Myślę, że warto zapoznać się z dwoma tekstami epoki dotyczącymi Polaków, Rusinów i Ukraińców, w tym drobnej szlachty. Nie są to teksty naukowe, ale teksty powstałe w okresie międzywojennym, choć jeden z nich rzutuje na sprawy wojny światowej i wojny polsko-ukraińskiej. Oczywiście takich tekstów jest więcej, ale te są po prostu charakterystyczne i nie każdy je zna.
https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/public ... 02/content - chodzi oczywiście o wstęp w części nieheraldycznej
https://pbc.biaman.pl/dlibra/publicatio ... anguage=en
I nieco krytycznie m.in. o tej książce, ale i z dostrzeżeniem problemu oraz listami episkopatu grecko katolickiego - www.historycy.org/index.php?showtopic=6310&st=60
Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie
Moderatorzy: kaphis, elgra, maria.j.nie
- Tomasz_Lenczewski

- Posty: 2286
- Rejestracja: ndz 26 wrz 2010, 14:41
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 1 time
- Otrzymał podziękowania: 18 times
- Kontakt:
- Virg@

- Posty: 841
- Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29
- Podziękował: 17 times
- Otrzymał podziękowania: 25 times
Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie
Zgadzam się z Łukaszem i uważm, że nic lepiej nie oddaje kontekstu znaczeniowego, niż przywołane świadectwo z epoki.bielecki pisze: pn 09 mar 2026, 15:12 Pomiędzy dwiema skrajnościami, że "wyznanie w żaden sposób nie koreluje z narodowością i jej nie wskazuje",
a "wyznanie determinuje w 100% narodowość", […] jest duże pole do dyskusji […]
Ale temat jak widać dotyczy obrządków rzymskiego i wschodniego (greckiego, ruskiego, bizantyjskiego, różnie go nazywano) w Galicji, głównie wschodniej, a nie przypadku okolic Bielska-Białej. Tam, na wschodzie, korelacja jest duża i historycznie uwarunkowana, a dyskusja o meandrach tej kwestii zwłaszcza w indywidualnych przypadkach, jak najbardziej ma sens i z różnych przykładów można się wiele dowiedzieć o realiach tamtych czasów … (podkreślenie moje - Lidia)
Miasteczko Płazów. Położone na skraju Roztocza i Puszczy Solskiej, między Cieszanowem a Narolem. Liche, piaszczyste gleby, przy obfitości lasów, do dziś podchodzących pod ostatnie domostwa. Lokowane przez starostę lubaczowskiego Jana Płazę na pustkowiu, na surowym korzeniu, i późno, bo dopiero w 1614 r. Swój rozwój zawdzięczało usytuowaniu przy ważnym szlaku komunikacyjnym, tzw. jarosławskim (odcinek Lubaczów - Tomaszów); pełniło też rolę ośrodka dla okolicznych osad przemysłowych, opierających swoją egzystencję na przetwarzaniu rud darniowych i eksploatacji lasów. Parafia łacińska, zorganizowana w 1639 r., należała do diecezji chełmskiej (dekanat Potylicz), a unicka, o nieokreślonej bliżej metryce, jeszcze do eparchii przemyskiej (dekanat Lubaczów).
W połowie XVIII w. miejscowa społeczność unicka, zbulwersowana widać kilkoma spektakularnymi przypadkami zmiany obrządku na łaciński, złożyła skargę w kurii eparchialnej. 19 czerwca 1752 r. władyka Onufry Szumlański wyznaczył więc komisarza, w osobie ks. Jakuba Turczynowskiego, dziekana lubaczowskiego, polecając mu udać się na miejsce i przeprowadzić formalne śledztwo w tej sprawie. Dziekan wziął sobie do pomocy parocha z Żukowa, ks. Jędrzeja Lebedowicza, i wspólnie z nim udał się do Płazowa. Przesłuchanie zaprzysiężonych świadków odbyło się na miejscu 30 lipca, po czym akta tej tzw. inkwizycji płazowskiej zostały odesłane do siedziby władyki w Walawie, dokąd trafiły 30 września 1752 r. Przebieg procesu i jego finał, zresztą nie jedynego, jaki zanotowały w podobnej sprawie akta cerkiewne, nie jest tak interesujący dla naszego tematu , jak zeznania świadków. Wypowiedzi mieszkańców Płazowa i okolicznych wsi, kilku mężczyzn w wieku ok. 40 - 80 lat, cieszących się w swoim środowisku dużym autorytetem, wolno uznać za miarodajne nie tylko dla lokalnej gminy, ale także całej wspólnoty unickiej eparchii przemyskiej u progu XVIII w. Przytoczę je tutaj w obszernym wyborze, aby w ten sposób przybliżyć sposób rozumienia zakresu znaczeniowego określeń w rodzaju "Polak" lub "Rusin", a pośrednio i "Żyd".
Oskarżonymi w procesie o nielegalną zmianę obrządku byli mieszczanie płazowscy: małżeństwo, Stefan i Maria oraz ich syn Józef, Tarnowscy, Teodozja Szajdecka, Jan Fechowicz i Anna Siekierowa. Już w trakcie przesłuchania, pod wpływem zeznań świadków, akt oskarżenia rozszerzono na kilkoro mieszkańców Huty Róźanieckiej. Komisarze, badając okoliczności sprawy, zadawali każdemu świadkowi 4 identyczne pytania, z których pierwsze - jak się wydaje - było zasadnicze: "czy... z rodziców swoich, dziadów i pradziadów będąc religii ruskiej, przystąpili do obrządków łacińskich, nie mając na to żadnego pozwolenia Stolicy Apostolskiej", podczas gdy pozostałe miały wyjaśnić postawę wszystkich lub tylko niektórych oskarżonych wobec władz kościelnych jednego i drugiego obrządku (a konkretnie bpa chełmskiego Szembeka, proboszcza i parocha płazowskiego), realizację praktyk religijnych i stwierdzić, czy rzeczywiście miały miejsce pewne skrajne wypowiedzi pod adresem Cerkwi i wspólnoty ruskiej. Świadkowie, na ogół zgodnie, zeznali, że: "Tarnowscy byli Rusinami, jedynie ich syn Józef był przez księdza chrzczony, gdy [jego] rodzice już po polsku trzymali", Fechowicz "miał matkę Polkę, tylko ojca Rusina", Teodozja "była Ruską", ale po ślubie z Polakiem "Polką została" (relacja Jana Klimusa, Hrehorego Filewicza i Jana Michałowskiego). Najdokładniejszy w zeznaniach był burmistrz Płazowa, Gabriel Krupa. Podał on do protokołu, że: Stefan Tarnowski "został Polakiem ok. 30 lat wcześniej, jego żona 10, a syn został ochrzczony w kościele", Teodozja jest od 8 lat Polką", Fechowicz, który obecnie ma 70 lat, "od małego był Polakiem", ale ojciec jego był Rusinem, "tylko przed śmiercią na kilka lat został Polakiem", Anna "od 3 lat jest Polką". Z wypowiedzi pozostałych świadków warto tu przytoczyć słowa Jana Warywody o tym, jak bp Szembek podczas wizytacji miejscowej parafii "kazał wszystkim Polakom, którzy Rusinami [wcześniej] byli, aby się nazad wrócili do obrządków ruskich", a także Jana Koguta, obywatela z Huty Róźanieckiej", jednakże urodzonego w Płazowie. Podał on, że w miejscu obecnego zamieszkania "wiele jest takich, którzy Rusinami byli, a teraz są Polakami", po czym wymienił z imienia i nazwiska 10 osób, wraz w datami zmiany obrządku. Wśród nich była Anna Dominiczka, "Polka od 6 lat", która "troje dzieci na polskie obróciła", a nawet Eufrozyna Skibowa "moja własna córka, ode mnie Rusina i żony mojej Ruskiej, lat 20 [temu] jak Polką została". To dramatyczne wyznanie dostatecznie wyjaśnia powód, dla którego Kogut zdecydował się stanąć przed komisją w Płazowie i złożyć zeznanie, wykraczające poza przedmiot rozpatrywanej sprawy.
Z przytoczonych wyżej wypowiedzi wynika, że w opinii współczesnych można było przestać "być Rusinem" lub "Polakiem" czy "Żydem", do czego drogę otwierała zmiana obrządku lub wyznania. W konsekwencji, do pomyślenia dla społeczności pogranicznych była sytuacja, że nie raz, a kilkakrotnie można wędrować od wspólnoty do wspólnoty wyznaniowej, zmieniając za każdym razem przynależność etniczną. Fakty tego rodzaju rzeczywiście miały w strefie pogranicza miejsce, o czym przekonuje druga, przytaczana tu już w dużym skrócie, historia.
Miasteczko Pruchnik. Kilka lat po procesie płazowskim do sądu oficjała eparchialnego trafiła podobna sprawa. Jej bohaterką była mieszczka z Pruchnika, Barbara Grzybowa. „Urodzona z Rusinów i ochrzczona w cerkwi” w 1742 r., zmieniła 17 lat później obrządek, przyjmując w czasie jubileuszu franciszkańskiego w Przemyślu komunię „rzymską”. Po powrocie do Pruchnika, pod naciskiem gminy ruskiej („od ludzi strofowana”), wróciła do obrządu unickiego, na znak czego wyspowiadała się „na św. Eliasza” w cerkwi. Zdaniem świadków, Barbara była dwukrotnie i na przemian, Ruską i Polką. Urodziła się i do 17. roku życia wychowywała w religii greckiej, była więc Ruską, potem przez rok, od jubileuszu przemyskiego, Polką, następnie, od św. Eliasza - ponownie Ruską. Ale na tym nie koniec. „Za namową męża swego”, Szymona Grzyba, wyjechała - tym razem do Jarosławia, gdzie kolejny raz zmieniła obrządek, a więc - zdaniem świadków - „drugi raz Polką została”.
Takie historie musiały się zdarzać na pograniczu częściej, jednak mało która znajdowała epilog w sądzie. Te dwie trafiły do Walawy - jak się można domyślać - ze względu na bulwersujące społeczność unicką okoliczności. W przypadku Płazowa mogła nią być spora liczba osób, które porzuciły „wiarę ojców”, ich pozycja społeczna, a przy tym obelżywe uwagi jednego z oskarżonych pod adresem Rusinów. Przypadek Barbary Grzybowej był tym bardziej godzien napiętnowania, raz dlatego, że była córką unickiego dziekana pruchnickiego, ks. Łukasza Sabatowicza, a po wtóre, swoim zachowaniem prowokowała już nie tylko ruskie, ale nawet żydowskie otoczenie.
Wyłaniające się spoza przedstawionych wyżej spraw postawy ludzi pogranicza wobec tak niejednoznacznych kategorii pojęciowych, jak przynależność (wspólnota) etniczna, nie są łatwe do sklasyfikowania. Najprostsza byłaby interpretacja zawężająca, według której np. „polskość” w tym sensie, to jedynie synonim obrządku łacińskiego, a „być Polakiem” oznaczało: „należeć do Kościoła łacińskiego”. To wyjaśniałoby, dlaczego każda zmiana obrządku (wyznania), pociągała za sobą zmianę „przynależności etnicznej”, określaną desygnatem: „Polak”, Rusin”, „Żyd”. Według takiej interpretacji, Polak po zmianie obrządku pozostałby Polakiem, tyle że obrządku unickiego, Rusin - obrządku łacińskiego, a konwersja Żyda apostaty ograniczałaby się jedynie do zmiany religii; pozostałby on tak czy inaczej Żydem „etnicznym”, przestałby natomiast być Żydem - członkiem wspólnoty mojżeszowej. Przyjęcie takiej hipotezy byłoby może i dla historyka wygodne, gdyby nie wątpliwości, jakie się z tym łączą. W źródłach z epoki uderza przede wszystkim ostra, czasem nie przebierająca w środkach reakcja wspólnot na wszelkie, choćby tylko incydentalne próby jej wewnętrznej dezintegracji. Wydaje się to zastanawiające i zupełnie zbędne, gdyby chodziło tylko o zmianę obrządku, jak to miało miejsce w stosunkach między wspólnotami katolickimi. Nie ulega żadnej wątpliwości, że wspólnoty (in gremio, a nie tylko elity), każda na swój sposób, żywiły obawy już nie tylko o „ucieczkę dusz”, przejście z Cerkwi do Kościoła, a bardziej o wszelkie konsekwencje kulturowe i społeczne tego kroku. Każda z nich rozwijała się na pograniczu w innej tradycji religijnej (jedność Kościoła zachodniego i wschodniego była na tym terenie całkiem świeżej daty), pielęgnowała odrębność językową i obyczajową, podtrzymywała właściwą dla siebie tradycję kulturową. Zmiana obrządku, a tym bardziej wyznania oznaczała jednocześnie przystąpienie do innej wspólnoty kulturowej, w stosunku do której nie trzeba było już wykazywać się pokrewieństwem etnicznym, natomiast istotny okazywał się świadomy wybór wartości i symboli, jakie się z nią łączyły. Nie ulega też wątpliwości, że polska, ruska czy żydowska formacja kulturowa i narodowa powstawała na fundamencie struktur wyznaniowych, a jej głównym składnikiem stała się tradycja religijna. Przyjęcie tej interpretacji może sugerować, że w omawianym okresie mamy do czynienia z w pełni już wykrystalizowanymi wspólnotami narodowymi.
Źródło: Zdzisław Budzyński, Ludność pogranicza polsko - ruskiego w drugiej połowie XVIII wieku.
Stan, rozmieszczenie, struktura wyznaniowa i etniczna, tom 1, Przemyśl - Rzeszów 1993.
Łączę pozdrowienia –
Lidia
-
bezkropki

- Posty: 172
- Rejestracja: czw 11 gru 2014, 19:46
- Podziękował: 1 time
- Otrzymał podziękowania: 4 times
Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie
(Trudno się cytuje tak wielopiętrowy koment, więc pozwolę sobie poprostu wyciąć kawałek)
"Królestwo Galicji i Lodomerii jak ty to podkreślasz było fasadą mającą legitymizować władzę Austrii na zrabowanych ziemiach polskich, a budowanie na tym jakiejś "tożsamości galicyjskiej" powiela ten sam pozorny charakter, tworząc iluzję wspólnej identyfikacji, która w rzeczywistości nigdy nie istniała."
Wg tego, co dotychczas przeczytałam, ww. tekst doskonale oddaje istotę zjawiska.
Natomiast wracając do pytania Edka, które otwiera ten wątek, to nawet prof. Davies nie zna na nie odpowiedzi:). Czytam sobie właśnie jego "Galicję" i tu na str. 256 autor przytacza I. Homola-Skąpska (red.) "Pamiętniki urzędników galicyjskich", Kraków 1978, str. 369-373:
"Divide te impera stało się hasłem rządu ówczesnego (...) Utrzymywano nawet, nie wiem czy słusznie, że pionierem zasady dzielenia narodu wedle obrządku na dwie odrębne narodowości był ówczesny gubernator Galicji p. Agenor Gołuichowski". (mowa o latach 1848-1849).
W ogóle polecam tę książkę do szukania odpowiedzi na Twoej, Edku, pytanie, bo Davies pokazuje genezę Galicji, jej sztuczność, ale też realia życia. NIe ma gotowych odpowiedzi, jest natomiast zasób wiedzy, który może tylko pomóc jakoś "ustawić sobie" założenia/hipotezy robocze do dalszych prac genealo.
Pozdrawiam
"Królestwo Galicji i Lodomerii jak ty to podkreślasz było fasadą mającą legitymizować władzę Austrii na zrabowanych ziemiach polskich, a budowanie na tym jakiejś "tożsamości galicyjskiej" powiela ten sam pozorny charakter, tworząc iluzję wspólnej identyfikacji, która w rzeczywistości nigdy nie istniała."
Wg tego, co dotychczas przeczytałam, ww. tekst doskonale oddaje istotę zjawiska.
Natomiast wracając do pytania Edka, które otwiera ten wątek, to nawet prof. Davies nie zna na nie odpowiedzi:). Czytam sobie właśnie jego "Galicję" i tu na str. 256 autor przytacza I. Homola-Skąpska (red.) "Pamiętniki urzędników galicyjskich", Kraków 1978, str. 369-373:
"Divide te impera stało się hasłem rządu ówczesnego (...) Utrzymywano nawet, nie wiem czy słusznie, że pionierem zasady dzielenia narodu wedle obrządku na dwie odrębne narodowości był ówczesny gubernator Galicji p. Agenor Gołuichowski". (mowa o latach 1848-1849).
W ogóle polecam tę książkę do szukania odpowiedzi na Twoej, Edku, pytanie, bo Davies pokazuje genezę Galicji, jej sztuczność, ale też realia życia. NIe ma gotowych odpowiedzi, jest natomiast zasób wiedzy, który może tylko pomóc jakoś "ustawić sobie" założenia/hipotezy robocze do dalszych prac genealo.
Pozdrawiam
Anna
szukam: Owczarski, Wesołowski, Zaparucha, Bzdyl, Muzyczuk, Jasiecka/Jasicka, Panfil - Rzeszowszczyzna, Kujawy, Roztocze, Małopolska
szukam: Owczarski, Wesołowski, Zaparucha, Bzdyl, Muzyczuk, Jasiecka/Jasicka, Panfil - Rzeszowszczyzna, Kujawy, Roztocze, Małopolska
Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie
Tak było nie tylko w Galicji, podobnie było również w diecezji chełmskiej jeszcze przed rozbiorami. Duchowni uniccy sami nazywali się Rusinami, choć w dokumentach używali języka polskiego. W księgach grodzkich chełmskich zachowały się spisy parafian z końca XVIII w. sporządzone przez duchownych unickich. W przypadku małżeństw mieszanych przy osobach obrządku łacińskiego jest dopisek "Polak". Więc jest to zjawisko jeszcze przedrozbiorowe, istniejące już w czasach króla Stasia.
Henryk
Henryk
-
Robert_Kostecki

- Posty: 2041
- Rejestracja: pn 14 wrz 2015, 18:33
- Podziękował: 4 times
- Otrzymał podziękowania: 26 times
Re: Obrządek rzymskokatolicki i greckokatolicki a narodowość w dawnej Galicji – prośba o wyjaśnienie
Unia brzeska – połączenie Cerkwi prawosławnej z Kościołem łacińskim w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dokonane w Brześciu Litewskim w 1596 roku. Część duchownych prawosławnych i wyznawców prawosławia uznała papieża za głowę Kościoła i przyjęła dogmaty katolickie, zachowując bizantyjski ryt liturgiczny. Następstwami unii brzeskiej były podział społeczności prawosławnej na zwolenników unii – unitów i przeciwników – dyzunitów oraz wzrost niechęci wiernych prawosławnych do Polski i polskości (za Wikipedią).
W ciągu XVII i XVIII wieków wielu Polaków oraz spolszczonych przedstawicieli rodzin rusińskich, często pochodzenia szlacheckiego, zostawało księżmi unickimi. Trudno mi było to jednoznacznie wyczytać, ale zapewne była to celowa polityka ze strony państwa polskiego. Wśród kleru greckokatolickiego, oprócz typowych nazwisk polskich z sufiksem -ski, bardzo często spotykało się przyjemnie brzmiące dla ucha nazwiska, takie jak: Wenhrynowicz, Dyhdalewicz, Kowszewicz, Angełłowicz, Własewicz, Kuncewicz, czy Zacharasiewicz i o pięknych imionach Filaret, Platon, Herakliusz, itd. Jednak w XIX wieku, wraz z rozwojem nacjonalizmu ukraińskiego, ci "polscy" księża obrządku greckokatolickiego byli stopniowo usuwani z szeregów kleru.
Robert
W ciągu XVII i XVIII wieków wielu Polaków oraz spolszczonych przedstawicieli rodzin rusińskich, często pochodzenia szlacheckiego, zostawało księżmi unickimi. Trudno mi było to jednoznacznie wyczytać, ale zapewne była to celowa polityka ze strony państwa polskiego. Wśród kleru greckokatolickiego, oprócz typowych nazwisk polskich z sufiksem -ski, bardzo często spotykało się przyjemnie brzmiące dla ucha nazwiska, takie jak: Wenhrynowicz, Dyhdalewicz, Kowszewicz, Angełłowicz, Własewicz, Kuncewicz, czy Zacharasiewicz i o pięknych imionach Filaret, Platon, Herakliusz, itd. Jednak w XIX wieku, wraz z rozwojem nacjonalizmu ukraińskiego, ci "polscy" księża obrządku greckokatolickiego byli stopniowo usuwani z szeregów kleru.
Robert