: czw 16 cze 2022, 09:45
A ja polecam opracowanie Szymona Konarskiego pt. "Szlachta kalwińska w Polsce", Warszawa 1938, ss. 360, także oparte na źródłach, z którego jakoś nie wynika, żeby protestanci byli masowo w Polsce prześladowani w ostatnich ponad 300 latach.
Ale, to dopiero od epoki Oświecenia, czyli od około 1680 roku. Wcześniej było różnie:
"W tzw. Złotym Wieku Polska była krajem tolerancyjnym. Schronienie i możność działania znajdowało tutaj wiele wyznań w innych krajach prześladowanych. Wraz z rozkwitem reformacji najpierw zawitali do Polski luteranie, którzy zdobyli wyznawców głównie wśród mieszkańców miast. Później pojawili się kalwini za którymi opowiedziała się szósta część stanu szlacheckiego, jego elita intelektualna wykształcona na zachodnich uniwersytetach, ta która wiodła prym w ruchu egzekucji dóbr i praw, wymierzonym w nadużycia magnaterii oraz kleru. Z czasem pojawili się anabaptyści (menonici), bracia czescy, bracia polscy (socynianie). Przez pewien czas protestantyzm miał w Polsce przewagę, jeśli idzie o publiczne wpływy... Prawdziwy dramat miał się jednak dopiero zacząć po śmierci króla Stefana... Na następcę namaścili Zygmunta, szwedzkiego księcia... W reakcji na to wybuchł bunt szlachecko-protestancki zwany „rokoszem Zebrzydowskiego" (1606-1609). Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów i dążenia absolutystyczne. Domagali się nie tylko wybieralności urzędników ziemskich, ale i wygnania jezuitów z kraju. O wszystkim zadecydowała bitwa pod Guzowem. Wojska królewskie ruszyły do ataku z okrzykiem „Jezus, Maryja!", rozbijając przeciwnika, zadając tym samym śmiertelny cios rokoszowi...".
No i zaczęły się pogromy.
To nie jest oczywiście w historii Świata przykład odosobniony i wydaje się, że może mieć miejsce jeszcze nie raz. Chodzi o to, że zawsze znajduje się grupa ludzi "Jaśnie Oświeconych", którzy krótko mówiąc, chcą wdrożyć w życie danego państwa ideologie tolerancji, internacjonalizmu, daleko idącej demokracji, itp., ponieważ drażni ich powszechnie panująca obyczajowość, religia, poglądy, itp. Są oni tak przekonani o słuszności swoich racji, że w swoich dążnościach do "nawrócenia" lokalnego społeczeństwa, zatracają głoszone przez siebie wartości, stając się zwykłymi agresorami. Bardzo często są to osoby nie tylko o odmiennych od większości: rasie, orientacjach seksualnych, ale także wyznaniach i co za tym idzie sympatiach daleko odbiegających od utożsamiania się z patriotyzmem i nacjonalizmem danego kraju. A wręcz tworzą układ między "swoimi", co godzi w interes rodzimego społeczeństwa. To oni są właśnie w głównej mierze piewcami wyżej wymienionych ideologii. Dochodzi do zmęczenia materiału, gdyż kropla przelewa naczynie. Uważni obserwatorzy, którzy wyciągnęli wnioski z owych światowych pogromów "obcych" wiedzą o co chodzi. Jednak problem tkwi w tym, że "obcy" często nie wyciągnęli nauki z tego, co działo się z powodu nadużycia zaufania i nadwyrężenia wyrozumiałości tych, którzy duszą i ciałem chcą z całym bagażem wad i pozytywów pozostać Ukraincami, Litwinami, czy Polakami.
Pozdrawiam, w tym tak ważnym dla Nas dniu Bożego Ciała
Robert
Ale, to dopiero od epoki Oświecenia, czyli od około 1680 roku. Wcześniej było różnie:
"W tzw. Złotym Wieku Polska była krajem tolerancyjnym. Schronienie i możność działania znajdowało tutaj wiele wyznań w innych krajach prześladowanych. Wraz z rozkwitem reformacji najpierw zawitali do Polski luteranie, którzy zdobyli wyznawców głównie wśród mieszkańców miast. Później pojawili się kalwini za którymi opowiedziała się szósta część stanu szlacheckiego, jego elita intelektualna wykształcona na zachodnich uniwersytetach, ta która wiodła prym w ruchu egzekucji dóbr i praw, wymierzonym w nadużycia magnaterii oraz kleru. Z czasem pojawili się anabaptyści (menonici), bracia czescy, bracia polscy (socynianie). Przez pewien czas protestantyzm miał w Polsce przewagę, jeśli idzie o publiczne wpływy... Prawdziwy dramat miał się jednak dopiero zacząć po śmierci króla Stefana... Na następcę namaścili Zygmunta, szwedzkiego księcia... W reakcji na to wybuchł bunt szlachecko-protestancki zwany „rokoszem Zebrzydowskiego" (1606-1609). Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów i dążenia absolutystyczne. Domagali się nie tylko wybieralności urzędników ziemskich, ale i wygnania jezuitów z kraju. O wszystkim zadecydowała bitwa pod Guzowem. Wojska królewskie ruszyły do ataku z okrzykiem „Jezus, Maryja!", rozbijając przeciwnika, zadając tym samym śmiertelny cios rokoszowi...".
No i zaczęły się pogromy.
To nie jest oczywiście w historii Świata przykład odosobniony i wydaje się, że może mieć miejsce jeszcze nie raz. Chodzi o to, że zawsze znajduje się grupa ludzi "Jaśnie Oświeconych", którzy krótko mówiąc, chcą wdrożyć w życie danego państwa ideologie tolerancji, internacjonalizmu, daleko idącej demokracji, itp., ponieważ drażni ich powszechnie panująca obyczajowość, religia, poglądy, itp. Są oni tak przekonani o słuszności swoich racji, że w swoich dążnościach do "nawrócenia" lokalnego społeczeństwa, zatracają głoszone przez siebie wartości, stając się zwykłymi agresorami. Bardzo często są to osoby nie tylko o odmiennych od większości: rasie, orientacjach seksualnych, ale także wyznaniach i co za tym idzie sympatiach daleko odbiegających od utożsamiania się z patriotyzmem i nacjonalizmem danego kraju. A wręcz tworzą układ między "swoimi", co godzi w interes rodzimego społeczeństwa. To oni są właśnie w głównej mierze piewcami wyżej wymienionych ideologii. Dochodzi do zmęczenia materiału, gdyż kropla przelewa naczynie. Uważni obserwatorzy, którzy wyciągnęli wnioski z owych światowych pogromów "obcych" wiedzą o co chodzi. Jednak problem tkwi w tym, że "obcy" często nie wyciągnęli nauki z tego, co działo się z powodu nadużycia zaufania i nadwyrężenia wyrozumiałości tych, którzy duszą i ciałem chcą z całym bagażem wad i pozytywów pozostać Ukraincami, Litwinami, czy Polakami.
Pozdrawiam, w tym tak ważnym dla Nas dniu Bożego Ciała
Robert