał "dobrą prasę" w rodzinie, ale II wojna doświadczyła go okrutnie, nie podniósł się już potem, chociaż żył jeszcze kilkanaście lat po wojnie (ale to już nie ten sam człowiek, jak mówiono). Nie walczył na wojnie, tylko pracował u Niemców. Dość pechowo jego teść kupił ziemię w miejscu bardzo "strategicznym", mapy wojskowe Miega jeszcze w XVIII w. opisywały to miejsce jako bardzo ważną "wąską ciaśninę" pomiędzy lasem, a rzeką. Dziadek wżenił się w to miejsce i postawił tam własnymi rękami (był cieślą) dom, założył rodzinę, urodziły się dzieci. I wybuchła wojna. Miał wybór, albo przesiedlić się za rzekę, jego dom zostałby wówczas najpewniej zburzony, albo zostać i pracować dla Niemców (założyli tam ogromny kompleks produkcyjny). Tylko część mieszkańców wsi wybrała tę drugą opcję, w tym dziadek. Cała wojna toczyła się w jego domu, dosłownie, miało to bardzo duży wpływ np. na dzieci, no i oczywiście na dziadka, a może i na kolejne pokolenia. Dopiero niedawno ukazała się książka o tym "zakładzie produkcyjnym", nie byłam w stanie jej przeczytać i nie przeczytałam (mam zamiar). Zaczęłam rozumieć, że coś się wydarzyło dopiero kiedy poznałam rodzinę brata dziadka (który wraz z rodzinę wojnę spędził w wiosce w lesie), inni ludzie (spokój, radość, uśmiech). A tutaj wojenna trauma, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli.
2. Sprawy "stanowe", zwłaszcza te z tematyką szlachecką się łączące są w ogóle bardzo ciekawe. Oj wiele legend udało się tutaj obalić, chociaż szlachtą akurat byli. Olbrzymie majątki w średniowieczu jeszcze owszem i były, ale to tereny do dzisiaj marginalne, podmokłe, zalewowe, bagna, itd. Przodkowie wybitnie w takie celowali (a ja takie tereny bardzo lubię, kiedyś turystycznie, a od wielu już lat w pracy, wyceniam takie marginalne nieruchomości, jakoś trafiają do mnie takie przypadki, a ja je chętnie podejmuję, w tym na moich dawnych włościach!). Śmieszne jest to, że niektórzy potomkowie snują legendy o olbrzymich bogactwach, rodzina księcia, itd.
Łucja
- Dławichowski

- Posty: 1044
- Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
- Lokalizacja: Koszalin
- Otrzymał podziękowania: 2 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Dzień dobry!
A co byś powiedziała, gdybyś dowiedziała się, że Twój dziadek stał ma wieżyczce w Soboborze ?
A co byś powiedziała, gdybyś dowiedziała się, że Twoja babcia, dzieckiem była przysposobiona na wariackich papierach do polskiej rodziny, a była żydówką ?
A co byś powiedziała, gdyby Twoi rodzice byli, byli SB-kami ?
Genealogia - to gorący ziemniak!
Krzycho z Koszalina
A co byś powiedziała, gdybyś dowiedziała się, że Twój dziadek stał ma wieżyczce w Soboborze ?
A co byś powiedziała, gdybyś dowiedziała się, że Twoja babcia, dzieckiem była przysposobiona na wariackich papierach do polskiej rodziny, a była żydówką ?
A co byś powiedziała, gdyby Twoi rodzice byli, byli SB-kami ?
Genealogia - to gorący ziemniak!
Krzycho z Koszalina
-
Robert_Kostecki

- Posty: 2041
- Rejestracja: pn 14 wrz 2015, 18:33
- Podziękował: 4 times
- Otrzymał podziękowania: 26 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Zgadza się. Ktoś, kto zaczyna "grzebać" w przeszłości przodków, musi liczyć się z tym, iż doszuka się historii, o jakich na początku badań nawet nie myślał. I wcale nie muszą to być sprawy uważane za pozytywne, chociażby w osądzie moralno-etycznym. Mamy więc dwie postawy badawcze. Jedna to dociekania genealogiczne do tzw. "szuflady" i co najwyżej do wglądu dla najbliższych. Druga upublicznienie wyników tych poszukiwań.
W pierwszym przypadku obowiązuje przysłowie, że "zły to ptak, co swoje gniazdo kala", więc dla swojego dobrego samopoczucia staramy się "wybielić" obraz przodka, który w osądzie powszechnym dokonywał czynów niegodnych. W drugim przypadku, kiedy decydujemy się zamieścić wyniki naszych badań w publikatorach, musimy liczyć się z krytyką, a to z prostej przyczyny, że genealogia, to nauka pomocnicza historii i podlega przyjętym kanonom naukowym. A więc, nie powinno być tu bajdurzenia, zmyślania, naciągania, kłamania, czy "pudrowania". Genealogie osób publicznych, czy upublicznionych, mogą być poddane kwerendom przez osoby trzecie, bez obawy, że zostaną z tego powodu zaskarżone. Natomiast publiczne bronienie oprawców, nie bójmy się użyć słowa morderców, którzy mają krew na rękach dziesiątków tysięcy i milionów niewinnych ludzi, tylko dlatego, że pochodzili z innej klasy społecznej, innej nacji narodowej, czy prezentowali inny pogląd polityczno-ustrojowy, czyni niepowetowaną krzywdę w kształtowaniu zdrowej tkanki ludzkiej.
Inna sprawa, że coraz bardziej zaostrzane przepisy dot. RODO, ochrony danych osobowych, itp. nie są chyba przypadkowe i być może zakończą się nawet zamknięciem dostępu do metryk sprzed 100 lat. Kto wie? Spotkałem się z przypuszczeniami, że ma to na celu utrudnienie ustalenia genealogii, właśnie osób występujących publicznie. Oczywiście, kolejne powiedzenie, że "jabłko spada niedaleko od jabłoni" niekoniecznie sprawdza się w 100%, ale obserwując postawy niektórych osób, to wyniki ustalenia ich najbliższej genealogii, mogłyby dać dużo do myślenia. No chyba, że "róbta, co chceta" i "hajda dusza piekła nie ma" są postawami właściwymi w społeczeństwach kultury europejskiej. Szacuje się, że nawet 1/3 społeczeństwa polskiego występuje pod zmienionymi nazwiskami i nie trzeba tu sięgać daleko w głąb historii, tylko zrobić analizę po 1945 roku. Pomijam tu zmianę nazwisk uważanych za brzydkobrzmiące, np. Kordupel na Kostecki.
W pierwszym przypadku obowiązuje przysłowie, że "zły to ptak, co swoje gniazdo kala", więc dla swojego dobrego samopoczucia staramy się "wybielić" obraz przodka, który w osądzie powszechnym dokonywał czynów niegodnych. W drugim przypadku, kiedy decydujemy się zamieścić wyniki naszych badań w publikatorach, musimy liczyć się z krytyką, a to z prostej przyczyny, że genealogia, to nauka pomocnicza historii i podlega przyjętym kanonom naukowym. A więc, nie powinno być tu bajdurzenia, zmyślania, naciągania, kłamania, czy "pudrowania". Genealogie osób publicznych, czy upublicznionych, mogą być poddane kwerendom przez osoby trzecie, bez obawy, że zostaną z tego powodu zaskarżone. Natomiast publiczne bronienie oprawców, nie bójmy się użyć słowa morderców, którzy mają krew na rękach dziesiątków tysięcy i milionów niewinnych ludzi, tylko dlatego, że pochodzili z innej klasy społecznej, innej nacji narodowej, czy prezentowali inny pogląd polityczno-ustrojowy, czyni niepowetowaną krzywdę w kształtowaniu zdrowej tkanki ludzkiej.
Inna sprawa, że coraz bardziej zaostrzane przepisy dot. RODO, ochrony danych osobowych, itp. nie są chyba przypadkowe i być może zakończą się nawet zamknięciem dostępu do metryk sprzed 100 lat. Kto wie? Spotkałem się z przypuszczeniami, że ma to na celu utrudnienie ustalenia genealogii, właśnie osób występujących publicznie. Oczywiście, kolejne powiedzenie, że "jabłko spada niedaleko od jabłoni" niekoniecznie sprawdza się w 100%, ale obserwując postawy niektórych osób, to wyniki ustalenia ich najbliższej genealogii, mogłyby dać dużo do myślenia. No chyba, że "róbta, co chceta" i "hajda dusza piekła nie ma" są postawami właściwymi w społeczeństwach kultury europejskiej. Szacuje się, że nawet 1/3 społeczeństwa polskiego występuje pod zmienionymi nazwiskami i nie trzeba tu sięgać daleko w głąb historii, tylko zrobić analizę po 1945 roku. Pomijam tu zmianę nazwisk uważanych za brzydkobrzmiące, np. Kordupel na Kostecki.
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
U mnie akurat sytuacja się trochę zmieniła, bo im głębiej szukam, tym więcej niespodzianek wychodzi. Okazało się, że rodzina mojej mamy pochodzi z Kresów, a tragiczna historia rodziny mojej babki dotyczy Wołynia. Teraz próbuję ustalić okoliczności morderstwa mojego pradziadka. Jego żona — moja prababka — była Ukrainką, która po wojnie razem ze swoimi dziećmi trafiła do Łodzi. Nigdy nie mówiła o tym, co przeżyła, moja babka też nie, więc wszystko powoli odkrywam dopiero teraz.
Co ciekawe, podobne zaskoczenie miałam przy rodzinie mojego męża. Całe życie słyszał, że „pochodzą z Francji”, a jak zaczęłam grzebać w dokumentach, to wyszło, że od pokoleń żyli w Niemczech, w okręgu Saary. Takie są uroki genealogii — im dalej w las, tym więcej niespodzianek.
Jedyne, czego naprawdę żałuję, to że nie mogę dotrzeć do źródeł sprzed 1850 roku z Wołynia. Podobno moja rodzina była drobną szlachtą, ale nigdzie nie natknęłam się na ich nazwisko. Brakuje metryk parafii lwowskich, więc nie mam jak sprawdzić ciągłości rodu. To jest największa genealogiczna ściana, na jaką trafiłam.
Przy okazji dodam, że RODO nie dotyczy osób zmarłych, więc archiwa nie mają prawa zasłaniać się tym przepisem, jeśli chodzi o dokumenty dotyczące ludzi, którzy nie żyją. Jedyny problem może dotyczyć osób potencjalnie żyjących, ale nie tych, którzy zmarli 70–100 lat temu. Jeśli ktoś zamyka dostęp „bo RODO”, to na pewno nie jest to właściwa podstawa prawna.
* Moderacja - Zgodnie z Regulaminem Rozdział II, pkt 4, lit. b i c i przyjętym zwyczajem prosimy podpisywać posty przynajmniej imieniem. Jeżeli każdorazowe podpisywanie postów jest kłopotliwe, wtedy można ustawić automatyczny podpis w swoim Profilu
Pozdrawiam, Marek
Moderator
Co ciekawe, podobne zaskoczenie miałam przy rodzinie mojego męża. Całe życie słyszał, że „pochodzą z Francji”, a jak zaczęłam grzebać w dokumentach, to wyszło, że od pokoleń żyli w Niemczech, w okręgu Saary. Takie są uroki genealogii — im dalej w las, tym więcej niespodzianek.
Jedyne, czego naprawdę żałuję, to że nie mogę dotrzeć do źródeł sprzed 1850 roku z Wołynia. Podobno moja rodzina była drobną szlachtą, ale nigdzie nie natknęłam się na ich nazwisko. Brakuje metryk parafii lwowskich, więc nie mam jak sprawdzić ciągłości rodu. To jest największa genealogiczna ściana, na jaką trafiłam.
Przy okazji dodam, że RODO nie dotyczy osób zmarłych, więc archiwa nie mają prawa zasłaniać się tym przepisem, jeśli chodzi o dokumenty dotyczące ludzi, którzy nie żyją. Jedyny problem może dotyczyć osób potencjalnie żyjących, ale nie tych, którzy zmarli 70–100 lat temu. Jeśli ktoś zamyka dostęp „bo RODO”, to na pewno nie jest to właściwa podstawa prawna.
* Moderacja - Zgodnie z Regulaminem Rozdział II, pkt 4, lit. b i c i przyjętym zwyczajem prosimy podpisywać posty przynajmniej imieniem. Jeżeli każdorazowe podpisywanie postów jest kłopotliwe, wtedy można ustawić automatyczny podpis w swoim Profilu
Pozdrawiam, Marek
Moderator
-
PawelKoss

- Posty: 479
- Rejestracja: ndz 21 mar 2021, 19:11
- Podziękował: 6 times
- Otrzymał podziękowania: 10 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Przepisy europejskie w tym zakresie dały wolność krajom członkowskim. W Polsce podjęto taką decyzję, ale nie jest ona niezmienialna.Ka_Lac pisze: pt 20 mar 2026, 19:59
Przy okazji dodam, że RODO nie dotyczy osób zmarłych, więc archiwa nie mają prawa zasłaniać się tym przepisem, jeśli chodzi o dokumenty dotyczące ludzi, którzy nie żyją.
Pozdrawiam
Paweł
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Historia nie dotyczy mnie, a mojego dalekiego kuzyna, którego poznałam dzięki MyHetrige.
Kuzyn jest Niemcem. Nasz wspólny przodek urodził się w 1768r.
Kuzyn przeżył szok gdy odkrył, że brat jego dziadka był zastępcą komendanta w Auschwitz.
Bardzo to przeżywał i nie mógł się pogodzić, że nosi to samo nazwisko.
Anna
Kuzyn jest Niemcem. Nasz wspólny przodek urodził się w 1768r.
Kuzyn przeżył szok gdy odkrył, że brat jego dziadka był zastępcą komendanta w Auschwitz.
Bardzo to przeżywał i nie mógł się pogodzić, że nosi to samo nazwisko.
Anna
-
bezkropki

- Posty: 172
- Rejestracja: czw 11 gru 2014, 19:46
- Podziękował: 1 time
- Otrzymał podziękowania: 4 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
1 - nie,
2 - tak,
3 - Jako genealog nie "mam problemu" z kobietami. Myślę, że wielu z nas tak ma. W najbardziej podstawowej genealogii - jest para i ma dzieci itd. Jako "produkt" mojej kultury swoje drzewo robię patrylinearnie, ale po prostu nie da się pominąć kobiet:). Z drugiej strony nIe mają też one jakiejś specjalnej roli. Owszem, jako kobiecie, osobiśćie jest mi łatwiej identyfikować się z przodkiniami (jak im było, czy trudno, jak sobie radziły), niż z przodkami. Ale to kwestia wtórna i odległa od "twardej" genealogii.
Paradoksalnie, to w genealogii panuje prawdziwa równość, bo statystycznie (pomijając nieślubne dzieci) KAŻDY ma w swoim dzrzewie po równo, po 50% kobiet i mężczyzn:). Dobra, to żart był, wracam do rzeczy.
Tu płynnie przechodzę do ad2 - mam "na drzewie" człeka, wobec którego zebrane fakty i okoliczności kazały mi postawić hipotezę roboczą, że nie jest on synem wyrobnika, lecz miejscowego dziedzica (a ten dziedzic ma w dodatku koligacje dynastyczne). Jak się czułam ja i probant? Radośni i podeksctyowani (może z uwagi na to, że parę pokoleń go oddziela od ww. wypadków, więc ta ciekawostka historyczna była dla nas fantastyczną gratką). Ale to emocje. Bo co robię z tą hipotezą jako badacz? NIe przywiązuję się do niej, lecz podejmuję działania, żeby ją albo potwierdzić(udowodnić), albo obalić (też w oparciu o twarde dowody, a nie "widzimisie", tj. dumamy nad testem DNA z potomkami owego ziemianina).
Gdyby hipoteza upadła, to mamy (widzę po reakcjach probanta) "oczyszczenie atmosfery" wokół jeden prababci. Gdyby zaś się potwierdziła, to otwiera się pole do dalszych ekscytujących badań. Szlachcicem taki potomek nie będzie, ale (cytuję) "To ja już wiem, skąd u nas to poczucie godności, te zdolności, PĘD DO NAUKI i "czegoś więcej", aspiracje wychodzące poza miedzę". Psychologia, epigenetyka to nie moja bajka, ale dla zaciekawionego nimi probanta, to wręcz epicka szansa na dalsze ciekawe "rozkminy" i badania.
Fragmentem umysłu wyłapuję tego rodzaju "zajawki na epipgenetykę". NIe badam ich, bo tu potrzebny jest cały aparat naukowy, na kolanie tego nie zrobię. Podzielę się jednak ciekawostką. Badam sobie otóż dzieje pewnej wioski. Przebadawszy je od średniowiecza (historia), a księgi parafialne od końca XVIII w. (genealogia i nieco historii), zauważam, że wtedy był podział z grubsza na: wolnych ludzi (nie mylić z luźnymi!), gospodarzy i bezrolnych wyrobników. Na pocz XXI w. potomkowie wolnych i bogatych są miejscowycm small businessem, potomkowie gospodarzy są etatowcami i dobrze sobie radzą finansowo, a potomkowie wyrobników są podopiecznymi MOPS. Ktoś ma podobne spostrzeżenia, czy tylko w "mojej" wsi tak wyszło?
Ad 3 - Dołujące było spostrzeżenie ilu pokoleniom i jak bardzo napsuła krwi jedna małostkowa, chciwa, CIEMNA, OGRANICZONA i zawistna służąca, która wiadomego rodzaju podstępem "capnęła" kmiecego potomka... Ale to też nie genealogia, lecz psychologia, albo może socjologia, stąd też pozostaję przy osobistym odczuciu i zjawisk z tego zakresu nie badam, bo to nie moja działka.
Pozdrawiam
2 - tak,
3 - Jako genealog nie "mam problemu" z kobietami. Myślę, że wielu z nas tak ma. W najbardziej podstawowej genealogii - jest para i ma dzieci itd. Jako "produkt" mojej kultury swoje drzewo robię patrylinearnie, ale po prostu nie da się pominąć kobiet:). Z drugiej strony nIe mają też one jakiejś specjalnej roli. Owszem, jako kobiecie, osobiśćie jest mi łatwiej identyfikować się z przodkiniami (jak im było, czy trudno, jak sobie radziły), niż z przodkami. Ale to kwestia wtórna i odległa od "twardej" genealogii.
Paradoksalnie, to w genealogii panuje prawdziwa równość, bo statystycznie (pomijając nieślubne dzieci) KAŻDY ma w swoim dzrzewie po równo, po 50% kobiet i mężczyzn:). Dobra, to żart był, wracam do rzeczy.
Tu płynnie przechodzę do ad2 - mam "na drzewie" człeka, wobec którego zebrane fakty i okoliczności kazały mi postawić hipotezę roboczą, że nie jest on synem wyrobnika, lecz miejscowego dziedzica (a ten dziedzic ma w dodatku koligacje dynastyczne). Jak się czułam ja i probant? Radośni i podeksctyowani (może z uwagi na to, że parę pokoleń go oddziela od ww. wypadków, więc ta ciekawostka historyczna była dla nas fantastyczną gratką). Ale to emocje. Bo co robię z tą hipotezą jako badacz? NIe przywiązuję się do niej, lecz podejmuję działania, żeby ją albo potwierdzić(udowodnić), albo obalić (też w oparciu o twarde dowody, a nie "widzimisie", tj. dumamy nad testem DNA z potomkami owego ziemianina).
Gdyby hipoteza upadła, to mamy (widzę po reakcjach probanta) "oczyszczenie atmosfery" wokół jeden prababci. Gdyby zaś się potwierdziła, to otwiera się pole do dalszych ekscytujących badań. Szlachcicem taki potomek nie będzie, ale (cytuję) "To ja już wiem, skąd u nas to poczucie godności, te zdolności, PĘD DO NAUKI i "czegoś więcej", aspiracje wychodzące poza miedzę". Psychologia, epigenetyka to nie moja bajka, ale dla zaciekawionego nimi probanta, to wręcz epicka szansa na dalsze ciekawe "rozkminy" i badania.
Fragmentem umysłu wyłapuję tego rodzaju "zajawki na epipgenetykę". NIe badam ich, bo tu potrzebny jest cały aparat naukowy, na kolanie tego nie zrobię. Podzielę się jednak ciekawostką. Badam sobie otóż dzieje pewnej wioski. Przebadawszy je od średniowiecza (historia), a księgi parafialne od końca XVIII w. (genealogia i nieco historii), zauważam, że wtedy był podział z grubsza na: wolnych ludzi (nie mylić z luźnymi!), gospodarzy i bezrolnych wyrobników. Na pocz XXI w. potomkowie wolnych i bogatych są miejscowycm small businessem, potomkowie gospodarzy są etatowcami i dobrze sobie radzą finansowo, a potomkowie wyrobników są podopiecznymi MOPS. Ktoś ma podobne spostrzeżenia, czy tylko w "mojej" wsi tak wyszło?
Ad 3 - Dołujące było spostrzeżenie ilu pokoleniom i jak bardzo napsuła krwi jedna małostkowa, chciwa, CIEMNA, OGRANICZONA i zawistna służąca, która wiadomego rodzaju podstępem "capnęła" kmiecego potomka... Ale to też nie genealogia, lecz psychologia, albo może socjologia, stąd też pozostaję przy osobistym odczuciu i zjawisk z tego zakresu nie badam, bo to nie moja działka.
Pozdrawiam
Anna
szukam: Owczarski, Wesołowski, Zaparucha, Bzdyl, Muzyczuk, Jasiecka/Jasicka, Panfil - Rzeszowszczyzna, Kujawy, Roztocze, Małopolska
szukam: Owczarski, Wesołowski, Zaparucha, Bzdyl, Muzyczuk, Jasiecka/Jasicka, Panfil - Rzeszowszczyzna, Kujawy, Roztocze, Małopolska
-
bielecki

- Posty: 660
- Rejestracja: czw 18 paź 2007, 13:35
- Podziękował: 7 times
- Otrzymał podziękowania: 20 times
Re: Czy rodzinne odkrycia zmieniły Wasze spojrzenie na historię rodziny?
Nie, przepisy RODO nie dotyczą osób zmarłych z samej istoty rzeczy, osoby zmarłe w ogóle nie są "osobami" w sensie prawnym (nie mają więc np. "danych osobowych"). Dlatego każdy, kto twierdzi, że dotyczą, po prostu nie rozumie prawa.PawelKoss pisze: pt 20 mar 2026, 21:25Przepisy europejskie w tym zakresie dały wolność krajom członkowskim. W Polsce podjęto taką decyzję, ale nie jest ona niezmienialna.Ka_Lac pisze: pt 20 mar 2026, 19:59
Przy okazji dodam, że RODO nie dotyczy osób zmarłych, więc archiwa nie mają prawa zasłaniać się tym przepisem, jeśli chodzi o dokumenty dotyczące ludzi, którzy nie żyją.
Oczywiście można teoretycznie wprowadzić jakieś inne przepisy, nie odwołujące się do RODO, utrudniające dostęp do archiwów czy innych źródeł wiedzy o osobach nieżyjących na podstawie jakichkolwiek bądź przesłanek, ale nie ochrony danych osobowych.
Łukasz
Łukasz Bielecki